Czy to tylko frazes, tytuł komedii, bardzo popularny zwrot czy coś jednak w tym jest?
W sumie sam fakt, że poniedziałek jest po niedzieli skazuje go na przegraną pozycję. Poza dniami tygodnia będącymi weekendem, to bardzo dobrą pozycję ma piątek, piatunio, o tak ten dzień tygodnia to jest wyczekiwanyyyyy na pewno przez większość z nas hihi… Sam czwartek już kojarzy nam się dobrze, bo jeszcze piątek i już… środa jako środek tygodnia pracy jest oczekiwana, choć często jest to dzień z nawałem pracy ze względu na trochę „olewający” stosunek do niej z początkiem tygodnia, oraz chęć zmniejszenia jej ilości pod jego koniec, aby mieć psyche wolność w weekend. Nawet wtorek jest już przyjęty z lekka ulgą bo „ ufff już wtooorek”. Ale poniedziałek, no o nim krążą wręcz legendy. Wygooglowalam i znalazłam kilka powodów dlaczego powinniśmy, lub możemy GO nie lubić i tak :
Można znaleźć taki zwrot – nie lubię poniedziałków bo wpadam w letarg – nie dosypiając w tygodniu, odsypiamy w weekend, no jak nam się uda… dla naszego organizmu taka zmiana to co najmniej jak jet lag, dlatego poniedziałkowy budzik jest tym budzikiem, którego nie lubimy z budzików najbardziej.
Możemy też nie lubić poniedziałków, gdyż poprzez weekendowe lenistwo, rozluźniamy nieco nasz system „zwarty i gotowy”, i możemy się w poniedziałki spóźniać do pracy, a spóźniając się omijają nas ploteczki zebrane z dwóch dni weekendowych – tak głosi google. W sumie wystarczy się nie spóźniać, aby nas nie ominęły, ale wujek google wie chyba lepiej.
Powodem może też być zderzenie się z rzeczywistością – weekendowy chillout zderza się z poniedziałkowym poczuciem obowiązku, kieratem pracy zawodowej – w sumie tak, to wytłumaczenie mogę zrozumieć na razie najbardziej z wyżej podanych, bo drugie rozkminiłam dość szybko jednak podważają jego zasadność hihi a pierwsze to… ja wstaję i w niedziele o prawie tej samej porze co w inne dni, więc co do mnie to odpada…
Jednym z powodów jest też poczucie ciężkości po, po prostu obżarstwie, imprezach, fast foodach itd…– no cóż… potem w poniedziałek rano… tak możemy go wtedy nie lubić, a tu jeszcze praca, praca… zawsze wtedy kojarzy mi się gra „Warcraft” gdzie Orkowie non stop mówili „praca,praca” biedactwa, ci to mieli ciężkie poniedziałki.
Może też być tak, że przez stres, że to już poniedziałek mamy gorsze samopoczucie i koło się zamyka, bo mając gorsze samopoczucie bardziej nie lubimy poniedziałku i tak, to ma jakiś sens… koło życia…
Możemy też po prostu nie lubić swojej pracy i powrót do niej jest dla nas nie miły, no i wtedy mamy powód aby nie lubić poniedziałku w dwójnasób. Ja na obecny moment ten powód zlikwidowałam tym, że mam prace, którą uwielbiam po prostu, więc jest też i na to sposób…
Tak więc powodów wujek google do nie lubienia poniedziałku daje nam do wyboru, do koloru i nie dziwi już fakt, że możemy poniedziałki nie lubić.
A jak jest u Was. Który z powodów wybralibyście, aby stwierdzić „tak, ja też go nie lubię bo…”
A może ktoś go właśnie lubi, bo lubi swoja prace i chętnie do niej wraca, nie lubi długo spać i cieszą go budziki…
Zapraszam do dyskusji, dlaczego poniedziałek to nie lubiany dzień tygodnia i czy tak powinno być…
Najnowsze komentarze
-
