I znowu poszłam w inną stronę
I nie zatrzymał mnie znów nikt.
Puściłeś dłoń na rozwidleniu
By z Tobą pójść zabrakło sił.
Nie wie, kim jestem albo czym!
Zbolałe serce, w duszy ogień
Wypala resztkę moich myśli!
Nie widzę w sobie już istnienia
Ból bytu się zamienia w pył
Wypala wszystkie me pragnienia.
Czy kiedyś jakiś sens w nich był?
Opadam na dno, w otchłani tonę
Ziszczenie snu, co mi się śni.
Wyciągam ręce, chwyć moje dłonie!
Pustka, samotność, czy ktoś tam był?
Nic nie dotknęło mojej dłoni
Koszmar zaciska swoje palce
Lecę w dół z życia swym balastem
Lecę w dół i przegrywam w walce.
Dusi mnie wór mego istnienia
Zaciska pętlę każdy oddech
I wydobywa się charczeniem
życia, zmuszony każdy wydech.
Znów moje serce zakrwawiło
Jak noża ostrza tępym cięciem
Słowo, którego tam nie było
Rozcina je jednym machnięciem.
W otchłani serce moje tonie
W krwi co wypływa z moich ust
Stróżka jej kapie na puste dłonie
Opuszcza duszę życia cud.
Czy to ja pomyliłam drogę?
Czy na niej znikł sens, co miał być?
Nie wyciągnąłeś do mnie dłoni!
Znikłeś! Czy kiedyś ktoś tam był!
Więc proszę wymów moje imię.
Może poczuję znów że żyję!
Zamknięta w bańce z odrętwienia
Nie czuję nic! Czy już mnie nie ma?
Proszę, wyciągnij do mnie dłoń
Proszę, być może chwycę ją.
Zamknięta w pustce swojej duszy
Czuję dłoń, która wciąż mnie dusi
Zaciska palce na mej krtani
Próby wyrwania się ma za nic
Łańcuch na sercu się zaciska
I z serca bólu krew wytryska
Miażdży ostatnie moje tchnienie
Mrok
Ciemność
Cienie
Życia Cienie.
Najnowsze komentarze
-
