MURKI ROZDZIAŁ 2 – Kim jesteś.

Miasteczko, w którym mieszkał Gabriel położone było w bardzo urokliwej dolinie, otoczonej dużą ilością lasów, z licznymi krętymi ścieżkami, wijącymi się między pagórkami, parków leśnych, w których postawione były urocze drewniane polany piknikowe, gdzie młodzież mogła wybrać się na wycieczkę rowerową i na ognisko. Stawem ze starym pomostem, w którym można było łowić ryby i okolonym piaszczystą plażą jeziorem, ukazującym w słoneczny dzień przejrzystą tafle wody. Była to bardzo ładna miejscowość, w której znalazło się też dużo zielonych skwerów, z co rusz postawionymi starymi lampami z czarującymi drewnianymi ławeczkami do siedzenia, z licznymi łąkami porośniętymi trawą  i polnymi kwiatkami, na których poustawiano drewniane stoły z ławkami, przy których  młodzież uniwersytecka przesiadywała do późnych godzin.  Mimo że miasto było małe, nie było ciche, tętniło życiem mieszkańców i studentów. Posiadało wiele ciekawych miejsc do spędzenie wolnego czasu, w centrum znajdywało się kino, muzeum, teatr, w którym wiele się działo za sprawą sztuk wystawianych przez brać uniwersytecką. Ryneczek był przeuroczy, zaczynał się placem ze starym Kościółkiem i ciągnął poprzeplatany licznymi sklepikami, lodziarniami i kawiarenkami, aby zakończyć się starą Basztą z resztkami średniowiecznego muru obronnego, który swoimi długimi ramionami wydawało się, że brał całe miasteczko w obronę. W mieście była też kawiarnia o nazwie „Szafy grające”, w której pod ścianą stała właśnie szafa grająca, urządzenie muzyczne, które po wrzuceniu monety odtwarzało wybraną płytę winylową, gdzie cała trójka bardzo często chodziła na rurki z kremem lub inne słodkości, lub chociaż siedzieli na ławce przed nią, aby posłuchać wybranej przez kogoś piosenki.

                W niedzielę, jak zaproponowała mama Gabriela,  Krzysztof i Anna odwiedzili chłopca w jego domu. Poranek był ciepły i słoneczny. Gab przygotował w ogrodzie, w zacisznym miejscu, stolik i leżaki, aby mogli spokojnie rozmawiać i śmiać się nie przeszkadzając innym. Jego mama zrobiła lemoniadę i przygotowała pyszne przekąski oraz herbatniki. Dzień zapowiadał się bardzo miło.

– Dzień dobry Pani Zapolska – powiedzieli prawie razem Ania i Krzyś witając się z mama kolegi.

–  Dzień dobry, proszę mówicie mi Pani Basiu, Pani Zapolska brzmi tak staro – kobieta zaśmiała się.

– Gabrysiu pokaż może swój pokój i potem zaproś koleżankę z kolegą do ogrodu, dzień dzisiaj taki przyjemny.

Ponieważ chłopiec opowiadał już matce o Ani, to Barbara szczególną uwagę zwróciła właśnie na dziewczynę, jej towarzysza już wcześniej znała ze szkoły. Natomiast znając młodzieńcze zauroczenie syna, chciała ją trochę bliżej poznać. Od pierwszej chwili dziewczyna zrobiła na niej dobre wrażenie, wydawała się miła i kulturalna, „serce matki” zostało uspokojone, nie przeszkadzała więc więcej młodzieży. 

– Fajny masz pokój – powiedział Krzyś, rzucając się na łózko

– Niczego sobie – zaśmiała się Ania siadając w fotelu

– Chodźcie pokaże wam cały dom i gabinet dziadka, jak go mama nazywa.

Gabriel oprowadził ich na dole, pokazując po kolei pomieszczenia, następnie zabrał ich na górę do saloniku dziadka, który zawsze wywoływał wielkie poruszenie. Goście stanęli w drzwiach jak oniemiali.

– Zamurowało Was, co? – powiedział Gabriel – to salonik mojego dziadka, od wielu lat nie pozwolił nic tu zmienić, sam nawet nie wiem ile już lat ten pokój jest w nienaruszonym stanie.

– No, fascynujący – przytaknął Krzysztof, chodząc po pokoju, oglądając po kolei wszystko to,  co się w nim znajdywało – tutaj to chyba tydzień bym się nie zanudził – powiedział dotykając binokli, fajek, starych zdjęć, licznych książek, które do teraz leżały na sekretarzyku dziadka,  przyglądając się sztucerowi zawieszonemu na ścianie, omiatając zaciekawionym wzrokiem białą broń, która leżała w przeszklonej gablocie.

– To on? – spytała Anna zatrzymując się pod portretem, bacznie się mu przyglądając.

– Tak, to dziadek, w całej okazałości, przedstawiam Wam Teodora Zapolskiego – powiedział wnuczek.

– A to panna  Anna Mazurek – przedstawił.

Dziewczyna dygnęła i lekko się zarumieniła, poczuła się jakby w innych czasach, ten pokój robił wrażenie na wszystkich i wszystkim co się w nim działo.

– Jesteś do dziadka bardzo podobny – powiedziała – już wiem jak będziesz wyglądał w przyszłości.

– Tak, jak skóra z niego zdjęta – zaśmiał się Krzysztof.

Gabriel nigdy nie zastanawiał się nad podobieństwem do dziadka, ludzie czasem mówili, że wygląda jak cały on w jego wieku, wtedy zawsze pytał, czemu nie do taty, teraz natomiast po słowach dziewczyny poczuł jakieś takie miłe uczucie, że jednak jest podobny właśnie do niego.

– Dzieci, zejdźcie do ogrodu, dziś szkoda dnia aby spędzać w murach – zawołała do nich mama

– Już idziemy – odkrzyknęli chórem

Zbiegli wszyscy po schodach, aż zadudniło. Gabriel wpadł do swojego pokoju aby zabrać swoje gry planszowe oraz karciane i dołączył do reszty.

– Gdzie się tak spieszycie?

– Przepraszamy – powiedzieli razem.

W ogrodzie rzeczywiście było bardzo przyjemnie, dzień był taki w sam raz, nie za gorący i nie za chłodny. Na stoliku stały już herbatniki, przekąski i lemoniada. Na leżakach mama zostawiła im poduszeczki i koce. Ogród był bardzo ciekawie przez nią prowadzony. Ogrodzony wiecznie zielonym żywopłotem, z którego poprowadzone były odnogi tworzące odosobnione kąciki dla większej swobody i odpoczynku przebywających tam osób, w ten sposób, ani młodzież, ani mama Gabriela, która również w ten piękny dzień usadowiła się z kawa i książką na leżaku, nie przeszkadzali sobie nawzajem. Wiele tych odnóg tworzyło malutkie labirynty z żywopłotu, przeplatane wysepkami kwiatów tudzież krzewów. Było tam bardzo ładnie i kolorowo, do kwiatków leciały całe gamy pszczółek, na drzewach i krzewach śpiewały ptaki. Mury domu z jednej strony były pokryty wijącym się winogronem, dającym obfite owoce, a od strony altany ogrodowej, bluszczem. Przyroda zawsze była bliska sercu rodzinie Zapolskich.

– Chyba zakochałam się w tym „tajemniczym ogrodzie” – powiedziała Ania – grajcie sobie, ja chwile poleżę w tym cudownym miejscu.

Wyłożyła się wygodnie na leżaku i zamknęła oczy. Gabriel skrycie zerkał na jej włosy, w których odbijały się promienie słońca. Nie wyobrażał już sobie aby dziewczyna mogła mieś inny kolor włosów niż Anna.

Chłopcy grali w karty, a Ania całkowicie oddała się chwili relaksu. Po pewnym czasie jednak przyłączyła się do nich i razem zaczęli grać w gry planszowe, które przyniósł z pokoju Gabriel. Tak spędzony czas zleciał im migiem. Młodzi śmiali się, rozmawiali, grali i nawet nie zauważyli gdy zrobiło się późno i zaskoczyło ich, gdy mama Gaba podeszła do nich mówiąc

-Kochani moi, pora się żegnać, wasi rodzice już się pewnie martwią, szczególnie że jutro jest szkołą, ale nie zapomnijcie nas odwiedzić ponownie w przyszłości.

– Dziękujemy pani Basiu za zaproszenie, to cudowny dom i jeszcze śliczniejszy ogród – na pożegnanie powiedziała Anna – na pewno skorzystamy z możliwości następnego zaproszenia , jestem zakochana w tym ogrodzie.

– Cieszę się, że było Wam u nas miło, tak ten ogród to mój „konik”, sama lubię w nim posiedzieć, to daje tyle relaksu, do widzenia – odpowiedziała mama Gabriela.

Wiosna miała się ku końcowi, zbliżało się lato, a z nim koniec roku szkolnego. Cała trója dalej trzymała się razem, ucząc się i spędzając wolny czas. Gabriel i Anna byli bardzo dobrymi uczniami, a to czego nie umiał Krzysztof, uczyli się wspólnie nadrabiając jego braki. Dzień odbioru świadectw, zbliżał się nieubłaganie. Tego dnia Gabriel obudził się wcześnie, nigdy nie lubił wystąpień szkolnych, a dziś czekał go apel na dziedzińcu i potem, gdy zostanie wyczytany odebranie świadectwa, pani Dyrektor pewnie znów będzie mówić jakim jest dobrym uczniem, a on znów będzie się czuł tym zawstydzony. Chłopiec w mundurku galowym wyglądał bardzo dobrze, w jego rodzinie mężczyźni dobrze prezentowali się w mundurach. Mama przeczesała grzebieniem i poprawiła mu włosy lustrując go.

– Prezentujesz się znakomicie – powiedziała – szkoda że tata ciebie nie widzi.

Wysiadając z autobusu pod domem Krzyśka, już z daleka widział jego i Anię. Krzyśkowi nigdy nie było po drodze z mundurkiem, miał wygląd zawadiaki i w mundurku wyglądał jak w „przebraniu”, a jego rozwichrzona czupryna nigdy nie dała się poskromić, choć trzeba przyznać że był w tym jakiś urok, z ukłuciem w sercu pomyślał Gabriel. Ta myśl jednak nie zaprzątała mu zbyt długo głowy bo wzrok zatrzymał się na Ani. W galowej sukience wyglądała obłędnie. Czarne buciki lśniły na białych podkolanówkach, a kasztanowe włosy miała związane czerwona wstążeczką. Poczuł ukłucie w tak młodym serduszku. Ania po prostu była prześliczna. Do szkoły pojechali autobusem i ustawili się na jej dziedzińcu czekając na rozdanie świadectw. Czas się im dłużył, gdyż zanim miało to nastąpić, wcześniej był apel, a potem przemowa pani Dyrektor. W końcu każde z nich otrzymało świadectwo i mogli pojechać na lemoniadę do domu Gabriela.  Resztę dnia spędzili chwile w saloniku dziadka i w ogrodzie. Krzysztofa cały czas ciągnęło do góry, do gabinetu, aby móc przeglądać to wszystko co przez tyle lat zostało tam zebrane, jednak Ania czując się tam nieswojo, wolała przebywać w ogródku, w tym pięknym zakątku, który pokochała za pierwszym razem. Dlatego czas spędzany we trójkę w domu Gabriela często dzielili na oba te miejsca.

Przez ostatnie dni Gabriel nie myślał o rzeczach, o których dowiedział się od matki, nie spędzał też wieczorów w pokoju dziadka. Czas spędzany w szkole i z przyjaciółmi był  dla niego teraz najważniejszy.

                              To co chowało się w saloniku u góry i zaczęło wydawać się Gabrielowi takie odległe, i nierzeczywiste, to coś jednak o nim nie zapomniało, nie mogło, cicho czekało. Urodziło się właśnie po to, aby w odpowiednim momencie pomóc Gabowi wszystko zrozumieć i pomóc mu przejść. To jego karma, jego powinność. Przez całe swoje życie obserwował Gabriela, gdy ten przychodził do gabinetu. Nie mógł, bał się pilnować go w innej części domu, dlatego często stał niewidoczny, wciśnięty w ścianę w pobliżu drzwi do pokoju. Wiedział, że Starszyzna się bardzo niecierpliwi, jednak „rodząc” się z nim i dorastając prawie jakby obok, zżył się ze swoim, odmiennym „bratem”, mimo że się nie znali, w jakiś sposób nawiązał już z nim więź. Więź między jego światem a światem ludzi w rodzinie Zapolskich została zawiązana na zawsze w dniu urodzin Teofila. To był ten czas, ten straszny czas dla obu istnień, kiedy to obecny Starszy, poprzez Wolę Wiecznych, poczuł, że dla dobra ich i ludzi musi podąć taką decyzję i połączyć losy dwóch „rodzin” – dwóch różnych istnień w różnych światach. Starszyzna do dziś nie zgadzała się z tym, jednak w końcu uznała że była to wola wyższa, Wola Wiecznych, z którą oni muszą się zgodzić. Wola Wiecznych jest święta, a on teraz musi zrobić to co do niego należy. Nie raz przyglądał się jak jego „brat” wesoło spędzał czas ze swoimi przyjaciółmi i rodziną, on w swoim świecie tez miał swój krąg przyjaciół, rodzinę, dlatego w duszy czuł , że musi zrobić wszystko co w jego mocy. Straszny Cień zataczał coraz większy krąg w ich świecie. Starszyzna widziała też oznaki Cienia w świecie ludzi. Na dworze zrobił się wieczór, a Gabriel pożegnawszy się z matką wrócił prosto do swojego pokoju.

Deszcz obijający się o szyby i huk piorunów obudził Gabriela w pierwsze dzień wakacji, który nie zapowiadał się przyjemnie. Godziny mijały a na dworze padało. W taka pogodę postanowił zostać w domu, w końcu miał przed sobą całe wakacje. Chłopiec wszedł po schodach do góry i udał się do gabinetu, przeszedł do półki z książkami i zaczął przeglądać tytuły szukając coś dla siebie. Biblioteczka dziadka była okazała, były tam różne pozycje, książki historyczne, przygodowe, podróżnicze, o czarownikach i wiedźmach, chyba znalazłaby się książka na każdy temat. Wybrawszy tytuł przeszedł na drugą stronę pokoju, rozsiadł się wygodnie w fotelu i zaczął czytać.

– Gabriel, chodź na obiad – zawołała mama

Chłopiec zszedł z książką w ręku do jadalni i usiadł przy stole. Mama podała obiad.

– Nie czytaj przy jedzeniu synku – upomniała

Gabriel z przeprosinami odłożył książkę na stół i zaczął jeść zupę.

– Co czytasz?

– Wyspę Skarbów.

– To bardzo ciekawa książka, chyba pozycja obowiązkowa dla chłopca.

– Czytałaś mamo? Strasznie mnie wciągnęła.

–  Oczywiście, że czytałam, czytaliśmy ją razem z moim bratem Filipem, potem on miesiącami przebierał się za Jima, głównego bohatera i po ogrodzie szukaliśmy ukrytych przez mojego tatę skarbów.

-Mamo, to bardzo fajny pomysł, muszę powiedzieć, aby Krzyś i Ania też przeczytali, a nasz ogród super się do tego nadaje, będzie na wakacje świetna zabawa.

Nastolatek skończył jeść obiad i wrócił na górę, znów rozsiadł się w fotelu i czytał dalej, godziny mijały, jednak on tego nie zauważył pochłonięty całkowicie lekturą. Dzień chylił się ku upadkowi i szarość objęła cały pokój, na dole wybiła godzina dwudziesta pierwsza. Gabriel oderwał wzrok znad książki obiegając nim cały gabinet. Czy mu się wydawało, czy tam coś jest? Chciał odłożyć książkę na oparcie fotela, jednak ta zsunęła się na podłogę rozdzierając cisze w pokoju wielkim hukiem. Równie mocno i głośno biło serce Gabriela, ale równie mocno i głośno biło serce istoty schowanej w rogu pokoju. Postać wysunęła się trochę do przodu aby, gdy wzrok chłopca przyzwyczai się do ciemności, mógł ją zobaczyć.

Gabriel wstał z fotela, chciał wybiec z pokoju, ale usiał z powrotem. Już tyle razy słyszał i czuł obecność tego czegoś lub kogoś, że wydawać by się mogło, że powinien być przygotowany. Jednak starcie tych dwóch, tak odmiennych od siebie istnień, nie mieściła mu się w głowię, ręce zaczęły się trząść, głos dygotał, dobrze że usiadł, bo chyba nie utrzymałby się na nogach.

– Jak to, dlaczego ja ciebie widzę? – spytał – To niemożliwe! Mama powiedziała, że ja nie mam tej mocy, mam na imię Gabriel, ja nie jestem jak oni, nie dostałem imienia z waszą świętą literą „T”, nie uda mi się przejść przez Portal. To nie ja, nie mnie szukasz!

– Gabrielu, mam na imię Teodozjusz, jestem Murkiem – powiedziała istota.

Na dworze zapadał zmierzch, nikt nie zauważył że wieczór przeradza się w noc, pokój zaczął obejmować coraz większy mrok. Tak samo w sercu Gabriela mrok był coraz większy. To wszystko o czym rozmyślał, pewność po rozmowie z mamą, że jego to nie dotyczy, obawy że nie uratuje bliskich, bo nie jest tą osobą, te wszystkie sprzeczne, przeplatane ze sobą uczucie teraz pękły jak mydlana bańka, zostawiając nieme pytania – jak to? Dlaczego?

Wzrok chłopca przyzwyczajał się coraz bardziej do mroku i postaci istoty – Murka. Teraz wiedział jak ma to coś, może jednak tego kogoś, nazywać. Postać stawała się coraz bardziej widoczna. Stał z daleka, jakby też się obawiał, ale już powoli wyłaniał się z ciemności. Wyglądem można powiedzieć, że przypominał człowieka. Głowa, tułów, ręce, nogi, jak u ludzi dwie ręce i dwie nogi, uff więc nie wydawał się strasznym „dziwadłem” jakiego obawiał się Gabriel. Na głowie coraz bardziej widoczne dla oczu chłopca stawały się włosy. Była to nawet bujna czupryna z wielką grzywą zaczesaną na bok, z włosami z tyłu chyba zawiązanymi w kuc. Z grzywy i w wielu miejscach na długości włosów wystawały liczne kosmyki. Koloru Gabriel jeszcze nie mógł odgadnąć. Twarz miał szczupłą, z trochę mocno wystającymi kośćmi policzkowymi, jeśli to tak można nazwać, gdyż układały się na niej różne cienie, natomiast oczy, jego oczy świeciły jakimś takim blaskiem, były w całej twarzy najbardziej w tym mroku widoczne. Tańczyły w nich takie wesołe ogniki, zaś usta wydawało się, że się uśmiechają. Murek ubrany był w jakby bluzkę chyba zakładaną  i związywaną z jednego boku oraz tak jak u ludzi w spodnie, jednak takie luźne, z  miękkiego lekko opadające materiału, całe ubranie istoty sprawiało taka lekkość. Cała jego postać wyłaniająca się z mroku była właśnie taka lekka, oraz  taka ciemna i szara, w różnych odcieniach tej szarości,  jakby cała ubrana w ten mrok. Przyglądając się temu wszystkiemu serce nastolatka powoli wracało do stałego rytmu, oddech stawał się coraz bardziej równomierny. A sama postać coraz mniej nierzeczywista.

– Jestem Gabriel, a ty nazywasz się Teo… – próbował sobie przypomnieć jego imię

– Nie, nie herbata – chyba zaśmiał się Murek

– Powiedziałem Teo, nie tea – również zaśmiał się chłopiec – skąd znasz to słowo „tea”? W ogóle skąd znasz nasz język? I dlaczego ja rozumiem co mówisz?

– Wiem Gabrielu jak masz na imię, wiem kim jesteś, przez to kim jesteśmy dla siebie, znam prawie całe twoje życie. Od kiedy już mogłem poprzez Portal przejść przez mur do waszego świata obserwuję Ciebie. Ty jednak wcześniej mnie nie dostrzegałeś, zwykli ludzie nas nie odnajdują w mroku, tylko wybrani. Ty jesteś tym wybranym. W chwili gdy ukończyłeś piętnaście lat odblokowała się twoja możliwość dostrzegania nas i naszego świata oraz rozumienia siebie nawzajem. W tym dniu dar i moc jakie wam ofiarował Starszy, wiele lat temu, u ciebie została odblokowana. To, że otrzymałeś inne imię tej mocy nie zniszczyło, po prostu potrzebujesz mnie, abyś mógł przejść przez Portal. Jesteśmy, jakbyście to w waszym świecie ujęli, jakby bliźniakami. Urodziliśmy się w tej samej sekundzie wszechświata. Gdy Wieczni zrozumieli, że twoje imię nie zawiera świętej pieczęci, przekazali Starszemu abym ja otrzymałem ją dla Ciebie, dlatego nazywam się Teodozjusz.

– To wszystko jest dla mnie na razie bardzo dziwne i nowe, muszę to wszystko jeszcze sobie przemyśleć i poukładać w głowie, ale na pewno nie będę ciebie nazywać Teodozjusz, będę mówić do ciebie Teo!

–  Dobrze może być Teo, w naszym świecie to i tak brzmi trochę inaczej niż u was.

– Super, Herbata – zaśmiał się Gabriel.

W tym momencie obaj zanieśli się młodzieńczym śmiechem. Ten śmiech rozluźnił jakby napięcie między nimi. Ludzki chłopiec i chłopiec z innego świata śmiali się razem jakby bariera poprzez tak różne wszechświaty nie istniała, byli po prostu przekomarzającymi się młodymi „chłopcami”. Strach przestał istnieć.

– Gabrielu, czy ty jesteś u góry? – usłyszał głos matki

– Tak mamo, już schodzę, czytałem tutaj książkę – odkrzyknął

– Słuchaj Herbata, czy mama lub inni Ciebie widzą albo słyszą? Czy jeśli ona tu wejdzie to zobaczy jak rozmawiamy i usłyszy nas?

– Nie, tylko Ty mnie widzisz. Twoja matka nie. Każdy kto wejdzie do pokoju to nie zobaczy, ani nie usłyszy mnie. Ale zobaczy Ciebie jak do siebie mówisz – zaśmiał się Teodozjusz – Dlatego musisz się pilnować.

– Czyli wyjdę na opętanego? Pomyślą, że zwariowałem!

– Tak Gab, opętała Ciebie Herbata – dalej śmiał się Murek

– Tobie się dobrze śmiać, nic ci nie grozi, Ciebie nie widzą i nie słyszą, a mnie zamkną w domu wariatów.

– Nie zamkną, twoja mama o nas wie, ale dopóki możesz nie mów jej, że mnie widzisz czy słyszysz i pilnuj, aby obcy tego nie zobaczyli, wtedy wszystko będzie dobrze.

– A czy ja dobrze zrozumiałem, będę mógł przejść przez Portal do waszego świata?

– Tak, ale tylko ze mną, ja jestem twoja „Pieczęcią”, twoim świętym znakiem „T”

– I wtedy u Ciebie będę niewidzialny i Ciebie wezmą za wariata – ucieszył się Gab.

– Niestety nie, w naszym świecie członków waszej rodziny, którzy mogą przejść widzimy i słyszymy.

– To niesprawiedliwe

– Taka karma – zaśmiał się Teodozjusz

Obaj chłopcy wybuchli śmiechem. Teo czuł ulgę, że w końcu się dokonało, to obserwowanie Gaba było frustrujące. Teraz powoli będzie mógł mu wszystko wytłumaczyć. Gabriel czuł takie dziwne uczucie jakby odnalazł przyjaciela, może nawet brata, czuł że coś ich łączy, nie rozumiał jeszcze tego, ale to wrażenie więzi i wspólnoty z tą obca w jego świecie istotą kiełkowała w sercu. Czuł, że ich dusze są ze sobą związane. Żałował, że nie może nikomu o nim opowiedzieć. Chciałby pobiec do matki i powiedzieć o wszystkim co tu usłyszał i zobaczył, ale nie mógł, obiecał jej przecież, że będzie się od tego trzymał z daleka. Szkoda że nie ma ani ojca, ani dziadka, bo z nimi mógłby o Murku rozmawiać. Czuł, że jego świat podzielił się na dwie części. On, mama, Krzysztof, Anna i reszta jego świata, tego świata oraz on i Teo, i cały ten obcy świat o którym jeszcze nic nie wiedział. Przez to rozmyślanie poczuł „ciężar” na sercu. Jeszcze nie wiedział co to wszystko znaczy, ale już bał się czy sobie z tym wszystkim poradzi. Z jednej strony chciałby być zwykłym chłopce, móc wykonywać zwykłe obowiązki i cieszyć się zwykłym życiem. Z drugiej strony teraz, jak poznał Teo, wiedział, że to jest już niemożliwe. Dokonało się, a ten obcy jeszcze dla niego tak niewyobrażalny i nieznany świat już w jakieś sposób bardzo pociągał młodego mężczyznę.

Gabriel podniósł książkę z podłogi i zszedł po schodach do salonu mamy.

– Dobranoc – powiedział

Mama przyciągnęła go do siebie szybkim ruchem i ze śmiechem pocałowała w czoło.

– Dobranoc kochanie, śpij dobrze, słodkich snów .

W swoim pokoju chwilę jeszcze poczytał, następnie odłożył książkę na biurko i wyłączywszy światło podumał. Te wakacje zapowiadają się pracowicie, pomyślał. Wcześniej nie udało mu się tak mocno z nikim zaprzyjaźnić, spotykał się z kolegami ze szkoły czy z okolicy, ale dopiero  teraz odczuwał prawdziwą przyjaźń z Krzyśkiem i z Anią.  I jednocześnie odkrył istnienie istoty z innego świata, która w dziwny sposób też wydawała się mu bliska, którą jakoś niewytłumaczalnie odczuwał jak bliźniaczą duszę. Dni będzie spędzał z przyjaciółmi a wieczorami postanowił zakradać się do gabinetu, aby rozmawiać z Murkiem. TAK, te wakacje zapowiadają się pracowicie!

Następna niedziela znów była ciepła i słoneczna. Ania i Krzysztof mieli przyjść do chłopca i posiedzieć w ogrodzie. Żeby ten dzień minął przyjemnie Gab poprosił mamę, aby po całym ogrodzie pochowała słodycze i napoje. Sam przygotował mapę ogrodu, a mama ponanosiła znaki, gdzie „ skarby” się znajdują. Miał nadzieje, że taka niespodzianka im się spodoba. Anię przywieźli samochodem rodzice, więc mama Gabriela widząc ich podjeżdżających pod dom wyszła żeby się przywitać.

– Dzień dobry państwu jestem mamą Gabriela, Zapolska, miło mi – powiedziała witając się z nimi po kolei.

– Dzień dobry, Mazurek – przedstawiła się mama Ani – my się chyba znamy, widziałam Panią na uczelni. My również uczymy dzieciaki, czasem biorę na uczelni zastępstwo.

– Miło mi poznać kolegów po fachu, Ania nie wspominała, ale po dobrym wychowaniu  mogłam się tego spodziewać – zaśmiała się mama Gaba

– Dziękujemy bardzo, córka też nic nie mówiła, ale miłe zaskoczenie, przepraszamy ale musimy już jechać. Aniu do zobaczenia w domu – pożegnali się.

W tym czasie przyszedł również Krzysztof. Młodzi poszli do ogrodu w swoje ulubione miejsce.

– Hej, dziś przygotowałem z mamą niespodziankę, jak będziemy głodni, czy będzie chciało nam się pić musimy znaleźć skarby pochowane w ogrodzie według mapy.

– Taki „ogród skarbów”, coś podobnego jak w „Wyspie Skarbów” Roberta Louisa Stevensona – zaśmiała się Ania

– Czytałaś? – Spytał Gabriel

– Tak , bardzo fajna książka, Ty Krzysiu tez musisz przeczytać spodoba ci się.

– Ja teraz to bym się czegoś napił a nie czytał, jest tak gorąco – odparł Krzyś

– Patrzcie, tu jest mapa. Na mapie, aby było nam łatwiej mama zaznaczyła gdzie są pochowane słodycze, gdzie przekąski, jak będziemy głodni, a gdzie napoje.

– To teraz szukamy napoje – powiedział Krzysztof i przyglądając się mapie ze śmiechem zaczął biec w kierunku, gdzie liczył, że je odszuka. Ania pobiegła w kierunku labiryntu z żywopłotu, a Gabriel skierował się w kierunku wysepki z kwiatami i oczkiem wodnym, tam przy kamieniu zobaczył lekko zanurzone, przywiązane do kamienia napoje.

– Mam – krzyknął Gab

– Pewnie wiedziałeś, gdzie schowała je mama – zaśmiała się Ania

– Nie, no co ty, to uczciwa zabawa – obruszył się chłopiec.

– Droczę się z Tobą – powiedziała Ania ze śmiechem.

Cała trójka wróciła na leżaki i rozłożywszy się wygodnie zaczęli pic.

– Co będziecie robić na wakacje – spytał Krzyś – gdzieś jedziecie? Ja będę jechał do rodziny.

– Rodzice zaplanowali jakiś wyjazd, ale nie wiem dokładnie gdzie i kiedy – powiedziała Ania.

– Ja nie rozmawiałem jeszcze o tym z mamą. Nie wiem co planuje – odparł Gabriel i zamyślił się, co prawda nie znał rzeczywiście planów mamy, jednak to wszystko o czym się dowiedział, poznanie Teo, mogło spowodować, że każde plany mamy mogą być już nieadekwatne, a on sam nie wiedział co ma myśleć o tym wszystkim, nie wspominając nawet co z tymi informacjami ma zrobić

– Coś się tak zasępił? – spytał Krzysztof – jak nigdzie nie pojedziesz to będziesz za nami najwyżej tęsknił, bynajmniej za mną – zaśmiał się – Ale czas leci szybko, dasz radę. To teraz co szukamy, aby polepszyć Ci humor? Słodycze?

Rozbiegli się po ogrodzie w poszukiwaniach. Tym razem Gab  i Ania pobiegli w innych kierunkach niż przedtem, Krzysztof natomiast zaczął przeszukiwać wzdłuż żywopłotu. Na malutkiej wysepce kwiatków z pnącą się różą, przywiązany do róży, Ania znalazła „skarb”.

– Mam, to jakieś pyszne babeczki. – Podała każdemu z chłopców po jednej i wrócili

na leżaki.

Młodzież poleżała chwilkę odpoczywając, zrobiło się jeszcze goręcej a Krzyśkowi zaczęło się troszkę nudzić.

– To ja biegnę po przekąski – powiedział i zaczął przeczesywać odnogi żywopłotu. – znalazłem jabłka, szukać dalej? – odkrzyknął

– Nie lubisz jabłek? – spytała Ania

– Mogą być – Krzysztof przyniósł całej trójce po jabłku – teraz znów poszukam coś do picia, chcecie? Przytaknęli głowami, nie ruszając się z leżaków. Widać było, że „zabawa w skarby” Krzysiowi się bardzo spodobała.

Młodzi co trochę biegali szukać skarbów i rozmawiali. Taki sposób konsumpcji i rozrywki bardzo przypadł im do gustu. Gabriel trochę się obawiał, czy nie wyda im się to dziecinne, jednak zapał z jakim szukali ukrytych „skarbów” przekonał go, że był to dobry pomysł.

-Na następny raz, jeśli mama się zgodzi, to też możesz przygotować, takie „skarby” – żegnając się powiedział Krzysztof.

-Tak, bardzo dobrze się bawiłam, odpowiedziała Ania – podziękuj od nas mamie.

Gabriel zadowolony posprzątał po przyjaciołach w ogrodzie i wrócił do domu.

– Jestem – krzyknął

– I jak? Podobało się im? – spytała mama

-Byli zachwyceni, Ania prosiła aby ci podziękować a Krzysztof, aby ci przekazać, że możesz nam je robić częściej.

-To bardzo miło z ich strony, jesteś głodny?

– Nie , znaleźliśmy wszystkie skarby, na razie jestem pełen, pójdę do pokoju poczytać książkę.

Gabriel cichym krokiem skierował się do gabinetu dziadka. Serce przepełniały mu mieszane uczucia, pierwszy raz szedł wiedząc, że ktoś powinien na niego czekać, że opowie wszystko nie portretowi, ale żywej istocie. Tylko czy ona tam będzie? Czy to już tak będzie zawsze? Czy musi czekać jak dziadek do godziny dwudziestej pierwszej? A może on tam będzie czekać na Gaba cały dzień? Czy go zobaczy tylko gdy będzie już ciemno? Jak on wygląda jak jest jasno? Te i wiele innych pytań kotłowało się w głowie chłopca. Gabriel  powoli wszedł do saloniku i z bijącym sercem, trochę drżącym głosem powiedział.

 -Hej Herbata,  jestem.

W pokoju poza echem słów Gabriela panowała cisza. Nie wiedział sam, czy się z tego powodu cieszy czy nie. Wypuścił z płuc powietrze, potem wciągnął je z powrotem głęboko i usiadł w fotelu. Otworzył książkę i zaczął czytać. Nie mógł się jednak skupić na książce, co chwilę zerkał w kierunku, gdzie powinien pojawić się Murek. Samo to, że wypatruje obcej istoty z innego świata napawała go lękiem i strachem. Czuł się z tym wszystkim ciągle bardzo niepewnie. Ale fakt , że to nie od niego się zaczęło, że jest to już nieunikniona kolej rzeczy powodowała, że wypatrywał go z coraz większa ciekawością i niecierpliwością, Z czasem przestał czytać, patrząc tylko w coraz większy mrok w pokoju. Stół, krzesła , regały, fotele, wszystkie przedmioty w pokoju stawały się coraz mniej widoczne. Po całym dniu biegania za skarbami chłopiec poczuł się zmęczony, odłożył książkę na biurku dziadka i jeszcze wygodniej rozłożył się w fotelu. Przymknął oczy i zasnął. Gabriel nie wiedział jak długo spał, ale jakby we śnie poczuł, jak ktoś się w niego mocno wpatruje. Powoli zaczął się budzić, otwierając oczy zobaczył cień siedzący po turecku oparty o ścianę.

-Mocno spałeś, chyba miałeś ciekawy dzień – powiedział Teodozjusz.

Gdy Teo przeszedł przez portal Gabriel spał, Murek usiadł ze skrzyżowawszy nogi, oparty o ścianę naprzeciwko chłopca i czekał. Dziś rozmawiał ze Starszym i przekazał informację, że jego bliźniaczy brat z innego świata widzi go i rozumie, przekazał też, że mimo tego samego wieku, Gab jest jeszcze młodym, przestraszonym chłopcem i zdaniem Toe potrzebuje czasu aby dojrzeć do sytuacji, zanim będzie mógł im pomóc. Starszy okazał zadowolenie, że młodzieniec widzi i słyszy Teodozjusza, a więc ma moce o które się tak bali, jednak zmartwiło go to, że muszą jeszcze czekać. Czas to jest to, czego powoli im coraz bardziej brakuje. Cień zbliżał się, Starszy Go czuł i czuł Go już nawet Teodozjusz, w umysłach Murków pojawiał się strach i nie tylko oni, ale i większość Murków widziała zataczane krąg Cienia w ich świecie. Świat Gabriela i świat Teo bardzo się od siebie różniły. Ludzki umysł wg Murków jest zamknięty, ograniczony różnymi barierami. Ciekawe ile jego procent wykorzystuje człowiek, zastanawiał się. Gdzieś ostatnio czytał, któryś ze Starszych, niezadowolony z przekazania mocy ludziom, przyniósł tą informację, o micie 10 %, który ogłosił jakiś ludzki psycholog William James, wspominał on w swojej pracy właśnie o tym, że człowiek wykorzystuje jedynie niewielką część swojego potencjału intelektualnego. Obserwując Gabriela, Teo się z tym zgadzał. Widział jak ludzie nie dostrzegają tylu rzeczy wokół siebie. Tak wiele im umyka tego co się dookoła czy obok nich dzieje. Nie odczuwają wszystkiego tyloma zmysłami, są względem nich ograniczeni, zamknięci na inny świat, inne wymiary. Teo widział w Gabrielu przyjaciela, który dzięki mocom będzie w stanie widzieć i czuć o wiele więcej niż mówi ta teoria, jednak aby moce w chłopcu rozkwitły, trzeba czekać i działać powoli, nie przestraszyć go, dać mu czas na zaakceptowanie, że wszechświat to nie tylko to co on zna, to o wiele, wiele więcej. Mimo tego samego wieku Teodozjusz wychowywał się w innym środowisku, od samego początku wiedział jakie są jego obowiązki wobec swojej rasy, jaka jest jego karma. Bardzo polubił Gabriela i postanowił zrobić wszystko, aby ten ludzki chłopiec nie ucierpiał z powodu mocy którą otrzymał. Teo wiedział jak może skończyć się dla ludzi otrzymanie takiej mocy, której oni nie potrafią wykorzystać, znał opowieści o Teofilu. Tyle rzeczy mógłby opowiedzieć chłopcu, o ojcu o dziadku, jednak jeszcze się bał go wystraszy. Przyglądał się mu, siedząc oparty plecami o ścianę i ciągle nie wiedział czy już jest na to gotowy. Poprzez więź jaka się między nimi rodziła i uczucie odpowiedzialności za niego, nie był pewien czy kiedykolwiek będzie znał na to odpowiedz.

Gabriel otworzył i przetarł oczy. Przyzwyczaiwszy się do mroku zobaczył postać siedzącą pod ścianą i usłyszał, że do niego mówi.

– Tak, to był długi i ciekawy dzień – odpowiedział – byli Krzysztof i Anna, moi przyjaciele z tego świata. – Aż sam się zdziwił jak lekko mu przyszło powiedzenie „ z tego świata”, jak szybko zaakceptował swój świat i inne – nie wiem czy zauważyłeś, ostatnio czytam taką książkę „ Wyspa Skarbów”, u was tez są książki?  I w tej książce młody bohater Jim Hawkins, na podstawie tajemniczej mapy, bierze udział w wyprawie i szuka legendarnego skarbu takiego kapitana piratów Flinta. Moja mama opowiadała, że po przeczytaniu tej książki razem z bratem szukali skarbów w ogrodzie, dlatego pomyślałem, że to może być dobra forma spędzenia wolnego czasu z przyjaciółmi. Ja narysowałem mapę ogrodu i poprosiłem mamę aby na niej pozaznaczała miejsca gdzie pochowała różne skarby. Takie wiesz, słodycze, przekąski, napoje. A my w trójkę siedząc w ogrodzie i rozmawiając co jakiś czas szukaliśmy słodyczy, czy napojów i przekąsek, Była to naprawdę fajna zabawa. Spodobała mi się, a przyjaciele też powiedzieli że było fajnie – opowiadał – jednak nabiegaliśmy się i czytając przysnąłem. Ty też lubisz czytać?

– Tak lubię – odpowiedział Teo – mamy różne księgi, w których Starsi zapisują nasze dzieje. To trochę jakby Kronika o naszych braciach, ale czyta się bardzo ciekawie. Mamy też księgi pisane nie tylko dla poszerzania wiedzy, ale i dla przyjemności, myślę że twoja książka to właśnie taka nasza księga dla przyjemności.

– A czy Ty umiesz czytać nasze książki? Znasz nasz język?

– Tak, po pierwsze przez tyle lat spędzonych tutaj, nauczyłem się wiele o was, o waszej kulturze, ale i ta moc daje nam możliwość zrozumienia świata w którym się w danym momencie znajdujemy.

– To ja, jak już będę w waszym świecie też będę wszystko rozumieć ?

-Tak, myślę, że tak. Twoja moc mimo, że nie posiadasz Pieczęci przejścia przez Portal, wydaje mi się być bardzo silna. Myślę, że jeśli kiedyś przejdziesz ze mną, to w naszym świecie będziesz mógł nas rozumieć i jak się skupisz i postarasz, czytać nasze księgi.

Teodozjusz nie chciał mu na razie wspominać o pradziadku, dziadku i tacie, Czuł, że chłopiec zastanawiał by się od razu, czy nie przejść przez Portal, a on obawiał się jeszcze o jego bezpieczeństwo. Musi zrobić wszystko aby go chronić. Aby wybrać dobry czas dla obu ras. Ta odpowiedzialność, to brzemię bardzo mu ciążyło na duszy. Westchnął.

 Przez okno prosto na ścianę, o którą oparty siedział Teo, księżyc rzucił snop światła. Przez małą chwilkę Gabriel mógł zobaczyć go wyraźniej. Postać siedząca przy ścianie wydawała się dość wysoka, jak już wcześniej zauważył Gab, miała duże wyraźne oczy, takie jakieś rozświetlone. Mocniej zarysowane kości policzkowe, mimo ujarzmienia związanym z tyłu kucykiem, burzę włosów, ale uszy mniejsze, niż u ludzi, bardziej przyległe do głowy. Usta jakby cały czas się uśmiechały, choć to nie musiała być cecha każdego Murka. W sumie nie różniłby się tak bardzo od człowieka, gdyby nie kolor skóry, a nawet kolor całego Murka. Był  jakby ubrany w ten mrok, ciemny i szary. Księżyc znów rzucił przez okno swój blask na postać i przez ułamek sekundy Gabrielowi wydawał się nie szary i ciemny, ale świetlisty, jakby przez ten ułamek sekundy Toe był całą tęczą barw. Wtedy wydał się chłopcu inny, nierzeczywisty, z innego wymiaru. Była to maluteńka chwila i znów stał się taki jak wcześniej. Gab zastanawiał się  czy to nie złudzenie optyczne odbitego światła księżyca od jakiegoś przedmiotu. Jednak widok świetlistej postaci Murka zapadła mu w pamięć.

– Ty już tyle wiesz o moim świecie, a ja o twoim jeszcze nic. Opowiesz mi coś?- zapytał.

– W sumie jest całkiem różny, a jednocześnie taki sam. Wyglądamy trochę inaczej niż wy, porozumiewamy się innym językiem, ale też nie tylko nim, jest między nami duchowa więź, odczuwamy więcej niż wy, to wszystko co nas otacza czujemy, zespalamy się z tym i jesteśmy tym wszystkim. Kiedyś zrozumiesz o czym mówię. Żyjemy mocniej związani z przyrodą, naszymi zwierzętami, dbamy o siebie nawzajem. Mamy trochę inną architekturę, nie tak rozbudowaną jak wasza, nasze domy są mniejsze, ale wydają się być przestronniejsze. Jedynie świątynie i miejsca spotkań Starszych są okazalsze. Nie ma u nas pór roku, odczuwanie ciepła jest cały czas zbliżone. Nie mamy elektryczności, sztuczne światło bardzo drażni nasze oczy, w ogóle wasze światło drążni moje oczy, jakby te światła nasze i wasze był różne. Mamy porę spania i porę czuwania. My nie potrzebujemy elektryczności, nasz księżyc daje nam tyle blasku ile potrzeba aby radzić sobie bez światła właśnie w porze spania. A nasze słońce tyle ile potrzeba w porze czuwania.

– Nie wyobrażam sobie żyć bez światła elektrycznego. Czyli Wy jego nie macie? Więc wasza technika jest mniej rozwinięta?

– Nie, wy go potrzebujecie, bo macie różne pory roku i w waszych budowlach, wielkich z małymi oknami jest potrzebne, my go po prostu nie potrzebujemy, nasze oczy są wrażliwe na wasze światło, oraz na światło elektryczne, może gdyby ono u nas było, też bylibyśmy na nie wrażliwi. W technice rozwijamy się może i na różnym poziomie, choć to trudno określić, nasz świat jest inny niż wasz i nasze potrzeby też są inne, rozwijamy się inaczej. Wy dążycie do rozwoju, przecie do przodu za wszelka cenę, my rozwijamy to co potrzebujemy, aby zachować równowagę w naszym świecie.

– Ciekawi mnie ten wasz świat, a jak przejdę to jak odbiorą mnie inni Murkowie?

– Różnie, nie będę ukrywać, że cała nasza rasa jest zadowolona z tego, że Wieczni spletli nasze losy. Część  jest temu nieprzychylna, ale większość przyjmie ciebie ciepło. To połączenie naszych światów to Wola Wiecznych, a dla nas jest ona świętością.

-Wiecznych? To jakby wasz bóg?

– I tak  i nie. Znając wasze podejście do Boga można by powiedzieć, abyś to mógł bardziej zrozumieć, że oni są dla nas naszymi bogami, naszą wyrocznią a ich wola została zapisana w księgach, to jak wasza biblia, jednak Wieczni dla nas to nie Bogowie tylko Byty. Znając określenie „bytu” u Was, przypisał bym Wiecznych do waszego określenia  ‘’Bytu absolutnego” czyli tak zwana wieczna, doskonała rzeczywistość.

– Czyli mamy dużo różnic, ale dużo podobieństw, dwa światy tak różne a jakby takie same – podsumował Gabriel

-Tak, jesteśmy inni a tacy sami – zaśmiał się Teodozjusz

– No może ty jesteś podobny do mnie, ale ja do ciebie nie, nie jestem herbatą  – przekomarzał się Gab

– Poczekaj, jeszcze znajdę na ciebie dobre określenie – roześmiał się Teo

Chłopcy jeszcze chwilę rozmawiali, po czym Gabrielowi zaczęło się ziewać.

– Chyba na dziś starczy – powiedział – będę się zbierał spać, a wy śpicie?

-Tak, prawie tyle samo co wy.

– To pewnie też już jesteś zmęczony, ja jestem u siebie, kilka kroków i będę już spał, ale Ty masz jeszcze powrót do swojego świata.

– Powrót do mojego świata zajmie mi tyle co Tobie do twojego pokoju – zaśmiał się Murek – jednak ja z Portalu musze jeszcze dojść do swojego domu.

– To już znikaj, dobranoc – powiedział Gab, wziął książkę z biurka i wyszedł z pokoju. Wolnym krokiem, cichutko zszedł schodami na dół, nie chciał aby mama, jeśli jeszcze nie śpi go usłyszała. Z salonu dolatywał dźwięk radia, mama niestety jeszcze nie spała.

– To Ty Gabrielu? Co tam robiłeś tak długo? Czemu nie idziesz spać? Już tak późno.

– Zaczytałem się, to taka wciągająca książka, właśnie idą, dobranoc – odpowiedział

Gabriel poszedł do swojego pokoju, odłożył książkę i usiadł na łóżku. Jak to jego życie w tak krótkim czasie się zmieniło, pomyślał. Jeszcze do swoich urodzin nie miał w sumie prawdziwych przyjaciół, a teraz jest Krzysztof i Anna. Lubił ich bardzo oboje. Krzysztof był trochę jego przeciwieństwem, bardziej otwarty, łatwiej nawiązywał kontakty, taki trochę wesoły rozrabiaka. Gabriel potrzebował właśnie kogoś takiego, kto go popcha do przodu. A Ania, no Ania, była bardzo fajną przyjaciółką, lubił ją za to jaka jest, ale czuł też jeszcze jakieś rodzące się młodzieńcze uczucie do niej. To uczucie powoli rozkwitało coraz bardziej, wiedział, że może kiedyś będzie dla niego bardzo ważna.  W tym nowym życiu Gaba pojawił się też jeszcze On, ten „cosiek”, ktoś tak inny, obcy, istota z innego świata, a jednocześnie czuł, że dla niego taka bliski, jak bratnia dusza. Oczy chłopca znów zaczęły się przymykać, położył się i rozmyślając o tym wszystkim zasnął.

Teodozjusz przez chwilę patrzył za oddalającym się chłopce następnie przeszedł do swojego świata. W jego świecie była już pora spania. Jego wioskę otaczał lekki mrok, ale księżyc dawał na tyle blasku, że bez problemu skierował się w stronę swojego domu. Po drodze mijał budynki innych Murków, w których w większości już było słychać równy oddech. Teren był lekko pagórkowaty z dużą ilością roślinności między domostwami. Właśnie na tych pagórka usadowione były ich domy, najczęściej parterowe z kilkoma izbami, ze spadzistym dachem. Budynki posiadały wiele dużych okien aby przez nie docierało światło. Prawie każdy dom otoczony był płotem. Uliczki między domami wyłożone były takimi kamiennymi bloczkami, podobnymi do tych, co ludzie nazywali kocimi łbami, porośnięte po bokach drzewami czy krzewami. W świecie Teo bardzo dużo było dookoła przyrody. Murkowie przede wszystkim stawiali na równowagę między nimi a nią. Ze względu na to, że posiadali moc przechodzenia między Portalami, nie potrzebowali do tego celu używać środków lokomocji, dlatego nie posiadali samochodów i innych tego typu środków transportu, które miały obecnie swój rozkwit w świecie ludzi, często określany jako „złota era” motoryzacji. Natomiast do przemieszczania się w obrębie swoich wiosek trzymali przy domostwach kejty, które przypominały konie ze świata ludzi. Teo doszedł do swojego domu, otworzył drzwi i wszedł do środka. W domu o tej godzinie panowała już błoga cisza. Cichutko, aby nie obudzić nikogo przeszedł do swojego pokoju i zmęczony rzucił się na łózko, od razu zasypiając.

Życie Gabriela i Teodozjusza przez następnych kilka dnie przebiegało stałym torem. Gab gdy tylko mógł widywał się z przyjaciółmi, następnie wieczorem udawał się do saloniku dziadka i tam czekał aż przejdzie przez portal Teo. To co w dzień przydarzało się chłopcu , opowiadał potem przyjacielowi z innego świata. Ta ogólnie dość dziwna sytuacja coraz bardziej wydawała się dla nich obu naturalna. Gdyby teraz któryś z nich z jakiegoś powodu nie mógł przyjść do gabinetu, druga strona odczułaby straszny smutek. Już nie byli dwoma różnymi istotami z różnych światów, teraz te różnice między nimi były już nie istotne, byli dwoma młodymi chłopcami żądnymi przygód, spędzającymi wspólnie czas, byli jakby „rodziną”.

W piątek wieczorem mama Gabriela powiedziała, że jutro przyjedzie do nich jej brat Filip. Młodzieniec bardzo lubił wujka, który odwiedzał ich gdy tylko mógł. Brat matki starał się w jakiś sposób zastąpić chłopcu ojca. Nigdy też nie przyjeżdżał z pustymi rękoma, zawsze miał dla niego jakiś prezent. Ciekawe co tym razem dostanie, pomyślał Gab. W sobotę rano, gdy się obudził, już usłyszał głosy mamy i wujka przed domem. Szybko ubrał się i wyszedł aby się przywitać.

– Dzień dobry wujku, już przyjechałeś – powiedział głośno uradowany.

Na podjeździe stał prześliczny nowy model Volvo Duett PV444 w bordowo-kremowym kolorze, z dzielona przednia szybą. Samochód był 4-osobowy, 4-cylindrowy i miał 40-konny silnik, stąd model 444.

– O, nowy samochód wujku, śliczny.

– Dzień dobry synu – odpowiedział wujek wziąwszy go w ramiona i mocno przytulając -Tak, ma może nieduży silnik, ale dzięki opływowym kształtom jest bardzo ekonomiczny – chwalił się Filip – zobacz jaką ma deskę rozdzielcza z symetrycznym układem zegarów, z okrągłym prędkościomierzem, to naprawdę dzieło sztuki, prawda – chwalił wujek – a zobacz to wykończenie drewnianymi listwami i każdy guzik można obsłużyć w rękawiczkach, trochę musiałem się przyzwyczajać do 3-biegowej skrzyni, ale ten elastyczny silnik, znakomicie nadrabia jej braki. Co prawda mógłby mieć lepszy hamulec, ale na prawdę jestem dumny z tego autka – Filip wypiął dumnie pierś, zaciągając się papierosem. – a jaki ma pojemny bagażnik i jak pięknie wyłożony ciemnymi drewnianymi panelami. To naprawdę komfortowe auto osobowe i dostawcze. Jak chwali go reklama „jedno auto jak dwa”.

Obok niego stał samochód Barbary, czarny Citroën Traction Avant 11BL z silnikiem o pojemności ok. 1.9L. Auto słynęło z doskonałej przyczepności i niezawodności.

– Gabrielu jak żeś ty zmężniał, zobacz Basiu to już kawał kawalera nie chłopca, jak ten czas leci. Szkoda, że nie chcesz się przeprowadzić Basiu do mnie, tak mi przykro, że nie mogę stale przy was być, aby o was dbać.

– Dajemy sobie radę Filipie, ale dziękujemy, że się o nas troszczysz – powiedziała mama.

Serce Gabriela aż mocniej zabiło, nie mogliby przecież  opuścić tego domu, co z Teo, ale też nie tylko on, co z jego przyjaciółmi? Co z Anią. Chłopiec odruchowo zacisnął usta w cienką linię i zmarszczył brwi. Tą marsową minę zauważył wujek.

– Co się stało przyjacielu, żeś się tak nastroszył? – spytał

– Nic wujku, po prostu nie chciałbym się stąd wyprowadzać, to jest mój dom.

– Oczywiście Gabrielu – powiedział wujek,  jeszcze raz mocno go obejmując –  ja tylko chcę was chronić i o was dbać. Ale zawsze pamiętaj, jak masz jakiś problem wal do mnie jak w dym, synu – znów go uścisnął.

– Dziękujemy ci Filipie, zawsze jesteś dla nas taki dobry, ale sam wiesz to jest nasz dom, to nasze dziedzictwo i musimy je chronić i o nie dbać. Ale zawsze zapraszamy Ciebie do nas.

– My tu gadu, gadu, a ja mam spóźniony prezent urodzinowy dla Gabriela i jak zawsze coś dla ciebie Basiu.  – Wujek wyjął i z samochodu dwa pakunki.

– Proszę – podła płytę winylową siostrze – Edith Piaf – „Padam, padam” Mam nadzieje, że ją lubisz siostrzyczko.

– Oczywiście że lubię braciszku – odpowiedziała Barbara całując brata w policzek, bardzo ucieszyła się z prezentu.

– A to dla ciebie chłopcze – powiedział, podając drugi, długi pakunek Gabrielowi  – rozpakuj. Nie byłem pewien czy już do tego dorosłeś, ale widząc Ciebie myślę, że tak – zaśmiał się – mam nadzieje że mama nie będzie na mnie zła, ale myślę, że to już pora tego ciebie nauczyć.

Gabriel szybkimi ruchami rozpakował prezent, po czym jego oczom ukazała się wiatrówka oraz cały osprzęt.

– To dla mnie? Wujku, Krzysztofowi oczy wyjdą z zazdrości – krzyknął

– Tak dla ciebie, każdy młody mężczyzna musi umieć strzelać, prawda Basiu? 

– Nie wiem Filipie, broń to nie moja domena, ale myślę, że Tadeusz też by już z nim strzelał, a Teodor to na pewno.

– O tak Teodor, to by już z nim biegła po lasach. W samochodzie mam jeszcze tarcze, zrobiłem takie same jakie używaliśmy z Tadeuszem i Teodorem, mam nadzieję, że na polance wszystko jest jak trzeba, jakoś poradzimy sobie, prawda chłopcze. A kto to ten Krzysztof? – spytał

-To mój nowy przyjaciel, w gabinecie dziadka zawsze bardzo przyglądał  się sztucerowi wiszącemu na ścianie u dziadka i białej broni w gablocie, chyba mu się podobają. Czy jego też możemy nauczyć strzelać?

– Oczywiście synu, tylko niech najpierw spyta rodziców czy może.

– Dobrze wujku, a  Ania też może? – spytał, lekko czerwieniejąc się wypowiadając jej imię

– O jest też Ania, a któż to? – zaśmiał się Filip, Gabriel zaczerwienił się jeszcze bardziej.

– Ciii – ofuknęła cichutko Filipa mama Gabriela.

– To moja koleżanka, przyjaźnimy się w trójkę, zawsze razem spędzamy wolny czas – odpowiedział bardzo speszonym głosem chłopiec, czerwieniąc się o ile to możliwe jeszcze bardziej, czuł, że jego policzki są purpurowe, a oczy jakby same świecą się na sama myśl o dziewczynie, więc pochylił się jeszcze niżej aby ominąć wzrok dorosłych, przyglądając się otrzymanemu prezentowi.

– Oczywiście, Ania też może – odparł wujek – jeśli chcesz to możemy jutro po obiedzie pojechać na łąkę nad staw i postrzelać, spytaj przyjaciół czy też będą mogli.

– Dobrze wujku, co za super pomysł, jeszcze dziś ich spytam – wykrzyknął Gabriel, w tym momencie zażenowanie gdzieś znikło, zalała go fala radości, wyprostował się i wyściskał mocno wujka Filipa. Już nie mógł się doczekać kiedy będzie mógł opowiedzieć wszystko przyjaciołom, był pewien, że Krzysztof będzie zachwycony, bał się tylko trochę, czy pomysł nauki strzelania nie zniechęci Anię, gdyż zauważył, że broń w gabinecie dziadka robiła na niej jakby negatywne wrażenie, ale postanowił, że postara się ją jakoś do tego przekonać.

Do południe zleciało im na rozmowach na różne tematy, Gabriel pochwalił się oczywiście świadectwem. Natomiast po obiedzie, chłopak pojechał na rowerze do przyjaciela, a następnie pojechali po Anię i cała trójka skierowała się w kierunku drogi prowadzącej na piaszczystą plażę nad jeziorem. Tam rozsiedli się wygodnie w piasku i chwilkę rozmawiali o prezencie wujka, i o jutrzejszych planach, mimowolnie lepiąc wspólnie z wilgotnego piasku zamek, fosę, i mury. Gdy już całe ręce mieli ubrudzone w piasku pobiegli umyć je w jeziorze. Woda była bardzo ciepła, Krzysztof nabrał ochoty na zabawę i nogą ochlapał Gabriela. Ten chciał oddać koledze i niechcący ochlapał dziewczynę. Ania nie była im dłużna i ochlapała ich obydwu zanosząc się od śmiechu. Chłopcy obaj skupili się na dziewczynie, która była już porządnie zmoczona. Anie nie dawała za wygraną, weszła głębiej do wody pomagając sobie dłońmi, aby mocniej ochlapać przeciwników. Cała trójka biegała wzdłuż brzegu dobrze się bawiąc i głośno śmiejąc. Następnie wyłożyli się w ciepłym piasku aby trochę wyschnąć zanim wrócą do domu. Pościgali się chwilę na ścieżce prowadzącej nad jezioro. A gdy ubranie mieli już na tyle suche, aby wrócić do domu, otrzepali je z piasku i pojechali pod dom Krzyśka. Krzysztof poszedł spytać się rodziców o pozwolenie na naukę strzelania na wiatrówce i uzyskał pozwolenie. Ania nie była zainteresowana strzelaniem, jednak na jutrzejszy wypad nad staw przystała bardzo chętnie. Gab wrócił więc do domu z wypadu z przyjaciółmi bardzo zadowolony. Musieli jeszcze z wujkiem wiele rzeczy na jutro przygotować.

-To jest wiatrówka synu, widzisz ona ma tutaj taką długą sprężynę, oraz łamana lufę, dokładnie jest to wiatrówka sprężynowa łamana Original Model 50. – powiedział wujek, pokazując jak łamie się lufę w wiatrówce – To jest śrut, bierzesz taka kulkę i wciskasz tutaj, o widzisz, następnie tak składamy lufę i mamy wiatrówkę gotowa do strzału. Myślę, że jest to proste synu.

– Tak wujku, nie mogę doczekać się jutra.

– Cieszę  się, że sprawiłem ci tym frajdę, nie byłem pewny jaki prezent Ci się spodoba, długo Ciebie nie widziałem. Mama obiecała nam na jutro przygotować podwieczorek na wyjazd, to spędzimy miły dzień nad stawem, postrzelamy sobie, a przy okazji będę mógł poznać twoich przyjaciół

 Od poranka Gabriel nie mógł doczekać się wyjazdu, jakoś przetrwał śniadanie, to kręcił się po domu, to coś czytał, chwilę posiedział z mamą i wujkiem w salonie rozmawiając o szkole i o przyjaciołach, w końcu zjedli obiad i mogli się przygotowywać na wycieczkę. Chwilę przed godzina czternastą przyjechali na rowerach Ania i Krzysztof.

– To jest mój wujek Filip, a to jest Ania i Krzyś – przedstawił Gabriel

– Dzień dobry Panu – powiedzieli  prawie razem

– Witajcie, miło mi was poznać, przyjaciele Gabriela są moimi przyjaciółmi.

– Dzień dobry pani Basiu – powiedziała Ania, która zauważyła mamę Gabriela niosącą koszyk z podwieczorkiem i koc – Pozwoli pani, że to wezmę.

– Gdzie to położyć proszę pana? – spytała Filipa

– Wstawimy to do bagażnika.

Ania podała wujkowi Filipowi koszyk i koc, a następnie zaczęli wsiadać do samochodu.

– Proszę usiądź z przodu młoda damo – powiedział Filip – będzie ci wygodniej.

Droga nad staw była bardzo przyjemna. Wyjeżdżając z podjazdu domu skręcili w lewo, chwilę jechali ruchliwszą ulica i następnie w prawo skręcili w leśna drogę, aby za chwilkę wjechać w trakt prowadzący na polankę ze stawem. Filip zatrzymał samochód.

– Jesteśmy na miejscu, młodzieży – powiedział wysiadając z samochodu – bierzemy rzeczy z bagażnika, kto co bierze? – spytał otwierając go – Wybierać!

Ania wzięła koc, Gabriel wiatrówkę i śrut, Krzyśkowi został koszyk piknikowy. Cała trojka wraz z wujkiem skierowali się na pomost gdzie Ania rozłożyła koc, aby mogli wygodnie usiąść. W koszyku przygotowane przez mamę Gabriela były różne pyszności, kanapki z szynką, z masłem orzechowym i dżemem, ciasto, herbatniki, owoce oraz napoje. Każdy z czwórki wybrał na co miał ochotę i przez chwilkę jedli przyglądając się równej tafli wody delektując się śpiewem ptaków i szumem drzew.

– To co, kończymy podwieczorek chłopcy i idziemy strzelać? – spytał Filip, chłopcy przytaknęli ochoczo – Bierzcie wiatrówkę i śrut a ja idę wyjąć z samochodu tarczę.

Gabriel wziął wiatrówkę i śrut, i razem z Krzysztofem poszli za wujkiem na łąkę.  Ania została na pomoście, swoje kasztanowe włosy związała wstążeczką, zdjęła sandałki i zanurzyła nogi w wodzie, słońce odbijał się od tafli wody oraz od włosów dziewczyny, przyciągając tym samym wzrok Gaba. Przez chwile młody człowiek czuł się rozdarty, z jednej strony chciał iść i uczyć się strzelać, z drugiej mógłby zostać z Anią i siedzieć przyglądając się promieniom słońca tańczącym na jej włosach.

– Ech Romeo, patrz pod nogi bo mi się przewrócisz – zażartował wujek.

Gabrielowi zaczerwieniły się policzki, szybko odwrócił wzrok od Ani i poszedł za wujkiem i Krzyśkiem. Liczył na to, że Krzysiek tego nie zauważył, że był za bardzo zaaferowany bronią. Wujek po drodze poszedł do samochodu i wyjął drewnianą deskę na której zrobił jak za czasów Tadeusza trzy tarcze .

– Mam nadzieje ze półka na tą deskę jeszcze stoi – powiedział do chłopców

 Filip szybko odnalazł pieniek, na którym położyli wiatrówkę i śrut, a kawałek dalej zbudowaną jeszcze za czasów młodości Tadeusza półkę na deskę z tarczami, oczyścił wyżłobienie z szyszek, igieł i pożółkłych liści  i wcisną deskę. Sprawdził czy deska się przesuwa , aby mogli ustawić inna tarczę, następnie ręką mocno poruszał półką.

-Teodor, Twój dziadek Gabrielu, to umiał budować, zobacz tyle lat, a ona trzyma się jak trzeba, nie byłem tu chyba z pięć lat, no wszystko jest w porządku – powiedział.

 Złamał lufę broni, wcisnął w szczelinkę śrut i złożył lufę, następnie przyklęknął, na pieńku położył wiatrówkę, lewy łokieć oparł na nim podtrzymując łożę wiatrówki. Prawą dłonią przytrzymując kolbę przy prawym ramieniu odbezpieczył blokadę spustu i wystrzelił. Kula przedziurawiła tarczę w samym środku.

– Wujku brawo – krzyknął Gabrielo

– Dziękuję synu, ma się to oko, za czasów młodości twojego taty strzelaliśmy godzinami.

– To kto pierwszy? – spytał

Gabriel wiedząc jak bardzo ciągnie przyjaciela do broni, zaoferował aby to Krzysztof strzelał pierwszy, sam co chwil zerkając na pomost. Wuj Filip zaczął pokazywać Krzysztofowi jak naładować i używać wiatrówki. Krzysztof przyklęknął i położył wiatrówkę na pieńku, lewy łokieć oparł tak jak mu pokazał wujek Gabriela, prawą dłonią przytrzymując kolbę. Filip odbezpieczył blokadę spustu i Krzysztof wystrzelił.  Kula świsnęła i lekko zahaczyła o deskę z tarczą.

– Nie jest źle jak na pierwszy raz – pochwalił Filip – popracujemy nad celnością, teraz może spróbuje Gabryś.

Młodzieniec zmuszony do oderwania wzroku od pomostu, wszystkie czynności wykonywał machinalnie i po wystrzale tarcza została nawet nie draśnięta.

– Gabriel skup się – powiedział wujek, – to próbujemy jeszcze raz, tylko teraz myśl co robisz i celuj.

Drugi strzał chłopakowi udał się nawet celniej.

– To taka skucha, co? Abym poczuł się pewnie – zażartował Krzysztof

Chłopcy strzelali na przemian jeszcze kilka razy, obaj nabierając coraz większej wprawy. Wujek przesuwał tarcze, aby móc ocenić ich celność

Słońce na polance zaszło za drzewa. Zrobiło się chłodniej.

– To chyba na dzisiaj wystarczy, przed moim wyjazdem jak będziecie chcieli wybierzemy się jeszcze raz czy dwa – powiedział,  na co młodzieńcy przytaknęli ochoczo.

– Wezmę nasze tarcze, będziemy w domu mogli pochwalić się mamie jak dobrze strzelasz synu – powiedział do Gabriela, a następnie  podszedł do półki i wyciągnął deskę, wziął wiatrówkę i śrut i zaniósł do samochodu do bagażnika. Razem udali się na pomost.

– Chyba się wynudziłaś Aniu – powiedział wujek Filip

– Ależ skąd, obserwowałam jak idzie chłopcom strzelanie – odparła – tu jest tak pięknie, że nie można się nudzić.

-Na następny raz musimy wujku wziąć wędki, to może do razu połowimy i Ania będzie miała zajęcie – pomyślał głośno Gabriel

– Lubisz łowić ryby Aniu? – spytał Filip

– Nigdy tego nie robiłam, ale możemy spróbować, może to polubię – zaśmiała się Ania. Chłopcy usiedli na kocu i zabrali się z apetytem za pozostałe przekąski. Świeże powietrze oraz rywalizacja dodały im apetytu. Stryjek usiadł na pomoście i zapalił papierosa.

-Trochę wstyd zatruwać powietrze, ale nie mogłem się już oprzeć – powiedział – chwila odpoczynku dla mnie, bo nauka młodzieży strzelania to ciężki kawałek chleba – zażartował. Ania z chłopcami zebrali resztki do koszyka, złożyli koc i zaczęli się zbierać do domu. Tym razem pojechali dłuższa drogą, gdyż Wuj zaoferował się podwieźć Krzysztofa i Anię. 

– Jutro przyjdziemy po rowery – powiedział Krzyś – dziękujemy panu za miło spędzony czas, to strzelanie to przednia zabawa, nawet lepsza niż szukanie skarbów. Do jutra Gab.

– Do widzenia – pożegnała się Ania – Cześć Gab.

– Do widzenia dzieciaki, fajnie z wami spędziłem czas – pożegnał się Filip

 – Do jutra  – również pożegnał się Gabriel.

Wujek zapalił silnik samochodu i pojechali do domu. Wjeżdżając w alejkę z daleka widzieli, że na podjeździe czeka na nich Basia. Wuj zaparkował i wyłączył silnik. Obaj wysiedli z samochodu. Filip wyjął deskę z tarczami z bagażnika i pokazał siostrze.

– Zobacz twój syn też ma smykałkę do broni po dziadku – powiedział pokazując jej cele Gabriela – wszystko jednak zostaje w rodzinie.

– Pamiętam, że ty też miałeś zawsze dobre oko Filipie – odparła Basia – Gabrysiu czy tak zostało? Pochwalił się wam jak dobrze strzela?

– Tak, widziałem – powiedział z lekka nuta zazdrości Gab – cel w sam środek tarczy.

– Widzisz Filipie, jeszcze się nie starzejemy – zaśmiała się Basia, objęła brata i razem z synem weszli do domu.

Gabriel całą wyprawa był bardzo zmęczony, od razu poszedł do swojego pokoju, jeszcze tylko poszedł na kolacje do jadalni i znów wrócił do siebie. Nie miał sił, aby iść do góry do saloniku dziadka. Do tego obecność wujka wywołała uczucie niepewności. A co jak wejdzie do gabinetu, gdy Gabriel będzie rozmawiał z Teo, rozmyślał. Chłopak nie wiedział ile wuj wie, a ze względu na obietnicę złożoną mamie nie mógł jej o to zapytać, dlatego postanowił, że do jego wyjazdy nie będzie wieczorami zachodził na piętro. Teo pewnie będzie czuł się bardzo samotny, pomyślał zasypiając.

Filip został u siostry jeszcze tydzień, pogoda przez ten czas bardzo ładnie dopisała. Przyjaciele Gabriela odwiedzali go codziennie, kilka razy siedzieli w ogrodzie, jak zwykle w ulubionym miejscu Ani, byli rowerami na lodach, w kawiarence „Szafa grająca” na rurkach z kremem, pojechali też na rowerach nad jeziorem, byli też jeszcze raz nad stawem, aby chłopcy mogli postrzelać z wiatrówki, na co bardzo się niecierpliwili. Tym razem, aby Ania się nie nudziła, dla urozmaicenia atrakcji, wzięli ze sobą wędkę. Dziewczyna rozłożyła koc na pomoście, chłopcy przynieśli kosz piknikowy i pojemnik na ryby, a Filip wędkę i osprzęt. Następnie chłopcy wzięli z bagażnika wiatrówkę i śrut, oraz tarczę, i poszli przygotować stanowisko do strzelania.

– Tylko proszę mi tam czekać na mnie – zawołał groźnie wujek Filip za nimi

– No dobra, to co my tu mamy? Co się z tym robi, może wiesz Aniu, bo ja nie za bardzo -zażartował przeglądając rzeczy, które ze sobą przyniósł – zerknij proszę, może pomożesz mi rozwikłać co do czego służy.

Ania zaczęła przeglądać wszystko to co było poukładane w skrzynce, wzięła do ręki woreczek z namoczonymi płatkami owsianymi.

– No proszę, już masz smykałkę do łowienia ryb, właśnie od tego zaczniemy.

– Od płatków owsianych? Ale nie będziemy ich jeść?

– Nie, my nie – zaśmiał się Filip – ale rybki może tak. Rozsyp proszę je do wody, zaczniemy od zanęcenia łowiska, aby zwabić rybki do nas, tylko uważaj nie wpadnij. Umiesz pływać Aniu?

– Tak, umiem, więc nawet gdybym wpadła to nic mi się nie stanie, jednak spłoszyłabym ryby, prawda?

– O, to bardzo cenna dedukcja, więc lepiej jednak nie wpadnij – zaśmiał się mężczyzna.

Ania delikatnie wysypała zawartość woreczka na taflę wody. Już po chwili widać było ruch wody i pęcherzyki powietrza, gdy ryby zainteresowały się tym co pływało na wodzie.

– Bardzo dobrze Aniu, widzisz, dzięki Tobie nie będziemy głodni, już nasz obiad na nas czeka. To teraz poszukaj tam takich kulek z ciasta.

Ania wyjęła pojemnik z kulkami

– Ojej waniliowe, jak pięknie pachną, sama bym je chętnie zjadła.

– Nic nie stoi na przeszkodzie.

– Mogę? – z powątpiewaniem spytała dziewczyna przybliżając kulkę do ust

– Chyba byś się nie otruła – zaśmiał się Filip – ale lepiej kulki zostawmy rybkom, a Ty spróbujesz resztę ciasta, które jest w koszyku piknikowym, a kulkę załóż na haczyk, tylko uważaj nie wbij go sobie w palec, bo będzie bolało.

Ania bardzo ostrożnie założyła kulkę

– Już – pochwaliła się

Filip ustawił spławik na odpowiednią głębokość.

– Teraz patrz uważnie, pokażę Ci jak zarzucić wędkę tak, aby zestaw znalazł się w wodzie.

Ania przyglądała się bardzo uważnie.

– I co dalej? – spytała

– Teraz  czekamy na branie ryby, czyli aż spławik drgnie, i zanurzy się pod wodę. Pozwolisz młoda damo, że zapalę?

– Ależ oczywiście proszę Pana.

Filip rozsiadł się wygodnie i zapalił papierosa. Ania bacznie obserwowała spławik, bała się przegapić chwili gdy znajdzie się pod wodą. Spławik, zrobiony z gęsiego pióra, drgną i zanurzył się pod wodę.

– Już, proszę Pana, już – krzyknęła uradowana Ania

– Dobrze Aniu, to teraz trzymaj mocno wędkę – Filip przekazał wędkę zrobioną z bambusa Ani – a teraz szybko podnieś wędkę do góry, aby spowodować zacięcie ryby.

Ania mocno chwyta wędkę, ręce jej trochę drżą z przejęcia, robi nią szybki ruch do górę i nie może uwierzyć, gdy na końcu widzi trzepocząca się biała rybą

– O tak, brawo, bardzo dobrze, chyba mamy zwycięzcę w tej kategorii, zobacz złowiłaś właśnie swoją pierwszą płotkę – powiedział wesoło Wujek Filip zdejmując rybę z haczyka i wrzucając do pojemnika –  widzisz, już dziś nie będziesz głodna, teraz zadbaj o obiad dla nas. Ale teraz może sama zrób wszystkie czynności, a ja przypilnuje, zobaczymy czy pamiętasz.

Ania wyjęła następną kulkę waniliową i powoli delikatnie, uważając na palce założyła ją na haczyk, ustawiła spławik na głębokość, na jaką wydawało się jej, że poprzednio ustawił Filip.

– Dobrze? – spytała pokazując mężczyźnie

– Bardzo dobrze młoda damo, to teraz co dalej?

– Zarzucam wędkę, tak? O tak!

Dziewczyna robi ruch nadgarstkiem i zarzuca wędką tak, aby zestaw znalazł się w wodzie.

– Dobrze? – znów lekko przestraszona, że może coś robi jednak źle, pyta wujka Filipa.

– Dziewczyno, ty masz chyba do tego smykałkę, jak na pierwszy raz nawet bardzo dobrze – chwali ją mężczyzna siedzący obok.

Czekaja chwile, Ania znów bacznie obserwuje spławik, aby nie przegapić chwili, gdy drgnie i znajdzie się pod wodą. Siedzi bardzo sztywno, trochę zdenerwowana i już czuje jak boli ja kark, ale stara się tego nie pokazać po sobie, gdy Filip zapala spokojnie następnego papierosa.

– Nie stresuj się tak, idzie Ci na prawdę dobrze, rozluźnij się, bo zanim skończę z chłopcami, to cała zdrętwiejesz – mówi do niej wesoło.

– Dobrze proszę pana, postaram się – śmieje się dziewczyna – postaram – ale ciągle bacznie obserwuje spławik, który nagle drga i zanurza się pod wodę.

– To teraz szybciutko Aniu podnieś wędkę do góry – krzyczy uradowany Filip

Ania podnosi wędkę powodując zacięcie ryby, a na końcu znów trzepocze się biała ryba. Filip ściąga ją z haczyka i wrzuca do pojemnika.

– Widzę, że nie potrzebujesz już mojej pomocy młoda damo, radzisz sobie świetnie, to ja idę do chłopców zanim się pozabijają. Poradzisz sobie, prawda?

– Tak proszę pana, postaram się – śmieje się wesoło Ania – bardzo mi się to podoba.

Ania powtórzyła wszystkie czynności jeszcze raz. Czekając na branie przyglądała się przepływającym kaczkom Krzyżówkom. Bardzo jej się podobają Mandarynki, ale te co przepłynęły też były śliczne dla oka, pomyślała. W końcu spławik znów drgnął, podniosła szybko wędkę do góry i ponownie zobaczyła trzepoczącą się rybę. Najtrudniejsze dla niej było zdjęcie jej z haczyka, nie dlatego że bała się zrobić sobie krzywdę, ale bała się zrobić krzywdę rybie, w pierwszej chwili chciała zawołam Filipa, ale widząc jak dobrze się bawi strzelając z chłopcami postanowiła poradzić sobie sama. Znów założyła ciasto na haczyk i powtórzyła wszystkie czynności ponownie, czekając na branie  obserwowała przepływające łyski. W oddali widziała rodzinę łabędzi, które jednak nie podpłynęły do niej blisko. Trochę żałowała, ale wiedziała że łabędzie są bardzo agresywne gdy mają młode, wiec w sumie się z tego ucieszyła. Zanim chłopcy skończyli strzelać miała w pojemniku sześć ryb.

– Co my tu mamy? – trzy płotki, dwa leszcz i karp – no, no brawo Aniu – to posiedzimy trochę zjemy, napijemy się, ja zapale i pojedziemy do domu.

Nikt nie przypuszczał, że łowienie ryb tak przypadnie Ani do gustu i będzie jej szło tak dobrze.

-To chyba moje cechy charakteru. – przekomarzała się Ania – Lubię naturę, mogę siedzieć w ciszy i przyglądać się przyrodzie dookoła, a jak wpadnie rybka wyciągnąć i chlup do pojemnika – szczęśliwa z tego jak dobrze jej poszło łowienie rybek, oraz z pochwał wujka Filipa przed kolegami, wesoło szczebiotała.

Chłopcy również się dobrze bawili, szło im coraz lepiej, Gabriel był chyba nawet lepszy od Krzysztofa, ale starał się nie pokazywać przed kolega jak bardzo się z tego cieszył

Czas spędzony z Filipem zleciał im wszystkim bardzo miło. Wizyta wujka miała się ku końcowi. Nadeszła kolejna niedziela, dzień wyjazdu Filipa, Gabrielowi było bardzo przykro żegnać się z wujkiem.  Spodobały mu się te wypady nad staw, zostało przecież jeszcze tyle wakacji, dlatego z zasępiona mina stał na podjeździe żegnając się z nim.

– Na pewno przyjadę jeszcze w czasie wakacji synu – powiedział Filip do siostrzeńca – pojedziemy postrzelać i łowić ryby z twoimi przyjaciółmi, bardzo ich polubiłem, szczególnie Anię – mocno akcentując imię dziewczyny.

Na wzmiankę o Ani, Gabrielowi jak zwykle zaczerwieniły się policzki.

– Czemu go zawstydzasz Filipie – powiedziała Basia, dając bratu kuksańca.

– A czego tu się wstydzić, to bardzo ładna i dobrze wychowana dziewczyna, masz synu dobry gust, jak twój tata – zażartował – no pora jechać, komu w drogę temu czas -Filip mocno uściskał Gabriela i pocałował Basię w policzek – do zobaczenia kochani.

– Do zobaczeniu wujku, będę za tobą tęsknić – Gabriel pomachał wujowi na pożegnanie.

– Do zobaczenia bracie – zawołała za odjeżdżającym samochodem Basia, objęła syna i wrócili do domu.

Wizyta wujka wywołała u Gabriela wiele emocji, już dawno nie czuł tak silnej męskiej więzi, w sumie chyba nigdy jej nie czuł. To i częste wspominanie przez Filipa dziadka oraz ojca, spowodowało, że postanowił porozmawiać z mamą. Nie może dopuścić do tego, że przejdzie przez Portal a ona nic o tym nie będzie wiedziała, czuł, że musi jej wszystko powiedzieć. Wszedł za nią do salonu i gdy usiadła na sofie, przycupnął obok niej i powiedział drżącym ze strachu głosem.

-Mamo, jest coś co musisz wiedzieć, tylko proszę nie denerwuj się, ja tego nie chciałem,  nie zrobiłem tego specjalnie, samo tak wyszło. Coś mnie przyciągało do gabinetu dziadka, wiem, co mi powiedziałaś, wiem, że obiecałem trzymać się od tego z daleka, ale nie mogłem, nie mogę! – mówił jednym tchem, aby mama nie mogła mu przerwać – On tam jest, czeka na mnie. Przychodzi codziennie, do przyjazdy wujka rozmawiałem z nim co wieczór. Jak był wuj czułem się niepewnie i nie byłem tam ani razu, nie wiedziałem czy wuj wie, bałem się że wejdzie i zobaczy jak mówię do siebie. Ale, wiesz z wujkiem poczułem taką więź, taką „między mężczyznami”, przepraszam, boję się, że ty tego nie zrozumiesz. Teraz bardziej brak mi dziadka, brak mi taty. On, ta istota, ma na imię Teodozjusz, ja mówię do niego Teo. On mi o nich nic jeszcze nie mówił, dużo rozmawiamy, ale ja coś czuję, że on chcąc mnie chronić, coś ukrywa. To są Murkowie, te istoty z innego świata – mówił ciągle jednym tchem, nie dając dojść mamie do słowa – Mimo, że dałaś mi imię na inna literę, to Teo powiedział, że mam dużą moc, a on jest moją Pieczęcią, urodziliśmy się w tej samej sekundzie, jesteśmy mamo zjednoczeni, to mój mentalny brat bliźniak z innego świata. Ty jesteś dla mnie bardzo ważna i wszyscy moi znajomi, Ania, wujek, ale on, Teo i jego świat też, a ojciec, a dziadek, nie mogę tego tak zostawić, ja coś czuję ze muszę dowiedzieć się wszystkiego o dziadku i tacie, mamo pozwól mi. – Gabriel przerwał i czekał, aż mama coś powie.

Basia długo patrzyła przed siebie, nie miała siły spojrzeć na syna, wiedziała, czuła co powinna mu powiedzieć, jednak serce matki nie pozwalało, Siedzieli tak przez chwilę w głuchej ciszy.

– Mamo!!!

– Ciii – przerwała mu – wiem synu, wujek wszystko wie, przyjechał też po to aby ze mną porozmawiać, martwimy się, wiemy, że skończyłeś już piętnaście lat i czuliśmy, że ten świat się do ciebie odezwie i o ciebie upomni. Moje serce płacze, nie pozwala na to, ale dusza czuje, że nie mogę Ci tego zabronić, twój los został zapisany gdzieś tam, w gwiazdach, we wszechświecie już dawno temu, w chwili urodzenia się Teofila. Czy nazwiemy to klątwa, przekleństwem, karmą czy zbawieniem, nie zmieni to faktu, że tak jest i nic nie możemy na to poradzić – Barbara wytarła łzy i przytuliła syna mocno do siebie – tylko pamiętaj synku, to będzie bardzo bolesne, wiesz, że będę wtedy mocno płakać, ale musisz mi o tym wcześniej powiedzieć,  że chcesz przejść przez Portal. Tak uczynił Teodor, twój dziadek, tak uczynił Tadeusz, twój tata i tak musisz zrobić ty. Nie możesz zostawić mnie w niepewności co się z tobą stało.

– Dobrze mamo, słyszałem strzępki tych rozmów, widziałem jak płaczesz, gdy rozmawiał z tobą tata, dlatego starałem się trzymać od tego z daleka, ale nie mogłem, wiesz chciałem Ci nic nie mówić, abyś wcześniej nie płakała, ale czułem, że tak też nie mogę, że będę musiał z tobą porozmawiać. Wiem, że Teo się mną zaopiekuje w ich świecie, on powiedział, że ja mam wielką moc. Dlatego czuję, że oni tam na mnie czekają, że mam jakąś misję, zadanie do wykonania. Czuję, że dowiem się co się stało z tatą i dziadkiem. I jeśli to się stanie, kiedy to się stanie, ty musisz coś powiedzieć Ani i Krzyśkowi, ja tutaj wrócę, może powiesz im, że pojechałem do wujka, może nawet ja zdążę im o tym powiedzieć, teraz jak go poznali to chyba może to być dobry pomysł.

– Jeśli to nastąpi to rzeczywiście będzie dobry pomysł, aby powiedzieć wszystkim, że pojechałeś do Filipa – przytaknęła – przytul się i nie rozmawiajmy już teraz o tym.

Gabriel przytulił się do matki i poczuł w końcu spokój. Czuł, że wszystko się ułoży, ucieszył się, że nie musi jej już więcej okłamywać, poczuł taką lekkość w sercu i nagłą, od tak wielu dni odsuwaną na bok, potrzebę aby pobiec do góry i wszystko opowiedzieć Teodozjusz.

Ten wpis został opublikowany w kategorii "Murki" Powieść fantasy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na MURKI ROZDZIAŁ 2 – Kim jesteś.

  1. Hi there! Would you mind if I share your blog with my twitter group?
    There’s a lot of folks that I think would really appreciate your content.
    Please let me know. Thanks

  2. Good blog you’ve got here.. Іt’ѕ hard to find excellent writing like yours tһese daʏs.
    I seriously appгeciate individuaⅼs like you! Take care!!

    my website – digital banking

Skomentuj Beata B-ska Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *