„Nie ma sposobu na uzdrowienie”

Podążam tą sama drogą od lat
Gdzieś obok mnie zmienia się świat
Lecz moje cienie ciągle te same
Zdobędę się wejść na drogi nieznane?
Dziś mam kamienie pod stopami
Splątana wciąż łańcuchów okowami
Tracę kontrolę nad życia biegiem
Próbując wciąż odnaleźć siebie
Krzyczę i płaczę o chwilę wytchnienia
Głos w gardle zamarł, cisza zwątpienie
Tracę kontrolę opadam na dno
Świeczka się świeci, lecz ogień zbladnął
Nie ma sposobu na uzdrowienie
Cienie, otaczają mnie tylko cienie…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Poezja "Szklane Kredensy". Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *