MURKI ROZDZIAŁ 3 – Ups.. wyrwało się.

Teodozjusz przechodził przez portal codziennie, obserwował życie Gabriela i czekał. Rozumiał, że jego realny świat, ten w którym się urodził, był dla niego ważniejszy. On od samego początku żył rozdarty między ich dwoma światami. Ze względu na swoją powinność, oraz to, że zbyt dużo czasu spędzał w świecie Gabriela, wsiąkł w tę rodzinę już dawno. Oczywiście życie w jego świecie było dla niego bardzo ważne, w końcu to dla dobra swoich pobratymców obserwował świat ludzi, ale czas który na to poświęcił, to że ludzie nie różnili się tak bardzo od Murków spowodowało, że równie mocno czuł się związany z tym światem jak ze swoim. Miał bardzo ważne zadanie, musi dopilnować, aby nigdy nie powtórzyła się taka tragedia jak z Teofilem. Jednak sytuacja Teodora i Tadeusza też nie była najlepsza, dlatego nie może do niej dopuścić w sytuacji Gabriela, poza tym wolą Wiecznych było posiadanie łącznika między ich dwoma światami. Tym razem musi się udać. Teo był o tym przekonany, czuł moc w chłopcu i czuł ich więź, wiedział że on sam da radę, tylko czy Gabriel termu podoła. Znając linie męską w rodzinie chłopaka był pewien, że tak, jednak nie można zapominać o wpływie sposobu wychowania, o tym jakie piętno mogła odbić na nim matka, wychowując go sama. Teo już od dobrych kilku dni nie rozmawiał z Gabrielem, widział, że przyjechał jego wujek i że chłopiec często z nim gdzieś jeździł. To, że nie mógł się oddalać w świcie ludzi od Portalu uniemożliwiało większą obserwację.  Teodozjusz przeszedł z powrotem przez Portal do swojego świata i skierował się do domu. Jak zwykle panował półmrok, drogę rozświetlał mu księżyc. W pobliżu portalu, z mroku, wyłoniły się dwie sylwetki.

– I co u niego słychać? Rozmawiałeś z nim dziś ? – spytał Teodor

– Nie, Gabriela dziś znów nie było. Przyjechał jakiś wujek, Filip zdaje się.

– To brat mojej żony – powiedział Tadeusz – a co u Barbary?

– Od kiedy jest ten Filip wydaje się być szczęśliwa.

– Co ja bym dał za twoje oczy – westchnął Tadeusz

– Wiem i rozumiem ciebie, ale niech pocieszy ciebie fakt, że wszystko jest w porządku.

– Najbardziej to by mnie pocieszył fakt, gdybym mógł wrócić, utknąłem tu, a widząc z jaką łatwością tobie przychodzi przejście przez Portal, mam wrażenie że oni są rzeczywiście jakby za ścianą, że dzieli mnie z nimi wyciągnięcie ręki. To nieuczciwe, że nikt nam nie powiedział wcześniej, że przejście jest możliwe tylko w jedna stronę.

– Starsi tego też nie wiedzieli, ich bardzo zabolała tragedia Teofila, oraz to że wy nie będziecie mieli jak wrócić do swojego świata. W sumie to do końca nie wiadomo co było powodem, że tak się skończyła sytuacja powrotu Teofila, jednak po tej tragedii Starsi boją się o Was, nie chcą brać na siebie tak ciężkiego brzemienia, gdyby coś znów poszło nie tak. Teraz nadzieja w Gabrielu.

– Pilnuj go przyjacielu, oby jemu nie stała się krzywda.

– Wiecie, że będę go pilnować, oby Wieczni zesłali wam dobry sen – powiedział Teodozjusz, pożegnał się z towarzyszami i skierował się w stronę domu. Zawsze czuł się nieswojo, gdy z nimi rozmawiał, wiedział, jak im jest ciężko żyć ze świadomością, że on może rozmawiać z Gabrielem, obserwować jak toczy się życie jego i Barbary, a im zostaje tylko wysłuchać przekazanych przez niego wieści. Czuł się też odpowiedzialny za ten stan rzeczy jako Murek. Dlatego swoje dotychczasowe życie przyporządkował relacji z Gabrielem, liczył, że może on będzie mógł jakoś tą trudną sytuację wyprostować. Zamyślony nawet nie zauważył kiedy dotarł do domu. Przez okno widać było poruszające się cienie, rodzice jeszcze nie spali. Starał się ukradkiem przedostać do swojego pokoju, bo męczyły go te ciągłe pytania, ale niestety został zauważony.

-Witaj synu – zwrócił się do niego ojciec – czy spotkałeś po drodze Tadeusza i Teodora? Byli tu i pytali czy już wróciłeś.

– Tak tato, rozmawiałem z nimi.

– I jakie wieści mogłeś im przekazać?

– Nie widziałem Gabriela, ale on i Barbara maja się dobrze, od paru dni jest u nich brat Barbary, wydają się być szczęśliwi.

Teodozjusz od kiedy pamięta zawsze po powrocie był bombardowany pytaniami o nich, od rodziców, od Starszych, potem od Teodora, a następnie i od Tadeusza. Teraz gdy już minęło trochę czasu, Teodor ułożył  sobie tutaj życie, jednak Tadeusz cięgle żył w zawieszeniu między jednym światem a drugim. Teo to rozumiał, w sumie Teodor najbliższą osobę miał tutaj ze sobą, ale Tadeusz zostawił za Portalem swój cały świat, rodzinę, która kochał i pracę w której czuł się spełniony. Poświęcił się aby uratować ojca i dziadka, a zamiast tego utknął w obcym świecie na dobre. Murek ziewnął.

– Oby Wieczni zesłali Ci dobry sen tato – powiedział kierując się do swojego pokoju.

– Oby Wieczni zesłali Ci dobry sen synu.

Poranek obudził Teodozjusza powiewem świeżego, wilgotnego powietrza, na dworze padał tak zawsze wyczekiwany deszcz. Jednak mimo deszczu było bardzo ciepło. W świecie Murków, temperatura powietrza różniła się tylko paroma stopniami, nie odczuwali więc tak dużych skoków temperatury jak w świecie ludzi. Śnieg, grad widział tylko w ich świcie, zawsze marzył aby móc przejść się po zasypanym śniegiem chodniku, stanąć pod obsypanym śniegiem  drzewem i potrząsnąć, aby wszystko opadło mu na głowę. Wiele razy przyglądał się jak Gabriel lepił bałwana zastanawiając się jakie to uczucie trzymać w ręku taką kulę śnieżną. Dużo było rzeczy w świecie ludzi , które go fascynowały. Były różnice i podobieństw, dlatego  wiedział, że te dwa światy mogą sobie wiele zaoferować, pewien był, że wola Wiecznych była słuszna. Ogarnął szybko trochę swój pokój aby mama nie musiała się trudzić i postanowił pomóc rodzicom w zagrodzie.

– Łaski Wiecznych w nowym dniu mamo – powiedział

– Łaski Wiecznych synu, siadaj i zjedz śniadanie.

Teodozjusz usiadł na drewnianej ławie wyłożonej miękkimi poduchami. Mama na stół położyła przed nim talerz z dymiącymi plackami, z ugniecionymi owocami oraz naczynie ze słodki syropem. Chłopiec z apetytem nałożył siebie trzy placki oraz porcję owoców i obficie wszystko polał.

– To Twoje popisowe danie, jak zwykle smaczne mamo, dziękuję – pochwalił

– Dziękuje synu, jak skończysz zawołaj tatę, jest gdzieś na dworze.

– Dobrze mamo.

Teodozjusz zjadł śniadanie i wyszedł na dwór. Przeszedł przez podwórko, wszedł do zagrody kejtów, gdzie zobaczył tatę nakładającego siana do żłobów. Wziął wiadro z woda i nalał jej do koryta.

– Mama ciebie woła na śniadanie, tato  – powiedział – idź a ja tutaj wszystko zrobię.

Wziął z półki szczotkę i zaczął czesać swojego kejta Bachusa. Bardzo lubił to zajęcie, przeciągał ręką ze szczotką wzdłuż grzbietu kejta, czuł jak zwierzę się odpręża, czuł spokój jaki emanuje od niego, sam odczuwając te same uczucie. Murków cechuje bardzo silna więź emocjonalna z przyrodą.

-No dobra starczy tego czesania Bachus, przejedziemy się chwilę, reszta musi poczekać na swoją kolej –  powiedział.

Wziął czaprak z wieszaka i nałożył na kejta, następnie nałożył siodło i sprawdził czy nic nigdzie nie uwiera, dobrze zapiął, wziął  ogłowie i  włożył na jego głowę. Odwiązał kantar i wyprowadził go ze stajni. Wsiadając z lewej strony, najpierw wsadził lewą nogę do lewego strzemienia, utrzymując równowagę przełożył przez kejta  prawą nogę, delikatnie sadowiąc się w siodle. Ściągnął wodze i powili ruszył stępem.

– Przejadę się chwilkę z Bachusem – rzucił do rodziców – jak wrócę zajmę się resztą.

Delikatnie ze stępa przeszedł w kłus. On i zwierzę tworzyli  jedność, kejt wyczuwał każdy ruch swojego jeźdźca. Ominąwszy domy z półsiadu przeszedł w galop, na równinie pognał jak strzała. Teo puścił lejce, rozłożył ramiona i gnając tak przez chwilę czuł się tak, jakby latał.

– Huraaaaaa – krzyknął w przestrzeń – huraaaaaa odbiło się echem

Bachus nie czując dłoni na lejcach pognał jeszcze szybciej. Jeździec przytrzymał się wodzy aby nie spaść z kejta.

– Hej Bachus, spokojniej bo mnie zrzucisz – powiedział – to teraz pokłusujemy

Wykonując anglezowanie wolniej ruszył na pagórki i do lasu. Bardzo lubił te chwile, gdyjadąc na kejcie mógł „bezmyślnie” wszystkiemu dookoła się przyglądać, dając chwile wytchnienie i relaksu sobie i Bachusowi. Wiatr szumiał w drzewach, ptaki wyśpiewywały swoje trele, już jakiś czas temu deszcz przestał padać i nad ich głowami zaświeciło słońce. Teo postanowił, że czas wrócić, w domu czekało go jeszcze trochę obowiązków.

 Minęło kilka dni w trakcie których, Teo wyczekiwał Gabriela bez skutku. W końcu przechodząc przez portal zobaczył w mroku sylwetkę chłopca siedzącego w fotelu z książka w ręku. Oparłszy się o ścianę usiadł po turecku i delikatnie kilka razy odchrząknął. Postać na fotelu poruszyła się. Gabriel otworzył oczy, zamrugał powiekami, aby przyzwyczaić się do mroku, spojrzał w kierunku dolatujących odgłosów i szeroko uśmiechnął się.

– Herbata! Jak dawno ciebie nie widziałem – z radością krzyknął Gabriel – stęskniłem się za Tobą, to trochę dziwne tęsknić za kimś z innego świata – zaśmiał się – ale to prawda.

– Hej Gabrielu, w końcu jesteś, tyle dni tu przechodziłem i ciebie nie było.

– Przepraszam przyjacielu, nie wiem czy widziałeś, czy ty w ogóle widzisz takie rzeczy, ale był wujek Filip, to brat mamy i dużo czasu spędzaliśmy razem, wieczorami byłem już po prostu zmęczony. Ale wiesz miałem czas by trochę pomyśleć o tym wszystkim. Powiedziałem też o tobie mamie i wiesz ona to wszystko rozumie, nie zgadza się, nie chce tego, ale rozumie, jeśli będziecie mnie potrzebować jestem gotowy.

– Zaskoczyłeś mnie Gab, cieszę się, że jesteś gotowy, zobaczymy więc jakim torem to wszystko przebiegnie. Musze przekazać to Starszym. Widziałem twojego wujka i widziałem że dużo czasu byliście poza domem, co porabialiście?

– Wujek dał mi na urodziny wiatrówkę, dokładnie to wiatrówka sprężynowa łamana Original Model 50, bardzo znana firma – pochwalił się chłopiec – i byliśmy kilka razy z Krzyśkiem i Anią nad stawem uczyć się strzelać. Fajna sprawa, bardzo nam się podobało. To znaczy mi i Krzyśkowi, bo Ania nie strzelała, ale okazało się że lubi łowić ryby, wiesz, dziewczyna a łowi jak mój tata kiedyś, jak pamiętam.

– I jak wam poszła nauka strzelania? Nauczyliście się?

– Tak, idzie nam coraz lepiej, wujek  mnie pochwaliła za celność, powiedział, ze mam to po dziadku.

– O tak, to bardzo możliwe – odpowiedział Teodozjusz

– Co jest możliwe? – spytał drżącym głosem Gabriel.

W pokoju zrobiło  się bardzo cicho. Gdyby teraz komuś z rąk wypadła szpilka, dźwięk odbijania się jej o podłogę byłby chyba słyszalny. Słychać też było głośne bicie serca Gabriela i przełykanie prze niego śliny, gdyż zaschło mu w ustach. Puk puk, puk puk, puk puk, serce chłopca biło coraz głośnie i szybciej.

– Teo co jest możliwe? – zapytał ponownie – Herbata? Teodozjusz proszę, musisz mi odpowiedzieć, nie zastawiaj mnie, czemu to powiedziałeś? Co jest możliwe? Co??? – wykrzyczał.

W pomieszczeniu jednak słychać było tylko głos chłopca i głośne bicie jego serca. Gabriel zrozumiał , że jest w pokoju sam. Ogarnęła go wielka złość.  Jak on mógł mi to zrobić, jak mógł odejść i nic nie wyjaśnić, pomyślał. Książką, którą cały czas nieświadomie trzymał w ręce, cisnął o podłogę, wstał i z całej siły kopnął podnóżek od fotela. Jednak wyładowanie w ten sposób złości nic mu nie dało, nie poczuł ulgi, nic tez nie usłyszał. Usiadł z powrotem w fotelu, wciskając się w niego z dziwnym uczuciem napięcia, strachu, wyczekiwania na wyjaśnienia. Od samego początku czuł, że Teo coś wie i nic mu nie mówi. Wewnętrznie cały czas czuł taka pewność i nie miał do niego o to żalu. Rozumiał, że widocznie przyjaciel czekał na dobry moment aby mu wszystko powiedzieć, że przypuszczalnie czekał, aż on będzie gotowy. Ale teraz był na niego zły, był nawet po prostu wściekły. Powinien zostać, teraz to już powinien mu wszystko wytłumaczyć. Siedział jeszcze dłuższą chwilę w ciemnym pokoju. Oddech i serce wróciło do normy. Usłyszał na schodach kroki matki, wiedział, że nie będzie w stanie z nią rozmawiać, jeśli Toe wiedział coś o dziadku to pewnie wie tez coś o jego ojcu. Zerwał się szybko z fotela, poprawił podnóżek, podniósł książkę z podłogi, lustrując półmrok, sprawdził czy nic nie zostało, co mogło by świadczyć o jego złości i spokojnym krokiem, starając się aby wyglądało to jak najbardziej normalnie, wyszedł z pokoju dziadka. Minął się z nią prawie przy drzwiach.

– Jesteś? Szukałam ciebie – powiedziała mama

– Przysnąłem w fotelu czytając książkę, usłyszałem twoje kroki i pomyślałem że pora iść spać – szybko odpowiedział.

 Mama jak zwykle pocałowała go w czoło, a on już prawie się złamał i już chciał jej powiedzieć, co wyrwało się Teodozjuszowi, jednak ostatkiem sił powstrzymał się. Nie teraz, niech chociaż ona śpi spokojniej, pomyślał

– Dobranoc mamo, śpij dobrze – powiedział schodząc ze schodów i kierując się do swojego pokoju. Położył książkę na biurku, rozścielił sobie łózko i nie myśląc o niczym innym przykrył się kołdrą aż po same uszy. Liczył, że to mu pomoże uciszyć głosy w głowie, to jednak nie było takie łatwe. Bo cóż innego mógł mieć na myśli Teodozjusz mówiąc te słowa „O tak, to bardzo możliwe”, cóż innego mogły znaczyć jeśli nie to, że Teo zna lub znał jego dziadka,!

– O tak, to bardzo możliwe – wyrwało się Teodozjuszowi.

Nie chciał tego, przestraszył się. Już sam fakt, że Gabriel  powiedział mu o rozmowie ze  swoją mama, że wszystko jej opowiedział, stwierdzenie, że jest gotowy, bardzo przestraszyło go i wybiło z rytmu. Na chwile stracił czujność i powiedział za dużo. Tych kilka słów, które mu się wyrwały, niezaprzeczalnie potwierdzały fakt, że Teo wie jak celnie strzela dziadek chłopca, a co za tym idzie musi go znać, lub go znał, lub musiał o nim słyszeć, co niezaprzeczalnie potwierdza fakt, że ma jakieś informacje o nim, których do tej pory nie przekazał przyjacielowi. Murek miał świadomość, że do momentu wyrwania się tych słów, Gabriel przypuszczał, że on ma dla niego jakieś informacje, jednak co innego przypuszczenia, a co innego świadomość, że tak jest! Oboje wiedzieli, że kiedyś musi przyjść ten moment, że Teodozjusz mu wszystko opowie i właśnie nawet nie to było najgorsze, że te słowa mu się wyrwały, ale to, że stchórzył i uciekł. Stał chwilę oparty o portal w swoim świecie, musiał poczekać, aż serce się uspokoi i wróci do normy. Już dawno nie czuł się tak rozbity, wiedział, że postąpił źle. Ta ucieczka to był odruch, nogi mu dygotały, czuł się po prostu podle. Aby uspokoić nerwy przyglądał się drzewom w lesie z boku portalu. Wiał lekki wiatr, gałęzie ruszały się tam i z powrotem rytmicznym tempem uciszając serce Teodozjusza. Oddech wrócił do normy, teraz mógł pójść do domu Starszego aby mu wszystko opowiedzieć. Sam nie powinien podejmować takich decyzji, to nie tylko los jego czy Gabriela tutaj się ważył, tu chodziło o los ich obu ras. Szedł jednak bardzo powoli, wiedział, że tego nie odwlecze, ale nie zależało mu na przyspieszeniu rozmowy, bał się co powie Starszy.

– Łaski Wiecznych – przywitał się – dziś Gabriel powiedział mi, że rozmawiał ze swoja mamą i że jest gotowy. Nie wiem czy się z tym zgadzam, jest jeszcze młody, bardzo infantylny, Teofil, Teodor i Tadeusz byli dużo starsi i co z tego wyszło, boje się o niego.

– Łaski Wiecznych Teodozjuszu – odpowiedział Starszy – może to o to chodzi, że oni byli starsi. Może potrzebujemy młodzieńca, młodego rozumu, który pojmie nasza rasę taką jaką jesteśmy, którego będziemy mogli tak ukształtować, aby nie czuł ich uprzedzeń, natomiast zżyje się z nami nie próbując nas zmienić na swoja modłę. Młodego umysłu i serca gotowego się na to wszystko otworzyć.

– Mam nadzieje o Starszy, bo muszę się do czegoś przyznać. Gabriel opowiadał mi o tym jak jego wujek uczył go strzelać i spytałem go jak mu poszło. On powiedział, że wuj pochwaliła go za celność i stwierdził, że ma to po dziadku. I wyrwało mi się, że to bardzo możliwe, bo wiesz, że Teodor bardzo dobrze strzela. Przestraszyłem się i uciekłem. Słyszałem jeszcze jak woła mnie rozgoryczony i pyta co to znaczy.

– Trudno synu, a może to i dobrze, może to zrządzenie losu, jutro przejdziesz i mu wszystko opowiesz, przygotujesz go na nasz świat i jak zdecyduje że jest gotów to przejdziesz z nim, nie wiem czemu, ale czuje, że z Gabrielem będzie inaczej niż z nimi. Coś mi mówi, że czekaliśmy właśnie na niego, że on będzie naszym łącznikiem światów. Jeśli będzie oczywiście tego chciał, to my musimy zaryzykować. Obaj jesteście młodzi, może w tym tkwi sekret, wiem że obarczyliśmy Ciebie ciężkim brzemieniem, Ty też jesteś w sumie jeszcze dzieckiem, ale może pora, aby nie tylko starsi tworzyli nasz świat.

– Dobrze o Starszy, będę się starał, jutro wieczorem przejdę i powiem mu wszystko co będzie chciał wiedzieć.  Oby Wieczni zesłali Ci dobry sen – pożegnał się

– Oby Wieczni zesłali Ci dobry sen Teodozjuszu.

Teo wracał do domu krętymi ścieżkami, nie chciał dziś jeszcze natknąć się na Teodora i Tadeusza. Wszedł na podwórko, w domu wydawało się być cicho, wszedł do stajni wziął szczotkę z półki i zaczął czesać Bachusa, w tym świecie to był jego najbliższy przyjaciel. Przez to, że ciągle przechodził do świata ludzi w swoim świecie ciężko mu było utrzymać przyjaźnie z rówieśnikami. Czesząc kejta jednostajnym ruchem tam i z powrotem młodzieniec odczul częściowy spokój, wziął  z wieszaka czaprak i siodło, nałożył na kejta, następnie włożył ogłowie na jego głowę. Odwiązał kantar i wyprowadził go ze stajni. Wskoczył na kejta zwinnie z lewej strony, wsadził lewą nogę do strzemienia a następnie prawą, sadowiąc się w siodle ściągnął wodze i ruszył stępem. Szybko przeszedł w kłus i potem galop, pomknął w dal jak strzała… W końcu odczuł spokój.

Gabriel obudził się niewyspany, Całą noc śniły mu się jakieś koszmary, nie pamiętał nawet jakie, ale przez te sny non stop przeplatała się postać dziadka i taty. Długo jeszcze leżał z otwartymi oczami patrząc w sufit, nie miał ochoty się ruszyć, w ogóle nie miał na nic ochoty. W końcu nawet to tępe leżenie go zmęczyło, wstał i ubrał się. Zastanawiał się jak przez cały dzień omijać mamę. Wziął książkę z biurka, aby mieć wymówkę i poszedł do jadalni.

– Dzień dobry mamo – powiedział – czy będziesz bardzo zła, jeśli będę czytać przy śniadaniu, jestem na bardzo ciekawym kawałku, ale wczoraj zasnąłem i bardzo chce wiedzieć jak to się skończy – skłamał

– Dzień dobry synu, ale to tylko dziś, wyjątkowo – pozwoliła mu – mamy dziś znów piękny dzień – powiedziała, kładąc przed nim talerz z kanapkami i herbatę.

– To może ja zjem w ogrodzie – skorzystał z fortelu Gabriel

– W sumie masz racje, idź – zgodziła się i pocałowała go w głowę – szkoda siedzieć w murach, gdy jest tak ładnie i można spędzić czas na świeżym powietrzu.

– Dziękuje mamo.

Gabriel wstał od stołu, wziął książkę pod pachę, talerz ze śniadaniem i herbatę w obie ręce i poszedł do ogrodu. Postawił wszystko na stoliku i rozsiadł się wygodnie na leżaku. Otworzył książkę i jedząc kanapki zaczął czytać, rzeczywiście akurat trafił na ciekawy wątek, dlatego nawet nie zauważył jak szybko minął czas.

– Do popołudnia synu, jadę do pracy – zawołała do niego mama

– Do widzenia mamo – odkrzyknął

Gabriel wziął puste naczynia i zaniósł je do kuchni, poczuł się wolny, miał cały dom dla siebie. Trochę poczytał, trochę posiedział w salonie, w sumie nawet nie wiedział kiedy zrobiło się południe. W końcu wsiadł na rower i pojechał do Krzysztofa i Ani. Razem  pojeździli po parku. Następnie zajechali do lodziarni na lody. Ania wzięła o smaku ciasteczkowym, on i Krzysztof czekoladowe. Usiedli na ławce pod lodziarnią aby zjeść, leniwie rozmawiając o tym co się dookoła działo. Gabriel dalej czuł się jakoś nieswojo, rozmowa mu się nie kleiła, im też chciałby powiedzieć, że może dowie się coś o swoim  dziadku i tacie, ale jak miałby im to wszystko wytłumaczyć, Portal, Murka, inne światy, jego moce, które prawdopodobnie posiadał. Siedząc tak z nimi czuł się normalnym chłopcem, takim jak każdy inny w ich świecie, jeżdżącym na rowerze, jedzącym lody z przyjaciółmi. Rozmawiając o tym, co chciałby im powiedzieć, już tym normalnym chłopcem by nie był. Lubił Krzyśka i Anię, ale nie był pewien jakby się do tego odnieśli, czy nie wzięli by go po prostu za wariata. Szybko zaproponował, aby już wracali. Pojechał razem z nimi pod dom Ani, potem Krzyśka, a następnie do siebie. Na podjeździe stał już samochód mamy, a więc już wróciła. Pomyślał, że jednak pospieszył się z tym powrotem do domu, gdyż nie czuł się na siłach aby dziś z nią rozmawiać. Dlatego wchodząc do domu od razu skierował kroki do swojego pokoju.

– Gabriel, to ty? – spytała mama

– Tak mamo, wróciłem.

–  Jesteś głodny, przygrzać obiad?

– Może później, chyba że ty mamo jesteś głodna, to zjemy teraz, ale zjadłem lody na mieście i mógłbym trochę poczekać.

– Dobrze to przygrzeje nam później, ja też zjadłam na uniwersytecie i nie jestem głodna.

Gabriel szczęśliwy, że ominie go jedzenie posiłku z mamą poszedł do swojego pokoju. Usiadł w fotelu i czekał. Zegar na ścianie w holu głośno odbijał sekundy, tik tak, tik tak, czas mu się bardzo dłużył. Chciał wziąć książkę z biurka, ale przypomniał sobie, że zostawił ja na stoliku w ogrodzie. Chyłkiem, cichutko wykradł się na ogród. Słońce już powoli zaczęło zachodzić, a więc pora pójść do saloniku dziadka, pomyślał. Wziął książkę i starając się ominąć mamę poszedł na górę. Drzwi trochę zaskrzypiały, chłopak stanął w bezruchu nasłuchując czy mama to usłyszała, jednak z dołu dolatywał tylko dźwięk z radia. Delikatnie zamknął za sobą drzwi. Omiótł spojrzeniem cały pokój i zatrzymał wzrok na portrecie. Oczy mu się zaszkliły.

– Wiesz dziadku – powiedział cicho do portretu – dziś chyba się dowiem co się z tobą stało. Nie wiem, czy żyjesz czy nie, czy w ogóle można określić taki stan poza naszym światem, czy jeszcze jesteś człowiekiem, czy już jakąś istotą czy bytem. Niedawno rozmawiałem z Teodozjuszem o bycie, potem dużo czytałem na ten temat i utkwiło mi to w pamięci, ale nigdy nie myślałam, że użyję tego słowa wobec ciebie, dziadku. Możliwe, że też dowiem się co się stało z tatą, czy jest tam z tobą, czy gdzieś indziej, w innej części wymiaru. To jest niesamowite, że w ogóle mam tą możliwość, aby się nad tym zastanawiać, ale jeszcze bardziej niesamowite jest to, że powie mi to osoba z innego świata, z innego wymiaru, która jest Murkiem. Jeszcze przed moimi ostatnimi urodzinami, gdyby mi to ktoś powiedział, to bym go wziął za wariata, wyśmiał bym go, a teraz jestem tu, mówię do portretu i czekam aż ze ściany wyjdzie jakiś „stwór” którego do tego jeszcze zobaczę i usłyszę, i powie mi coś o osobach, które zaginęły wiele lat temu i są w innym świecie. Obłęd i rzeczywistość.

– Kogo nazywasz stworem co? Chyba powinienem się obrazić i sobie pójść.

Gabriel, mimo że czekał na Murka podskoczył słysząc jego głos, nie spodziewał się, że to już ta godzina, przestraszył się też, że go obraził i naprawdę sobie pójdzie.

– Teo, Teodozjuszu, przepraszam, nie chciałem ciebie obrazić, zostań, ja muszę wszystkiego się dowiedzieć, proszę.

– Teo, Teodozjuszu? Już nie Herbata – droczył się Murek

– Herbata, Teo, jak chcesz, tylko zostań i mi wszystko opowiedz.

– Żartuję Gab, w sumie jak ja jestem stworem dla ciebie, to jeśli dobrze tą kwestię przemyśleć, to ty jesteś stworem dla mnie – przekomarzał się Teo

– Tak, masz rację, nigdy nie spojrzałem na ten temat z tej perspektywy.

– A widzisz, wszystko zależy od percepcji i perspektywy – zaśmiał się Teodozjusz

Obaj chłopcy wybuchli śmiechem. Atmosfera naładowana z obu stron strachem i obawami rozluźniła się.

– Jak dobrze Teo, że jesteś, cały dzień chodziłem jak w transie, bałem się czy przyjdziesz, ale jesteś, więc teraz musisz mi wszystko powiedzieć.

– Przepraszam Gab, że wczoraj uciekłem, ale sam wiesz, że to nie jest normalna sytuacja dla nas obu. Wiedziałem, że kiedyś muszę Ci opowiedzieć o twojej rodzinie, ale nie wiedziałem kiedy. Chciałem abyś był na to gotowy, tylko czy można określić kiedy się jest gotowym na takie informacje, czy to już, czy jeszcze nie. Wczoraj jak powiedziałeś, że rozmawiałeś z mamą zaskoczyłeś mnie tym, że już tak szybko podjąłeś taką decyzję, byłem rozbity, a jak mi się wyrwało to o twoim dziadku, przestraszyłem się i uciekłem, ale rozmawiałem, że Starszym i teraz jestem gotowy Ci wszystko powiedzieć, pytaj.

– Tu nie ma co pytać, mów wszystko.

-Tylko nie szalej Gab, dobrze. Ja ci powiem co chcesz wiedzieć, ale ty nie pobiegniesz od razu aby przejść ze mną przez Portal, poukładasz sobie wszystko w głowie na spokojnie to co usłyszysz i porozmawiamy, dobrze?

– Nie bój się Teo, ja i tak będę musiał najpierw porozmawiać z mama, nie mogę tak przejść i  gdybym nie wrócił zostawić ją z tą niepewnością co się ze mną stało, to by ją zabiło.

– Dobrze, więc mamy to wyjaśnione. To tak, jak wiesz dziesięć lat temu przeszedł do nas twój dziadek. Przeszedł bo chciał ocalić Teofila, a pięć lat temu twój tata. Obaj żyją u nas, to znaczy z nami i mają się dobrze. Twój tata bardzo za wami tęskni, gdy tylko go wiedzę,  muszę mu o was wszystko opowiedzieć. Jest mu bardzo ciężko, przejście przez Portal miedzy wymiarami wydaje się być takie „cienkie” i twój tata zawsze bardzo boleje, że wy jesteście niby tak blisko, jakby za ściana, a jednocześnie tak daleko. On tego trochę nie pojmuje i tu nie chodzi tylko o umysł, ale o uczucia. Jemu jest trudniej, Teodor przechodząc mniej stracił niż twój tata, do tego jak przeszedł  do nas  twój ojciec, to najbliższa osoba dla Teodora jest z nim, a twój tata zostawił żonę i syna, czyli was, których bardzo kocha. Myślę też, że mają trochę różne charaktery, Teodor ma dusze odkrywcy, cechuje go ta „młodzieńcza rządza przygód” , którą chyba wyczuwam w Tobie. Tadeusz bardziej stabilnie stąpa po ziemi. Teodor ma bardziej otwarty umysł na wszystkie zjawiska nadprzyrodzone i metafizyczne, a Twój tata jest raczej z tych , którzy potrzebują wszystko potwierdzić naukowo i jakoś nie potrafi się w tym naszym świecie odnaleźć. Tadeusz wiele razy prosili Starszego, aby pozwolił mu spróbować wrócić, ale Starszy nie zgadza się, boi się, że spotka go los twojego pradziadka. Łącząc nasze losy wzięliśmy odpowiedzialność za ten czyn i w ten sposób za wasz los.

– A co się stało z pradziadkiem?

– Pewnego dnia chciał wrócić do waszego świata, sam nic nie mówiąc nikomu, ale to nie jest takie proste, to nie jest droga jakbyś przeskoczył przez ścianę, tam jest dużo labiryntów. Dla osoby, które nie zna tego miejsca jest to bardzo niebezpieczne. Tam czas i miejsce maja inny wymiar, gdy się zgubisz skutki mogą być katastrofalne. Możesz przejść w inny wymiar, w inne miejsce, w innym czasie. Możesz trafić w nicość i nawet jak jest to ułamek sekundy, to jakby to była wieczność i przestać istnieć. Nie zawsze Portal pozwala przez niego przejść, tak to by każdy mógł przeskakiwać, gdzie i kiedy chce.

– Ale ty przechodzisz non stop tam i z powrotem i nic ci nie jest.

– Ale je jestem Murkiem i Twoją pieczęcią, a wy ludźmi. Po prostu tak jest, że wasz świat nie łączy się z Portalem. Moc jaką otrzymaliście nie jest tak mocna, byście mogli bez ryzyka przechodzić sami kiedy chcecie, tam i z powrotem. Nie wiemy czy my możemy was przeprowadzić bez uszczerbku, czy Portal was nie wchłonie.

– I czy tak się stało z pradziadkiem?

 – Tak, szukaliśmy go długo i nie udał nam się go uratować, jak go znaleźliśmy, stał się już tylko pyłem.

– To skąd wiedzieliście, że to on?

– My to czujemy, zbliżając się wiemy kim była ta istota. Starsi maja tą moc. Dlatego opłakaliśmy Teofila, a Starszy zabronił przeprowadzać Teodora i Tadeusza. Z tego powodu zwlekałem aby Ci o tym mówić, bo nie ma pewności czy uda Ci się wrócić. Możesz podzielić los taty i dziadka. Co prawda Starszy czyje w Tobie jakąś inna, silniejsza moc niż u nich. Nie wiemy czy to jest efekt przełamania pieczęci przejścia między mnie i ciebie, czy poprzez pokolenia moc się wzmagała, czy jesteś po prostu wybrany, ale Starszy pokłada w tobie duże nadzieje na splecenia naszych światów, a nie tylko na „uwięzienie” Ciebie u nas jak w przypadku dziadka i taty. Nie wiedzieliśmy jak to będzie. Wolą Wiecznych złączyliśmy wasze losy z naszymi, ale skutki tego nam były nie znane. Nie chcieliśmy aby Teofil zginął, aby Teodor i Tadeusz utknęli u nas, mam nadzieje , że to rozumiesz, Murki bardzo szanują każde życie. Tak się po prostu stało.

– Rozumiem to, staram się. Gdzieś wewnątrz siebie czuje, że mam jakieś zadanie do wykonania, takie niesamowicie dziwne uczucie, nie chce tego a jednocześnie bardzo chcę.

– My nazywamy to karmą.

– Karmą? A jak tata i dziadek radzą sobie u was?

– Dziadek bardzo dobrze, zbudował sobie dom, nie jest sam, złączył się z Murką, ma na imię Kira, w sumie przyjął bardzo dobrze swój los i jest chyba szczęśliwy. Ale on w waszym świecie był już sam. Twój tata z nimi mieszka, jednak on cały czas za wami bardzo tęskni, nie potrafi odnaleźć się u nas, jest nieszczęśliwy. Na pewno by się ucieszył gdyby Ciebie mógł zobaczyć, ale bałby się, że też utkniesz, a tym samy zostawisz twoja mamę samą. To bardzo trudna sytuacja Gabrielu, musisz wszystko przemyśleć, nie spiesz się to ważna decyzja, musisz mieć pewność.  

Gabriel zasępił się, bo Teo rzeczywiście odgadł, że najchętniej już teraz by przeszedł aby zobaczyć tatę i dziadka. Jednak co dalej, co z mamą, przyjaciółmi, jego dalszym życiem.

– Wiesz, chyba już pójdę do siebie spać, nagle poczułem się bardzo zmęczony – powiedział do Murka.

 – Dobrze, ja rozumiem, że te informacje ciebie zaskoczyły i przytłoczyły. Mamy po piętnaście  lat a świat zwalił nam na głowę trudne zadanie.

– Tobie jest łatwiej, ty od początku wiedziałeś o nim, o różnych światach, a twoi bliscy mieszkają z tobą, a nie gdzieś „za ścianą” czekając, że może ty ich uratujesz lub tam utkniesz z nimi, za sobą zostawiając to co do tej pory znałeś i kochałeś.

– Tak to prawda Gab. Pamiętaj, że nikt nic na siłę od ciebie nie wymaga, jeśli nie czujesz się na siłach to nic nie rób, żyj życiem jakie tutaj masz, ja będę zawsze obok ciebie. Będę czekał, jak zmienisz zdanie to po prostu dasz mi znać.

– O tak, to by było najłatwiejsze, zapomnieć, żyć jakbym Ciebie nie spotkał, jakby u was taty i dziadka nie było. Ale nie po to skradałeś tutaj od dnia, gdy skończyłem piętnaście lat, skrobiąc paznokciem po ścianie, abym powiedział, dobra to ja nic nie słyszałem, idę sobie żyć po swojemu.

– To nie do końca tak, skradałem się jak to powiedziałeś i skrobałem paznokciem – zaśmiał się gorzko Teo – od kiedy pamiętam, tylko nikt tego nie widział i nie słyszał, to odblokowanie twoich mocy spowodowało, że zobaczyłeś i usłyszałeś. Ja nie miałem na to wpływu. Jestem tu, to moje zadanie. Pomóc ci, być twoją pieczęcią, twoim obrońcą, powiernikiem i pomocnikiem, ale jeśli z tego zrezygnujesz to ja ciebie do tego nie zmuszę.  Zrozumiem to.

– A co pomyślą dziadek i tata, że zostawiłam ich tam!

– Jeśli chcesz to ja im na razie nic nie powiem, że rozmawiałem z tobą i powiedziałem Ci o nich, więc nie będziesz musiał się tym martwić.

– Ale ja wiem, że wiem, to wystarczy.

– Przepraszam nie chciałem, teraz chyba rozumiesz dlaczego uciekłem. Nie chciałem jeszcze brać na siebie tego brzemienia, tak wyszło. Idź spać, jutro rano będziesz miał świeży umysł, wszystko przemyślisz, nie śpiesz się, Tu trzeba działać ostrożnie. Do widzenia Gab – powiedział wstając, otrzepując spodni z kurzu i odchodząc.

Gab został w pokoju sam, zwinął się w kłębek na fotelu dziadka i zaczął cicho płakać, z bezsilności, oraz złości na to wszystko co go spotkało i o czym się dowiedział, z żalu nad losem taty i dziadka, z żalu nad swoim losem. Miał w końcu dopiero piętnaście lat, jak zauważył przyjaciel, a świat, ba światy, wymagają od niego heroizmu. Jeszcze parę miesięcy temu był zwykłym chłopcem, trochę nieśmiałym, nie wyróżniającym się wśród innych. Wiódł może trochę nudne, ale stabilne życie. Potem poznał Anie, bardziej przez to zaprzyjaźnił się z Krzysztofem i mógłby do końca wakacji spotykać się z nimi, a potem pójść znów do szkoły, i znów wakacje, w końcu by dorósł, ułożył sobie życie, założył rodzinę, miałby pracę, i to wszystko co miałby zwykły chłopiec gdy dorośnie. Tylko, że on już zwykłym chłopcem nie był!

– Dziadku co mam robić?- powiedział jak kiedyś do obrazu – co mam robić? – nie usłyszał jednak żadnej cudownej rady i wiedział, że nawet gdyby godzinami wpatrywał się w ten obraz i pytał non stop, to nie usłyszy – Mógłbym zapytać mamę o to samo – powiedział – ale co ona mi odpowie? Idź uratuj mojego męża a swojego tatę, czy zostań, musisz ratować siebie. Każda odpowiedź będzie zła i obarczy ją winą gdy coś pójdzie nie tak. Nie mogę jej tego zrobić, wiesz o tym dziadku, najtrudniejsze jest to, że zostałem z tą decyzją sam, ale ja mam piętnaście lat, piętnaście! Nie tyle co wy, gdy podejmowaliście się tego zadania, piętnaście, to dla mnie za trudne, za trudne!

Presja, która ciążyła mu na sercu stawała się co raz cięższa, zerwał się fotela i wybiegł z pokoju, zbieg po schodach i zatrzasnął za sobą drzwi. Szybko rzucił się na łóżko i przykrył kołdrą po czubek głowy, jakby to miało pomóc. Miał tylko nadzieję, że mama nie usłyszała, nie zniósł by, gdyby teraz tu weszła pytając co się stało i całując go jak zwykle na noc w czoło. Nie weszła, nie usłyszała. Gabriel leżał tak chwilę czekając ze strachem, powoli coraz bardziej senny, w końcu zasnął.

 Barbara dłuższą chwile stała pod drzwiami do pokoju syna z ręką na klamce, w końcu oparła się o ścianę, nie wiedzieć czemu nie mogła tam wejść. Serce jej kazało zostać, łzy spływały jej po policzku, czuła że Gabriel ma problem z tamtym światem, który musi rozwiązać. Już dwa razy czuła to dziwne uczucie i serce zabiło jej jeszcze mocniej, czy to znów to? Jednak postanowiła dziś nie pokazywać synowi, tego co czuje, czego się tak bardzo boi. Niech chłopak spokojnie śpi, to jeszcze dziecko. Gdy usłyszała równy, spokojny oddech weszła do pokoju, cichutko podeszła do łóżka, poprawiła Gabrielowi kołdrę i delikatnie pocałowała go w czoło, jak co noc. Następnie poszła do swojej sypialni, położyła się do łóżka i ze strachem w sercu wpatrywała się w sufit. Nawet nie chciała myśleć, czemu czuje te dziwne uczucie. Godziny mijały a ona nie mogła zasnąć, w końcu zmęczenie wzięło górę i gdy na dworze już szarzało, zasnęła.

Teodozjusz przeszedł szybko przez Portal. Nie chciał swoją osobą zmuszać Gabriela do podjęcia decyzji, chciał aby chłopak miał czas na oswojenie się z informacjami jakie otrzymał i przemyślenie ich. Po przejściu do swojego świata znów jak poprzedniej nocy oparł się na chwile o ścianę Portalu, w lekko zacienionym od krzaków miejscu. Musiał poczekać, aż się uspokoi, aż jego oddech i serce wrócą do spokojnego rytmu. Na razie nie będzie nic mówił o tym, co powiedział Gabrielowi, ani Teodorowi i Tadeuszowi, nie chciał im robić nadziei czy przysparzać zmartwień, ani Starszemu, bo bał się aby ten nie naciskał na niego zmuszając go do wpływu na decyzję Gaba. Wiedział, że ta decyzja musi być podjęta tylko przez chłopca, nikt nie może mieć na nią wpływu, postanowił, że przyjmie ją taką, jaką przekaże mu przyjaciel. Znając ją pomoże mu w zrealizowaniu jej, jaka by nie była. Jest Murkiem, ale jest też jakby jego bliźniakiem, ich losy zostały związane na zawsze, czy tego chcą czy nie. Więź też będzie na zawsze, bez względu na to czy Gabriel postanowi przejść do świata Teodozjusza i pomóc Murkom, czy zostanie zwykłym chłopcem, żyjącym tylko w swoim świecie. Jest mu to winien, zburzył sobą cały jego spokojny świat i teraz on ponosi odpowiedzialność za to jakie będzie jego dalsze życie, w sumie jakie życie będzie ich obu. Gdy poczuł, że się uspokoił, skierował się do domu. Było już bardzo późno, idąc wszędzie słyszał spokojny oddech  śpiących mieszkańców. W jego domu również śpiący rodzice oddychali spokojnym snem, jednak on wiedział, że nie zaśnie. Cicho wszedł do stajni, Bachus z radości zarżał.

– Cicho Bachus bo jeszcze kogoś obudzisz – powiedział do kejta przesuwając ręką po jego grzbiecie – chcesz się przejechać, potrzebuję znów chwili oddechu, a noc taka gwiaździsta.

Wziął czaprak oraz siodło z wieszaka i nałożył na kejta, trochę roztargniony posprawdzał czy wszystko jest dobrze zapięte, założył ogłowie, odwiązał kantar i wyprowadził go ze stajni. Wsiadł zwinnie na Bachusa.

– To do przodu Bachus – powiedział klepiąc go po karku – leć jak strzała, potrzebuję tego. Zawsze się nam dobrze współpracuje, prawda przyjacielu?

Delikatnie ze stępa przeszedł w kłus, kejt wyczuwał każdy ruch swojego jeźdźca. Ominąwszy domy przeszedł w galop, teraz czuł się wolny. Wyjechał z zabudowy i leśnym ścieżkami krążył po okolicy aż poczuł się bardzo zmęczony. Lekkim kłusem wrócił do domu, zaprowadził Bachusa do stajni, zdjął całe oprzyrządowanie i odwiesił na ścianę, Wziął szczotkę i wyczesał kejta do sucha, dołożył mu siana i dolał wody, Na dworze już świtało. Wiedział, że rodzice mogą niedługo wstać, więc skierował się do swojego pokoju i położył się do łóżka, sen nie przychodził. Bał się co usłyszy od Gabriela, ale co by to nie było, będzie obok.

Ten wpis został opublikowany w kategorii "Murki" Powieść fantasy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *