Barbara, jak codziennie wieczorami, od kiedy Gabriel przeszedł do Murków, siedziała w gabinecie Teodora, w jego wielkim, ulubionym fotelu i czekała na powrót syna. Bezwiednie głaskała oparcie fotela, czując dzięki temu jego obecność. Minęły dwa tygodnie od kiedy go nie ma. Wczoraj wrócili z wakacji jego przyjaciele i dziś po południu byli się spytać czy on też już wrócił. Zanim Gabriel przeszedł ustalili, że będą mówić, że pojechał do Filipa. Przekazanie Krzysztofowi i Ani wiadomości, że syn jest jeszcze u wujka Filipa ledwo jej przeszło przez gardło. Wytrzymała jakoś na ganku czekając, aż młodzież wyjdzie za bramę i wpadła do domu szlochając. Czuła wielki strach i pustkę w sercu. Żałowała, że pozwoliła Gabrielowi na przejście, ale czy gdyby mu zabroniła, to by na pewno coś dało. Całe dnie chodziła roztargniona i zamyślona, całe wieczory przesiadywała u góry czekając, podskakując na każdy, nawet najmniejszy szmer. Czuła się bardzo samotna i rozdarta. Nie miała apetytu, gotowanie tylko dla niej było zbyt bolesne. Widziała, że schudła, że wygląda gorzej. W pracy zaczęli zadawać pytania czy wszystko jest w porządku, sugerując wizytę u lekarza, lub chociaż wzięcie urlopu. Jednak to byłoby dla niej jeszcze bardziej straszne. Dlatego ze zdwojoną siła starała się pracować jeszcze więcej. Czuła, że powoli zamienia się w „maszynę”. Rano pobudka, jakiś wmuszony owoc na śniadanie, praca, na siłę wciśnięty obiad na stołówce, praca, powrót do domu, kawa w salonie w oczekiwaniu na wieczór i wyczekiwanie u góry na powrót chociażby Gabriela, ze ściskającą serce nadzieją na powrót Tadeusza. Wpatrywała się w ścianę, gdzie jej zdaniem otwierał się portal, aż do bólu oczu, by wykończona pójść do swojego pokoju, do łóżka w oczekiwaniu, że choć na chwilę przyśnie. Za pierwszym razem straciła teścia, ich relacje były dobre, ale to bardziej Tadeusz przeżywał jego przejście. Za drugim razem został jej syn. Teraz została sama. Nie wyobrażała sobie sytuacji, że któryś z nich nie wróci. Najgorsze było to, że przekazując informacje o wyjeździe syna do jej brata, odcięła sobie drogę do jego przyjazdu tutaj. A ona domu teraz nie opuściłaby za żadne skarby świata. Nic nie mogło jej pomóc, czuła się strasznie opuszczona i samotna.
Dziś muszę porozmawiać ze Starszym, postanowił Gabriel, ledwo otworzył oczy. Miał jakiś zły sen, przyśniła mu się też mama. Przez ostatnie dni praktycznie o niej nie myślał. Czuł się niewyspany i rozdrażniony, miał takie dziwne uczucie jakby zostawił włączone światło, czy garnek na kuchence, uczucie że coś zaniedbał. Czas spędzony u Murków uciekł tak szybko, aż sam się zdziwił, że już zleciały dwa tygodnie. Gdzieś w sercu poczuł, jak ona cierpi, czekając na jego lub ich powrót. Musi rozmówić się ze Starszym i z ojcem. Wiedział, że tata ostatnimi czasy często rozmawiał właśnie ze Starszym, ale temat jego przejścia z Gabrielem z powrotem do ich świata nie został poruszony. Chłopiec przez te dwa tygodnie zmienił się, dorósł, dojrzał, stał się innym człowiekiem, hmmm człowiekiem, zaśmiał się, bo czy na pewno człowiekiem, zamyślił się i zadumał. Na pewno przestał być Gabrysiem, tym Gabrysiem, który usłyszał w swoje piętnaste urodziny ten ciszy szmer, a stał się… kim się stał, Gabrielem, jakby dużo, dużo starszym Gabrielem, mino wieku, czuł się tak jakoś „staro”? Czy można się czuć tak staro w moim wieku, pomyślał Wstał z łózka i zaczął się ubierać.
– Ty znów nie możesz spać? – spytał Teodozjusz.
– Nie mogę Teo, przyśniła mi się mama, muszę porozmawiać, ze Starszym i z ojcem , ustalić co robimy z przeprowadzeniem taty do mojego świata. Nie mogę dłużej zwlekać.
Tak, to prawda, nie mógł, bał się, oczywiście że się bał. Co to kiedyś przeczytał o strachu? A… „Strach jest oznaką rozsądku. Tylko skończeni głupcy niczego się nie boją”. No tak, a on przecież głupcem nie był. Czuł strach, ale te wszystkie różne emocje, które ostatnio czuł już dawno przeważyły szalę. Teraz dobrze znał strach pradziadka Teofila, gdy wracał samotnie przez portal, dzięki niemu wiedział więcej o Portalu, o Cieniu. Gab wewnętrznie też czuł już co ma robić, aby przeprowadzić tatę. Pradziadek dużo mu wytłumaczył, oraz uzmysłowił jedną rzecz, co prawda Gab jeszcze tego nie rozumiem, ale razem stwierdzili, że to może być bardzo ważne. Bo pradziadek nie widział tych spirali światła, tego Twora co próbowało jego dotknąć. Pytał o to taty i dziadka, i oni też czegoś takiego nie doświadczyli, natomiast przejście portalami dla Teodozjusza to w sumie już pestka, codzienność, coś co „ma”, potrafi z urodzenia, więc jego chłopiec nawet nie pytał. Nie mówił też nikomu o „rozmowach” z pradziadkiem, o swoich „rozmowach” z tymi co będą po nim, z „Nieurodzonymi” jak ich nazwał. Jakiś czas po przejściu, zaczęły do niego docierać ich myśli, tak, jakby mógł się z nimi porozumiewać, można by to nazwać takim słowem, Gab kiedyś gdzieś o tym czytał… telepatycznie. Sama telepatia, jako forma komunikacji jest już w sumie czymś dziwnym, ale on porozumiewał się z umarłym i z tymi co się jeszcze nie urodzili, fakt, że są to byty, które miały, czy będą miały jakieś moce, ale jednak ich fizycznie nie ma. Do tego on je prawie widział, wyczuwał, a w końcu i rozmawiał z nimi. Nie mówił tego nikomu, bo bał się, że nawet Murkowie wezmą go za wariata, o ile u nich w ogóle takie określenie na kogoś takiego jest.
– Przecież nie załatwisz tego w pół godziny, spokojnie zjemy śniadanie i pojedziemy do Starszego, porozmawiasz z nim. Dowiemy się jakie są jego decyzje.
– Ty nic, nie rozumiesz, tu w ogóle nie chodzi o decyzje Starszego. Wiem, że będąc tutaj muszę się stosować do części waszych zasad, ale to czy wrócę czy zostanę i czy zabiorę ze sobą ojca to tylko moja decyzja, nikt mi nie będzie zabraniał – zdenerwował się Gabrielowi.
– Spokojnie Gab, coś taki nerwowy, nie jesteś tu więźniem, jeśli się zdecydujesz, to ja nawet jakby Starszy się nie zgodził, przeprowadzę ciebie z powrotem do twojego świata. Obiecałem Ci, pamiętasz? Nie bój się, nie utkniesz tu na siłę, ale co do twojego taty, to chociaż z nim o tym porozmawiaj, upewnij się czego on chce. Rozmawiałeś z nim o tym?
– Nie, nie rozmawiałem i dlatego jestem wściekły, chodzi ciągle do Starszego, a rozmowy ze mną unika.
– Weź głęboki wdech i wydech, uspokój się, bo w ten sposób niczego nie załatwimy.
– Dobra postaram się, ale dziś musimy jechać do Starszego, bym mógł mu przekazać jaką podjąłem decyzje i muszę rozmówić się z ojcem. Mama tam na niego czeka.
– Nie poznaje ciebie Gab, strasznie zmężniałeś. „Przekazać jaką podjąłem decyzję…” brawo, jeszcze niedawno pojechałbyś się spytać czy Starszy Ci na to pozwoli.
– Wiem Teo, to wszystko zmieniło mnie, już nie jestem tym piętnastoletnim chłopcem, czasem czuję się jakbym miał miliony lat, jakbym miał te wszystkie lata, które wasi Wieczni nam dadzą i dali razem wzięte. Od jakiegoś czasu, gdy tu jestem, czuję w sercu wszystkie bóle i rozterki jakie przeżył mój pradziadek Teofil, wszystkie mądrości jakie chciał mi przekazać, jakbym był sobą i nim, i jakbym był jeszcze tymi, którzy będą po mnie. Nic nie mówiłem, bo byś mnie wziął za wariata, ale rozmawiałem z pradziadkiem i nie tylko z Teofilem, ale jeszcze z Nieurodzonymi, czyli tymi z mocami co dopiero się urodzą.
-Nie Gabrielu, nie wziąłbym Ciebie za wariata gdybyś mi wcześniej o tym powiedział, a ty musisz to powiedzieć Starszemu, to bardzo ważne, to oznacza, że twoje moce tutaj się wzmogły, my wierzymy że dusze mogą się połączyć na jakiś czas z duszami naszych przodków, że możemy wyczuć te dusze, które się dopiero narodzą, ale to potrafią tylko wybrani z nas. To niesamowite, że Ty, Człowiek, też możesz tego doznać, to zmienia postać rzeczy. To potwierdza Gab, że jesteś wybrany.
– A ja bałem się, że będziesz się ze mnie śmiać.
– Gab, my jesteśmy trochę inni niż Wy, bardziej otwarci, musisz chyba jeszcze długo być „Murkiem” aby ten świat, nas zrozumieć. My, tutaj czcimy przyrodę, naturę, wszystkie światy, te duchowe i nadprzyrodzone moce. Jesteśmy z nimi wszystkimi związani. Wierzymy w ten realny świat i ten nierealny, a ty jesteś przykładem tego, że to wszystko razem jest możliwe, czuję, że będę dumny mając takiego brata.
– Teo, nie żartuj sobie ze mnie.
– Gabrielu, ja nie żartuję. Czuję, że jeszcze wiele ważnych rzeczy przed nami. Dobra, to jak zjemy śniadanie to pojedziemy do Starszego, bo ty naprawdę musisz z nim o tym porozmawiać.
Gabriel spojrzał na przyjaciela, wstał z łózka i podszedł do okna, przyglądał się światu za oknem, wschodzącemu dniu.
– Muszę – zamyślił się
Teodozjusza znów obudziło wiercenie się Gabriela po pokoju. Od kiedy przyjaciel przybył do jego świata Teo chodził niewyspany. Rozumiał to, że światło Murków drażniło oczy ludzkiego chłopca, bo jego samego z kolei drażniło okropnie światło w świecie ludzi. Musi mu przypomnieć, aby na drugi raz zabrał te, jak to Gab nazwał, okulary przeciwsłoneczne, tylko czy można w tym czymś spać, zastanawiał się. Coś mówił, że zrobi specjalne dla mnie, to niech też zrobi specjalne dla siebie, w duszy zaśmiał się Murek. Od momentu, kiedy zaczął obserwować chłopca, jego rówieśnika co do sekundy, to zawsze widział wielką różnicę między nimi. Gabriel był taki dziecinny, infantylny, nieodpowiedzialny, od poznania go po prostu dziecinny. A on, on musiał szybko dojrzeć, aby móc go pilnować. Nie wiedział w sumie, czy tak powoli dorastają wszystkie ludzkie dzieci, czy ze względu na nadopiekuńcza matkę tak jest tylko z Gabem, ale i tak był pewien, że Murkowie chyba szybciej dojrzewają. Zawsze trochę zazdrościł sposobu życia Gabrielowi, takiego bez trosk, obowiązków, niby była ta ich szkoła, jednak widział, że dla brata z innego świata nauka była przyjemnością Widział, że jest to bardzo inteligentna istota, łatwo przyswajająca sobie wiedzę. Nie znał innych ludzi poza rodziną Gaba i nie wiedział, czy każdy człowiek jest tak inteligentny, ale wiedząc, że u Murków z inteligencją jest różnie, w zależności od predyspozycji osobniczych, przypuszczał, że i u ludzi jest podobnie. Dobrze, że trafili na tak światłe jednostki z nieograniczonym umysłem, na tyle otwartym aby pojąć ich świat. Ludzi o umysłach, które przyjmą wszystkie te zjawiska nadprzyrodzone, których doświadczą u nich. Teo wiedział, że ludzie wszystko popierają nauką, a ten inny świat, świat trochę magiczny, nadprzyrodzony, nie da się nią poprzeć, trzeba zrozumieć, uwierzyć. Pamięta, jak jeszcze jako mały Murek, pierwszy raz poczuł, że może przejść też przez TEN Portal do ich świata. Wejście w budynku było to samo, ale w rozmowach z rówieśnikami odkrył, że on widzi tunel, którego inni nie widzą. Strasznie go to ciekawiło. Gdzie prowadzi, czy rzeczywiście do świata ludzi czy do innego? Ogromnie się bał, ale tak go ciągnęło aby spróbować to sprawdzić, aż w końcu nie wytrzymał i zrobił to. Przeszedł do jakiegoś wielkiego pomieszczenia, a oczy go zabolały tak, że zaczął płakać. Próbował coś przez zaciśnięte powieki i przez łzy zobaczyć, potykał się o różne przedmioty w pomieszczeniu, czuł ogromny strach, bo nie widział czy jakiejś istoty, zwanej ludźmi, nie ma w tym pomieszczeniu i bał się, że go zobaczy, schwyta. Dużo słyszał o ludziach, dużo dobrego, ale też dużo Murków mówiło o nich źle. Serce mu waliło jak oszalałe, gdy próbował wrócić do swojego świata. A jak się nie uda, jak nie wrócę, pomyślał. Dopiero wtedy dotarło do niego, że może tak być. Był jeszcze dzieckiem, miał wtedy… nie mógł sobie przypomnieć ile miał lat, ale chyba cztery, bo dopiero potem przeszedł Teodor i nie wszystko co robił było przemyślane. Wiedział, że ma na imię Teodozjusz, że dostał imię z ich świętą literą „T”, gdyż dziecko które się urodziło po drugiej stronie muru, w świecie ludzi nie dostało imienia z tą literą. Wieczni są wielcy, pomyślał, jeszcze zanim matka tego chłopca postanowiła, że swojemu dziecku da imię bez świętej litery T, pomagającej otworzyć portal między nimi a ludźmi, on, Teodozjusz już się urodził w tej samem sekundzie co ich dziecko, powiedział by nawet, że w tym samym czasie Plancka i zanim ten Gabriel, został Gabrielem, On, Teodozjusz już był Teodozjuszem, już się urodził, i już się wypełniło. Może Wieczni znali myśli matki ludzkiego dziecka i „stworzyli” jego na wszelki wypadek? Nie, czuł, że Wieczni „wiedzą”. Liczył, chciał liczyć, że urodził się potrzebny, nie na wszelki wypadek gdyby… bo co gdyby Gabriel jednak dostał imię na „T” i on, Teodozjusz byłby niepotrzebny? Bo Murek od kiedy pamięta czuł się inny, w ich świecie jest jedynym Murkiem, którego imię zaczyna się od tej świętej litery. Był wyróżniony, ale co gdyby to wyróżnienie nie było potrzebne, byłoby jego klątwą i co byłoby z nim wtedy? Zawsze czuł spojrzenia innych Murków na sobie, słyszał ich głosy, jedni szeptali „dzięki Wiecznym za łaskę”, inni odnosili się negatywnie i czuł ich zimny wzrok. A jakby na niego patrzyli, gdyby tamten też „był na T”, z pogardą, jeszcze większą niechęcią? Nie, on ufał Woli Wiecznych, widać Oni już to wiedzieli! U Murków rzadko zdarzała się agresja wobec siebie. Ponieważ nie używali środka wymiennego, jakim są pieniądze u ludzi, tylko wymieniali się tym co mogą dać w zamian, lub po prostu brali to co potrzebowali z targów, na których wystawiali inni Murkowie to co mieli do oddania, w zależności były to przedmioty, zwierzęta, żywność, uprawy lub zgłaszali do Starszyzny w naprawach czego mogli pomóc, co mogą zaoferować innym swoją pracą, to nie było u nich tej zachłanności, aby mieć więcej, lepiej niż inni. Każdy Murek starał się być przydatnym w swojej grupie i w zależności od tego do czego miał predyspozycję zajmował się tym aby wspomagać rozwój ich społeczeństwa. Mieli też Przybocznych Starszyzny, Murków którzy byli dobrzy w walce, którzy tworzyli jakby wojsko, jak by to zostało nazwane u ludzi i oni reagowali, gdy byli potrzebni. Jednak podstawowym obowiązkiem tej grypy było doszkolenie swoich umiejętności, stawanie się coraz lepszymi w tej dziedzinie i bardziej poprzez szkolenia, zawody podnosili swoje kwalifikacje i wyłaniali liderów grupy, niż przez wykorzystywane ich wobec innych. Grupa ta nazywana była „Starszakami”. Nie mieli broni palnej, takiej którą widział u ludzi w saloniku Teodora, ale ona nie była im potrzebna, wystarczały łuki, kusze, oszczepy, włócznie, miecze, siekiery i inne tego typu, jak to nazwał je uszczypliwie dziadek Gabriela „narzędzia do walki z epoki ludów pierwotnych”. Starszaki posiadali też moc wpływania na innych siłę umysłu. Czy byli jak lud pierwotny Teo nie wiedział, ale nie widział potrzeby posiadania broni palnej. Teodor bardzo dobrze strzelał i nie raz to pokazał na polowaniu lub na zawodach, oczywiście wykorzystując ich odpowiedniki łuku czy kuszy. Gabriel też opowiadał, jak uczył się strzelać z wujkiem Filipem, Teo tez miał celne oko, jednak wiedział, że raczej nie jego celność tylko moc będzie potrzebna w walce z Cieniem. Teodozjusz oczywiście nie znał Teofila, ale Starszy opowiadał mu o nim wiele razy, oraz jaką tragedią dla nich była jego samowolna próba powrotu do świata ludzi i jego śmierć. Gdy miał pięć lat przeszedł Teodor, Teo bardzo polubił Teodora, a sam człowiek zadomowił się u nich szybko. Widać było wielki żal z powodu śmierci jego ojca i rozczarowanie, że nie zdążył przybyć aby temu zapobiec, ale albo jego moc jest silniejsza niż u Tadeusza, lub może chęć poznawania nowego świata, żądza przygód większa, bo lepiej sobie radził niż jego syn, który przybył 5 lat temu. Tadeusza Teo się w sumie trochę bał, zawsze źle się czuł gdy opowiadał mu o jego rodzinie po powrocie z ich świata. Teodor cieszył się ze wszystkich wieści, jakie przynosił Murek, natomiast w spojrzeniu Tadeusza Teo zawsze widział jakiś żal, rozgoryczenie, zazdrość, że Murek tam może przejść, być, a on nie. Teodozjusz nigdy mu o tym nie wspomniał, rozumiał jego stratę, w końcu gdy Teodor przeszedł jego syn był dorosły, a gdy przeszedł Tadeusz, to zostawił tam żonę i małego synka. Natomiast Gabriel bardzo przypomina mu dziadka, też ma te ogniki w oczach na myśl o przygodach. Bardzo wystraszyło Murka to, jak przyjaciel się czuł po przejście, oraz samo przejście. Teodor i Tadeusz wiele razy opowiadali jak to było z nimi i Teo wiedział, że z Gabrielem było inaczej, trudniej. Psychicznie ludzki chłopiec przeżył to ciężko, znał jego inteligencję, dużą dozę dedukcji ale to, że pomyślał, że ma być tu więźniem, albo że chcą go otruć zaskoczyła go bardzo. Miał potem wyrzuty sumienia, że zabawił się jego kosztem, jednak w danym momencie czuł rozgoryczenie, że przyjaciel mu nie ufa. Po zastanowienie zrozumiał kolegę, w końcu oni sami znali się krótko, to znaczy Gabriel jego znał krótko, bo on Gabriela w sumie całe życie i chyba przegapił tą ważną, wielką różnicę. Najważniejsze, że ta sytuacja nie odbiła się negatywnie, a może nawet ich bardziej połączyła, choć ile razy o niej myślał, to wywoływała u niego śmiech, nie wspominał jednak więcej o tym przy przyjacielu. Natomiast moc chłopca go zaskoczyła, oraz to jak szybko dojrzał będąc w ich świecie. Ten piętnastoletni chłopczyk, którego poznał Teo, już w momencie przejścia stał się chłopce, natomiast będąc u nich przez te dwa tygodnie, dla Murka stał się młodzieńcem. Teodozjusz bardzo lubił swojego bliźniaczego brata ze świata ludzi. Ale to, że czuje dusze zmarłych, którzy posiadali moc oraz dusze tych co maja się narodzić, to że może się z nimi porozumiewać, to potwierdza, że jest tym, kogo widział w nim Starszy, bo nawet nie każdy ze Starszyzny ma taka moc jak Gabriel. Teodozjusz czytał kim był wielki imiennik Gabriel w świecie ludzi i ostatnio miał wrażenie, że to imię jednak nie zostało ot tak zmienione, wybrane przez matkę młodzieńca przez przypadek, tylko że to jakaś „wola” ją do tego nakłoniła. Czy Wola Wiecznych?
Rozmowa z Teodozjuszem pomogła Gabrielowi uspokoić trochę myśli. Podszedł do okna i zaczął się przyglądać życiu, które zaczęło się powoli budzić. Jeśli miałby określić pogodę w tym nowym świecie, ustalił by ją na lato, wieczne lato. Gdy o tym pomyślał, było to niesamowite. W jego świecie w tej chwili jest taka sama pora roku, dlatego przy przejściu nie odczuł różnicy. Jednak jeśli będzie przechodził częściej, któregoś razu przejdzie z zimy w lato, wtedy będzie to duża różnica. Przypomniał sobie jak Teodozjusz zafascynowany mówił o zimie, którą oglądał w jego świecie przez okno. Teraz jego rozumiał. Ciągle zastanawiał się jak to działa, że przyświeca im jedno słońce i że aby przejść w ten świat wystarczy jakby przejść przez mur. Jak działa taki Portal, który z jednego miejsca we wszechświecie przenosi w inne. Zaśmiał się w duchu do swoich rozmyślań, gdyż jeszcze niedawno nie uwierzył by w ogóle w istnienie czegoś takiego, a dziś zastanawia się jak to działa.
– To teraz nad czym tak rozmyślasz – spytał Teodozjusz
– Co? Czemu rozmyślam?
– Znam ciebie, pamiętaj, że obserwowałem ciebie przez wiele lat, wiem jaką masz minę gdy o czymś intensywnie myślisz.
– No tak, myślę o różnicy temperatur jaka będzie z czasem przy przejściu, gdy u mnie będzie zima i jak działają te Portale. Teofil powiedział o nim, że „Portal, to żyjąca, myśląca samodzielnie jednostka”. A teraz to myślę, że rzeczywiście ty mnie znasz od dawna, że obserwowałeś mnie z ukrycia, gdy ja jeszcze nie mogłem ciebie wyczuć czy zobaczyć, a ja poznałem ciebie dopiero niedawno, to też jest niesamowite.
– Gdy na to spojrzeć w ten sposób, to rzeczywiście, ty dla mnie jesteś jak otwarta księga, a ja dla ciebie, jak książka, którą dopiero zacząłeś czytać.
– Co za świetne porównanie – ucieszył się Gabriel, wiedział że Teodozjusz, mimo iż pochodzi z tak prostego świata, jak on odbierał świat Murków, to jest istotą bardzo inteligentną.
– Jakoś tak mi przyszło na myśl, bo wiem, że lubisz książki – zaśmiał się Murek – to co jemy śniadanie i jedziemy rozmówić się ze Starszym?
– Tak, taki jest plan na dziś, a potem ja muszę porozmawiać z ojcem.
Chłopcy szybko zjedli śniadanie i zebrali się do drogi. Gabriel radził już sobie bardzo dobrze ze wszystkim w tym nowym świecie. Przygotowanie Aresa do drogi, było dla niego już codziennością. Przejażdżka na nim sprawiała mu wielka przyjemność, wiedział, że po powrocie, właśnie brak tego też będzie dla niego dużą zmianą. Czuł więź z kejtem, o której mówili Murkowie, wiedział, że będzie za nim bardzo tęsknił. Po powrocie zostaną mu rower, autobusy, samochody. Nie tylko to będzie ogromną zmianą, u Murków życie idzie w parze z przyrodą. Powietrze jest czyste, takie świeże, jest duża przestrzeń, niskie a szeroki budyneczki, szerokie porośnięte roślinnością drogi, wszystko ma swój czas i miejsce, życie spokojnie idzie swoim torem. W jego świecie jest większy ruch, pośpiech. Ulice i chodniki są zatłoczone, budynki większe, a powietrze na pewno nie jest tak czyste jak tutaj. Wcześniej się nad tym nie zastanawiał, teraz wiedział, że trudno będzie mu się tam odnaleźć przez jakiś czas po powrocie stąd. Na początku wydawało mu się, że te światy są bardzo do siebie podobne, teraz widzi też ich duże różnice. Ciekawe jak jego ojciec odnajdzie się po paru latach tu w tym świecie, gdy on już po dwóch tygodniach się nad tym zastanawiał, ale rozumiał też dziadka, to że tak go fascynuje ten świat, bo on też czuje już tą fascynację. A ojciec, może to też ten strach powoduje unikanie tematu przejścia, a nie tylko strach o jego życie i poczucie winy, a pewnie jak to mają mężczyźni w zwyczaju, nie chce się do tego przyznać. W tej chwili Gabriel zaczął widzieć wszystko trochę inaczej niż wcześniej, inaczej też zaczął o tym myśleć, ale był pewien, że po rozmowie z ojcem przekona go do powrotu do domu, gdyż widział, że Tadeusz tutaj nie jest szczęśliwy. Rozumiał jego obawy, ale ojciec musi zrozumieć, że Gabriel dorósł, że stał się tu bardziej odpowiedzialny, uwierzyć w jego moc oraz po prostu w to, że po to jest on, jego syn, aby mu w tym wszystkim pomóc. Znał stereotyp, że to ojcowie pomagają dzieciom, ale z jakiegoś powodu, mocy, czy samego przebywania w tym świecie, on już dzieckiem się nie czuje i jest już na tyle dorosły, aby móc zadbać o swojego ojca.
Gdy przybyli pod dom Starszego, ten akurat krzątał się w obejściu. Już z daleka ich zobaczył i przywitał skinieniem głowy. Chłopcy poszli do stajni, przywiązali kantary Kejtów i razem ze Starszym poszli do jego domu.
– Łaski Wiecznych w nowym dniu chłopcy, co was do mnie sprowadza – spytał Starszy
– Łaski Wiecznych w nowym dniu o Starszy – odpowiedział Gabriel – przyszedłem porozmawiać, o tym co dalej i o moim Tacie.
– Spodziewałem się tego Gabrielu. Już długo nie rozmawialiśmy, na pewno masz już jakieś przemyślenia, jak widzisz nasz świat, jak widzisz swoją przyszłość?
– Wasz świat jest dla mnie bardzo interesujący, mimo dwóch tygodni zżyłem się już tutaj, wiem, że mój dziadek wybrał ten świat i chociażby dlatego chciałbym aby wasz świat był też moim. Jednak wiem, że mój ojciec nie jest tutaj szczęśliwy. Postanowiłem, że z nim porozmawiam i jeśli będzie miał obawy przekonam go do przejścia z powrotem z nim do naszego świata. W domu zostawiłem matkę, ona już dużo straciła na rzecz waszego świata, dlatego postanowiłem, że oddam jej męża a sam będę żył w obu świtach, oczywiście jeśli Wam na moim powrocie zależy. Jeśli z jakiegoś powodu moje decyzje nie odpowiadają Woli Wiecznych czy Starszemu, to po prostu zdecyduję się na powrót z ojcem do swojego świata.
– Widzę, że ostatnie doświadczenia miała na ciebie duży wpływ, bardzo się zmieniłeś Gabrielu, przeszedłeś do nas chłopcem a wrócisz mężczyzną.
– O tak Starszy, powiedział bym nawet, że ten mały chłopiec został w pokoju dziadka na fotelu i od tego momentu cała ta droga przemieniała mnie w mężczyznę.
– Jesteś mądrym, młodym człowiekiem Gabrielu i będzie nam bardzo miło mieć Ciebie w naszych szeregach. Wierzę, że Wieczni nie bez powodu wybrali waszą rodzinę, wierze też, że Ty jesteś wybrańcem. Co do twojego ojca, musisz z nim porozmawiać, on był u mnie kilka razy podziękować za miłe przyjęcie ciebie u nas, ale tak naprawdę porozmawiać o obawach. Nie chciałby aby przy przeprowadzeniu jego przez Portal coś się tobie stało. Nie chce aby przydarzyło się Tobie to co spotkało Teofila. Teodozjusz to tylko twoja pieczęć na drodze przejścia, to Ty będziesz odpowiadał za ojca.
– On musi jeszcze coś powiedzieć – wtrącił się Teo – mów Gabrielu.
– Słucham Ciebie Gabrielu, co jeszcze masz do powiedzenia?
– Jak Starszy zauważył przez ten cały czas co u was jestem zmieniłem się, na fotelu został ten piętnastolatek, którym wtedy byłem. Teraz czuję się doroślejszy, ale to nie tylko balast doświadczeń na mnie wpłynął, od jakiegoś czasu mam wrażenie jakbym miał wiele lat, jakbym miał te wszystkie lata, które wasi Wieczni nam wszystkim dali. Czuję w sercu wszystkie bóle i rozterki jakie przeżył Teofil, wszystkie znane mu mądrości, które miał mi do przekazania, wiem co się stało gdy przechodził przez Portal, rozmawiałem z nim dużo o momencie mojego przechodzenia przez portal, uświadomił mi różnice i ważne rzeczy, które jeszcze nie do końca rozumiem, które mogą mieć duża wagę. Jestem sobą, ale jakbym był sobą i nim, oraz jeszcze tymi, którzy będą po mnie. Jakbym był nami wszystkimi, istotami posiadającymi moce, wszystkimi tymi, którzy odeszli, i tymi którzy nadejdą .
– Gabrielu – Starszy zamyślił się – my wierzymy, że dusze mogą połączyć się na jakiś czas z duszami naszych przodków, że możemy wyczuć te dusze, które się dopiero narodzą, jednak takie połączenie z duszami u nas czują tylko wybrani, a i oni nie wiem czy mogą aż tak się z nimi porozumiewać jak Ty, i to Ci właśnie tworzą elitę Starszych. To co mówisz jest dla mnie jednocześnie i zaskoczeniem, że ty jako człowiek masz takie moce, ale jednocześnie potwierdzeniem, że jesteś tym wybranym, na którego czekaliśmy. Jeśli tak jest to całkowicie akceptuje twoje decyzje i myślę, że powinno się udać zwrócić twojego ojca matce. Prosiłbym tylko abyście dali mi znać kiedy to nastąpi. I zawsze bądź w kontakcie z Teodozjuszem, gdy będziesz u siebie, abyś mógł przejść, gdybyś chciał lub gdybyśmy ciebie potrzebowali. Natomiast o jakich ważnych różnicach przy waszych przejściach przez portal mówisz?
– Dziękuję Starszy za te słowa, porozmawiam z ojcem i dam znać. Będę tu wracać, jest tu parę osób, które mnie tu trzymają, zresztą wasz świat czuję już jako swój, chyba nie umiałbym wybrać. Po przejściu mam wrażenie jakbym miał dwa światy. A jeśli chodzi o moment przejścia, to po tej zimnej obślizgłej materii, którą czułem zaraz po przejściu i chwilę przed wyjściem z Portalu, którą i Teofil czuł. Poza ciepłem, w końcu gorącem i śmigającymi tunelami, i migotaniem światła, i ciemności to ja widziałem jasność, która kręciła się, i zbliżała do mnie spiralą od mniejszych do większych kół i czułem, że chciała mnie nie wiem czy dotknąć, czy pochwycić, ale wyciągnęła do mnie jakby swoją mackę, dłoń, a potem jakby to zasyczało, jak żywy twór, który odczuł ból i odskoczyło ode mnie, i spiralami większymi, i mniejszymi kołami zaczęły się oddalać, aż znikły.
– Nigdy czegoś takiego nie widziałem synu gdy przechodziłem przez portal, to może być rzeczywiście bardzo ważne, może kiedyś się dowiemy, dlaczego to wystąpiło przy twoim przejściu, ale widocznie Portal odczuwa u Ciebie różnice w mocy względem innych z twojej rodziny, mam nadzieje, że ta różnica jest pomocna.
– Może to dlatego, że był ze mną Teodozjusz? – zaczął zastanawiać się Gab.
-Nie – wykrzyknął szybko Teo – to nie to, bo ja nic takiego nie widziałem, poza większa ilością tej obślizgłej materii, która czułem jak jeszcze przechodzi przez Ciebie, która chyba bardziej natarczywie Ciebie oblepiała, niż mnie i poza tunelami świetlnymi i ciemnymi miejscami pustki ja nie widziałam żadnej spirali świetlnej, to dotykało tylko Ciebie, Gab, wyczuło widać twoja moc, ale dlaczego mi o tym nie wspomniałeś.
– Bo nie wiedziałem, że ty tego nie widziałeś.
– Ale z Teofilem o tym rozmawiałeś, bo co, bo umarły? – żachnął się Teo
– To Teofil zaczął rozmawiać o tym co widział i czuł przy przejściu w jedna i w drugą stronę, i wtedy wyszło, że on czuł inaczej niż ja, ale pomyślałem, że może dlatego że miał mniejsze moce, w końcu umarł w Portalu przy próbie powrotu, lub dlatego, że przechodził sam, nawet nie pomyślałem, że Ty tego nie odczułeś, po prostu pomyślałam, że pewnie Ciebie to nie chciało pochwycić, bo jesteś Murkiem.
– A co sugerował Ci Teofil? – spytał starszy
– Że to może mieć związek z moją mocą, większą, czy inną…
– I ja się z nim zgodzę – stwierdził Starszy – myślę, że to potwierdza Twoją co najmniej inną moc niż u pozostałych, choć to, że z nim rozmawiałeś, potwierdza, że jest większa, ciekawe jakie jeszcze masz moce. No cóż, zrób najpierw to co musisz, to co było podstawą twojego przejścia do nas, zabierz swojego ojca do domu, ale wróć tu, może Twoja obecność tutaj wpływa na rozwój twoich mocy. Wróć i rozwijaj je, bo liczymy na Ciebie w walce z Cieniem, a ja wiem, że to TY jesteś tym, który nam może dać zwycięstwo. Nie jesteśmy samolubni Gabrielu, nie chcemy Ciebie zmuszać do walki tylko o nasz spokój i bezpieczeństwo. Cień zagraża wszystkim światom, musisz to zrozumieć i nam uwierzyć, może u nas światło ma większe znaczenia niż u Was i dlatego my bardziej to widzimy, szarzejąc… ale jeśli On znów nabierze energii to zagrozi wszystkim bytom, nie tylko Murkom czy Ludziom, musimy go co najmniej utrzymać w zamknięciu.
– Myślę, że rozumiem to, o Starszy, ja już nie czuje się tylko człowiekiem i ten świat nabrał dla mnie dużego znaczenia, wrócę tu, będę odchodził i wracał i obiecuję, pomóc w walce z Cieniem, gdy mnie będziecie potrzebować.
– A więc Łaski Wiecznych i niech Oni Ciebie prowadzą Gabrielu, jestem dumny z tego, że Ciebie poznałem, zabierz ojca do waszego świata i za jakiś czas wracaj do nas. Oby Wieczni mieli Was w opiece.
– Oby Wieczni mieli i Ciebie o Starszy w opiece.
Chłopcy pożegnali się ze Starszym i poszli do stajni. Odwiązali kantary, wyprowadzili kejty na podwórko i odjechali w kierunku domu Teodora. Gab już z daleko zobaczył tatę przed domem, serce o mało nie wyskoczyło mu z piersi. Był szczęśliwy, że może przekazać ojcu dobre wiadomości. Był pewien, że ma tą moc, że mu się uda, a po rozmowie ze Starszym, mając jego akceptację, wiedział, że przekona ojca co do słuszności przeprowadzenia go do ich świata. Już cieszył się na radość matki, był jej i ojcu to winien. Szybko zeskoczył z kejta, rzucając kantar Teodozjuszowi i pobiegł w kierunku Tadeusza.
– Tato, tato, rozmawiałem ze Starszym, już wszystko wiem, musimy porozmawiać, musisz wrócić do domu – łzy szczęścia spływały po policzkach Gabriela – nie martw się, wszystko będzie dobrze.
– Synu – Tadeusz objął go mocno i uściskał, wzruszenie dało się i jemu we znaki, po jego policzkach też spływały łzy – ja nie wiem, naprawdę nie wiem, tak bardzo chce wrócić do Barbary, ale tak się boję o ciebie.
– Tato nie martw się, wszystko będzie dobrze.
– Chodź synu usiądziemy, musimy o tym porozmawiać, ja nie mogę ciebie narażać dla swojego dobra.
Teodozjusz zaprowadził kejty do stajni i poszedł do domu, aby dać chwile na spokojną rozmowę przyjacielowi z ojcem. Gabriel z Tadeuszem przeszli pod niebiesko-błękitne drzewo i usiedli na ławce przy stole.
– Synu, wiesz że ja nie mogę ciebie narażać, bardzo bym chciał wrócić, rozmawiałem kilka razy ze Starszym, ale on mi nie daje gwarancji, że to się uda, że nie powtórzy się sytuacja z Teofilem.
-Tato, nie musisz się tym martwić, to moja decyzja, że ciebie przeprowadzę i wszystkie konsekwencje będą tylko moje, ale rozmawiałem przed chwila ze Starszym i on zgadza się z tym co postanowiłem. Ja już nie jestem tym chłopcem, co tu trafił, dorosłem. Wiem, że mam większe moce niż ty i dziadek, myślę, że o wiele większe i inne. Wiem, że nam się uda. Ich Wieczni zesłali na mnie wielką moc. Jak mówi Starszy, z jednej strony porównywalną z tą, którą ma on i Starszyzna, a z drugie o wiele większą. Sam był tym zaskoczony, ale widocznie tak jest, widać Wieczni maja swoje plany, a my mamy je realizować. Ja już podjąłem wszystkie decyzje, jakie wymagała ode mnie ta sytuacja. Przeprowadzę ciebie do nas, ty będziesz żyć szczęśliwie z mamą, a ja dzięki temu będę mógł spokojniej żyć w obu światach. Nie martw się, wiesz ja czasem czuję duszę pradziadka, nie wiem jak ci to wytłumaczyć, abyś nie pomyślał, że zwariowałem, jakbym był też nim i innymi, mogłem z nim w myślach ‘rozmawiać”
– Synku, po tym wszystkim co przeszedłem, nie mógłbym tak pomyśleć – przerwał mu ojciec- to są rzeczy niewyobrażalne dla zwykłego człowieka, a my poprzez wiedzę o tym świecie nie jesteśmy zwykłymi ludźmi. Choć ja jestem bardziej zwyczajny, niż ty. Bardzo tęsknię za twoja mama i za domem, Twój dziadek czuje się tutaj jak u siebie, ja niestety nie. Będę szczęśliwy mogąc wrócić do domu, do Barbary, tylko czy jesteś pewien, że nic złego się tobie nie stanie.
– Tak tato, jestem pewien, mam tę moc, bałem się wcześniej o ciebie, czy dam radę, ale już wiem że tak. To jest pierwszy powód, dla którego tutaj jestem. Potem przyjdzie czas na realizacje innych, ale to jest sprawa priorytetowa tato. Twój powrót da mi siłę aby móc żyć i tu i tam, inaczej bał bym się o mamę i nie mógłbym się na to zgodzić. To nasza karma, zostało to już zapisane w gwiazdach, Wola Wiecznych, czy los za nas już to wszystko ustalił, my tylko teraz krok po kroku zrobimy to co nam pisane.
– Synku, tule lat mi z tobą umknęło, a teraz mam przed sobą młodego, odważnego, pewnego siebie człowieka, inaczej ciebie zapamiętałem, bo jako dziecko, w sumie cieszę się widząc kim się stałeś, mam tylko nadzieję, że los ci będzie sprzyjać,
– Tak tato, tak będzie. Już nie musisz się o mnie martwić. Mam na to siłę i mam Teodozjusza, razem damy radę wszystkiemu.
Dwaj mężczyźni, młody i starszy, jeszcze raz uściskali się. Następnie weszli do domu. Gab i Teodozjusz jeszcze chwilę porozmawiali ze wszystkimi domownikami i wyszli aby pójść po swoje kejty. Razem z nimi wyszła Larysa, po drodze do stajni zatrzymała się i oparła o drewniany stół.
– Słyszałam, że wracasz do swojego świata Gabrielu – powiedziała
Gabriel odwrócił się, podszedł do stołu i usiadł w ławce. Larysa usiadła naprzeciwko chłopca.
– Tak, Lara, mogę tak do ciebie mówić?
– Możesz – rzuciła szybko, patrząc mu w oczy
– Muszę wrócić, wiem że mama czeka i się strasznie martwi, to już trzeci raz, gdy ktoś z jej rodziny przechodzi do waszego świata. Nie mogę jej tak zostawić, jest mi bardzo bliska.
– Wiem Gab, rozumiem, ja też bardzo kocham swoja mamę, dlatego rozumiem Ciebie, ale wiesz… będzie mi ciebie brakowało w naszym świecie. Jak Teo mi kiedyś powiedział, że tutaj przejdziesz i że ciebie polubię, to mu powiedziałam że nigdy – zaśmiała się – ale los spłatał mi figla.
Zaraz, czekaj, czyli ona tym powiedziała, że mnie lubi, zamyślił się Gabriel. Słysząc te słowa nabrał odwagi i powiedział.
– Lara, wiesz, że ja ciebie też bardzo lubię i również będzie mi ciebie brakować. Jesteś dla mnie ważna, wiesz?
– Chyba wiem.
Obydwoje trzymali ręce na stole, po tych słowach ich dłonie spotkały się, Gabriel mocno uścisnął jej dłoń. Policzki obojgu oblał rumieniec. Serce młodego chłopca, czy może już bardziej młodzieńca tłukło się jak oszalałe. Przez chwile nawet nie mógł zebrać myśli, wiedział, że chciał jeszcze coś powiedzieć, ale nawet nie pamiętał co. Było to na pewno coś ważnego, jednak teraz spadło na drugi plan. Spojrzał w oczy dziewczyny i zobaczył w nich to wszystko co sam czuł. Serce zaczęło bić jeszcze mocnej.
– Lara, Larysa – Gabriel musiał odchrząknąć aby wydobyć słowa, gdyż zaschło mu w gardle – ale ja tu wrócę, zawsze będę wracał, dla was wszystkich, ale też dla ciebie. Muszę żyć i tam, i tu. Nie potrafię na razie wybrać, nawet nie wiem, czy kiedykolwiek będę potrafił wybrać, jestem człowiekiem, nie jestem do końca taki jak dziadek i nie mogę Ci powiedzieć, że tu zostanę, ale będę wracał zawsze i zawsze – uścisnął jej dłonie jeszcze mocniej – też dla Ciebie – powiedział już szeptem.
Do obojgu dobiegł odgłos rżenia kejtów, odwrócili się w kierunku stajni i szybko puścili ręce. Przed stajnia stał Teodozjusz z kejtami.
– No nareszcie – powiedział – myślałem, że sobie tego nigdy nie powiecie. Brawo Gab, jestem z ciebie dumny.
Przywiązał kejty na podwórku, podszedł do obojga i mocno ich uściskał.
– Od dawna widzę jak na siebie patrzycie, obydwie moje bratnie dusze razem, jestem szczęśliwy, Tylko pamiętaj Gab, u Murków to jest na całe życie.
– Nie mów Teodozjuszu takich rzeczy, jesteśmy jeszcze młodzi – ofuknęła go Larysa
– Czas szybko leci, sama zobaczysz, że niedługo będziemy wspominać tą rozmowę. Może pojedziemy jeszcze razem na przejażdżkę, nie jest tak późno.
Lara i Gab kiwnęli potakująco głowami. Larysa wstała z ławki i poszła do stajni po swojego kejta, następnie cała trójka odjechała w kierunku niebieskich pagórków i lasu. Gabriel już nie odstawał od dwójki przyjaciół, dorównywał im kroku. Czasem Teo zwalniał lub przyspieszał, aby ta dwójka mogła jechać chwile sama. Potem ścigali się, kto pierwszy dojedzie do wybranego celu. Wygrywało każde z nich. Powoli robiło się ciemno. Młodzież podjechała pod dom Larysy.
– Czy jeszcze przyjedziesz się pożegnać zanim przejdziecie z Tadeuszem – spytała
– Oczywiście, nie mógłbym przejść bez pożegnania się z tobą. Do zobaczenia jutro – odpowiedział Gabriel.
– Do zobaczenia, oby Wieczni zesłali Wam dobry sen.
Larysa poszła w kierunku stajni a chłopcu odjechali do domu Teodozjusza.
– I jak się czujesz chłopie, kiedy już wiesz, że ona też ciebie lubi.
– Ciężko, teraz trudniej będzie mi przejść.
– Ale chętniej wrócisz.
-To prawda, teraz będę miał więcej powodów do powrotu do was. Ale i więcej do tęsknoty – westchnął Gabriel.
Następny poranek znów obudziła Gabriela za szybko. Chyba nigdy nie przestanie mi tu brakować zasłon i nigdy się tu nie wyśpię, pomyślał. Z łózka Teodozjusza do jego uszu doleciało jak zwykle senne narzekanie, że się już kręci. Chłopiec cichutko wstał, ubrał się i wyszedł z domu. Postanowił samotnie pospacerować po osadzie Murków. Szedł tak zamyślony, że nie zwracał uwagi w którym kierunku idzie. Nie był jeszcze poza osadą. Jak przejdzie następnym razem, Teo obiecał mu przejście do innych miejsc w świecie Murków. Mijał wiele domów, kątem oka nawet zarejestrował dom Starszego, szedł dalej nie wiedząc gdzie. Z daleka zamajaczył mu dach domu dziadka. To tylko spotęgowało jeszcze większe rozbicie. Tak wiele różnych myśli kłębiło mu się w głowie, że nie potrafił ich wszystkich ogarnąć. Rozbolała go głowa, znów czuł się rozdarty. Szedł dalej bez celu, ze spuszczona głową, trocha jakby czymś omamiony, zadumany. Teraz już tylko widział chodnik zbudowany z kamieni podobnych do tych ich kocich łbów. Przypomniał sobie jak na początku bardzo się na nim potykał, teraz jego stopy same wyczuwały nierówności kamieni, które już mu nie przeszkadzały. Jak łatwo się do wszystkiego przyzwyczaić, zatrzymał się na tej błahej myśli. Nagle zauważył, że chodnik się rozszerza coraz bardziej, podniósł wzrok i zobaczył Świątynie Murków. To chyba jakiś żart, dowcip losu czy fatum pomyślał. Z wielu miejsc do których mógł dojść, trafił właśnie tutaj. Z trudem otworzył wielkie drzwi i wszedł do środka. Czuł bardzo dziwne uczucie, trochę jakby go ściskało w dołku. Nie byli jeszcze w Świątyni z Teodozjuszem i wchodząc tu sam czuł uczucie leku i obaw czy powinien, czy jest to miejsce przeznaczone też dla człowieka. Jednak jeśli kroki skierowały go do tego miejsca to wiedział, że musi wejść do środka. Jego potrzeba przygód, oraz przeświadczenie, że to znów karma, bo dlaczego czuł takie omamienie zmysłów gdy szedł w tym kierunku, spowodowały, że nie zastanawiał się długo nad zrobieniem pierwszego kroku, a potem nogi już szły same, bez zastanowienia, czy mu wolno, czy powinien. Świątynia przypominała ich kościoły, również była potężna i wysoka. Jednak jak każda budowla w ich świecie od samego dołu do góry miała okna. Dach składał się z niezliczonej ilości trójkątów, aby ostro zakończyć się dachówką w kolorze czerwonym. Na oknach, jak w kościołach, znajdywały się witraże i ornamenty, ale delikatniejsze i najczęściej w złotym kolorze, aby przepuszczały światło. Od środka sprawiało to równie okazała wrażenie jak na zewnątrz. Świątynia posiadała nawę główną i dwie boczne, podzielane wzdłuż rzędami podpór z filarów i kolumn. W części głównej znajdowały się wielkie posągi Wiecznych. Gabriel naliczył ich pięć, Byli to mężczyźni i kobiety. U Murków nie było takiego podziału na płeć jak w świecie ludzi, u nich ważną role może odgrywać zarówno jedno czy drugie, zależy to od mocy jakie dadzą im Wieczni. Gabriel i Teodozjusz mieli kontakt ze Starszym, bo to on zajmował się sprawą Pieczęci i połączenia się ich światów, ale Gab wiedział, że Starszy wiele rzeczy konsultował z Murką, Starszą, z którą mieli oboje podobne zdanie na różne tematy związane z zarządzaniem ich światem. Samo określenie „Starszy”, „Starsza”, „Starszyzna” nie odnosiło się do ich wieku, bo na przykład Murka była dużo młodsza od Starszego, ale określało ich rangę.
W Świątyni można było znaleźć miejsca do oddawania czci Wiecznym oraz odosobnione do przemyśleń. Wszędzie stały ławki, na których można było usiąść, wszystko było wykonane z przepychem. Dookoła otaczała Gaba, jak zwykle u Murków feeria barw, jednak najczęściej dominował kolor różowozłoty. Gdy Gabriel wszedł do środka poczuł ten przepych i moc Wiecznych, poczuł się tak bardzo malutki i zależny od ich siły. Usiadł na ławce naprzeciwko posągów starając się zebrać myśli.
– Czy to Wy mnie tutaj przywiedliście? Czy to los skierował moje kroki tutaj? Czy to ja bezwiednie sam tu do was przyszedłem? – skierował głośno pytania do wielkich postaci Wiecznych – Bez względu na to, kto za to odpowiada, to i tak Wy będziecie milczeć, prawda? Nie jestem Murkiem, jestem człowiekiem, nie wiem nawet czy mnie słyszycie? Jednak jeśli daliście mi moc, to może jest to też miejsce dla mnie? Nie wiem gdzie mam się udać, aby zrozumieć swoje myśli i rozwiać swoje rozterki. Proszę pomóżcie mi poczuć tą moc, bym wiedział jak mam postępować i mógł postępować słusznie. Czasem wiem jak mam postąpić, co zrobić, myśleć, wierzyć, ale czasem czuję taki wielki ciężar na swoich barkach, że mam ochotę odejść, schować się przed tym. Bez względu na to czy będę Gabrysiem czy Gabrielem, tym już doroślejszym i dojrzalszym do tych zadań, które mi daliście bez pytania czy tego chcę, to ja ciągle mam ledwo piętnaście lat! Pomóżcie mi proszę.
Gabriel poczuł jak jego oczy robią się mokre, wylał w końcu z siebie wszystkie jego strachy, obawy, tą niepewność, która ukrywał na samym dnie duszy, nawet przed samym sobą. Oparł się o ławkę i przymknął oczy, chciał poczuć tą moc, wieź między nim i Wiecznymi, których duch powinien w tym miejscu się znajdować. Bo gdzie indziej ma się udać, aby poczuć się też „Murkiem”, jeśli nie tu. To tu powinny być byty wszystkich Wiecznych. Siedział tak dłuższą chwilę i nie wiedział w końcu czy przysnął i były to „senne zwidy”, urojenia, czy połączenie z siła Wiecznych, ale miał wrażenie jakby Wieczni w myślach odezwali się do niego, poczuł to, poczuł i tę moc, oraz to czego potrzebował, siłę w sobie i odwagę. I Wieczni przemówili do niego! W myślach słyszał ich głosy męskie i żeńskie, które opowiadały mu historię „Pieczęci”. Opowiadali, że nie mogli przejść obojętnie wobec takiego bólu rodzących i ich rodzin, ale to że w obu światach w tym samym czasie odbywały się oba tak trudne porody, nie było ich udziałem. Mówili, że widocznie w naszym Klanie te siły, które to spowodowały, że Wieczni odczuli ból ludzkiej kobiety, musiały drzemać i to one przywiodły wszystkich do obecnego stanu rzeczy. Poprzez Starszego, dając mu tą moc, dotknęliśmy Twojego prapradziadka, gdy wyraził na to zgodę i obydwoje dzieci od razu się urodziło, słyszał w głowie myśli Wiecznych. Daliśmy Wam Pieczęć ze świata literą „T”. Ale to, że rodziliście się zawsze tego samego dnia, że Ty i Teodozjusz urodziliście się w tej samej sekundzie, to już nie nasze siły miały na to wpływ. To tylko potwierdza Gabrielu, że moce Waszego Klanu spotęgowane przez nasze moce mają tą siłę jakiej światy potrzebują. Murkowie żyją blisko natury, Wasz gatunek odszedł od tego już dawno. Możliwe, że moce, które przypuszczalnie mieliście kiedyś, są i drzemią w was, jednak przez to jak odeszliście od nadprzyrodzonego świata, nie są w stanie się same przebudzić i widocznie potrzebowaliście do tego Nas. To, że Ty sam nie masz tej Pieczęci „T” mogło spowodować pewne komplikacje, którym jednak potrafiliśmy zapobiec i bardzo możliwe, że to te inne siły miały na to wpływ, bo Ty i Teodozjusz, twoja Pieczęć, jesteście bardzo mocno ze sobą związani. Nie posiadanie tej pieczęci powoli wyzwoliło w Tobie inne moce, dużo silniejsze i ważniejsze, które razem z pieczęcią „Herbaty”, jak go czasem nazywasz, sprawiają, że jesteś dużo silniejszy, niż reszta twojej rodziny. Gdy Cień został schwytany, to został uśpiony, zamknięty i ukryty w stworzonej dla niego klatce, ”Kuli ze Światła”, tak postanowiły wszystkie Byty, czyli tacy jak My z innych światów, gdyż wydawało się, że to My, Murkowie, mamy najwięcej siły na to, aby go utrzymać w zamknięciu, bo u nas Światło odgrywa największa rolę, jest najsilniejsze. Jednak siła Cienia, energią, którą wcześniej zebrał robiąc zło, sam lub poprzez jego żywicieli, była tak duża, że nie udało się nam go długo utrzymać w tej Kuli . Dlatego wezwaliśmy Twojego pradziadka. Teofil niestety nie miał tyle mocy, aby pomóc nam znów do uśpić i Potworowi udało się zrobić pęknięcie, którym bardzo wolno sączy się jego zło, cały czas dając mu energię. Widzimy jak powoli rozszerza swoje działanie na naszych obrzeżach, Murkowie zamieszkujące tamte tereny tracą swoje światło. Ty jesteś nasza nadzieją i kiedy poczujemy, że już jesteś gotowy do walki z Cieniem wezwiemy Ciebie. Idź, oddaj swojej matce ojca, on raczej nie jest tym który może walczyć z Cieniem, nie ma tej mocy. Zależy nam też aby „ktoś z Nas” był u Was, po drugiej stronie. Przekaż mu też nasze życzenie aby miał Cień, jego zło, na uwadze. Wiemy, że uda Ci się przeprowadzić go na drugą stronę, żyj po swojemu tam i żyj z nami tutaj, Tak może spełni się przepowiednia o Tym, który będąc z dwóch Światów pokona Cień. Gdy będziesz potrzebny wezwiemy Ciebie. Głosy pięciu Wiecznych w jego głowie umilkły.
Bez względu na to co spowodowało w nim te uczucia, czy głosy były omamem czy telepatycznym połączeniem jego z Wiecznymi, czuł się znów pewnie, poczuł się też jakoś po części Murkiem. Kontemplacja w świątyni pomogła mu.
Teraz bardziej czuł kim jest. Podziękował w duchu Wiecznym za pomoc w odnalezieniu siebie i wyszedł ze Świątyni. Szybkim i pewnym krokiem wrócił do domu Teodozjusza.
– Gdzie ty byłeś Gab, zacząłem się niepokoić, Nigdy sam nigdzie nie poszedłeś?
– Musiałam rozchodzić myśli i kroki zawiodły mnie do waszej Świątyni Wiecznych. Wchodząc miałem obawy czy jest to miejsce też dla mnie, ale w Świątyni poczułem się jakbym był jednym z was, oni przemówili do mnie, opowiedzieli mi wszystko, tak jak z Teofilem, poczułem z nimi to telepatyczne połączenie, już nie wiem czy to omamy, czy prawda, ale poczułem się przez to też Murkiem. To bardzo miłe uczucie, wiedząc że chcąc do was wracać, czuję tą wspólnotę.
– Tak Gab, dla mnie jesteś od dawana jednym z nas, a to, że rozmawiałeś z Wiecznymi potwierdza to, że i Murek z Ciebie. Musisz mi wszystko opowiedzieć.
– Ale ja tego nie czułem, chciałem być i tu i u siebie, ale nie czułem się ”Murkiem”, jeśli to rozumiesz, teraz czuje się jakby „namaszczony” i już mogę się tak czuć. Chodź, trzeba coś zjeść bo jestem nagle bardzo głodny i mamy tyle rzeczy do pozałatwiania. Dziś przechodzę z ojcem do swojego świata, do jednego ze swoich światów – poprawił się – Wieczni potwierdzili, że mi się uda!
Gdy chłopcy jedli śniadanie Gab opowiedział to wszystko co w myślach usłyszał od Wiecznych. Teodozjusz poczuł większy szacunek do przyjaciela, nie był to już tylko bliźniak od pieczęci, to co usłyszał potwierdzało że Gabriel ma większą, inną moc, że jest ważny a On, Tedozjusz jest jego bratem, poczuł się przez to też ważniejszy dla ich świata niż odczuwał to przedtem. Gdy zjedli pomogli rodzicom Teodozjusza w obejściu i po obiedzie pojechali do domu Teodora. Już z daleka widzieli chodzącego Tadeusza po podwórku tam i z powrotem. Gabriel zsiadł z kejta i podszedł do taty. Teodozjusz zaprowadził kejty do stajni i wszedł do domu.
– Gabryś ja nie dam rady, ciągle się boje, że narażę ciebie na niebezpieczeństwo.
– Nie bój się tato, ja z rana byłem w Świątyni Wiecznych poprosić ich o rade i pomoc. Usłyszałem ich tato. Wiesz, że jest ich aż pięć? Oni pomogli mi poczuć się Murkiem i zaakceptowali decyzje przeprowadzenia ciebie. Tylko pamiętaj trzymaj mnie mocno za rękę, bo musimy być złączeni, nie puść jej. Nie wiem ile pamiętasz z przejścia tu, ale może lepiej miej oczy zamknięte.
– To było straszne, podszedłem do ściany w gabinecie twojego dziadka, w ten róg, gdzie kiedyś, twój prapradziadek klęczał gdy rodził się Teofil i dotknąłem ją ręką. Poczułem taki chłód i ona jakby mnie wessała, prześlizgnęła się przeze mnie, taka zimna obślizgła, tak jakby coś rozstępowało się przede mną i zasklepiało zaraz za mną. Było strasznie ostre światło i wielka ciemność, potykałem się oślepiony co chwila. To był jakby jakiś tunel, który mnie wciągnął i w końcu wypluł w świecie Murków, Byłem szczęśliwy czując grunt pod nogami, stałem tak chyba dłuższą chwile czekając aż przestanie mi się kręcić w głowie, aż zobaczył mnie jakiś Murek i zaprowadził do Starszego, potem przyszedł twój dziadek.
– Teraz tato będzie łatwiej, bo nie będziesz sam, jest też Teodozjusz to nam pomoże, przejście będzie łatwiejsze. Zobaczysz jak mama się ucieszy.
– Nawet nie wyobrażasz sobie synku, jak już chciałbym ją zobaczyć. Minęło więcej niż pięć lat od mojego przejścia, nic tu po mnie, ja się nie nadaje do tego świata, masz rację powinienem wrócić. Wiesz, ja myślę, że moje moce są słabe, nawet nie wiem po co je mam.
– A właśnie, Wieczni proszą Ciebie, abyś był ich powiernikiem w naszym świecie i miał baczenie na wszelkie zło i na to co może u nas robić złego Cień. Wiesz, ja powoli myślę, że po śmierci Teofila, która na pewno stworzyła komplikacje w planach Bytów, wszystko się powoli składa się w całość, jak klocki domina. I każdy z nas ma swoją potrzebną do całości moc i jakieś zadanie do wykonania, Ty też tato. Zobacz dziadek zostanie tu, Ty wrócisz do naszego świata i będziesz miał moce tam, a ja będę łącznikiem i takim, co jest i tu i tam. W każdym ze światów zawsze będzie chociaż jeden z nas z mocami.
– Przekaz Wiecznym, że jestem dumny będąc ich powiernikiem w naszym świecie i będę miał na wszystko baczenie, i że dziękuję Im za to zadanie, teraz mniej będę się czuł tak bezużyteczny jak dotychczas. I jak tak to synu przedstawiasz, to rzeczywiście musze Ci przyznać rację, że ma to sens, widać tak miało być, że Teodor spotkał tu swoją drugą połówkę pomarańczy i tu zostaje, a ja mam wrócić do naszego świata, a Ty być tym po środku.
– Tak tato i nie jesteś bezużyteczny, widzisz masz ważne zadanie. Każdy z nas widać je ma i każdy inne.
Tadeusz obejmując syna ramieniem i wszedł razem z nim do domu Teodora. Chwile tam rozmawiali ze wszystkimi domownikami. Gabriel opowiedział swoje przeżycie w świątyni.
– To wielka łaska Gabrielu – powiedziała Kira – że Wieczni przekazali ci swoje poparcie i uznali Ciebie za jednego z nas, witaj w naszym świecie Murku.
Gabriel poczuł się miło zaskoczony słowami Kiry, nie wiedział, czy Larysa jej coś wspominała o ich powoli rodzących się uczuciach, ale na pewno te słowa dobrze im wróżą na przyszłość, jeśli takowa by miała być. Wcześniej bał się jej reakcji, gdyby kiedyś musieli to wyznać.
– To może teraz pojedziemy do Starszego, musimy mu powiedzieć, że dziś przechodzimy -powiedział Teodozjusz.
– Tak, powinniśmy się zbierać – odpowiedział Gabriel
– Może pojechałabym z wami – zapytała Larysa
– Dobry pomysł, jedz z nami – odparł Teo-
– To chodźmy do stajni po kejty – powiedział Gabriel.
Chłopiec był bardzo zadowolone z obrotu sprawy. Larysa wyszła pierwsza, on poszedł za nią, natomiast Teodozjusz jeszcze chwile rozmawiał z domownikami. Weszli razem do stajni. Dziewczyna zatrzymała się. Gabriel chwycił ją za rękę, przyciągną ja szybko do siebie i mocno przytulił. Czuł, że jej serce równie mocno bije co jego. Oboje zaczerwienili się, dziewczyna szybko cmoknęła go w policzek i dosunęła się od niego. Oblała go fala czułości, policzki jeszcze bardziej się zaczerwieniły, a miejsce pocałunku paliło, jakby to cudowne uczucie miało już zostać na zawsze.
– Pamiętaj o mnie Gabrielu – wyszeptała Larysa – i wracaj tutaj do nas.
-Zawsze będę o Tobie pamiętał, wrócę gdy tylko to będzie możliwe. Będziesz czekać na mnie? – zapytał drżącym głosem.
– Będę.
Z domu wyszedł Teodozjusz, więc oboje szybko zaczęli szykować swoje kejty do wyjazdu do Starszego.
– Co, jeszcze nie gotowi? – zapytał Teo – To co robiliście? – zaśmiał się
– Nie bądź taki ciekawski, szykuję kejta, widzisz chyba – ofuknął go Gabriel
– Widzę, widzę, mam tylko nadzieje, że skorzystaliście z chwili sam na sam, która wam dałem – przekomarzał się dalej Murek.
– Teodozjuszu, dorośnij – odparła Larysa czerwieniejąc.
– Właśnie dlatego, że dorosłem byłem tak łaskawy, aby chwile zostawić was samych, tylko chcę wiedzieć, czy pożegnaliście się jak trzeba, bo może nie być okazji – przekomarzał się dalej Teo.
– Tak, dziękujemy Ci o łaskawco, pożegnaliśmy się. – powiedział Gabriel patrząc na Larysę, dziewczyna miała smutna minę.
– Nie bój się, przypilnuję aby bezpiecznie przeszedł oraz aby tu wrócił – odparł Teodozjusz – mnie się nie pozbędzie, będę go często nawiedzał.
Cała trójka wyprowadziła kejty ze stajni i pojechała pod dom starszego. Zaprowadzili zwierzęta do jego stajni i przywiązali kantary. Starszy wyszedł aby ich przywitać, następnie weszli do domu i usiedli przy stole.
– Dziś wracam do swojego świata, zabieram ze sobą tatę, przejdziemy razem – powiedział Gabriel – byłem dziś rano w Świątyni Wiecznych, musiałam parę spraw przemyśleć i kroki same mnie do niej zaprowadziły. Poprosiłem Ich o pomoc, pewność podjętych decyzji i określenie przynależności do was lub nie i poczułem jakbym był jednym z was, poczułem się Murkiem. Wieczni zgadzają się na przeprowadzenie taty do mojego świata i cieszą się na moje powroty tutaj. Mają też dla ojca zadanie w naszym świecie, aby zwracał uwagę na zło i na Cień u nas i w razie czego o tym poinformował.
– Gabrielu, to że szukałeś pomocy oraz rady u Wiecznych, to już dowodzi, że jesteś w jakiś sposób jednym z nas. Witam ciebie jako Murka w naszym świecie i smutno mi, że jest to też dzień pożegnania. Całkowicie zgadzam się z twoimi decyzjami, myślę, że powrót Tadeusza do waszego świata, to najlepsze co dla niego można zrobić, a to, że Wieczni za tym obstają dając mu zadanie u Was, potwierdza, że tak ma być i powinno się udać. A ty wracaj do nas i do swojego dziadka kiedy tylko będziesz czuł potrzebę.
– Dziękuje za te słowa, będziemy się żegnać, powoli czas zbierać się stąd, życzę Łaski Wiecznych.
Starszy pożegnał się z młodzieżą. Cala trójka pojechałam pod dom Larysy, a następnie Teo i Gab udali się do domu Teodozjusza. W stajni oporządzili swoje kejty.
– Mam nadzieje, że będziesz dbał o Aresa do mojego powrotu? – zapytał Gabriel
– Oczywiście, jak o swojego, postaram się też czasem wziąć go na przejażdżkę, aby się nie zastał.
– Dziękuję Ci.
– Chodźmy do domu, trzeba wszystko pozałatwiać, pożegnasz moich rodziców, bo zbliża się pora do przejścia.
– Tak, czuję, że moja mama tam już czeka na nas.
Gabriel ostatni raz ogarnął wzrokiem pokój Teodozjusza. Spędził w nim zaledwie kilkanaście dni, ale miał wrażenie, jakby przeżył tu jakieś inne, swoje życie.
– Nie martw się, dopóki będziesz tego chciał, wygląd tego pokoju się nie zmieni, to łóżko będzie czekać na ciebie przyjacielu – powiedział Teodozjusz.
– Dziękuję Herbata, jestem gotowy – odpowiedział Gab – chodźmy pożegnać twoich rodziców, ja pożegnam się z Aresem i idziemy po mojego tatę.
Gabriel podziękował rodzicom Teodozjusza za gościnę, był bardzo wdzięczny, że został przyjęły tak ciepło, do tego oferowano mu ją również po powrocie, czuł tu swoje miejsce. Następnie poszedł do stajni, wziął szczotkę i wyczesał na pożegnanie swojego kejta. Przypomniał sobie dzień kiedy pierwszy raz go zobaczyła, takiego wielkiego, dumnego i okazałego, i jak się jego wtedy bał. Teraz czuł się z nim mocno związany, to co mówią Murkowie o więzi między jeźdźcem a kejtem, to wszystko prawda, wiedział że będzie mu tego brakowało. Ares na pożegnanie cicho zarżał, jakby czuł, czy wiedział, że Gabriela nie będzie, chłopiec mocno przytulił się do zwierzęcia.
– Czekaj tu na mnie przyjacielu, wrócę do ciebie Ares, Ares, Ares.
Jak za pierwszym razem wymówił jego imię parę razy, aby kejt zapamiętał jego głos. Łzy pociekły mu po policzku. Nie spodziewał się, że będzie czuł tyle emocji związanych z opuszczeniem świata Murków. Wyszedł ze stajni i podszedł do Teo.
– Jestem gotowy. Chodźmy do domu dziadka – powiedział.
Chłopcy pierwszy raz od przejścia Gabriela nie pojechali na kejtach, dlatego droga im się dłużyła. Gab przyglądał się temu światu, ciągle jeszcze zaskakiwała go mnogość barw, jaka go dookoła otaczała. Z daleka, jak zawsze, zobaczył niebiesko-błękitne drzewo na podwórku Teodora, oraz wszystkich domowników przy stole. Serce zabiło mu mocnej, jak wtedy gdy zobaczył ich pierwszy raz.
– Jak to miło z waszej strony, że wszyscy czekacie na nas – powiedział.
– To dla nas ważna chwila, synu – odpowiedział dziadek – ty kiedyś tu wrócisz, ale Tadeusza może już nie zobaczę.
– Niezbadane są plany Wiecznych dziadku, teraz już wierzę, że wszystko się może wydarzyć. Nic nie jest takie jak się nam wydawało, że jest. Pewne staje się niepewne, a niepewne zaś pewnym.
– Od kiedy z Ciebie jest taki filozof?
– Od kiedy stałem się nie tylko człowiekiem, ale i Murkiem, dziadku – zażartował Gab – jestem teraz CzłekoMurkiem. A winę za to ponosi ten skrobacz paznokci po ścianach.
– A może MurkoCzłekiem – zaśmiał się Teodozjusz.
– Tego właśnie jeszcze nie wiem Teo, może to czas pokaże.
Porozmawiali jeszcze chwile o różnych rzeczach, słońce zaczęło się chylić ku zachodowi, zbliżała się pora powrotu do świata ludzi. Gabriel zaczął się żegnać ze wszystkimi po kolei.
– Do zobaczenia dziadku, będę za tobą tęsknił, znów będę wieczorami siedział i gadał z twoim portretem – zaśmiał się – nigdy nie myślałem , że będę mógł ci to powiedzieć.
Obaj uściskali się mocno. Gdy dziadek i Kira żegnali się z Tadeuszem Gabriel podszedł do Larysy i mocno chwycił jej rękę.
– Będę tam o tobie pamiętać Lara.
– A ja będę pamiętać Ciebie tutaj – odpowiedziała Larysa i szybko, gdy wydawało się jej, że nikt nie patrzy przelotnie cmoknęła Gabriela znów w policzek – to na zwiększenie pamięci. Serce Gabriela zabiło mocnej i już chociażby z powodu Lary wiedział, że będzie wracał tu nie jeden raz.
Zanim odeszli dziadek podszedł jeszcze raz do Gaba i uściskał go
– Widzę, że będziesz tu częściej wracał – powiedział mu cicho do ucha skinieniem głowy wskazując na córkę Kiry – cieszę się, mam teraz pewność, że znów ciebie zobaczę – zaśmiał się. Gab zaczerwienił się cały na twarzy.
– Jeszcze raz do zobaczenia dziadku – szybko odpowiedział.
Idąc do świątyni cała trójka rozmawiała o tym jak może wyglądać przejście, oraz co ich czeka po drugiej stronie, dlatego nawet nie zauważyli, że byli już przy Portalu. Tadeusz oparł się o ścianę świątyni, czuł się cały rozdygotany, drżały mu ręce.
– Spokojnie tato, wszystko będzie dobrze, jestem pewien, że mama czeka na nas po drugiej stronie. Pamiętaj trzymaj mnie mocna za rękę, nie puść jej! Tylko to się teraz liczy, ty i ja trzymamy się za ręce, ja chwytam za rękę Teodozjusza i przechodzimy. Jesteś gotowy?
– Tak synu, wracajmy do domu.
Gabriel chwycił mocno za rękę Tadeusza i Teodozjusza. Czuł, że całej trójce mocno biją serca, każdy z nich miał przyspieszony puls i oddech. Syn i ojciec mieli przejść dopiero drugi raz, natomiast Murek nigdy nie przechodził z dwiema osobami na raz, czuł strach już wtedy gdy przechodził z Gabem, teraz czuł jeszcze większą odpowiedzialność.
– Jesteście gotowi? – spytał – pamiętajcie, trzymajcie się blisko siebie i blisko mnie, tak abyśmy byli jakby jedna całością, rozumiecie? To bardzo ważne i może zamknijcie oczy.
– Rozumiem, jestem gotowy – odpowiedział Tadeusz
– Tak Teo, przechodzimy – potwierdził Gab
Teodozjusz wstrzymał oddech i przyłożył dłoń do Portalu. Dzięki temu Portal otworzył się. Ruszył do przodu ciągnąc za sobą Gabriela i Tadeusza. Poczuli chłód, który wessał ich do środka, oraz prześlizgującą się po ich ciałach materię, która rozstępowała się przed nimi, taka obślizgła i coraz bardziej zimna. Oblepiała ich, wślizgiwała się do uszu, nosa. Gabriel i Tadeusz potykali się co chwile próbując nie otwierać oczu i ust, próbując oddychać mimo zapchanych nozdrzy. Potem zaczęli przechodzić przez świetlny tunel, co rusz śmigały jakieś cienie rozdzielające inne tunele. Czuli światło i mrok, i znów światło i mrok, poza światłem nie było nic, tylko próżnia. Musieli otworzyć oczy stąpając ostrożnie, próbując stanąć na migoczącym świetle, aby nie trafić w pustkę. Gabriel znów zobaczył jak ściany i podłoga zaczynają wirować tworząc spiralę od mniejszych kół do większych, a Twór wysunął swoją mackę, dłoń i dotknął go, jednak nie zasyczał, nie odskoczył, jakby „patrzył” na niego, a następnie spiralami zaczął się oddalać i stał się ścianami i podłogą. Teo znów mocno pociągnął ich do przodu, zamknęli oczy i znów poczuli tą zimną, obślizgłą materię prześlizgującą się po ich ciałach, następnie poczuli dobrze znany im chłód, świadczący o końcu podróży i nagle coś twardego pod stopami, oraz ciemność, nie było już światła. Tadeusz i Gabriel otworzyli oczy, stali w pokoju dziadka, na fotelu drzemała Barbara.
– Udało się, tato udało się – powiedział Gab
Tadeusz stał oniemiały.
– Tak, udało się przyjacielu – powiedział Teodozjusz – do jutra, przejdę jak zwykle zobaczyć co u ciebie słychać, jak znajdziesz czas to ja tu będę czekał. Do widzenia – skierował wzrok na Tadeusza i chyba pierwszy raz spojrzał na niego bez tego poczucia winy.
– Dziękuję Ci za wszystko – Tadeusz mocno uściskał Murka – dziękuję.
– Dziękuję Ci Herbata, będę tu jutro, do zobaczenia, idę przywitać się z mamą.
Murek przeszedł z powrotem do swojego świata zostawiając przyjaciół po drugiej stronie. Pod portalem stała Larysa.
– Wszystko dobrze ?- spytała – udało się?
– Tak, Gab i Tadeusz są w swoim świecie.
– To dobrze, martwiłam się, bo to twój debiut w przechodzeniu z taka ilością osób.
– Też się bałem, nic nie mówiłem Gabrielowi, aby jeszcze on się nie martwił, ale jednak daliśmy radę, razem naprawdę jesteśmy mocni.
– Cieszę się, chodź, wracamy do domu.
W świecie ludzi, ojciec i syn stali jeszcze przez chwilę zszokowani sytuacją, nie mogli uwierzyć, że stali w tym pokoju cali i zdrowi, a na fotelu spała ich mama i żona. Obaj podeszli powoli do fotela, Tadeusz delikatnie położył rękę na jej ramieniu. Barbara od razu otworzyła oczy, zamrugała kilka razy, aby upewnić się, że to co jej zdaniem widzi w mroku to nie omamy, czy może sen, ale prawdziwa rzeczywistość, Byli tu obaj, byli! Szybko zerwała się z fotela i zaświeciła światło. Tak dawno nie widziany blask światła elektrycznego oślepił na chwilę mężczyzn. Gabriel szybciej mógł spojrzeć na matkę, która obejmowała już ich obu ze łzami w oczach. Tadeuszowi zajęło to dłuższą chwilę, szczególnie że jemu łzy utrudniały możliwość spojrzenia na żonę.
– Jestem Barbaro, wróciłem. To dzięki Gabrielowi, ale też dzięki tobie, bo go tam puściłaś. Tak za tobą tęskniłem.
– Tadeuszu – tylko tyle mogła powiedzieć Barbara, łzy szczęścia nie dały jej wydobyć z siebie nic więcej.
– Jesteśmy mamo. Teraz już wszystko będzie dobrze. Już nigdy nie zostaniesz sama. Udało mi się przeprowadzić tatę do ciebie, abyś już nigdy więcej nie czuła takiej samotności co teraz.
– Gabrysiu, czy to znaczy, że będziesz tam wracał? – spytała
– Tak mamo, jutro ci wszystko opowiem, ale nie martw się, już nie musisz.
