MURKI ROZDZIAŁ 7 – Powrót.

Gabriel otworzył oczy, przez sekundę musiał sobie przypomnieć gdzie jest. Była jeszcze wczesna godzina, okna w pokoju były zasłonięte grubymi zasłonami, przez które nie docierało słońce. W końcu nie będę się budził skoro świt, pomyślał. Przekręcił się na drugi bok i ponownie zasnął. Gdy znów otworzył oczy z kuchni dolatywały wesołe odgłosy rozmów Tadeusza i Barbary. Gabriel nie pamiętał kiedy słyszał tyle radości w głosie mamy. Wstał, ubrał się, pościelił swoje łóżko, tego nauczył się u Teodozjusza i poszedł do kuchni. Mama promieniała, robiła omlet. Tata ubrany w koszulę i spodnie siedział przy stole, teraz wydawał mu się bliższy wspomnieniom, jakie o nim pamiętał.

– Późno wstałeś syku – powiedziała mama – czekaliśmy na ciebie, zaraz będzie śniadanie.

Gabriel spojrzał na zegarek, była prawie jedenasta, już dawno nie spał tak długo.

– A ty mamo nie w pracy?

– Wzięłam wolne, w końcu nieczęsto mąż wraca z zaświatów – zaśmiała się, nałożyła śniadanie na talerze – jedzmy, smacznego. Parę dni temu byli tu twoi przyjaciele, pytali czy już wróciłeś – zwróciła się ponownie do syna.

– To chyba zaraz pojadę się z nimi zobaczyć.

Gabriel jadł śniadanie z obojgiem rodziców pierwszy raz do prawie sześciu lat. Jeszcze niedawno nie wyobrażał sobie, aby to było możliwe, dziś oboje siedzieli przy stole i przekomarzali się. Już z tego powodu warto było poznać świat Murków, pomyślał.

– Dziękuję bardzo, było smaczne, tęskniłem za twoja kuchnią mamo.

– Cieszę się synku, szczególnie, że mogliśmy je zjeść razem. To taka radość mieć was z powrotem.

– Nie wiem jaki był Gabriel przed przejściem do Murków, tyle lat mi z wami umknęło, ale to już nie synek, Basiu. Z niego tam był już bardziej mężczyzna.

– Dla mnie to zawsze będzie synek – zaśmiała się Barbara i pocałowała Gabriela w głowę, a następnie cmoknęła męża w policzek – jeszcze nie mogę uwierzyć, że mam was tu obu.

Gabriel odłożył talerz do zlewozmywaka, to jeszcze jedna czynność, której nauczył się i poszedł po rower, aby pojechać do Krzyska i Ani. Tak, dorosłem, zmieniłem się i to bardzo pomyślał. Nawet takie proste czynności jak ścielenie łóżka, czy sprzątnięcie ze stołu swoich naczyń uwydatniało te zmiany. Jednak po powrocie tutaj zauważał w sobie dużo innych zmian. Tata dobrze to ujął, już chyba w ogóle nie jest chłopce. Podszedł do roweru i zamyślił się ponownie, nie jechał na nim z trzy tygodnie, a czuł jakby minęła wieczność. Chyba jeszcze potrafię, zaśmiał się w duchu, to chyba łatwiejsze niż jazda na kejcie. Powoli ruszył nabierając coraz bardziej rozpędu, szło mu nawet lepiej niż wcześniej. Szybko dotarł pod dom Krzyśka, zsiadł i podszedł pod drzwi aby zadzwonić, otworzyła mu mama kolegi.

– Dzień dobry, czy jest może Krzyś – spytał

– Jest, zaraz go zawołam.

– Krzysztof, Gabriel przyszedł do ciebie – słychać była z daleka w mieszkaniu.

– Gab wrócił? Dziękuję mamo, to ja wychodzę.

Przyjaciel wyskoczył prawie biegiem przed dom, uradowany z powrotu kolegi.

– No, nareszcie jesteś – zawołał – ile można się samemu nudzić w tym mieście.

– Tak, wróciłem wczoraj wieczorem. Mama mówiła, że Ania tez wróciła.

– Tak, wróciła, ucieszy się z twojego widoku, ma już dosyć tylko mojego towarzystwa – zaśmiał się Krzyś.

Krzysztof wziął rower i oboje podjechali pod dom przyjaciółki. Gabriel nacisnął dzwonek, chwilkę czekali następnie w drzwiach stanęła Ania.

– Gabriel – krzyknęła bardzo uradowana – fajnie, że już jesteś.

– A z mojego widoku się nie cieszysz? Nie ucieszyłaś się aż tak jak wróciłem – przekomarzał się Krzyś.

– Ciebie widziałam wczoraj – zaśmiała się trochę speszona- a Gaba nie wiedziałam wiele dni.

Gabriela bardzo ucieszyło przywitanie Ani. Nigdy nie zauważył różnicy w podejściu dziewczyny do ich obu, a teraz ją poczuł. A może jednak, to tylko późniejszy powrót?

-To idę po rower – powiedział Ania, jej kucyk znów tańczył przy każdym jej kroku w prawo i w lewo, wywołując na policzku chłopca jak wcześnie rumieniec – gdzie jedziemy? – spytała

– Macie ochotę na lody? Dawno nie jadłem – spytał Gab

– To wujek mieszka na odludziu? – spytała zaskoczona

– Jakoś tak wyszło, dużo zajęć mieliśmy – skłamał Gabriel i znów się zarumienił, nie wiedział, że tak trudno będzie mu utrzymać w tajemnicy to co przeżył u Murków.

Cała trójka wsiadła na rower aby pojechać na rynek do lodziarni, gdzie Gabriel kupił po lodzie dla każdego, następnie usiedli na ławce, aby je zjeść.

– Jak ja tęskniłem za tymi lodami – westchnął Gab – dla nich warto było wrócić – szybko dokończył myśl kierując ją na inne tory – jak dobrze być w domu.

– To co robiłeś u wujka tyle czasu, poza tym, że nie jadłeś lodów? – spytał Krzyś

– A nic ciekawego – zająknął się Gabriel – ciągał mnie wszędzie ze sobą, strzelałem, jeździłem konno – postanowił, że najlepiej będzie jeśli prawda tylko troszeczkę będzie rozmijała się z rzeczywistością – ale było naprawdę fajnie, tylko tych lodów mi brakowało – zażartował.

Przyjaciele ofuknęli go.

– No dobra lodów i was. A jak wam zleciały te dwa tygodnie wakacji.

– Bardzo fajnie- odpowiedział Krzysztof – ale trochę męczące, było dużo łażenia po górach.

– Za to ja wylegiwałam się na plaży, pogoda nam dopisała prawie cały wyjazd – powiedziała Ania

– Dlatego tacy opaleni jesteście – zaśmiał się Gab.

– A ty wyglądasz jakbyś cały ten czas przesiedział w murach – odparł Krzyś

– Jakoś w tym czasie u wujka nie było pogody – powiedział szybko Gabriel, wiedział, że może powinien zapytać o więcej szczegółów na temat ich wakacji, ale bał się, że pytania wywołają lawinę kolejnych zapytań do niego, dlatego przemilczał już ten temat.

– A może przejedziemy się pod Basztę, a po drodze zahaczymy o kawiarenkę z szafą grającą? Mają tam takie dobre te rurki z kremem i pączki  – zaproponował – to naprawdę fajne miejsce.

Gabriel jakoś zatęsknił za deserami, których mu u Murków trochę brakowało. Przyjaciele  zgodzili się, podjechali pod kawiarenkę, zostawili rowery oparte o ścianę lokalu i weszli kupić słodkości. Ktoś właśnie wykupił „Rock Around The Clock” – Bill Haley i His Comets.

– Bardzo podoba mi się ta nowa muzyka – powiedziała Ania.

– Tak, rock and rolla jest świetny – przytaknął Gab

– A słyszeliście „Hound Dog” Elvisa Presleya? – powiedział Krzyś – może można ją tutaj wykupić, chodźcie zobaczymy.

Cała trójka podeszła do szafy grającej  Wurlitzer 1015 w której znajdowały się 24 płyty z piosenkami i zaczęli szukać wymienionej pozycji.

– O, jest – zawołał Gab – numer 13.

Wrzucił monetę i nacisnął na trzynastkę, maszyna wysunęła obręcz z płytą winylowa z wykupionym numerem, umieściła płytę na talerzu, który podjechał do góry i zaczęła odtwarzać muzykę. Chłopcy tupali nogami jedząc rurki z kremem, Ania kiwała głową do taktu muzyki. Gabriel zapatrzył się na dziewczynę. Jej kucyk jak zawsze tańczył z każdym jej ruchem.

– Numer 7 jest fajna – powiedziała Ania, gdy skończyła się poprzednia muzyka.

Wybrała wymieniona cyfrę i z głośników poleciał „Earth Angel” – The Penguins.

– O jest Frank Sinatra – „Jingle Bells”, to teraz moja kolej powiedział Krzyś wybierając nr 5.

– A moja mama uwielbia utwór, Rosemary Clooney – „Mambo Italiano” – powiedział Gab wyszukał piosenkę i wybierał płytę nr 24.

W rogu kawiarenki starsza młodzież tańczyła do wybieranej muzyki, śmiejąc się głośno.

– Jak dorośniemy też będziemy tu przychodzić tańczyć w trójkę, dobrze ? Co wy na to?

– Obiecujemy – przytaknęli obaj chłopcy.

Gabriel pomyślał, że ten spokój, ta cisza u Murków ma swój urok, ale muzyki jednak mu brakowało. Brak elektryczności ciągnie za sobą brak takich fajnych wynalazków jak radio, gramofon, czy szafy grające. Kejty były dobrymi przyjaciółmi, ale samochodów nic nie zastąpi. A na przykład telefon to bardzo dobry wynalazek umożliwiający przesyłanie i odbiór dźwięków na odległość. Bez niego komunikacja, przekazywanie ważnych informacji, czy po prostu rozmowa na odległość byłaby niemożliwa. To są nasze cuda techniki polepszające standard życia, pomyślał. Może oni są bliżej natury, ale my mamy nasz rozwój technologiczny, który je  ułatwia. Chyba do końca nie jestem jak dziadek, zaczął się zastanawiać, a może to fakt, że ja rosłem razem z tym rozwojem, bo jednak wielu rzeczy z tego świata by mi brakowało.

Cała trójka wyszła z kawiarenki rozśpiewana, w wyśmienitym nastroju. Wsiedli na rowery i podjechali pod Basztę, oparli rowery o stare mury, i usiedli na ławeczce.

– To niesamowite, taki kawał historii – powiedział Gabriel – jak czas szybko leci i wszystko się zmienia. Pomyślcie, teraz siedzimy tutaj, bezpieczni opierając się o te stare mury, a one kiedyś chroniły mieszkańców przed wrogami.

– Ale jak nasze miasteczko przez ten czas się rozrosło, zobaczcie ile jest go za murami. To tak jakby kawał starej historii nowe wzięło w podsiadanie – powiedział Krzyś

 – Może zrobimy zawody? Ania tutaj poczeka i sprawdzi który pierwszy przyjedzie, a my pojedziemy, każdy w inna stronę do końca murów i tu będzie meta?- zaproponował Gab.

– Bardzo fajny pomysł – przytaknął Krzyś – to ja jadę w prawo, ty w lewo. czy odwrotnie?

– Zrobimy losowanie aby było uczciwie – zaproponowała Ania – księżniczka przygotuje losy, a giermkowie wybiorą – schyliła się i podniosła gałązkę z ziemi – giermkowie proszeni są o odwrócenie się – przełamała gałązkę na dwa kawałki, jeden krótszy a drugi dłuższy i oba schowała w dłoniach – pomysł był Gabriela, a więc to on wybiera pierwszy – zdecydowała -krótsza w prawo, dłuższa w lewo.

Gabriel wyciągnął gałązkę, następnie Krzyś.

– Moja jest dłuższa, więc jadę w lewo – powiedział – a Gab w prawo. A jaka będzie nagroda?

– Przegrany stawia lody – odpowiedział Gabriel

– Ty rzeczywiście się za nimi stęskniłeś – zaśmiał się Krzyś

– W nagrodę przegrany stawia wszystkim lody a wygrany będzie mógł pocałować księżniczkę w policzek – powiedziała Ania

– Zgadzam się na takie rozwiązanie – zażartował Krzyś – to zbieraj się Gab, w drogę, bo to ja wygram.

Gabriel pojechał na rowerze w prawo, Krzyś w lewo. Nie było łatwo się śpieszyć, gdyż miejsce to odwiedzało dużo mieszkańców. Trzeba było ich wymijać, uważać na dzieci i psy. Gab starał się jak najszybciej dojechać na koniec muru pod kościołem. Po drugiej stronie zobaczył Krzysztofa, który też dojechał do końca muru po drugiej stronie. Obaj szybko zawrócili i skierowali się w drogę powrotną. Gabrielowi wydawało się, że prowadzi, jazda na kejcie wzmogła u niego równowagę i szybkość, jednak dziecko bawiące się z psem, które o mało nie wpadło mu pod koła, zmusiło go do zatrzymania się. Zobaczył, że Krzysiek go wyprzedza. Wiedział, że przegra, a bardzo chciałby postawić te lody, choć szczerze to na tej drugiej nagrodzie mu bardziej zależało. Kątem oka jednak zobaczył, że Krzyś stoi, koło niego nie było nikogo. Gabriel przyspieszył, dojeżdżając pierwszy do ławeczki na której siedziała księżniczka Ania, Krzyś dojechał parę sekund później. Ania wstała z ławki i podeszła do nich.

– Zwyciężyłeś giermku Gabrielu, oto twoja nagrodo, możesz złożyć pocałunek na policzku swojej księżniczki, a ty giermku Krzysztofie wysupłaj złoto z sakiewki na lody – zaśmiała się i podeszła bliżej do Gabriela. Chłopiec niezdarnie cmoknął Anię w policzek rumieniąc się cały, czuł że Krzysztof zatrzymał się i dał mu wygrać, a to znaczyło, że on już wie co Gab chyba czuje do przyjaciółki. A może zauważył to dziecko, co mu o mało nie wpadło pod koła, i chciał postąpić fair play?

– To teraz giermkowie jedziemy na lody – powiedziała Ania uśmiechając się lekko zaczerwieniona do Gabriela. Chłopiec poczuł, że ten uśmiech skierowany tylko do niego ma duże znaczenia, zaczerwienił się jeszcze bardziej, dobrze że Krzyś był już z przodu i tego nie widział. Ania została pod lodziarnią pilnując rowerów a Krzyś i Gab poszli kupić lody.

– Czy ty dałeś mi wygrać? – spytał Gabriel

– Nie mogłem pozwolić, abyś dwa razy płacił za lody, mam swój honor – zażartował Krzyś – a ten pocałunek chyba był i tak dla ciebie – powiedział ciszej. A więc jednak wiedział. Gabryś odruchowo odwrócił się w kierunku Ani. Dziewczyna patrzyła właśnie na niego, serce tłukło się w piersi chłopca,  Ania szybko odwróciła wzrok.

– Bierz lody – ofuknął go przyjaciel – ja wezmę lody Ani, bo jeszcze upuścisz – podszedł i podał lody dziewczynie – oto część daniny moja pani – zażartował.

Przyjaciele zjedli lody i pojechali pod dom Ani.

– Do jutra chłopaki, to był fajny dzień – pożegnała się

Koledzy pożegnali się i Gab ruszył do domu. Przyjaciółka miała rację, pomyślał, to był na prawdę fajny dzień. Tyle rzeczy by mu brakowało, gdyby został tylko u Murków. Jednak oba światy mają dużo różnic, których by mu brakowało, pomyślał. A Ania? Czy rzeczywiście traktuje go inaczej niż Krzyśka, czy sobie wmawia? Ledwo wrócił ze świata Murków uporządkowując sobie wszystko i już znów ma o czym myśleć. Wcześniej nie zauważył jakiejkolwiek reakcji u Ani, więc pewnie to było tylko to, że się trochę nie widzieli, zaczął się zastanawiać, ale i tak uśmiech rozświetlił jego twarz, uradowany podjechał pod dom. Wchodzą do środka usłyszał wesołe rozmowy rodziców dobiegające z salony. Oboje siedzieli na sofie pijąc kawę i rozmawiając, w tle jak zawsze cicho grało radio.

– Mamo, tato, wróciłem – zawołał.

– Dobrze, że już jesteś. Obiad ci trochę przestygł. Jesteś głodny? Nabiorę ci.

– Tak mamo, chętnie zjem, ale siedź, nabiorę sobie sam, dziękuję.

– Nasz syn rzeczywiście dorósł – zażartowała mama – chyba warto było wysłać go do tych Murków

– Słyszałem mamo – zaśmiał się Gab

Gabriel zjadł późny obiad i poszedł na górę do gabinetu dziadka, uśmiechnął się na widok jego portretu, cały dziadek, pomyślał. Wziął książkę pozostawioną przez niego na biurku i usiadł wygodnie w wielkim fotelu, nogi opierając jak zawsze o podnóżek. Otworzył książkę próbując się skupić na czytaniu. Jednak wzrok ciągle błądził po pokoju, odrywając myśli od przeczytał słów. Przypomniał sobie jak się bał, raptem parę miesięcy temu, gdy na swoje urodziny pierwszy raz usłyszał Teodozjusza. Jak tu zawsze przychodził i rozmawiał z portretem dziadka, tęskniąc za nim i za swoim tatą. Jak wiele w tak krótkim czasie się zmieniło. Tata siedział w salonie i rozmawiał z mamą, która teraz już nie będzie samotna, gdy on przejdzie do Murków. Z dziadkiem będzie mógł porozmawiać, gdy tylko zdecyduje się do nich przejść. A ta istota, o której wcześniej nawet nie wiedział, i której po swoich urodzinach się tak bał, stała się jego najbliższym przyjacielem. Myśli odpłynęły, nie był w stanie czytać, odłożył lekturę z powrotem na biurko. Powinien czuć się spełniony, jednak nie wiedząc czemu czuł jakieś dysonans. Na dworze zaczęło szarzeć, zbliżała się dobrze znana i wyczekiwana godzina. Odgłosy, których się wcześniej tak lękał, stały się dla niego powszednie, niezauważalne, acz wyczekiwane. Gabriel siedział zamyślony w fotelu, aż do momentu gdy siedzący pod ścianą Murek nie odchrząknął.

– Cześć Herbata – Gab ucieszył się na jego widok – czują się jakbym bardzo dawno ciebie nie widział, to takie dziwne uczucie być teraz tutaj. Myślę, że w przejściach chyba najtrudniejsze będzie odnaleźć się w nowym miejscu.

– Chyba, że z czasem nabierzesz wprawy w dostosowaniu się do takich zmian.

– Całkiem możliwe, a co u dziadka? To też takie dziwne uczucie siedzieć, patrzeć na jego portret i wiedzieć, że gdzieś tam, za murem jest i żyje w waszym świecie.

– Wszystko dobrze, też mi właśnie mówił to samo, że dziwnie mu jest wiedząc, że jesteście z tatą po drugiej stronie muru i że już czeka aż przejdziesz.

– Tak, życie nas wszystkich się zmieniło.

– U Larysy też wszystko dobrze, czekała na mnie już wczoraj pod portalem, niepokojąc się czy wszystko się udało – zaśmiał się Teo – pomyślałam, że chcesz wiedzieć.

Gabriel się lekko zaczerwienił, dobrze że w pokoju panował półmrok, więc Murek tego nie widział.

– Tak, dziękuje bardzo, przekaż im, że ja tez za nimi tęsknię, Larysie też – odpowiedział

Czy to już będzie mój permanentny stan, że non stop będę się czerwienić, pomyślał, czy z wiekiem to mnie.

– A twoi przyjaciele wrócili już z wakacji?

– Tak, już parę dni wcześniej. Widziałem się dziś z nimi. Było bardzo miło, choć na początku trochę trudności sprawiało mi brak Aresa i zamiana go na rower, oraz nie opowiedzenie im o moich przeżyciach. Musiałam skłamać, że byłem u wujka Filipa.

– Pod tym względem u nas ci będzie łatwiej, nie będziesz musiał ukrywać swojego życia tutaj.

– To fakt, pewnie się do tego kiedyś przyzwyczaję, spowszednieje mi to, ale teraz chciałoby się im wszystko opowiedzieć o tych prawie trzech tygodniach u Was.

– Niestety ludzie w większości nie maja otwartego umysłu na takie opowieści.

-Wiem, dlatego nic nikomu nie mówię, wzięli by mnie pewnie za chorego na umyśle.

– No i zamknęli w tych waszych specjalnych budynkach dla takich, a tam może nie było by portalu, aby ciebie zabrać – zaśmiał się Teo

– To szpital psychiatryczny, nie chciałbym się tam znaleźć.

– To musisz się pilnować. A jak ci zleciał ten pierwszy dzień po powrocie.

– Było bardzo fajnie. Obudziłem się już o tej porze, co zawsze u Was i pomyślałem jak miło, że są zasłony, przysnąłem jeszcze. Gdy wstałem to rodzicie jedli śniadanie, byli tacy szczęśliwi, ja również zjadłem z nimi. Po śniadaniu pojechałem do przyjaciół i razem pojechaliśmy na lody. A potem do kawiarni z szafa grającą i potem pod Basztę i wzdłuż murów obronnych zrobiliśmy zawody, Ania wymyśliła losowanie, który z nas pojedzie w którą stronę, aby było uczciwie i nagrodę za wygraną.

– „Lody” co to jest?

– O, jest coś o czym w naszym świecie nie słyszałeś, lody to taki zamrożony deser, który robi się z produktów mlecznych z różnymi dodatkami, owoców czy czekolady na przykład, aby były w różnych smakach. Jutro postaram się załatwić nam na wieczór, zobaczysz jakie to dobre.

– A ta Baszta i te mury obronne to takie jak czytałem w waszych książkach, element fortyfikacji do obrony miasta, tak?

– Tak, ale to zabytki, stare budowle z wcześniejszych czasów, teraz już u nas się takich nie buduje, to już niepotrzebne.

– Zabytki to taka historia?

-Tak to można nazwać.

– A Kawiarnia z szafa grającą to co to?

– Kawiarnia to takie miejsce spotkań ludzi gdzie można wypić kawę, herbatę, zjeść desery, ciasta, czy posłuchać muzyki właśnie z tej szafy grającej. W tej maszynie są 24 płyty winylowe z piosenkami i wybierasz która piosenkę chcesz słuchać. Na pewno nie raz nasłuchując nas słyszałeś lecącą muzykę z radia, czy z naszego gramofonu, ta szafa grająca to taki gramofon na więcej płyt.

– Tak wiem co to jest muzyka i czytałem w waszych książkach o radiu i gramofonie.

-O, to jest coś o czym wiesz – zaśmiał się Gabriel.

Rozmowę chłopców przerwał Tadeusz, który wszedł właśnie do gabinetu.

– Witaj Teodozjuszu, Łaski Wiecznych, co u mojego taty, jak sobie radzi po moim przejściu?

– Wszystko dobrze, wiesz Tadeuszu, że on u nas się bardzo dobrze zaaklimatyzował, Teodor już tylko z wyglądu jest człowiekiem, tak to już prawie cały Murek.

– To bardzo mnie to cieszy, pozdrów ich ode mnie, to znaczy przekaż im życzenie” Łaski Wiecznych”.

– Wiem Tadeuszu o co ci chodzi, przekaże. A myślałam, że jak już Gabriel przejdzie do nas to skończy się to wyczekiwanie na mój powrót, abym opowiedział co słychać w tym świecie. Ale widzę, że teraz to będę musiał przekazywać wszystkie informacje wymiennie – zaśmiał się Teo.

– Tak Herbata, jesteś teraz naszym łącznikiem, masz ważne zadanie utrzymać łączność między dwoma światami.

– Zawsze zapominam zapytać, bo nie wiem czy mówiłeś, dlaczego nazywasz Teodozjusza Herbata.

– Jak mi się przedstawił, ja skróciłem jego imię do Teo, a on powiedział, że nie Tea, tylko Teodozjusz i tak został Herbatą – zaśmiał się Gab

– Jeszcze znajdę na ciebie przezwisko, pasujące mi do ciebie Gabrielu – zaśmiał się  Teo

– Miłego wieczoru chłopcy, ja idę już spać – pożegnał się Tadeusz.

– A co z tym wyścigiem, nie opowiedziałeś mi, kto wygrał?

– No, Ania zrobiła losowanie i wymyśliła nagrodę, ja wylosowałem, że jadę w prawo, Krzyś pojechał w lewo. Krzysiek przegrał, więc musiał za to stawiać lody. Było naprawdę śmiesznie.

– A ty co wygrałeś jako zwycięzca?

– Ania wymyśliła jako nagrodę – Gabriel zamyślił się, nie mógł powiedzieć przyjacielowi o nagrodzie, niby to nic, tylko pocałunek w policzek, jednak wolał to zatrzymać dla siebie – no nagrodą było to, że zjadłem kupione przez Krzyśka lody

– Te lody muszą być naprawdę smaczne, jak tak – zażartował Teo.

– Jutro postaram się je przynieść, to sam zobaczysz. Zrobiło się już późno, ty musisz jeszcze dotrzeć do domu, teraz o tym wiem, to chyba pójdę już spać. Dobranoc Teodozjuszu, Oby Wieczni zesłali Ci dobry sen.

– Do jutra Gab, Oby Wieczni zesłali Ci dobry sen.

Gabriel spojrzał zamyślony na portret dziadka, jak wszystko się zmieniło, pomyślał.

– Do jutra dziadku – powiedział i wyszedł z pokoju.

Po wyjściu chłopca Teodozjusz też przeszedł przez Portal do swojego świata.

|Gabriel czuł się naprawdę zmęczony, dlatego skierował się prosto do swojego pokoju. Z salonu dochodziły jeszcze rozmowy rodziców.

– Dobranoc mamo i tato – powiedział głośno

– Dobranoc Gabrielu – odpowiedział Tadeusz

– Dobranoc synku, niedługo przyjdę ciebie ucałować w czoło – powiedziała mama

– Daj spokój Barbara, to już dorosły chłop, a ty go jak dziecko na dobranoc chcesz całować – zaśmiał się Tadeusz.

 – Dla ciebie może być już dorosły, dla mnie to mój synek i póki będę mogła, będę go całować na dobranoc – przekomarzała się Barbara

– Dobrze mamo, jeśli chcesz to przyjdź i mnie pocałuj w to czoło – zaśmiał się Gab -jeszcze raz dobranoc, idę spać.

Gabriel wszedł do pokoju, przyszykował się do spania i położył się szczęśliwy w mięciutkiej pościeli. To był w sumie długi dzień, czuł się bardzo zmęczony. Zasnął prawie do razu i nie słyszał już jak Barbara wchodzi do pokoju aby jak zawsze na dobranoc pocałować go w czoło.

Teodozjusz stanął stopami na twardej ziemie po drugiej stronie muru. Oparta o mur Portalu czekała na niego Larysa.

– I jak im zleciał dzień? – spytała

Mimo, że Teo był w tym samym wieku, to poczuł się jak starzec myśląc w duchu „Och te dzieciaki”. Żadne nie spyta wprost to czego chce się dowiedzieć. Zauważył jak Gab się zaczerwienił, gdy o niej wspomniał w rozmowie, zauważył też pauzę przy opowieści o nagrodach Ani.  Ten to ma szczęście, pomyślał.  Opowiedział Larysie o rozmowie z Gabrielem oraz Tadeuszem i o lodach.

– Jutro musisz mi powiedzieć jak smakują – zainteresowała się nimi Larysa.

– Dziś jestem jakiś zmęczony, ale jutro ci opowiem o kawiarni gdzie mają taką szafę grającą, o ich porach roku, zimą pada z nieba takie białe coś, nazywają to śniegiem, też jest zimne, Gab obiecał, że zimą przyniesie mi trochę abym mógł dotknąć.

– Zazdroszczę ci, że możesz się przemieszczać do ich świata, że możesz przejść w inne miejsce niż nasz świat, to musi być ciekawe doświadczenie.

Dochodzili już prawie do domu Larysy, na drodze zobaczyli Teodora, który szedł w ich kierunku.

– Witajcie dzieciaki  powiedział – co słychać u Tadeusza i Gabriela? Wszystko dobrze? Jak się czuje Tadeusz, to jednak duża zmiana dla niego, bo tutaj już trochę czasu spędził.

– Tak, wszystko dobrze, rozmawiałem nawet z nim, widać, że jest szczęśliwy. Obaj przesyłają wam pozdrowienia i Łaski Wiecznych.

– To dobrze, trochę się martwiłem o syna – powiedział Teodor – wiem, że wnuk da sobie radę.

– Wszystko jest dobrze, widzę, że teraz będę wam relacjonować co u nich, a im co u was – zaśmiał się Teo – będę taką pocztą pantoflową, chyba tak to się nazywają.

– Tak, można tak to nazwać, czyli Gab nazywa Ciebie Herbatą, a ja będę Ciebie nazywać Pantofelkiem – zaśmiał się Teodor

– To ja za karę przestane wam wszystko relacjonować, radźcie sobie sami – zaśmiał się Teo.

– Ja pójdę z Teodorem do domu, a ty idź już spać, widać zmęczenie po tobie Teodozjuszu – powiedziała chyba rozdrażniona Larysa – Oby Wieczni zesłali Ci dobry sen.

– Tak, to prawda czuję się zmęczony, Oby Wieczni zesłali Wam dobry sen.

Pożegnał się i poszedł w  kierunku swojego domu. Nawet nie zauważył, że stoi przed swoją furtką, jego myśli wciąż były zajęte, błądziły wokół nowej sytuacji. Nastąpiło dużo zmian w tak krótkim czasie. Ze stajni usłyszał rżenie Aresa, wiedział, że i on tęskni za Gabrielem. Poszedł do stajni wziął szczotkę i wyczesał najpierw Bachusa a potem Aresa.

– On tu jeszcze wróci przyjacielu – powiedział do kejta – ale będzie wracał i odchodził, trudny masz los, postaram się ci to wynagradzać.

Pogłaskał oba kejty i poszedł do domu. W budynku panowała cisza, szczęśliwie ominęło go opowiadanie wszystkiego po raz trzeci, bo chyba by już tego nie zniósł. Szybko przygotował się do snu, zerknął jeszcze na puste łózko przyjaciela, westchnął i położył się spać, było już naprawdę późno.

W tygodniu gdy Gab i jego mama chodzili do szkoły i do pracy chłopiec musiał wstawać wcześniej, do wylegiwania się była niedziela, był to czas na odespanie porannych pobudek. Co prawda on miał teraz wakacje, ale kręcenie się mamy po domu, gdy szykowała się do pracy, też go często budziło. Jednak tej soboty mama miała jeszcze urlop, więc zdziwiły Gabriel tak wczesne odgłosy krzątania się po domu jego rodziców. Chłopiec przykrył głowę kołdrą jak za czasów dzieciństwa, ale trzaskanie drzwiami od samochodu na podjeździe i wesołe głosy wyrwały go z półsnu.

Wstał szybko, ubrał się, pościelił łóżko i wyszedł z pokoju. W salonie słychać było głosy trzech osób.

– Wujek Filip, wujku jak fajnie, że przyjechałeś – krzyknął Gab i rzucił mu się na szyję.

– Witaj chłopcze, twój tata opowiadał, że prawie ciebie nie poznał, bo rzeczywiście już kawał z ciebie mężczyzny. Urósł Ci ten Twój syn – zwrócił się do Tadeusza – Musiałem was odwiedzić, to taka dobra nowina, że jest z nami Tadeusz. Jesteś odważny, mój chłopcze, jak byłem ostatnio i rozmawiałem z twoja mama, to nie spodziewałem się, że aż na tyle będzie ciebie stać. Jesteśmy z twoimi rodzicami z ciebie dumni – powiedział do siostrzeńca

– To nic takiego wujku. Czułem, że muszę to zrobić i że mi się uda. 

– To nie jest nic takiego synku, zaryzykowałeś swoje życie przechodząc tam. Nie mając pewności, czy wszystko się ułoży po twojej myśli. Jest to wielkie poświęcenie, jestem dumny mając takiego syna – powiedział Tadeusz, przytulając chłopca.

– Dziękuje wam, wujku i tato – Gabriel zaczerwienił się – to był mój obowiązek.

– Tym razem nic ci nie przywiozłem Gabrysiu, spieszyłem się, chciałem przyjechać jak najszybciej, jak mi tylko tata dał znać. Następnym razem dostaniesz dwa prezenty.

– Nic nie szkodzi wujku, wystarczy, że jesteś z nami.

– A jak tam twoi przyjaciele? Jak Ania? Bardzo ich polubiłem – zaśmiał się Filip

– Ania? – spytał Tadeusz.

– To moja koleżanka tato – Gabriel znów się zaczerwienił.

– Bardzo ładna i miła koleżanka – zażartował wujek – chętnie ich znowu spotkam.

– Może jak jutro będzie ładnie zrobimy sobie piknik nad stawem, połowicie ryby, postrzelacie, a ja z Ania poopalamy się – zaproponowała Barbara, od tak dawna nie miała całej rodziny w domu.

–  Koleżanka Gabrysia chyba nie da nam łowić – znów zaśmiał się Filip, – ostatnio bardzo się jej to spodobało. Liczyłem na to, że zaproponujecie taki wypad przygotowałem nam do strzelania nawet tarcze.

– To my z Anią będziemy łowić i się opalać, a wy strzelać.

– Mamo, jak ja ciebie kocham – Gabriel cmoknął mamę w policzek – oni na pewno się ucieszą, po obiedzie pojadę im o tym powiedzieć. Tylko wujku, jak ja byłem u Murków to powiedziałem, że jestem u ciebie.

– Wiem, twoja mama mi mówiła, będę o tym pamiętał.

Dzień minął całej czwórce bardzo przyjemnie. Po obiedzie Gabriel pojechał zobaczyć się z przyjaciółmi i spytać czy jutro pojadą z nimi na piknik. Anię ucieszyła myśl łowienia ryb, a Krzysztofa oczywiście ponowne strzelanie z wiatrówki. Po powrocie do domu, Gab jeszcze chwile posiedział w salonie z rodzicami i wujkiem. Wieczorem nie udał się do gabinetu dziadka, poszedł od razu do swojego pokoju, zrobiło się już dość późno, czuł się zmęczony, chciał położyć się wcześniej spać, aby być wypoczęty na jutrzejszy wypad.

Niedzielny poranek obudził Gabriela dzwoniącym o szyby deszczem. Chłopiec wstał i odsłonił zasłony. Za oknem padało, było jeszcze wcześnie, dlatego położył się zawiedziony pogodą na planowany piknik. Jednak deszcz powoli przestawał padać. Słońce nieśmiało wychyliło się zza chmur, rzucając przez okno promienie na twarz chłopca, aż zaczęło na prawdę mocno grzać, szykował się ciepły słoneczny dzień. Gab, przebudził się, zamrugał powiekami. Jak, jak ja się tu dostałem, pomyślał, przecież byłem w swoim świecie, kiedy przeszedłem? Zaczął się zastanawiać przez chwilę nie wiedząc, gdzie jest. Zapomniał, że odsłonił zasłonę i przez okno palące słońce prosto w twarz obudziło go, tak jak u Murków. Poczuł jakieś ukłucie w sercu, gdy uzmysłowił sobie że jest w swoim świecie, w swoim pokoju. Jakieś dziwne uczucie rozbicia zakołatało mu się w głowie. Będąc tam tęsknił za tym światem, a będąc tu, tęsknił za światem Murków. Jednego wieczoru czuł się taki szczęśliwy będąc tu, aby rano poczuć tęsknotę za tam tym światem. Czy to już tak będzie zawsze. Wstał, ubrał się i poszedł do kuchni. W domu było jeszcze cicho. Nastawił wodę na herbatę, czekając aż się zagotuje spoglądał przez okno. Zamyślił się i nie usłyszał  kroków wujka.

– Dzień dobry Gabrysiu – powiedział Filip – nie możesz spać?

– Nad ranem obudziło mnie dzwonienie deszczu o szyby, wstałem popatrzeć przez okno i zostawiłem odsłoniętą zasłonę. Znów się położyłem i przysnąłem, a słońce zrobiło mi pobudkę jak u Murków. Wiesz, tam u Murków nie używają zasłon, maja takie duże okna przez które wpada światło i co rano właśnie taką pobudkę robiło mi tam ich słońce, to takie dziwne uczucie, gdy dziś tak obudziło mnie tutaj.

– To chyba w ogóle musi być dziwne uczucie móc być tam i tu.

– Tak, jest dużo podobieństw, ale są też różnice, to są jednak dwa różne światy. Dwie różne kultury, inaczej się rozwijamy, mamy inne priorytety.

– Wczoraj tata dużo opowiadał o życiu u Murków. On nie był tam szczęśliwy. To bardzo szlachetne z twojej strony, że postarałeś się go stamtąd zabrać.

– Nie mógłbym go tam zostawić, nawet za cenę własnego życia. Wiedząc, że jest szansa na jego powrót tutaj, szczególnie gdy Wieczni też mnie zapewnili że powinno się udać, to musiałam zaryzykować. I udało się, to wielka radość, jednak niesie to za sobą też pewne przemyślenia i konsekwencję. Bo gdybym nie był tym, na którego Murkowie czekają, to przejście taty z powrotem może by się nie udało. Portal mógłby go z powrotem nie przepuścić. Teraz wiem, że ciążą na mnie obowiązki też wobec ich świata.  Nie mogę od tego uciec, zostać tylko tutaj, to takie trudne. A na tacie z kolei ciążą obowiązki dbania o ten świat.

– Wiem chłopcze, dla mnie to całkowita nie do pojęcia aberracja światów. Ale Ty jesteś jeszcze młody, masz otwarty umysł jak Twój dziadek, widzę też jak się w tak krótkim czasie zmieniłeś, jestem pewien, że dasz radę.

– Też tak myślę wujku, jednak uczucie strachu jest gdzieś głęboko w sercu.

– Chłopcze, to nie wstyd czuć strach, to bardzo ważne uczucie. Odwaga nie polega na braku uczucia strachu, ale na umiejętności przezwyciężania go. Musisz pamiętać, że strach też jest potrzebny, jest to bardzo mądry doradca. Dzięki niemu będziesz umiał zaufać swoim uczuciom i w stanie zagrożenia podjąć lepszą, rozważniejszą decyzję.

– Dziękuję ci wujku, wstydziłem się tego, że nie czuje tylko odwagi, że też się boję. Wstydziłem się powiedzieć o tym tacie, dziadkowi czy Starszemu u Murków, albo Teodozjuszowi. Oni widza we mnie „wybrańca”.

– Odwaga bez strachu to brawura, a ona nie prowadzi do niczego dobrego, najlepsze na podjęcie decyzji jest rzeczowe podejście do sytuacji, gdy jesteśmy odważni, ale też rozumiemy poczucie strachu. Wtedy nasze decyzje są słuszne.

– Jak o tym myślę, to widzę, że masz racje wujku. Fajnie, że przyjechałeś. Nie mam z kim porozmawiać. Kiedyś mówiłem wszystko dziadkowi do jego portretu. On wysłuchał, nie doradził, ale było mi lżej. Teraz już jakoś nie mogę. Tata przeszedł jak byłem mały i mimo, że bardzo go kocham, to nie ma między nami tej więzi, abym potrafił tak z nim rozmawiać. Może kiedyś, ale jeszcze nie teraz, wszystko się skomplikowało. A gdy jestem tam, to ten świat ma mniejsze znaczenie. Poczułem się tam jakbym był w połowie Murkiem. Rozumiem dziadka, czemu wolał tam zostać, on też chyba to tak czuje. Tyle rzeczy mnie w ich świecie pociąga. Wiem, że jestem jeszcze młody, ale wiesz, jest tam jedna dziewczyna, Murka, zaczyna mieć dla mnie duże znaczenie, ja dla niej chyba też. Oni inaczej podchodzą do uczuć  niż my, u nich to jest bardzo silna więź. Larysa jest to córka Kiry, Murki z którą mieszka dziadek. I wiem, że jesteśmy młodzi, ale czuje jakąś moc co nas do siebie przyciąga. Jakby była wpisana w mój los. Od kiedy poznałem świat Murków, wiem, że nasze losy są gdzieś zapisane, że to co się nam przydarza mogło zostać zaplanowane, aby w przyszłości coś się spełniło. Natomiast ze względu na to, że to córa Kiry, to w relacje wchodzi też dziadek, nie mogę go zawieść, popełnić jakiś błąd. Ale jak jestem tutaj, to tamten świat z kolei odchodzi na dalszy plan. I wtedy czuje się bardziej człowiekiem. Nasz świat też ma dużo do zaoferowania, czego na przykład nie ma tam, a do tego po powrocie zauważyłem, że możliwe, że nie tylko ja „zauważam” Anię, ale ona mnie też, jeśli wiesz co mam na myśli. I tutaj też czuję, że to nie był przypadek, gdy zobaczyłem Anię na schodach szkoły. Od kiedy skończyłem te piętnaście lat mam wrażenie, że wszystko co się wydarza ma mnie zaprowadzić w jakieś wcześniej określone miejsce, do jakiś określonych wydarzeń, doprowadzić do już ustalonych wcześniej wyników przy podejmowanych przeze mnie decyzjach i czynach. Bo jak to dziadek mawiał, określają nas nasze decyzje, które poprzez czyny generują ich konsekwencje. I chyba już sfiksowałem na punkcie karmy, zapisanego już gdzieś losu, i coraz trudniej mi jest po prostu żyć życiem młodego chłopca. Czuję się rozdarty, nie wiem jak sobie z tym poradzić, a przez to tyle rzeczy nie mogę powiedzieć dziadkowi czy Teodozjuszowi.

– Młodzieńcze uczucia są bardzo ważne Gabrielu. To one z czasem nas kształtują, powodując jacy jesteś. Rozumiem ciebie, mogę tylko wysłuchać, bo nie wiem jak ci doradzić.

– To tez bardzo dużo wujku.

– A jaka ona jest, ta Murka?

– Jest, jest cudowna, ma skórę o takiej ciepłej jasnożółtej barwie, na myśl przychodzi słońce jak na nią patrzysz, włosy czerwone, wpadające trochę w tycjan, jakby te promienie słońca odbite od jej skóry schowały się we włosach.  A oczy, ma piękne zielone oczy. I jest bardzo miła, taka wesoła a jednocześnie poważna i odpowiedzialna i bardzo inteligentna i lubi przygody. Widzę, że Murkowie szybciej dorastają niż my.  I ona, i wiem, że mnie polubiła. Co prawda nie powiedziała tego wprost, ale wyłapałem to mimochodem z toku jej wypowiedzi, i na pożegnanie pocałowała mnie w policzek, wujku.

– Chłopie, ty już przepadłeś – zaśmiał się Filip – wybór będzie trudny, szczególnie, że przypomina mi trochę Anię.

– Tak, Ania też jest cudowna, jak na mnie patrzy czuję się taki szczęśliwy. Bardzo lubię przyglądać się jak jej kasztanowy kucyk majta się to w prawo to w lewo, gdy poruszy głową, a jej uśmiech, rozświetla wszystko, czuje się wtedy tak dobrze, jak kiedy mama się uśmiecha.

– Gabrielu, Gabrielu, nie wiem czy to podwójny pech, czy ty masz podwójne szczęście. Ale na pewno masz podwójny dylemat i chyba nikt ci nie pomoże.

– Tak wujku, to takie trudne, chyba łatwiejsze było przeprowadzenie taty przez Portal. Jak myślę o Cieniu to chyba się mniej boje tego co będzie niż gdy myślę o nich.

– Cóż chłopcze, to wszystko co ciebie spotkało spowodowało, że chyba za szybko dorosłeś, może czas ci pomoże. Jeśli rzeczywiście twoje losy są gdzieś zapisane, to twoje decyzje są już też gdzieś podjęte. Teraz tylko każdy krok prowadzić ciebie będzie do celu. Może poddaj się fali życia, która ciebie niesie, liczę, że wszystko jakoś się ułoży.

– Też mam taka nadzieje, bo na razie nie potrafię podjąć decyzji.

                        – A wspomniałeś ich „Wiecznych”, kto to?

– To trochę jak u nas bogowie, jest ich pięcioro i są to i mężczyźni i kobiety. U Murków jest większa równość płci i nie ma takiego podziału jak u nas i wiesz to jest naprawdę fajne. Murki mogą mieć równie ważne stanowiska co Murkowie. Wszyscy ubierają się bardzo kolorowo i nie ma barw przypisanych bardziej do którejś płci. Dlatego jak dostałem od nich to ich ubranko w kolorze brązowym, tak jak tata i dziadek, to sfiksowałem i pomyślałem, że to jakby „więzienne ubranie”, a nawet że Teo chce mnie otruć. Potem dziadek mi wytłumaczył, że przecież w czerwonym, czy w innym tak żywym kolorze, jak ich ubrania, mógłbym się czuć nieswojo. U nas jest dużo uprzedzeń, których tam nie ma, co w sumie u nas jest bardziej na minus. A Ci Wieczni, ich słowo jest u Murków święte i nawet jak jacyś Murkowie nie zgadzają z ich decyzjami to i tak ufają im i jest to dla nich świętość. Więc Wieczni są nadrzędni nad Murkami, ale z tego co mi przekazali, opowiadając historię „Pieczęci”, to nie wszystko było ich decyzją i dziełem, jest z kolei jeszcze jakaś siła we wszechświecie chyba nadrzędna nad Wiecznymi, ale współpracująca z nimi i to ona doprowadziła do części zdarzeń. Wieczni przekazali mi też, że w naszym Klanie, czyli zrozumiałem rodzinie, wcześniej były osoby z mocami, a sposób naszego życia, rozwoju, odejścia od natury przyćmił z pokolenia na pokolenie te moce. I według Wiecznych właśnie połączenie tej drzemiącej w naszej rodzinie mocy z ich mocą dało nas, Teofila dziadka, tatę i mnie.

– To bardzo ciekawe Gabrielu, co opowiadasz. Czyli Wieczni, to Bogowie Murków, ale mają nad sobą innych Bogów?

– „Bogowie”, to taka prostsza nazwa dla nas aby zrozumieć, ale Murkowie nie nazywają ich Bogami, tylko bardziej Bytami. Bo to bardziej zaufane w ich decyzje powoduje, że ich słuchają niż wiara w nich. Wnioskuję, że są inne Byty równie silne jak Wieczni, a nawet silniejsze i ostatnio wydedukowałem, że chyba śmierć Teofila spowodowała zmianę podejścia tych najbardziej nadrzędnych Bytów do zmienionej śmiercią pradziadka sytuacji i może to właśnie oni wpłynęli na to, że zobacz, dziadek został tam jakby na straży, Wieczni poprosili mnie abym przekazał tacie, że on tu będzie tym strażnikiem, a ja jestem po środku. Ciekawe czy to wszystko to przypadek?

–  O tak, może rzeczywiście to nie przypadek, czy zrządzenie losu, tylko konsekwentne decyzje podlegające czyimś konkretnym planom, to bardzo ciekawe. Ale czekaj zaintrygowało mnie to co powiedziałeś o Portalu, że mógłby twojego taty z powrotem nie przepuścić. Co to znaczy „nie przepuścić”?

– Bo pradziadek Teofil powiedział mi, że jego zdaniem Portal, to żyjąca, myśląca samodzielnie jednostka i wiesz ja też podzielam jego zdanie, bo Portal mnie jakby dotknął, a innych nie.

– Chłopie czekaj, Teofil Ci POWIEDZIAŁ?

– Tak, bo ja rozmawiałem z pradziadkiem i nawet widziałem jego jakby postać, poświatę, od razu go rozpoznałem. A jak się spieraliśmy o brak jego ciała to powiedział, że mogę go nazywać bytem, czy ciałem astralnym, to było bardzo śmieszne – zaśmiał się – bo tylko jego powłoka cielesna zamieniła się w proch. I wiesz, rozmawiałam z Nieurodzonymi, ja ich tak nazwałem, a im spodobała się ta nazwa. Bo jak sama nazwa wskazuje są to też jakby byty tych co się dopiero urodzą z mocami. Zastanowiło mnie tylko to, że były tam postacie ludzi i Murków, chyba takich jak Teo będzie więcej.

– Z NIEURODZONYMI! Chyba rzeczywiście w rodzie od strony Twojego taty mogły być jakieś moce, czy coś, bo wszystko to co mówisz mi jako zwykłemu śmiertelnikowi jest za trudno pojąc i zrozumieć, a Ty mówisz o tym tak pewnie jakby to był chleb z masłem.

– Jak fajnie to wujku powiedziałeś „chleb z masłem”- zaśmiał się Gabriel

Do kuchni weszli rodzice chłopca, przerywając rozmowę Gaba z Filipem.

– Jaki mamy dziś śliczny dzień – powiedziała Barbara – to co chłopcy, zjemy śniadanie i szykujemy się na piknik? Jak to dobrze mieć was wszystkich razem, co za cudowny dzień.

Tadeusz również podszedł pod okno z którego widać było podjazd.

– Nie pochwaliłem Twojego nowego nabytku Filipie, to bardzo fajne autko.

– Tak, jestem z niego dumny – Filip wypiął pierś jakby się chwalił swoja latoroślą – Volvo Duett PV444, jest 4-osobowy, 4-cylindrowy i ma moc 40-konny,  i osiąga prędkość do 51 KM. Ma duży przestronny bagażnik i wiele funkcji. Jedno auto zamiast dwóch osobówki i dostawczego. To bardzo fajne rozwiązanie.

 – O tak – przytakną Tadeusz.

– Ale nasze autko jest ciągle bardzo dobre, Tadeuszu – powiedziała Barbara – Citroën Traction Avant 11BL to ciągle topowy model mężu.

– Tak siostrzyczko, wasz też jest kultowy, bym powiedział. Citroen ma mocniejszy silnik, ale prędkość maksymalną uzyskujemy taką samą. Gdybym nie potrzebował auta dostawczego, to bym też kupił Citroena.

Gabrielowi wydawało się to po prostu niewiarygodne, że stali tak razem w czwórkę i rozmawiali o takich zwyczajnych rzeczach jak samochody. Barbara pierwsza odeszła od okna, u niej też ta sytuacja wywołała burzę uczuć. Jeszcze nie mogła uwierzyć, że Tadeusz wrócił z tych zaświatów, to że stali w czwórkę wydawała się jej równie nierealne jak sam świat tych Murków. Zabrała się za przygotowywanie śniadanie, gdy mężczyźni wyszli razem na podjazd  aby oglądać i porównywać samochody. Zjedli je szybko i zaczęli się szykować na piknik. Chwilkę później przyjechali na rowerach przyjaciele Gabriela. Młodzież przywitała się ze wszystkimi. Gabriel przedstawił im swojego ojca.

-To jest mój tata, właśnie przyjechał z bardzo długiej podróży służbowej. A to jest moja koleżanka Ania i mój kolega Krzysztof.

– Dzień dobry Aniu i Krzysiu, bardzo mi miło was poznać – Tadeusz zwrócił się do obojgu, wyciągając rękę na przywitanie najpierw w kierunku Ani, jej dłoń była bardzo mała i delikatna, a następnie przywitał się z Krzyśkiem.

– Dzień dobry Panu, nam też jest bardzo miło – powiedzieli razem Ania i Krzyś.

W tym czasie Barbara z Filipem zaczęli szykować wszystko to, co mieli zabrać na piknik, następnie z pomocą zaoferowaną przez Anię i chłopców wszystko zostało szybko zapakowane do bagażników.

– To wy jeździe sami – powiedział Filip do rodziców Gabriela – a my pojedziemy razem jak ostatnio – zwrócił się do młodzieży.

Oba samochody ruszył z podjazdu. Wyjeżdżając skręcili w lewo, chwilę jechali ruchliwszą ulica i następnie skręcili w prawo, w leśna drogę, aby za chwile wjechać w trakt prowadzący na polankę ze stawem. Samochody zatrzymały się. Basia i Ania wzięły kosz piknikowy i koce, wędki i oprzyrządowanie, a mężczyźni kosz na ryby, wiatrówkę i śrut. Ania rozłożyła dwa koce na  pomoście, cała szóstka usiadła i z apetytem  zabrała się za wspaniałości, które przygotowała Barbara. Chwile delektowali się widokiem przyrody, przyglądając się równej tafli wody oraz słuchając śpiewu ptaków. Okolica była naprawdę urocza.

– Już zapomniałam jak tu jest pięknie – powiedział Tadeusz – ile tu wspomnień.

– Tak, mamy dużo wspomnień, ale teraz będą nowe – zaśmiał się Filip – Ania pewnie już niecierpliwi się kiedy będzie mogła łowić – zażartował.

– Nie, dam rade poczekać, tu jest tak pięknie.

 Ania zdjęła sandałki i zanurzyła nogi w wodzie, robiła koła stopami mącąc równą tafle wody, i roznosząc odbijające się od niej promienie słońce po całym jeziorze. Kasztanowy kucyk dziewczyny, jak zwykle miotał się w prawo i w lewo, z każdym ruchu głowy zmieniając barwę. Gabriel najpierw zapatrzył się na kucyk Ani, a potem spojrzał na te koła, które spiralami rozchodziły się po wodzie, przypomniał sobie świetlnego Twora z Portalu i całkowicie odpłynął myślami. Filip przygotował dla dziewczyny wędkę zanurzył ja w wodzie i podał Ani.

– To czekamy Aniu na rybki na kolację, jak Ty je złowisz, to ja je smakowicie przygotuję – zaśmiał się  – czy tobie Basiu tez przygotować wędkę.

– Oczywiście braciszku, nie mogę pozwolić aby tylko Ani złowiła nam kolację – odpowiedziała żartobliwie Basia.

Filip przygotował i podał wędkę siostrze, czule ją przytulając.

– To teraz pora na nas chłopcy – zwrócił się do Krzyśka i lekko poklepał Gabriela po ramieniu, aby oderwać chłopiec od miejsca, w którym utonął  myślami – kobiety niech zadbają o kolację, a mężczyźni idą polować – zażartował – Ty Tadeuszu pewnie jeszcze nie zapomniałeś jak się strzela, teraz twoja kolej pokazać chłopakom jak to się robi.

– Ty chyba byłeś ode mnie zawsze lepszy Filipie, będziesz lepszym nauczycielem, niech pobierają lekcje od najlepszych, ja będę twoim pomocnikiem – zaśmiał się Tadeusz.

– Ale pokażesz nam co jeszcze potrafisz ? – spytał Filip

– Tak, postaram Ci się dorównać.

– Szkoda, że nie ma z nami Teodora, temu to nikt nie dorównał.

Tadeusz o mało nie powiedział, że dalej ma tak dobre oko, byłaby to wpadka jak u Teodozjusza, jednak w porę przypomniał sobie o Krzyśku i Ani, i przemilczał temat. To będzie bardzo trudne, pomyślał, ciekawe jak Gab sobie daje z tym radę. To ciężki kawałek chleba mieć cały czas z tyłu głowy o czym nie powinno się wspominać.

Cała czwórka wstała i skierowała się na łąkę.

– Zobaczysz Tadeuszu jak półka na tarczę się dobrze trzyma, mimo tylu lat,  Teodor to umiał budować – pochwalił Filip.

I Tadeusz znów musiał ugryźć się w język, przypominając sobie jaki piękny dom wybudował Teodor u Murków.

– Tak potrafił to bardzo dobrze. Jestem bardzo ciekaw jakie mamy tarcze – powiedział szybko zmieniając temat.

– Nie byłem pewien czy przyjaciele Gabrysia są w mieście to przygotowałem nam deskę z potrójnymi tarczami  i dwie deski z podwójnymi, gdyby już wrócili z wakacji, bo przypuszczałem, że Krzyś nie odmówi sobie strzelania.

– Nigdy nie odmówię – powiedział Krzysztof – strzelanie jest takie fajne.

 Filip poszedł do samochodu i wziął dwie deski z podwójnymi traczami, szybko odnaleźli pieniek, na którym położyli wiatrówkę i śrut. Razem z Tadeuszem podeszli pod półkę na tarczę. Tadeusz ręką mocno poruszał półką, następnie wsunął pierwszą deskę i sprawdził jak chodzi.

– Tak, trzeba przyznać dobra robota, wszystko działa jak trzeba – powiedział – to kto zaczyna?

– Może najpierw starsi panowie – zaśmiał się Krzyś – a my z Gabem w tym czasie przypomnimy sobie jak to się robi.

– Starsi panowie? Ja Ci dam chłystku starszych panów – zaśmiał się Filip – Czekaj chłopcze, zobaczysz, złoimy wam jeszcze tyłki.

Wziął wiatrówkę i śrut, złamał lufę broni, wcisnął w szczelinkę śrut i złożył lufę, następnie przyklęknął, na pieńku położył wiatrówkę, i jak zawsze lewy łokieć oparł na nim podtrzymując łożę wiatrówki. Prawą dłonią przytrzymując kolbę przy prawym ramieniu odbezpieczył blokadę spustu i wystrzelił. Kula przedziurawiła tarczę w samym środku.

– Tak to się robi! Przyglądaliście się chłopcy? Przypomnieliście sobie?

– Wujku brawo! – krzyknął Gabrielo

– To teraz kolej Tadeusza – Filip podał mu wiatrówkę i poszedł przesunąć deskę, aby ustawić tarczę dla Tadeusza

Tadeusz wykonał powoli te same czynności i wystrzelił, kula trafiła lekko w lewo obok środka tarczy.

– Prawie się udało, muszę tylko trochę poćwiczyć – zaśmiał się 

– To jeszcze jedna kolejka, dam ci na to szansę – odpowiedział Filip, tym razem jego kula poleciała lekko w prawo wyżłabiając większy otwór.

Następna kula Tadeusza przeleciała dokładnie przez środek.

– Ciągle jesteś dobry Filipie, ale ja też nie zapomniałem jak to się robi – zaśmiał się Tadeusz – to teraz starsi panowie pozwolą pokazać młodzieży co potrafią.

Tadeusz  podszedł do półki i wymienił deskę z tarczami. Przez tą chwilę Gabriel odwrócił się aby popatrzeć na pomost. Z daleka było widać, że mama prowadzi rozmowę z Anią, a kucyk dziewczyny znów miota się w dwóch kierunkach, przyciągając promienie słońca. Gab nie mógł oderwać wzroku. Filip położył rękę na ramieniu chłopca.

– Piękny widok prawda? – spytał głośno

– Tak, piękny – odpowiedział nieprzytomnie Gabriel

 – Ale uroda tego miejsca, też mnie zawsze zaskakuje –  równie głośno i przewrotnie odparł Filip, następnie zwrócił się do siostrzeńca ściszonym głosem – Ty się z nią w końcu umów, patrzycie na siebie na przemian to ty, to ona, może już pora na pierwszy krok.

– Nie wiem wujku – odparł cicho zawstydzony chłopiec – a co jak się nie zgodzi? Nie zapytam ponownie.

– Myślę, że się zgodzi, ale to ty musisz mieć tą odwagę, nie ja – zaśmiał się cicho Filip – pamiętaj jednak, że czasem trzeba spytać parę razy , aby usłyszeć odpowiedź na którą czekamy- powiedział cicho – to co młodzieży strzelamy?- spytał głośno.

– To ja zaczynam – szybko odpowiedział Krzyś

– Chodź tu chłopcze – powiedział Tadeusz – pamiętasz jak się tym posługiwać?

– Trochę tak, a i przyglądałem się jak strzelaliście z wujkiem Gabriela, ale może Pan mi pomóc.

– Zrobisz to tak – Tadeusz pokazał jak  naładować wiatrówkę – teraz przyklęknij przy pieńku,  połóż wiatrówkę stabilnie, oprzyj się na lewym łokciu podtrzymując łożę wiatrówki a prawą dłonią przytrzymaj kolbę przy prawym ramieniu.  Odbezpiecz blokadę spustu, o tak i jak będziesz gotowy to strzelaj.

 Krzyś zrobił wszystko według wskazówek Tadeusza i wystrzelił. Kula przedziurawiła tarczę lekko w lewym kierunku.

– Nie jest źle  – pochwalił Tadeusz – na to jednak trzeba wprawy, musisz więcej ćwiczyć, teraz jak wróciłem to zadbam o to, wyszkolę was i będziecie strzelać lepiej od nas. To teraz ty Gabrielu.

Filip podszedł do półki, aby ustawić deskę na tarczy Gabriela. Gab natomiast podszedł do ojca trochę roztargniony, wziął wiatrówkę, powtórzył wszystkie czynności które wykonał Krzysztof i bezwiednie wycelował. Kula poszybowała lekko w prawo.

-Też nie jest źle synu – pochwalił go ojciec  musisz się tylko bardziej skupić na broni.

Chłopcy powtórzyli strzelanie jeszcze klika razy, na koniec trafiali już w sam środek tarczy. Filip i Tadeusz byli bardzo zadowoleni z udzielonej nauki.

– To wracamy do dziewczyn, może coś zostało, zgłodniałem i napiłbym się czegoś – powiedział Filip. 

– Weź wiatrówkę i śrut , a ja wezmę deski – odparł Tadeusz. Podszedł do półki i wyciągnął deskę z tarczami z wynikami chłopców, podniósł  z ziemi deskę z wynikami jego i Filipa, i poszedł w kierunku samochodu szwagra.

– Zobacz Filipie, prawie nie ma różnicy między naszymi tarczami, większość celów w środek, chłopcy się dobrze spisali, będą z nich wyborowi strzelcy.

– Tak – przyznał Filip – obydwaj maja bardzo dobre oko.

 Wszyscy razem skierowali się na pomost i usiedli na kocach.

– Zgłodnieliśmy Basiu od tego strzelania, czy coś zostało do zjedzenia? I napilibyśmy się czegoś.

– Oczywiście , że jest dla was i jedzenie, i picie.

Barbara podała każdemu po kanapce i napoju. Mężczyźni zjedli ze smakiem, Filip usiadł na pomoście i zapalił papierosa, Tadeusz podszedł do niego i usiadł obok.

– Chcesz? – spytał Filip wyciągając paczkę papierosów w kierunku szwagra.

– Nie, dziękuję, przez tyle lat u Murków odzwyczaiłem się.

– Oni nie maja tytoniu?

– Tego właśnie nie mają, tata prosił, abym powiedział Gabrysiowi żeby mu przeniósł sadzonki, czy chociaż nasiona, jeśli może.

– I pytałeś Gabriela czy może?

-Nie, jeszcze nie, ale muszę pamiętać.

– Musisz, bo pamiętam jak Teodor lubił ćmić fajkę, będzie zawiedziony jeśli mu Gabryś nie przeniesie, wiesz, to takie dziwne uczucie, wiedzieć, że on gdzieś tam żyje w innym świecie, że ma się dobrze.

– Ty nie przeszedłeś, nie znasz tego uczucia bezsilności, które mnie tam trawiło. Ale wyobraź sobie, że podchodzisz do ściany, dotykasz jej i za chwilę znajdujesz się w innym wymiarze, innym świecie z dala od rodziny. Codziennie widzisz w tym drugim miejscu portal, ścianę której powinieneś dotknąć, dotykasz jej i nie możesz wrócić. Wiesz, że od bliskich dzieli ciebie to jedno dotkniecie muru i jesteś bezsilny.

– Musiało być Ci ciężko. A jak sobie rodzi Teodor?

– Tata jest trochę inny niż ja. Jak wiesz, ułożył sobie tam życie, poznał Murkę, zakochali się, mimo że jest od niej straszy, widać między nimi uczucie, zbudował im dom, jest tam szczęśliwy. Zawsze mówił, że tęskni za Gabrysiem i wydaje mi się, że tata i Gabriel są do siebie bardzo podobni z charakteru. Coś w tym jest, że tacie tam się podoba i Gabryś też tęskni za tamtym światem. To chyba działa co drugie pokolenie i mnie to ominęło – zaśmiał się.

– Czyli po tylu latach nic ciebie tam nie trzymało? Nie chciałbyś tam wrócić?

– Nie, ja nie czuje tego flow z tym światem, co ewidentnie widać po Teodorze i Gabrysiu. Tu jest mój dom i mój świat, oczywiście pomogę synowi, gdyby kiedyś potrzebował pomocy. Jednak mam wrażenie, że swoją role już spełniłem. Byłem chyba zwykłym trybikiem w tym kole, który miał przyciągnąć Gabriela do ich świata. Teraz koło już kręci się samo.

– Ale Gabriel coś wspominał, że Wieczni mają życzenie abyś był tu strażnikiem.

– Tak, to takie moje drugie małe zadanie – zaśmiał się Tadeusz

– Nie takie małe, moim zdaniem bardzo ważne, jeśli się uwierzy w te inne światy i zagrożenie. Mi jest to ciągle trudno pojąć, ale Ty tam byłeś, wiesz że to jest prawdziwe.

– Tak, prawdziwe… – zamyślił się Tadeusz

– A jakie masz plany dotyczące twojego powrotu, co dalej?

– Musze się tutaj odnaleźć, to jednak całkiem inne życie. Myślę od nowego roku szkolnego wrócić na uczelnię. Barbara ma zapytać czy mają wakat. Bardzo dobrze w czasie złożył się mój powrót, mam chwilę aby odreagować i mógłbym wrócić do pracy. Musze tylko pamiętać oddzielić tamten świat od tego, bo nie raz rozmawiając o czymś, mam ochotę wspomnieć o nim.

– No tyle czasu tam spędziłeś, że się nie dziwię.

– Najważniejsze, że znów jestem tu.

Do mężczyzn podeszła Barbara, usiadła obok męża i przytuliła się do niego.

– O czym tak rozmawiacie? – zapytała

– O życiu tu i życiu tam, o tym jak się cieszę, że wróciłem – odpowiedział Tadeusz obejmując ja ramieniem.

– Tak, to jedna ze szczęśliwszych chwil w moim życiu, mężu.

– Będzie wam ciężko gdy Gab będzie tam wracał.

– Teraz już tak bardzo nie – powiedziała Barbara – nie będę już sama i wiem, że tam jest Teodor, to będzie trochę tak jakby pojechał do dziadka w odwiedziny – zaśmiała się –  odwiedziny rodziny z zaświatów, no i jest ten Murek.

W czasie gdy dorośli rozmawiali, Gabriel usiadł na pomoście obok Ani, która dalej łowiła ryby.

– Chyba Ci się to bardzo podoba, Aniu? – spytał

– Tak, to bardzo relaksujące zajęcie, można odpocząć od zgiełku, pomyśleć, popatrzeć na piękny krajobraz.

– Tak, krajobraz jest piękny – odparł Gab zapatrzony w Anię.

Dziewczyna popatrzyła na młodzieńca i lekko się zaczerwieniła, ręką przesunęła jego twarz w kierunku wody.

– Krajobraz jest tam – zażartowała

– Tak jest tam, ale nie tak piękny jak tutaj – odważył się powiedzieć Gabriel.

Ania zaczerwieniła się jeszcze bardziej, szybko odwróciła wzrok od chłopca. Nagle wędka drgnęła.

– Ryba bierze – krzyknęła Ania

Gabriel chcąc pomóc złowić rybę chwycił za wędkę, niechcący kładąc dłonie na dłoniach dziewczyny. Ich ręce splotły się, oboje popatrzyli na siebie i spojrzeli sobie głęboko w oczy. Gab speszony, szybko odwrócili wzrok, jednak rąk nie cofnął, miał wrażenie, że chciałby aby tak zostało już na zawsze.

– Co wy robicie? Ryba wam uciekła – zawołał Krzyś.

Gabriel puścił szybko dłonie dziewczyny.

– Chciałem Ani pomóc, ale to była trudna sztuka – powiedział

– Ty chyba jesteś trudna sztuka – żachnął się Krzysztof

– Chyba na dziś już ryb wystarczy – powiedziała szybko Ania, ciągle lekko zaczerwieniona.

Do młodzieży podszedł Filip, zerknął do koszyka z rybami w którym były płotki i leszcze.

– O tak, mamy ich już wystarczająco na posiłek dla nas wszystkich. To co zbieramy się i wracamy. Czy młodzież zostanie na obiadokolację, na której zaserwuję nam złowione rybki.

– Tak bardzo chętnie, jeśli rodzice Gabriela nam pozwolą – zgodzili się.

– Oczywiście, będzie nam bardzo miło – powiedziała Barbara – w końcu to Ania zadbała o posiłek.

– Oj, to nie tylko moja zasługa, Pani mi też pomogła – zaśmiała się zażenowana dziewczyna.

– My się w tym czasie uczyliśmy polować, prawda? – zwrócił się Krzysztof do Filipa

– O tak, mężczyzna musi umieć upolować zwierzynę – przytaknął wujek

Basia i Ania zebrały pozostałości do kosza piknikowego oraz koce z pomostu, panowie zebrali wędki i kosz z rybami, i wszyscy ruszyli do samochodów.

– Jedziemy, tak jak przyjechaliśmy – powiedział Filip – do zobaczenia na miejscu.

Oba samochody ruszyły wyjeżdżając z traktu prowadzącego na polankę, skręcili w lewo w kierunku domu Gabriela, a następnie w prawo i wjechały na podjazd. Barbara i Anie wzięły kosz piknikowy i koce, Krzysztof wziął wiatrówkę i śrut, a Filip koszyk z rybami.

– To ja się zajmę rybą, a wy się rozgośćcie – powiedział do młodzieży.

Krzysztof poszedł z Tadeuszem zanieść wiatrówkę do szafki z bronią w gabinecie Teodora. Barbara została w kuchni pomagając Filipowi. Gabriel wziął Anię za rękę i poprowadził do swojego pokoju. Speszona dziewczyna szybko usiadła na fotelu. Chłopiec zaczerwienił się i zaczął nerwowo chodzić po pokoju, w końcu zatrzymał się naprzeciwko Ani i powiedział.

– Wiesz Aniu, już od pierwszej chwili, gdy zobaczyłem ciebie na schodach szkoły zawiązującą tenisówki, to jakoś tak, stałaś się dla mnie bardzo ważna. Widywałem ciebie w bibliotece, na terenie szkoły ale nie miałam odwagi do ciebie podejść, czy się odezwać. Gdy zobaczyłem ciebie w klasie, siedzącą w ławce przede mną wiedziałem, że los mi pomógł. Już chyba nie wyobrażam sobie abyśmy się nie znali, nie mogli się widywać.

Gdy przebrzmiał głos Gabriela w pokoju zaległa głęboka cisza, słychać było tylko ich przyśpieszone oddechy.

– Aniu, powiesz coś? – wyszeptał Gab.

– Pierwszy raz zauważyłam ciebie Gabrielu w bibliotece, chyba przyciągnął mnie twój wzrok, stałeś i patrzyłeś na mnie, dobrze że szybko uciekłeś, bo byś zobaczył jak mnie tym speszyłeś. Gdy rodzice przenieśli mnie do waszej klasy, zaskoczyło mnie gdy usiadłeś za mną, ale bardzo ucieszyło, też lubię się z tobą widywać.

Gabriel przysunął krzesło do fotela, na którym siedziała dziewczyna, usiadło obok niej i wziął jej rękę w swoją dłoń, szybko odwrócił wzrok, aby nie widzieć czy na niego patrzy. Czuł jak rumieńce występują na jego policzkach, jak wali mu serce i pulsuje w całym ciele.

– Cieszę się Aniu, że też to poczułaś, jak nas coś przyciąga. Jesteśmy jeszcze bardzo młodzi, ale stajesz się dla mnie ważna. Nie jestem już dzieckiem Aniu, ostatnio dojrzałem i wiem co czuję.

– Gabrysiu, wiem co chcesz powiedzieć, ale nie spieszmy się, nie zmieniajmy naszych relacji za szybko, pozwólmy nam jeszcze dorosnąć do tych zmian.

– Tak Aniu, dobrze. Pewnie masz rację, że tak będzie lepiej, najważniejsze, że jesteśmy przyjaciółmi.

– Kolacja gotowa – zawołał Filip

Gabriel starał się zrozumieć dziewczynę. Tak, piętnaście lat to jeszcze mało na jakieś poważniejsze deklaracje. Może to i lepiej, niech na razie zostanie jak jest i niech powoli się to w nich rozwija, mają przecież czas, mają dużo czasu. Zdawał sobie sprawę, że dziewczyna nie ma świadomości jak on dojrzał w ostatnim czasie, oraz że musi pozwolić jej dorastać w swoim „ludzkim” tempie. Teraz widział wyraźnie różnicę miedzy rozwojem ludzi i Murków, to że Murkowie dojrzewają szybciej, na co zawsze zwracał mu uwagę Teo. To, że będąc u nich jego rozwój emocjonalny też bardzo przyspieszył. Widział różnicę pomiędzy Larą a Anią. Lara była już bardzo poważna, wesoła, żywiołowa, lubiła przygody, ale była bardzo dojrzała. A Ania, Ania była w stosunku do niej jeszcze bardzo infantylna, dziecinna.

– Będzie tak jak będziesz chciała Aniu. – powiedział.

– Zaskoczył mnie powrót Twojego taty, Gab. Nic nie wspominałeś nigdy o nim, ja nawet myślałam, że on nie żyje – powiedziała Ania zmieniając temat.

– A wiesz, tata wyjechał w podróż służbową pięć lat temu, każdy w mieście to wie. Ty jesteś nowa, więc mogłaś nie wiedzieć. Nawet nie pomyślałem o tym. Teraz niedawno wrócił na stałe, w sumie dzień przed moim powrotem od wujka – skłamał

– To chyba się bardzo cieszysz.

– Tak, tak, oczywiście, ale teraz chodźmy na kolację, bo się pewnie zastanawiają gdzie zniknęliśmy – powiedział.

 Teraz z kolei on chciał zmienić temat, wolał nie drążyć tematu nieobecności taty.

– Jesteście, siadajcie – powiedziała do wszystkich Barbara.

Obiadokolacja przebiegła w bardzo miłej atmosferze, szczególnie, że ryba udała się Filipowi wyśmienicie. Smaku dodawał też fakt, że sami ją złowili.

– Dziękuję bardzo za kolację – powiedziała Ania – pierwszy raz jadłam aż tak smaczną rybę, jest pan wyśmienitym kucharzem, ale fakt, że jadłam coś, co sama złowiłam, nadał tej potrawie finezji.

– To my dziękujemy Aniu za ich złowienie – odpowiedział Filip – nawet nie myślałem , że dziewczyna może być w tym taka dobra – zaśmiał się.

– Bardzo lubię łowić. Jak Pan zaproponował pierwszy raz pomyślałam, czemu nie, spróbuję i tak nie pójdę strzelać. Ale okazało się, że jest to zajęcie dla mnie. Bardzo lubię naturę a przy tym relaksuje się i wyciszam, jeśli tylko będzie okazja, bardzo proszę mnie zabierać.

– Oczywiście Aniu, Gabryś zawsze da Ci znać, abyś mogła z nami pojechać. Prawda siostrzeńcu?

 – Tak Aniu, zawsze – odpowiedział ochrypłym głosem młodzieniec, nagle zaschło mu w ustach i zaczerwienił się lekko.

Po spojrzeniach obecnych przy kolacji wiedział, że to co on powiedział Ani wcześniej, oni odkryli już dawno. Ucieszyło go też to, co Ania powiedziała o tym, że też go zauważyła. Na razie są przyjaciółmi, ale oboje czują, że kiedyś może to być cos więcej. Zapytał, dostał odpowiedz. Poczeka zanim znów zapyta. Jak to wujek powiedział, że czasem trzeba kilka razy zapytać, aby dostać odpowiedz jakiej oczekujemy. Tak, wujek ma na pewno rację.

Gdy Ania z Krzyśkiem odjechali Gabriel  poczuł nieprzepartą potrzebę opowiedzenia wszystkiego co się dziś wydarzyło komuś, kto jak kiedyś, tylko by go wysłucha. Wylać z siebie to, co gdzieś tam na samym dnie się nazbierało i teraz chciało się wydostać. Szybko wbiegł po schodach do gabinetu dziadka. Było jeszcze wcześnie, dlatego liczył, że pokój będzie pusty, że osoba z innego świata jeszcze nie przeszła, że jeszcze chwilę będzie mógł poczuć klimat tego pokoju „sam na sam z dziadkiem”, tak jak kiedyś. Nagle tama uniemożliwiająca mu „rozmowy” z portretem puściła. . Przysunął podnóżek od fotela pod portret dziadka i cicho zaczął opowiadać to co leżało mu na sercu. Potok słów wylewał się z niego niczym z rwącej górskiej rzeki, a z każdym słowem czuł coraz większy spokój i w duszy, i w sercu. Myśli powoli stawały się jasne i klarowne. Przez tyle dni, gdzieś tam schowane bardzo głęboko, tłumił je w sobie, teraz wylewały się do głowy Gabriela jak lawa, aby w końcu, zostać jak kiedyś wypowiedziane, do tego, który tyle lat był dla młodzieńca ostają. Wcześniej wydawało się, że zmiany jakie zaszły w jego życiu, młodzieniec już przetrawił, jednak dopiero teraz, wszystko to co schowało się gdzieś na dnie, co wypływając oczyściło jego jestestwo pozwoliło mu naprawdę wrócić do domu. Ta szczelina, rozdarcie w jego duszy, o której nawet nie wiedział, zabliźniła się. Od powrotu czuł jakiś dysonans, jednak nie potrafił określić dlaczego. Wydawało mu się, że gdy od Murków wrócił nie jako chłopiec, tylko jako mężczyzna, nie powinien już czuć potrzeby tych rozmów, aby czuć się sobą, oraz że nie może powiedzieć wszystkiego, bo to jakby powiedział dziadkowi, a nie chciał z nim o wszystkim rozmawiać. Jednak okazało się, że rozmowa z portretem działa na niego jak magia. W pełni spokojny, pogodzony z tym światem, wstał z podnóżka, przestawił go pod fotel i usiadał. Na  biurku, obok fotela, ciągle leżała książka, która wcześniej czytał. Wziął ja do ręki i wertując kartki oraz przeskakując słowa, odnalazł fragment na którym skończył. Rozsiadł się wygodnie i zaczął czytać. Po chwili jak kiedyś zatopił się w lekturze, a obrazy z książki spokojnie przelatywały się przez jego umysł, układając się w całość. W końcu to poczuł, że naprawdę wrócił do DOMU.

W pokoju robiło się coraz bardziej szaro, Gab pochłonięty całkowicie lekturą nie zauważył , że przy ścianie po turecku siedział Teodozjusz. Murek z zaciekawieniem przyglądał się Gabrielowi. Też poczuł jakiś wewnętrzny spokój, wywołany tą znaną mu sytuacją. Gdy ciemność nie dała już chłopcu czytać, ten podniósł głowę, na twarzy wykwitł mu szeroki uśmiech, a w oczach iskierki radości.

– Herbata! Co tak cicho tutaj siedzisz – krzyknął – czekałem na ciebie.

– Nie chciałem ci przerywać, byłeś tak pochłonięty czytaniem. To taki nostalgiczny widok.

– Tak, wydaje się, że tak dawno siedziałem tutaj w fotelu z książką, a jednak minęło niewiele czasu. Tylko że tak wiele się zmieniło, to powoduje, że czuję jakby to było wieki temu, tak bardzo mi tego brakowało.

– Tak, to trochę jakby „wrócić do domu”.

– Dobrze to ująłeś, właśnie tak się poczułem! Co słychać u dziadka? Jak się tam wszyscy mają? To śmieszne, ale jak już poczułem tutaj spokój to zacząłem znów tęsknic za wami.

– Pewnie łatwiej opuszczać dom, gdy wszystkie sprawy są poukładane. Teodor ma się dobrze, u nich się wszystko układa jak trzeba, Larysa też ma się dobrze – zaakcentował na słowie „Larysa’ – pyta o ciebie, zawsze na mnie czeka przy portalu, gdy wracam. Wszyscy też chyba tęsknią za tobą, jakoś tak wpisałeś się w to Murkowe życie. Starszy się martwi coraz więcej, dochodzą nas słuchy, że Cień staje się coraz mocniejszy. Na odległych terenach, coraz więcej Murków traci barwy. Jeszcze są to delikatne zmiany, ale coraz bardziej widoczne.

– Powiedz Starszemu, że gdy tylko będzie mnie potrzebował to od razu przechodzę.  Pobędę jeszcze kilka dni w tym świecie i jak wujek wyjedzie to przejdę do Was, tutaj mówimy że jestem u wujka, to muszę poczekać aż on wróci do domu. Ale gdyby coś się stało ważnego to zaraz wołaj.

– A jak tutaj Ci leci czas?

– Od powrotu intensywnie, dlatego wydaje mi się, że już tyle minęło, że długo już tu jestem. Wypady na miasto, rowery, jak wujek dowiedział się o powrocie taty, zaraz przyjechał do nas i znów byliśmy strzelać, Krzysiek się bardzo z tego ucieszył, a Ania z łowienia ryb. Wszystko co tutaj robię jest takie „ludzkie”, dobrze mi znane, daje mi jakąś stabilność, poczucie bezpieczeństwa, pewność, że gdy w tym świecie wszystko idzie swoim torem to jest dobrze. Ale zmartwiłeś mnie tym, że u Murków coraz bardziej widać ślady Cienia, bo wiem, że po Was, po Nas, po Murkach, sięgnie i po ten świat. Już sam się gubię jak te światy mam nazywać, aby je określić, oddzielić w rozmowie.

– Chyba najlepiej świat Murków i świat Ludzi .

– Tak… Tobie, Herbata jest łatwiej, ty jesteś tylko Murkiem, Teofil to chyba nawet nie zdążył poczuć żalu za światem Ludzi, czy jedności z Murkami, nawet dziadkowi jest łatwiej, bo On chyba już jest „Murkiem” i pewnie nawet tacie jest łatwiej, bo on raczej jest tylko człowiekiem, wątpię aby czuł się kiedykolwiek aż tak mocno z Wami związany jak dziadek. Ale ja, ja nie wiem kim jestem!

– Dziękuję Ci, za stwierdzenie, że jestem „tylko” Murkiem – zaśmiał się Teo, akcentując słowo tylko.

– Oj, no wiesz o co mi chodzi! –  rzucił Gabriel roztrzęsionym głosem – Chciałbym być „tylko” Murkiem, czy „tylko” człowiekiem, ale ja już nie wiem kim jestem. Byłem tam, to tęskniłem za domem, za tym światem, jestem tu parę dni, a już tęsknie za Wami, Murkami, twoim światem, a nie mogę być i tu, i tu jednocześnie! A co z moim dorosłym życiem, rodziną, pracą? Jeśli bym miał mieć tu rodzinę, to musze zarabiać na nią, a jak zarabiać, pracować przechodząc co trochę do Was, a jak nie będę przechodzić to będę tęsknić, myśleć o tym i nie będę miał sił zająć się pracą. A co z nauką? Niedługo skończą się wakacje, jak wytłumaczę swoją nieobecność, nadrobię zaległości? Tyle pytań, tyle wątpliwości, a ja nie potrafię na nie odpowiedzieć.

– Spokojnie Gabrielu! Jakoś to poukładamy, porozmawiam ze Starszym i z Twoim dziadkiem, jakoś trzeba będzie ten problem rozwiązać, wydaje mi się że problem waszych pieniędzy kiedyś już Starszy poruszał, nie chcę nic mówić, musze wcześniej z nim porozmawiać, co do nauki to będziesz musiał to z rodzicami rozwiązać, jestem pewien, że Tadeusz i mama Ci w tym pomogą, nie martw się na zapas.

– Wiesz, coraz więcej myśli dociera do mnie, wątpliwości, coraz bardziej nie wiem jak mam sobie z nimi poradzić, jeszcze niedawno byłem zwykłym chłopcem, nastolatkiem, a teraz już nie wiem kim jestem, spotykam się z rówieśnikami i widzę różnicę w dojrzałości między nami, a jeszcze niedawno to ja byłem tym bardziej infantylnym dzieciakiem niż oni. Tyle przed nimi muszę ukrywać, że powoli nie umiem z nimi rozmawiać. Ja już nie wiem kim, może czym jestem – powiedział.

– Czym? Czyli nas odbierasz jako świat pasujący pod słowo „czym”? Nie wiem czy dobrze rozumiem wasz język, ale to chyba nie jest komplement? Tak to się mówi „komplement”?

– Nie, nie chodzi mi o Was mówiąc „czym”, tylko o mnie! Tylko o mnie! Bo nie jestem ani Murek i chyba już do kończ też „człowiek”, więc czym?

– Kto? Pytanie chyba brzmi kto? Kim jesteś? Tak, ja jestem tylko Murkiem, choć brzemię jakie niosę, to co na mnie ciąży, to co mogę tylko ja, też względem innych Murków mnie odróżnia. Więc czy jestem „tylko” Murkiem? Przechodzę jako jedyny do waszego świata, znam Twój świat tak dobrze, chyba jako jedyny Murek, jestem jakby częścią Ciebie, Twoim bliźniakiem z innego świata, co czyni mnie już nie „tylko” Murkiem, ale też łączy mnie trochę ze światem ludzi, tak to odbierają Murkowie. Nigdy nie czułem się do końca sobą, akceptowanym w naszym świecie, jestem tworem, który powstał, bo ty dostałeś imię Gabriel. A Ty? Ty od teraz możesz być „CzłekoMurkiem”, lub „MurkoCzłekiem” ja zawsze będę tylko „Murkiem stworzonym dla człowieka”.

– Tak Teo, przepraszam, masz rację, nie spojrzałem na to Twoimi oczami, ale Ty chociaż wiesz kim jesteś, a ja nie wiem, w sumie tyle lat byłem zwykłym człowiekiem, ale u was w świątyni, poczułem coś, jakbym zawsze gdzieś głęboko ukryte i nie potrafię wybrać kim mam być.

-To na razie nie wybieraj, pozwól czasowi robić swoje, choć myślę, że chociażby ze względu na twoje urodzenie zawsze będziesz „CzłekoMurkiem” .

Gabriel zamyślił się. Teodozjusz miał chyba rację. Ze względu na to jak żyją Murkowie, szczególnie ten brak techniki u nich, bierze ich za proste istoty, jednak Teodozjusz nie raz już mu udowodnił, że cechuje ich inteligencja i dobra dedukcja. Przez to ile spraw zwaliło się na jego głowę, tak że po prostu stracił oddech, chyba traci też odpowiedni punk widzenia. Zapatrzył się za bardzo w siebie i zagubił możliwość patrzenia na innych, na ich emocje. Poczuł, że stał się samolubny szczególnie względem Teo, względem Ani też. Musi pozwolić aby czas biegł swoim torem, starać się wszystko pogodzić rozwiązać, poukładać, ma na to czas, nie jest sam, u Murków ma Teodozjusza, Starszego, dziadka, tutaj mamę, tatę i wujka Filipa. Z nimi może rozmawiać na te tematy, na pewno pomogą mu przez to przejść.

-Ale obiecałem Ci lody – powiedział zawstydzony swoją emocjonalną samolubnością, chciał się Murkowi jakoś zrewanżować – poczekaj zaraz zobaczę czy mamy w zamrażarce, to  Ci przyniosę.

– Zamrażarce? – spytał Teo

– O, znów jest coś czego nie znasz – ucieszył się Gabriel – zamrażarka to takie urządzenie, w którym jest niska temperatura, minusowa, chodzi na prąd.

– Prąd czyli światło?

– Można to tak powiedzieć, choć samo światło nie jest prądem, jest dzięki niemu, ale potrzebna jest żarówka, która jest podłączona do prądu. Światło w żarówce powstaje poprzez nagrzewanie cienkiego żarnika przepływającym przez ten żarnik prądem elektrycznym, co powoduje, że żarnik żarzy się i emituje światło. Tak samo zamrażarka jest podłączona do prądu i dzięki niemu chodzi i zamraża.

– Chodzi?

– No, znaczy działa, nie że się przemieszcza, stoi w jednym miejscu, jak lodówka?

– Lodówka?

– Tak, lodówka to takie urządzenie w którym jest niska, ale jeszcze plusowa temperatura, przechowujemy w niej jedzenie, aby się szybko nie popsuło, ale lodówka nie zamraża. To co ma być w niskiej temperaturze przechowujemy w lodówce, a to co ma być w minusowej temperaturze, czyli zamrożone, to przechowujemy w zamrażarce.

– Minusowej?

– No takiej jak wtedy gdy jest śnieg i on się nie rozpuszcza. To wtedy na dworze też jest minusowa temperatura Bo śnieg to w uproszczeniu zamrożone krople deszczu. Tak dokładnie to śnieg powstaje, gdy w chmurach para wodna krystalizuje się, tworząc kryształy lodu, takie płatki śniegu i opadając więcej i więcej tworzą warstwę śniegu, czyli śnieg, pokaże Ci zimą. A teraz poczekaj bo nigdy nie pójdę po lody.

Gabriel wyszedł z pokoju i szybko zbiegł po schodach, wbiegając do kuchni.

– Coś się stało? – usłyszał głos mamy

-Nie nic, mamy lody? Chciałem pokazać Teodozjuszowi.

– Tak, powinny być – powiedziała Barbara wchodząc do kuchni. Otworzyła zamrażarkę i wyjęła opakowanie lodów czekoladowych.

– A mamy jeszcze inny smak? – spytał Gabriel

Barbara znów otworzyła zamrażarkę, lustrując wzrokiem produkty, które się w niej znajdują.

– Są śmietankowe i wiśniowe – powiedziała

– A mogę też je wziąć?

– Oczywiście – odparła wyjmując opakowanie lodów śmietankowych i wiśniowych.

Gabriel zachłannie chwycił wszystkie opakowania z lodami, wziął dwie łyżeczki i pobiegł szybko po schodach do saloniku, gabinetu dziadka.

– Mam – krzyczał już od drzwi – trzy smaki. Mój ulubiony czekoladowy i śmietankowy, i wiśniowy.

Położył pudełka na podłodze przed Murkiem, sam usiadł naprzeciwko po turecku, ciesząc się z tej sytuacji jak dziecko. Teraz przypominał Teodozjuszowi tego chłopca, którego jeszcze tak niedawno znał. Gabriel mylił się, ten chłopiec drzemie w nim, ciągle tam jest, ukryty za sytuacjami, które go może przerosły, ale ciągle tam jest. Odkrycie tego faktu ucieszyło Murka. Gabriel podał łyżeczkę Murkowi.

– Dotknij pudełka z lodami – powiedział – czujesz jakie zimne.

Murek dotknął pierwszego pudełka i odskoczył zaskoczony, odruchowo zerwał się na nogi i opar całym ciałem o ścianę, jak to miał w zwyczaju, bo to zimno przypominało mu tą obślizgłą maź, która przechodziła przez niego przy wejściu i wyjściu z Portalu.

– Dziwne uczucie – powiedział – to jest to zimno? Ta niska temperatura?

– Poczekaj chwilę – Gabriel znów zerwał się i pobiegł do kuchni, zebrał trochę szronu z zamrażarki na rękę i pobiegł z powrotem do Teodozjusza.

– Zobacz to jest szron, taki z zamrażarki, to trochę podobne do śniegu, zobacz zaraz Ci się rozpuści na dłoni, bo jest ciepła i będzie woda.

Teodozjusz wyciągnął dłoń, na którą Gabriel strzepał resztki szronu i kilka kropli wody ze swojej dłoni. Teodozjusz patrzył na swoją dłoń jak powoli szron znikał, roztapiał się i zostały tylko krople wody.

– Dziwne uczucie, czyli to podobne do śniegu?

– Tak.

– Ale śnieg mi też pokażesz?

– Pokażę ale to dopiero zimą. Spodobało Ci się?

– Tak, to są te różnic miedzy naszymi światami, zawsze intrygowała mnie wasza zima, to, że się ubieracie wtedy tak ciepło, te wasze czapki, szaliki, te rękawiczki na dłonie, te kurtki i buty, jak stałem w pobliżu okna i zaglądałem to też czułem to zimno bijące zza okna. Te wasze pory roku są bardzo ciekawe, choć zawsze najbardziej lubiłem tą co teraz jest, mówicie na nią lato, bo jest prawie tak samo jak u nas.

– Jedzmy lody bo się rozpuszczają, one też się rozpuszczą jak szron czy śnieg, nabierz sobie łyżką każdy smak i jedz, możesz przymknąć oczy aby lepiej to poczuć. Zaczynamy od czekoladowych – Gabriel otworzył pudełko z lodami czekoladowymi, nabrał sobie wielka porcję łyżką i zaczął jeść.

 Teodozjusz zrobił to samo, przyglądał się chwilę przyjacielowi i włożył łyżkę z lodami do ust przymykając oczy tak samo jak towarzysz, zlizał lody z łyżki i westchnął. Smak był bardzo dobry, a uczucie zimna rozpuszczającego się w ustach niesamowite. Polubi lody od razu.

– Już teraz wiem dlaczego ciągle o nich mówisz, to rzeczywiście wybornie smakuje.

– To teraz śmietankowe – powiedział Gabriel otwierając następne pudelki z lodami . Obaj chłopcy jak poprzednio nabrali lody na łyżeczkę i zjedli. Teodozjusz znów westchnął.

– Też dobre, ale czekoladowe chyba lepsze.

– To teraz wiśniowe – Gabryś otworzył następne opakowanie i znów nabrał sobie duża porcję jak poprzednio, Teo poszedł za jego przykładem.

– Dobre, trochę inne w smaku, takie soczyste, kwaskowate i słodkie.

– A teraz moja ulubiona mieszanka, nabierz sobie trochę czekoladowego i trochę wiśniowego, i zjedz, to dopiero jest super połączenie smaku – sam też nabrał sobie najpierw czekoladowego, a następnie na łyżeczkę dobrał z opakowania lody wiśniowe i zaczął jeść mlaskając ze smakiem.

Teodozjusz zrobił to samo, następnie zaczął jeść lody również mlaskając ze smakiem, na twarzy widać było błogie zadowolenie, gdy skończył, uśmiechnął się do przyjaciela.

– O tak, to było bardzo smaczne. Od teraz możesz zawsze przynosić lody.

-Rozpuszczasz się coraz bardziej, chcesz coraz więcej, widzę – zaśmiał się Gabriela – ale w ten sposób coraz bardziej będziesz stawał się człowiekiem, w sumie cieszę się, niedługo obaj będziemy się zastanawiać czy jesteśmy bardziej MurkoCzłekami czy CzłekoMurkami.

– Tak, chyba masz rację, Gab, ale najważniejsze, że jesteśmy jak bracia dla siebie.

– Herbata, my nie jesteśmy jak bracie, my „jesteśmy” braćmi, ja już nie pamiętam jak to było zanim Ciebie usłyszałem, byłem wtedy taki samotny, ale pamiętam jak mnie wystraszył ten cichutki zgrzyt gdy przeszedłeś przez portal i potem długi szmer,  jak przesuwałeś się wzdłuż ściany, a potem jak nie reagowałem to zacząłeś lekko skrobać po ścianie paznokciem, wtedy to już się wystraszyłem na całego. Pamiętam jak Ciebie pierwszy raz zobaczyłem, jak się wtedy bałem , jak tłukło mi się serce. A dziś, czekam z niecierpliwością na Ciebie, tęsknię już za tym abyśmy pocwałowali na Kejtach. A tak niedawno, jak dostałem Aresa, pamiętam jak mnie swoją posturą przeraził i przerażała mnie myśl, że mam na nim jechać, a teraz tęsknię a nim. Krzysia i Anię poznałem tez niedawno, jakoś zawsze byłem samotny, chyba mi brakowało Ciebie, tego kawałka siebie w tobie, bo teraz jestem całkiem innym człowiekiem.

– Dokładnie innym, bo MurkoCzłekiem – zaśmiał się Teo

-Lub CzłekoMurkiem- zawtórował mu Gabriel – idę odłożyć lody do zamrażarki bo się rozpuszczą.

– To ja już chyba przejdę do siebie – powiedział Murek – będę musiał jeszcze, jak zawsze zdać relację Larze i twojemu dziadkowi, oraz omijać Starszego i rodziców, bo inaczej nigdy nie pójdę spać – zaśmiał się – ale o lodach musze im jutro rano opowiedzieć.

-Jak ta sytuacja będzie się częściej powtarzać, to myślę, że przestaniesz robić za posłańca – powiedział chłopiec zamykając pudełka z lodami i składając je jedno na drugie, aby zabrać je z podłogi i zanieść do kuchni.

– Oj jakoś w to nie wierzę –  odparł Murek, też wstał i otrzepał spodnie – Jutro nie zapomnij znów przynieść te lody, pamiętaj! Coś mam przekazać Larze?

Gabriel się lekko zaczerwienił.

– Powiedz, że tęsknie za nimi wszystkimi.

– Wszystkimi równo, czy za kimś w szczególności?  – spytał zaczepnie Teo

– Herbata!

– Co CzłekoMurkuczyMurkoCzłeku bez przezwiska?

– Idę zanieść te lody, bo jak się rozpuszczą to jutro ich nie przyniosę, bo będą do wyrzucenia.

– To szybko je chowaj do tej zamrażarki i do jutra Gab.

                       – Oby Wieczni zesłali Ci dobry sen Teo

                       – Oby Wieczni zesłali Ci dobry sen Gabrielu

Chłopiec zbiegł szybko po schodach, poszedł prostu do kuchni, otworzy drzwiczki od zamrażarki i schował lody. Z salonu słychać było radio, leciała stacja „Radio Wolna Europa”. Rodzice chłopca razem z jego wujkiem siedzieli jeszcze w salonie. Przystanął na chwilkę, nie usłyszał nic poza rozmowami o sytuacji jaka obecnie panuje w kraju, zwykła rozmowa dorosłych, ucieszył się. Byli tak zajęci rozmową, że nie usłyszeli jak zbiegał ze schodów. Zadowolony z tego faktu cichutko i powoli poszedł do swojego pokoju, przebrał się do spania i szybko wskoczył pod kołdrę. Przykrył się jak kiedyś, aż po czubek głowy. Chciał tym zatrzymać te wszystkie myśli, które się do niej pchały, chciał od nich odpocząć. Trochę mu było duszno, gdyż u Murków już przyzwyczaił się do dużej ilość świeżego, czystego powietrza. Po powrocie czuł różnicę, samochody, fabryki, wszystko to powodowało, że powietrze było inne, odczuwalnie cięższe. Oddychał długo i powoli, skupiając się tylko na tym. Myśli powoli zaczęły opuszczać jego głowę, a oddech z czasem zamienił się w równy i miarowy. Gabriel zasnął.

Teo przeszedł przez portal. Od razu zauważył Larysę, która chodziła wzdłuż ścieżki prowadzącej do Portalu. Ciekawe czy to już tak zawsze będzie, że w drodze powrotnej będzie mu towarzyszyć, czy kiedyś jej się to znudzi.

 – I co tam u Tadeusza i Gabriela – powiedziała szybko.

Teo uśmiechnął się lekko pod nosem, myśli że tym ustawieniem kolejności imion mnie zmyli.

– U Tadeusza dobrze, jest u nich brat jego żony, Filip i wydaje się być bardzo szczęśliwy z powrotu do ich świata, z tego co słyszałem, po rozpoczęciu Roku Akademickiego chce wrócić jako wykładowca na uczelnię, życzę mu aby mu się udało, stracił tyle lat gdy tu utknął, a lubię go. Byli wszyscy razem nad stawem łowić ryby i strzelać z wiatrówki, wiem, że dobrze się bawili. Gabriel dobrze strzela, jak wiesz – zaśmiał się, bo historyjkę z jego wpadki słyszeli już wszyscy.

– A właśnie, co u Gabriela – lekko drżącym głosem spytała Lara

– Wszystko dobrze, też jest szczęśliwy, że wujek przyjechał, on jest z nim bardzo zżyty. Wiem, że nad stawem nałowili ryb i wujek je przyrządził na obiad. Słyszałem, że wujek dobrze gotuje.

– A kto łowił?

Teodozjusz pomyślał, że chyba trochę rozminie się z prawda i nie będzie wspominał o Ani, a tym samym o Krzyśku, to zadanie Gabriela, pomyślał.

– Łowiła Barbara, mama Gaba, a Gab, Tadeusz i Filip w tym czasie strzelali.

– Acha, a coś wspominał, mówił, aby przekazać?

– Tak, że tęskni za Wami Wszystkimi.

– Też mu powiedz, że my wszyscy też za nim tęsknimy.

Jak określenie „wszyscy” w ich ustach nabiera innego znaczenia. Wszyscy, zaśmiał się.

– I jadłem lody – pochwalił się

– Lody? Co to lody?

– To taki mrożony deser mleczny, o różnych smakach, ja jadłem czekoladowe, śmietankowe i wiśniowe, i zmieszane czekoladowe z wiśniowymi, to było bardzo smaczne, lody są bardzo smaczne – zaśmiał się

– A co to znaczy mrożony?

– Taki zimny, zamrożony jak śnieg, a jak temperatura się podnosi to topnieją, czyli rozmrażają się. Zimny to znaczy mający niską temperaturę. Jak u nas zachodzi słońce robi się chłodniej, a jakby tak było dużo, dużo, dużo chłodniej to by było zimno. Ja przechodzimy przez portal to ta obślizgłą maź jest zimna, to trochę przypomina to ich zimno, a… a jak deszcz zamarza to tworzy się śnieg, taki biały zimny, podobny do tego co jest w zamrażarce.

– A co to jest zamrażarka?…

Szli w kierunku domu Larysy, każde zdanie Teo wywoływało lawinę pytać Lary, Murka zawsze była bardzo ciekawa i żądna wiedzy, nie tylko o świecie ludzi, ale i ten świat ją zaczął również bardzo interesować. Teo mówił, Lara pytała, on znów coś mówił i znów lawina pytań, tak rozmawiając doszli do domu Teodora. Chyba pierwszy raz ta droga była dla Murka tak przyjemna. Na ławeczce pod drzewem siedział Teodor i znów pytania i odpowiedzi. Dobrze, że chociaż o świecie ludzi, kolejny raz odpowiadać na pytania co to zimno, lody i inne, nie musiał dziadkowi Gabriela. Murek zostawił usatysfakcjonowanego informacjami o rodzinie Teodora, oraz Larysę i kierując się do domu zaszedł jeszcze do Starszego, ten również go wyczekiwał.

– Łaski Wiecznych Teodozjuszu – przywitał go

– Łaski Wiecznych o Starszy.

– Już trochę czasu minęło jak wrócili do ich świata. Opowiadaj jak się czuje Tadeusz i Gabriel.

– Myślę, że coraz lepiej, przyjechał Filip, brat Barbary

– O to bardzo dobrze, mają wparcie emocjonalne, to im się bardzo przyda.

– Też tak myślę. Tadeusz w końcu jest szczęśliwy, gdy na mnie patrzy nie ma tego wyrzutu w oczach, to bardzo miłe uczucie. Powoli się odnajduje, po wakacjach, to taki czas kiedy dzieci, młodzież mają wolne w szkołach, uczelniach, chce wrócić do nauczania. Czy nie możemy poprosić Wiecznych o wstawiennictwo? Czy ich wola tam działa? To by mu bardzo dobrze zrobiło, czułby się tam potrzebny, a i pieniądze, które za prace dostanie, a u nich są waluta wymienna za wszystko,  bardzo im się przydadzą.

– Nie wiem, ale poprosić o wstawiennictwo nie zaszkodzi, to bardzo miłe z twojej strony, że o nich tak myślisz.

– Ja się bardzo zżyłem z tą rodziną, czuje się jakby ich częścią, a teraz jak Gabriel mnie już widzi i jak tam jest Tadeusz i też przychodzi porozmawiać, spytać o ojca, to jak przechodzę to ta więź się pogłębia.

– Tak to prawda, masz racje synu. A jak Gabriel?

– Też myślę, że dobrze. Dziś zastałem go, jak kiedyś gdy przechodziłem, siedzącego w fotelu i czytającego książkę, to bardzo dobry znak. Mówi, że już tęskni za naszym światem, ale martwi się jak ma to wszystko ogarnąć, szkołę, prac w przyszłości, bo musi ukończyć ich szkoły, zdobyć jakiś zawód, który da mu dobrą pracę, a przechodzenie ze świata do świata tego mu nie ułatwi. Jest jeszcze młody, ale już widzi problemy i martwi się nimi, myślę, że trzeba będzie jakoś pomóc mu je rozwiązać.

– To mądry chłopiec, ze szkołą sobie jakoś poradzi, a mając obydwoje rodziców pracujących w tym zawodzie, to przypuszczam, że oni też pomogą ten problem rozwiązać. Uważam, że musi odebrać ich staranne wykształcenie. Może też zdobyłby ten zawód co ma jego dziadek  i wtedy mógłby dużo podróżować, i tym jakoś lawirować z czasem spędzanym u nas, bynajmniej w swoi środowisku miałby wytłumaczenie, że często go nie ma. Ale to jeszcze daleka droga, podstawa to wykształcenie. Jednak, jak zauważyłeś „życie” w obu światach nastręcza problemy i może to być dla niego deprymujące, dlatego my musimy zadbać o jego dobrostan oraz środki materialne dla jego ludzkiej rodziny. A że w Gabrielu drzemie chyba jakiś ogień, będzie to raczej kochliwy młodzieniec. Na szczęście pamiętajmy, że u nas w rzekach dużo jest tego kruszcu, co kiedyś u nich wywołał tzw. „Gorączkę złota”, my tego nie wykorzystujemy, czasem ktoś pozbiera dla ozdób, ale jeśli Murki uwierzą w to, że jest nam potrzebny, może już jak uda się pokonać Cień, to wtedy można by zadbać o ten kruszec dla niego, wiem, że mając złoto można dobrze żyć w ich świecie, więc jakoś problem pieniędzy rozwiążemy.

– To bardzo dobry pomysł, nie będę mu na razie o tym wspominać, chyba że będę widział że się za bardzo zamartwia – ucieszył się Teo.

Co do kochliwości, to on słowo „raczej” uznałby za pewnik, a co do wątpliwości co to słowo niesie, to jedynie zastanawiał się, którą wybierze, Anię czy Larę, czy ewentualnie pojawią się jeszcze inne „Anie”, bo co do Larysy to był pewien, że jeśli ona zagnie na niego parol, to inna Murka nie wchodzi w grę.

Ten wpis został opublikowany w kategorii "Murki" Powieść fantasy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *