Rozważania myśli – „Współczesna wizja męskości i kobiecości, i jej zgubny wpływ na młode pokolenie”. 

Współczesna wizja męskości i kobiecości – czy się zmieniła względem lat poprzednich? Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za… wieloma, wieloma wiekami, w czasach prehistorycznych panował matriarchat, wtedy to społeczność skoncentrowane były  wokół kobiet. W tych czasach panował kult Trzech Bogiń. Doskonale znamy figurki piersiastych, brzuchatych bogiń, wykopywane przez archeologów, dowód na to, że istniała kultura matriarchalna, czcząca żeńską energię płodności, narodzin i naturę. Czyli wszystko to, co jest potrzebne aby gatunek mógł przetrwać. W tym okresie, męska energia była zepchnięta na drugi plan i to mężczyzna musiał przekonać o swojej wartości do przedłużenia gatunku. Jednak wizja ta nie przypadła mężczyznom do gustu i kult Bogiń został „wchłonięty” na poczet kultu Boga, rozwijając w miejsce matriarchatu – patriarchat, funkcjonowania „my” przeszło w funkcjonowanie „ja”. Pozycja kobiety w patriarchacie przez wiele, wiele wieków była bardzo niska, wręcz spadła do formy zaspokajającej męskie potrzeby, oraz rozrodczej, bez wszelkich praw, równości politycznej czy społecznej,  rozwoju umysłowego, intelektualnego, swojej osobowości, swojej wartości, a dostępne nauczanie polegało na tym aby przygotować cichą, zahukaną, skromną, potulną, służalczą żonę i tylko taka egzystencją powinna w tych czasach kobiecie przypaść. Kobiety, które nie zgadzały się na taką rolę były wyłapywane, oskarżane o czary i palone na stosie lub topione. Tzw. próba wody, która mogła udowodnić, że dana kobieta nie jest czarownicą, polegała na tym, że przywiązywano do niej kamień i wrzucano właśnie do wody. Jeżeli kobieta się utopiła, zarzut o czary został anulowany. HA!!! Jeśli kobieta chciała tworzyć, pisać malować, musiała robić to pod męskim pseudonimem. Do dziś nie wiadomo ile dzieł wielkich męskich artystów było tworem kobiecych rąk i umysłów. Znamy natomiast wiele takich przykładów i np. Karen Blixen – najbardziej znana duńska pisarka, głównie ze wspomnień o swoim życiu w Kenii, wydanych jako Pożegnanie z Afryką zmuszona była publikować swoje dzieła pod pseudonimami Isak Dinesen, Pierre Andrezel, Osceola.  Siostry Bronte, gdy po wizycie w wydawnictwie usłyszały, że nie zostaną wydane ich pozycje, gdyż są napisane przez kobiety, zaczęły wydawać swoje dzieła pod męskimi pseudonimami braci Currera, Ellisa i Actona Bellów. Gabriela Zapolska – której samo imię i nazwisko również było pseudonimem , wydawała swoje dzieła pod nazwiskami: Józef Maskoff oraz Walery Tomicki, aby uchronić się przed prześladowaniami zaborcy i cenzurą. Natomiast Maria Konopnicka, ponieważ jej małżonkowi nie podobało się jej ambicje, wydawała jako Marko, oraz Jan Sowa, Ko-mar, Jan Waręż, Humanus, Ursus czy Mieczysław Pazurek, chylę czapkę, że pozwalał jej na to, aby w ogóle tworzyła.  Amantine Lucile Aurore Dupin – prawie nikomu nie znana z jej imienia i nazwiska, publikująca pod pseudonimem Gorge Sand, aby móc przebywać w niedostępnych dla kobiety miejscach ubierała się jak mężczyzna włącznie z paleniem cygar czy fajki. Mary Ann Evans publikowała pod pseudonimem George Eliot, a Alice Mary North pisząca fantastykę, aby jej powieści mogły być wydane skryła się za pseudonimem Andre Norton, jednym z jej dzieł jest seria Świat Czarownic. W obecnych czasach rola kobiety w społeczeństwie stoi na wyższym poziomie. Po fali ruchu feministycznego, otrzymałyśmy prawo do kształcenia się, prawo emancypacji, prawo samostanowienia, prawo wyborcze i prawie mogłabym rzec prawo równości. W obecnych czasach pozycja mężczyzny nie jest już „macho”, a kobieta może być ”sobą”, dzięki temu mogę tu pisać „elaboraty” jako ja, nie ukrywać się za Bartoszem czy innym męskim imieniem, aby móc napisać kilka słów i je opublikować. Czy jest lepiej? Czy pozycja kobiety w obecnych czasach, w moim środowisku, moim kraju jest taka jakbym chciała? Pomijam kwestie polityczne i różne nakazy i zakazy ustanowione przez rząd, które moim zdaniem odbierają nam, kobietom prawo do samostanowienia o sobie, ale przerażeniem w ostatnich czasach napawa mnie ilość zabiegów chirurgii plastycznej oraz medycyny estetycznej. Już młode kobiety, które jeszcze rozwijają się, dojrzewają, robią sobie zabieg powiększenia piersi, powiększanie ust stało się nagminne, a postrzeganie kobiet, znów idzie w złym kierunku i zamiast „jednostką” powoli stajemy się ponownie „narzędziem”. Przeraża mnie to, szczerze sama mam makijaż permanentny brwi i kresek dookoła, ale to jest zabieg typowo upiększający z zachowaniem umiaru między naturalnym wyglądem a sztucznością. Ale to, co ostatnio można znaleźć w internecie i nie dotyczy to tylko kobiet, ale dotknęło to też mężczyzn, przeraża…

Jeśli chodzi o zgubny wpływ na młode pokolenie to… nie mam w otoczeniu „osobnika”, który uczęszczałby do szkoły, czy rozwijał się w domowych pieleszach, ale… nie przeraża mnie myśl, że w otoczeniu osoby młodej,  mają one kontakt z osobami tzw. trzeciej płci itp… jestem za tolerancją, za możliwością samostanowienia o sobie, ale ilość zabiegów chirurgii plastycznej, aby zrobić z siebie „sztuczną” lalkę, wyposażoną w odpowiednie krągłości, przeraża mnie. Pogoń za idealną figurą, wymuszenia na jednostkach, aby być wiecznie młodym, seksownym w każdym calu, wpędza w coraz większą depresję z powodu nawet małych niedoskonałości, a przecież dzięki nim jesteśmy jednostkami jedynymi w swoim rodzaju, niepowtarzalnymi, „tworami” ewolucji a nie identycznymi tworami chirurgii plastycznej. Czy poprzez to ludzkość idzie w dobrym kierunku? Czy młode pokolenie wychowane na takich przesłaniach w dobie internatu, przemocy w grach komputerowych, których nie jestem przeciwnikiem, jestem tylko a umiarem, otrzymuje od nas dobre przesłanie? Nie wiem… a może nawet wątpię…

A Wy drodzy czytelnicy jakie macie zdanie na ten temat?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Felietony. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *