MURKI ROZDZIAŁ 8 – „Dziękuję Ci”.

Filip był bardzo szczęśliwy z powrotu Tadeusza i Gabriela. Ucieszyło go to, że w końcu choć trochę ustabilizuje się sytuacja ich rodziny. Martwił się w jakim stanie emocjonalnym zastanie szwagra, jednak po przyjeździe stwierdzi, że na szczęście czas spędzony u Murków nie odbił się aż tak bardzo negatywnie na jego psychice, jak się tego obawiał. Czuł alienację Tadeusza i nie dziwił się, nawet nie wyobrażał sobie siebie w takiej sytuacji, dlatego postanowił pozostać dłużej, aż do momentu, że uzna iż szwagier wrócił do formy. Od dnia w którym Tadeusz przeszedł do Murków martwił się o siostrę. Starał się ją wspomagać materialnie, oraz wspierać emocjonalnie, ale to wszystko było mało. Próbował być dla niej podporą, gdy przeszedł Gabriel, jednak czując jej ból gdy rozmawiali przez telefon i to, że jego pomoc ograniczała się tylko do tych rozmów, bardzo mu to ciążyło. Siostra nie chciała przyjechać do niego, a ze względu na to, że oficjalnie Gab był u niego on nie mógł jej odwiedzić. Zostały tylko telefony i strach o nią, oraz siostrzeńca. Czas spędzony przez Gabriela u Murków strasznie się odbił i na jego psychice. Bał się co będzie z Barbarą gdyby Gab długo nie wracał. Wiedział, że ona na tym fotelu w gabinecie Teodora czekałaby do śmierci. A on? Jak miałby jej pomóc z dala od niej. Nawet jakby mijały miesiące, to nie był pewny czy siostra pozwoliłaby mu przyjechać. Priorytetem było utrzymanie oficjalnej informacji, że chłopiec jest u niego. Ludzie jeszcze pamiętają, że podróżnik Teofil wyruszył na wyprawę badawczą do Nowej Gwinei i nigdy nie wrócił, nie odnaleziono nawet jego ciała. Dziesięć lat temu na wyprawę poszukiwawczą swojego ojca wyruszył Teodor, z której również do dziś nie wrócił. A pięć lat temu wyjechał Tadeusz. Filip już nawet nie pamięta co oficjalnie mówiło się na temat jego wyjazdu, gdyż w miasteczku krążyły już różne dziwne plotki związane z wyjazdami mężczyzn w tej rodzinie, szczególnie, że nikt z miasteczka nigdy nie kojarzył jakiegokolwiek faktu co do ich wyjazdu. Barbara bardzo się bała co będą gadać ludzie gdy i jej syn wyjedzie i nie wróci, dlatego informacja, że Gabriel jest u niego była priorytetowa i to, że on nie może przyjechać do niej do jego powrotu nie podlegało nawet dyskusji. Po każdej rozmowie telefonicznej z siostrą chodził godzinami w kółko po pokoju paląc papierosa z papierosem. Podskakiwał na każdy dźwięk dzwonka w telefonie. Przez to wszystko sam był już na skraju wyczerpania psychicznego i nawet nie mógł myśleć jak musi czuć się Barbara. Przejście Teodora prawie na niego nie wpłynęło. Bardzo lubił teścia swojej siostry i często był u nich w odwiedzinach, ale ta sytuacja bardziej odbiła się na Tadeuszu niż na Barbarze, natomiast jemu jakoś trudno było przyjąć do świadomości ten drugi świat. Gdy przeszedł Tadeusz sytuacja stała się trudna, jednak Barbara całą swoja uwagę i miłość przelała na syna, jakby odsuwając od siebie myśl o przejściu męża. Co z kolei wpłynęło również na odczucia Filipa związane z przejściem Tadeusza. Skupił się bardziej na pomocy materialnej oraz na rozwijaniu więzi z siostrzeńcem, niż na samym fakcie, że szwagra nie było. Natomiast właśnie ta zwiększona uwaga i miłość siostry względem syna spowodowała, że po jego przejściu z Barbarą było bardzo źle. A on się o nią martwił.

Kilka dni po skończeniu przez Gabriela piętnastu lat siostra zadzwoniła do niego z płaczem, że coś się dzieje, że boi się o syna, bo czuje, że nadanie mu innego imienia nie pomogło, że tamten świat się o niego upomina. Filip znał cała historię „Pieczęci” i jej strach, więc jak tylko mógł, to od razu przyjechał do nich aby wesprzeć emocjonalnie siostrę. Jednak sam nic nie zauważył. Gabriel nawet nie zachodził do gabinetu Teodora. Miał nadzieje, że Barbara jest po prostu przewrażliwiona. Dużo z nią na ten temat rozmawiał, choć czuł, że i tak to co mówił było mało pomocne, bo co można doradzić w takiej sytuacji. Potem dowiedział się od niej, że Gab po prostu unikał w tym czasie spotkań z tym Murkiem, bo bał się, że rozmawiając „sam ze sobą” w pustym pokoju, gdyby wujek go zobaczył, to wyszedł by na wariata.

Filip nie potrafił jej doradzić, co ona ma zrobić, co odpowiedzieć, gdy Gab jej powie, że będzie chciał przejść. Rozumiał zafascynowanie młodzieńca istotą z tamtego świata, widział w nim tą rządzę przygód. Znał Teodora, a Gab to „skóra z niego zdjęta” w każdej dziedzinie, dlatego od razu wiedział jaką decyzje podejmie siostrzeniec, gdy do tego dojdzie. A gdy Barbara mu powiedziała, że dowiedział się od Murka, że Tadeusz i Teodor żyją w tamtym świecie był pewien, że młodzieniec przejdzie zasłaniając się chociażby potrzebą sprowadzenia taty z powrotem. Ale czy uda mu się wróci? Czy przeprowadzi z powrotem Tadeusza? Czy ufał, że chłopiec ma jakieś tam moce? Czy w ogóle wierzył w te moce? Znał tę historię i modlił się, aby tak było. Jednak jego rozum nie był tak otwarty na parapsychologie, był bardziej ścisły i nie potrafił uwierzyć w tą całą moc, siły nadprzyrodzone, całą tą percepcję pozazmysłową. A więc zapewniał żarliwie Barbarę, że wszystko będzie dobrze, że im się uda, że wrócą. Ale czy w to wierzył? Chciał wierzyć, bardzo chciał, bo strasznie się bał co będzie gdy tak się nie stanie! Ale czy wierzył?

Gdy w pomieszczeniu rozległ się dzwonek telefonu Filip od razu przyskoczył do aparatu i ze strachem podniósł słuchawkę.

– Wróciłem, jestem – usłyszał.

Nogi mu zadrżały i aż musiał usiąść w fotelu stojącym obok stolika z aparatem telefonicznym. Nawet zapomniał cokolwiek powiedzieć do słuchawki.

– Halo, jesteś tam Filipie? Halo, kto tam? Filipie to Ty?

W słuchawce słychać było zniecierpliwiony głos, głos jego szwagra. Poznał go od razu, w końcu pięć lat to nie wieczność, ale mimo, że spodziewał się tego, miał bynajmniej nadzieje, że Gabrielowi się uda, to jednak miał wrażenie jakby usłyszał głos ducha. Musiał chwilę poczekać, pozwolić zaskoczeniu przejść w fazę pewności, że to nie omamy, że na prawdę po drugiej stronie słuchawki jest Tadeusz.

– Tak, tak to ja, jestem, przepraszam, ale byłem w szoku, że Ciebie słyszę. Przepraszam, tak, tak, oczywiście, że miałem nadzieje, że Gabrysiowi się uda, to znaczy przepraszam, byłem pewny że się jemu uda. Tak, ojej co ja mówię, to źle brzmi. Cieszę się Tadeuszu, że ciebie słyszę, ojej nawet nie wiesz jak bardzo.

– Rozumiem Filipie Twoje zaskoczenie, ale no cóż to „moi”- zażartował z francuska Tadeusz – wróciłem i Gabriel też, no cóż w sumie wiadomo, że jeśli ja to i on, ale co najważniejsze, obaj mamy się dobrze. Nawet mógłbym rzec, że cała trójka ma się dobrze, choć Barbarze przyda się jak widzę trochę wyżywienia i snu.

– Rano będę u Was!

– Filipie nie szalej, nie jedź jak wariat po nocy.

– Do jutra Tadeuszu, musze się szybko przygotować i trochę się prześpię i czekajcie na mnie rano, będę u was.

 Życie w rodzinie Zapolskich normowało się bardzo powoli się. Ten wypad całą szóstką nad staw nie był jedyny. Jednak z czasem początkowa euforia powrotu Tadeusza do świata ludzi, która, sugerowała, że wydawało się iż te pięć lat spędzonych u Murków nie wpłynęło na niego negatywnie, szybko minęła, a alienacja zaczęła pogłębiać się coraz bardziej. Tadeusz stracił apetyt, zaczął coraz więcej czasu przebywać w sypialni, co trochę to drzemiąc, to leżąc ze wzrokiem wbitym w sufit. Nawet nie pozwalał żonie odsłaniać zasłon, gdyż zaczął odczuwać jakiś rodzaj strachu przed porannym słońcem wpadającym przez okno. W nocy natomiast nie mógł spać, tylko chodził po całym domu, jednak ze strachem omijając gabinet ojca. Raz nawet obudził Gaba płacz Tadeusza, jego pokój położony był bliżej schodów na górę niż sypialnia rodziców, czy pokój gościnny i syn zastał ojca jak siedział przestraszony na podłodze w kącie, gdyż drzwi do saloniku dziadka były uchylone. Ojciec bał się obok nich przejść, aby zejść na dół. Ten widok bardzo wstrząsnął Gabrielem. Stan psychiczny Tadeusza  pogarszał się, co bardzo martwił też Barbarę jak i Filipa. Nie wiedzieli co mają zrobić, bali się szukać pomocy medycznej, bo jak maja wytłumaczyć jego stan, czy strach, nie wspominając skąd się wziął, oraz tego co przeżył. Bo oni rozumieli Tadeusza i to bardzo dobrze. Tylko jak zrozumie go psychiatra? Przecież nie uwierzy, że Tadeusz właśnie wrócił po pięciu latach z innego świat, natomiast odbierze to jako urojenie. Faktem było, że wrócił po pięciu latach, jednak oficjalnie była to podróż służbowa, badawcza i pogłębiająca wiedzę o terenach, gdzie wcześniej wyruszyli Teofil i Teodor i fakt, że jakąś część traumy można by tym wytłumaczyć. Jednak co będzie gdy Tadeusz zacznie mówić o tym co na prawdę przeżył, a nie to co musieli by spreparować na poczet takich rozmów. A więc pomoc lekarska odpadała. Barbara przynosiła z biblioteki coraz to nowe książki o tematyce psychologicznej i czytała, czytała, aż nawet koleżanka pracująca w bibliotece uniwersyteckiej zaczęły pytać czy ma w planie zmienić zawód. Nie miała, a po całej tej lekturze ewidentnie stwierdziła, że nie nadaje się ma psychologa. Dlatego liczyli tylko na czas i jakieś zrządzenie losu. Czas… Los… Gabriel najpierw przestał zapraszać przyjaciół do domu, bo bał się, że mogą zobaczyć ojca w takim stanie. Dni mijały, Tadeusz znikał za dnia w sypialni, Barbara snuła się po domu z książkami psychologicznymi, Filip ewidentnie nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Powinien wracać, ale nie chciał zostawiać siostry samej. A Gab gdy tylko mógł wsiadał na rower i albo jechał do przyjaciół, albo snuł się po mieście, aby zabić czas. W nocy natomiast role się odwracały, Barbara zamykała się w sypialni, aby choć na chwilę przysnąć, Tadeusz błądził po całym domu jak w letargu, a Filip i Gabriel próbowali jego nie słyszeć, aby móc choć na chwilę zamknąć oczy. Powoli cała czwórka przypominała zombie. Malo jedli, mało spali, mało wypoczywali. W końcu i Gabriel przestał wychodzić z domu, nie wiedział co ma odpowiadać przyjaciołom na zadawane pytania o stan jego ojca, a w końcu i jego. Przez ten czas nie zachodził też do gabinety dziadka, bał się aby nie zastał go tam tata i nie wpadł w jeszcze większą panikę. A ponieważ godziny w domu mu się dłużyły, to zaczął przesiadywać z ojcem w sypialni rodziców i opowiadać mu o obecnym życiu w miasteczku. O tym co się zmieniło, przez te pięć lat, gdy ojca nie było, o każdym nowym budynku, ulicy, każdym nowym sklepie, o wystawach sklepowych, o nowych smakach lodów, o plakatach spektakli jakie ostatnio widział, o filmach w kinie, o kawiarence z szafą grającą, o muzyce, o przyjaciołach, ich wypadać, o szkole. Gab mówił i mówił, Tadeusz leżał nieruchomo i wydawało się, że nie słucha, jakby był w jakimś letargu. Dni mijały. Gabriel kiedyś czytał, że do osób w śpiączce powinno się mówić, pomyślał więc, że stan jego ojca za dnia przypomina trochę, taki stan jakby był w takiej śpiączce, dlatego się nie zrażał, cierpliwie mówił i mówił. Miał trochę praktyki związanej z taka sytuacją, gdyż wiele dni spędził na rozmowach z portretem dziada. W końcu zauważył, że ojciec jakby słucha, reaguje. Gdy skończyły mu się tematy wpadł na pomysł aby czytać mu książkę. Przyniósł z gabinetu dziadka „Przypadki Robinsona Crusoe” Daniel Defoe i zaczął czytać. Zauważył, że tata słucha już z większym zainteresowaniem. Gdy raz popołudnie było pochmurne poprosił o to aby mógł odsłonić zasłony, gdyż było za ciemno na czytanie. Co prawda, aż tak ciemno nie było, aby pomyślał, że taki fortel to będzie dobry pomysł, ojciec zgodził się, kiwając głową. Od tego popołudnia Gabriel odsłaniał zasłony bez pytania. W końcu odważył się spytać, czy nie poszliby do ogrodu i nie czekając na kiwnięcie głową wstał, i wyszedł z pokoju. W ogrodzie usiał na leżaku, który był widoczny z sypialni rodziców i zaczął głośno czytać. Czytał i czekał. W końcu doczekał się, tata przyszedł do ogrodu i usiadł na leżaku obok. Gabriel czytał, mama przyniosła herbatniki i lemoniadę, i również usiadła, potem dołączył Filip. I tak od tego momentu siedzieli w ogrodzie razem. Gabriel czytał a oni słuchali.

Aż pewnego wieczoru, gdy mieli się zbierać do domu usłyszeli pytanie Tadeusza skierowane do syna

– A ty nie idziesz spotkać się z Teodozjuszem?

Cała trójka oniemiała, tak dawno nie słyszeli jego głosu, że byli w szoku. Pierwszy otrzeźwił się Gab

– Nie wiem tato, wiesz od dawna tam nie byłem.

– Dlaczego? – spytał ojciec.

– Nie wiem, bałem się o Ciebie, tato. Nie wiem, nie mogłem.

– Teodozjusz pewnie tęskni i też się martwi.

– Pewnie tak, tato.

– Idź synu, my tu sobie jeszcze chwilkę posiedzimy i też pójdziemy do domu.

Gabriel rzucił się uradowany ojcu na szyję i pognał do domu, tak bardzo stęsknił się za przyjacielem

-Spytaj co tam u dziadka – usłyszał za plecami głos taty.

Szedł szybkim krokiem i uśmiechał się, miał nadzieje, że może to już koniec tej gehenny, może ojcu już będzie lepiej.

Teodozjusz przechodził co wieczór do świata ludzi, jednak Gabriel przestał przychodzić do gabinetu dziadka. Ale Teo to rozumiał, słyszał, że z Tadeuszem jest źle. Bardzo się tym martwił, zamiast wracać na noc do siebie, siedział prawie do świtu oparty o ścianę i drzemał, bał się, tak bardzo się bał o Tadeusza. Raz w nocy słyszał jego płacz i to, że Gabriel przyszedł na górę po niego. Gab nie wszedł do gabinetu, tylko zamknął drzwi, które były uchylone. Teo dalej czekał, źle się czuł z tym psychicznie, jako Murek czuł na swoich barkach odpowiedzialność za stan Tadeusza. Nawet zaczął myśleć, że to jego wina, bo to on przeprowadził Gabriela, aby ten mógł przeprowadzić z powrotem ojca. Tadeusz nie był u nich szczęśliwy, ale był bynajmniej zdrowy. Nawet Teodor miał wyrzuty sumienia, gdyż też naciskał aby Tadeusz wrócił. Starszy również bardzo źle się czuł z tym, że „Pieczęć” spowodowała najpierw śmierć Teofila, a teraz chorobę Tadeusza. Teo poprosił aby Starszy wstawił się u Wiecznych i poprosił ich o pomoc. Nie wiedział, czy ich moc sięga świata ludzi, ale przecież nie zaszkodzi prawda, pomyślał. Sam również codziennie odwiedzał Świątynię Wiecznych prosząc ich o pomoc, o to aby zdrowie Tadeusza się poprawiło, bo wtedy byłaby nadzieja, że znów zobaczy Gabriela. Tęsknił za nim bardzo. Bał się, że po tej sytuacji chłopiec się oddali od świata Murków, a nawet jeśli tak by się stało, to on nie miałby o to do niego żalu. Ale co wieczór dalej przechodził, siadał po turecku oparty o ścianę w swoim ulubionym miejscu i drzemał.

Gabriel wpadł do saloniku dziadka z impetem, nawet nie myślał, co by dziadek powiedział, bo wiedział, że gdyby znał sytuację, to by się ucieszył. Choć w sumie pewnie dziadek wszystkiego się od Teo dowiedział, znał sytuację, i na pewno się martwi o syna, to tym bardziej by się ucieszył, przemknęła mu myśl, gdy wykrzyczał.

– Powiedział, abym do Ciebie przyszedł, bo się pewnie martwisz, słyszysz, powiedział tak!

– Kto? Tadeusz? – spytał Teodozjusz wyrwany z drzemki.

– Tak, tata! Nie wiem czy wiesz, ale on był chory, to znaczy jest chory, to znaczy chyba mu jest lepiej, bo odezwał się, w końcu się odezwał i powiedział bym do Ciebie przyszedł i mam się spytać co u dziadka.

– Gabrielu nawet nie wiesz jak się cieszę, tak się martwiłem i Teodor tez się martwi. Czuję, że to moja wina, bo przeprowadziłem Ciebie.

– Co ty mówisz, Teo!

– No, gdybym powiedział Starszemu, że mnie nie słyszysz i nie widzisz, nikt by się nie dowiedział, tylko ja tu przechodzę, i ty byś nie przeszedł do nas po ojca. On tam był chociaż zdrowy.

– Teo, pamiętasz że tata się u was już jakoś dziwnie zachowywał, pewnie miał już tą, depresję. Sam mówiłeś, że dziwnie, z wyrzutami na Ciebie patrzy. Czuł się obcy u was, a po powrocie ta, jak to wujek nazwał, a… alienacja się powiększyła i w głowie mu się uroiły różne strachy, ale już jest lepiej. Wiesz, martwiłem się o niego i przestałem wychodzić z domu, zacząłem z nim przesiadywać i mówić do niego, w końcu zacząłem mu czytać książkę i udało mi się go wyciągnąć do ogrodu, a dziś się odezwał, tak się cieszę.

– Ja też Gab, ja też. Co do jego stanu to może masz i rację, pewnie ten stan zaczął się u nas, oby tylko było lepiej.

– Będzie Teo, będzie.

– My ze Starszym to nawet Wiecznych prosiliśmy o zdrowie dla Tadeusza, nie wiem czy Wieczni coś mogą u Was w świecie, ale pomyślałem, że nie zaszkodzi. Chcę abyś wiedział, że i ja, i Starszy bardzo źle się z tym czujemy. Ja już nie wiem, czy ta „Pieczęć” to była dobra rzecz.

– Teo, gdyby nie „Pieczęć” to nie wiadomo czy Teofil urodziłby się żywy, a potem Teodor, tata i ja. A nawet, jakbyśmy się urodzili, to pewnie bylibyśmy inni, nawet przypuszczalnie i Ty byłbyś inny, bo nie miałbyś „Pieczęci”, a już na pewno byśmy się nie spotkali. Ja się cieszę, że mam brata bliźniaka, chyba, że ty nie?

– Nawet tak nie mów, wiesz, że się z tego cieszę, ale zobacz ile to niesie ze sobą tragedii, czy na pewno bilans jest na naszą korzyść – Teo mówiąc to zasępił się.

– Ja wiem dlaczego jesteś taki smutny – powiedział Gab zadziornie, chcąc rozweselić Teo.

To, że tu w końcu był, rozmawiał z przyjacielem polepszyło mu humor, ale widział, że Teodozjusz jest strasznie zamyślony i smutny, postanowił rozśmieszyć trochę swojego bliźniaka.

– Dlaczego?

– Bo tęskniłeś za mną – z triumfem w głosie przekomarzał się Gab.

– A właśnie, że nie za tobą – powiedział Teo.

– Za mną, za mną.

– Nie, nie za Tobą?

– A za kim? Nikogo innego tu nie ma.

– A czy ja powiedziałem, że za kimś? Nie za kimś, tylko czymś!

– Czymś?

– A tak, czymś, bo tęskniłem za lodami – Teo, też zaczął się przekomarzać.

– Ale nie będziesz miał lodów beze mnie. Kto inny Ci je przyniesie.

– No dobra, jakoś zniosę twoje towarzystwo, jeśli będą te lody.

– To czyli mogę sobie iść.

– Dokładnie tak, po te lody.

– A żebyś wiedział, że sobie pójdę.

– Idź, idź, już się nie mogę doczekać aż sobie pójdziesz.

– To idę.

– Papa do zobaczenia z lodami.

Obaj zanosili się od śmiechu, takiego lekko oczyszczającego, rozluźniającego sytuację ostatnich dni. Gabriel skierował się do drzwi wyjściowych z pokoju.

– To idę.

Za drzwiami przystanął chwilę nasłuchując. W domu nie było słychać żadnych rozmów i odgłosów, widocznie rodzice i wujek jeszcze byli w ogrodzie. Cicho zszedł do kuchni, wyjął opakowanie lodów waniliowych z zamrażarki, wziął dwie łyżeczki i wrócił na górę.

– Mam, mam lody waniliowe.

Położył opakowanie przed siedzącym murkiem, usiadł naprzeciwko niego i podał mu łyżeczkę.

– Waniliowe – powiedział – nowy smak.

– Waniliowe mówisz, dobre.

Chłopcy całą swoja uwagę skupili na jedzeniu lodów, pomlaskując co trochę. Gdy opakowanie było już puste Gabriel usiadł na ziemi obok Mura, oparł się o ścianę z westchnieniem.

– Jak dobrze tu z tobą być – powiedział – to dla mnie już stały element dnia. Jak tu nie przychodziłem, to czułem, że coś jest źle. Wiesz, nie chciałem, nie mogłem przychodzić, gdy tata był w tym stanie. On nawet przechodzić obok tego pokoju się bał, raz obudził mnie w nocy jego… – głos uwiązł mu w gardle.

– Wiem Gab, słyszałem.

– Jak to słyszałeś? Przecież to było w środku nocy.

– Tak, bo ja od kiedy twój tata stał się taki, no wiesz… to wracałem dopiero przed świtem. Bo ja tak się z tym źle czułem, tak źle Gab i tak się bałem, że przez to Ty już nie będziesz chciał tu przychodzić, mnie znać. Że może masz o to wszystko żal do mnie.

– No co ty, nie przychodziłem, bo nie chciałem aby nas może tata usłyszał, bo może wtedy ten jego stan by się pogłębiał. Nie wiedziałem co mam robić. A właśnie tata kazał spytać co u dziadka?

– Poza tym, że też bardzo martwi się o Twojego tatę, oraz o to jak to się odbije na tobie i czy jeszcze po tym wszystkim Ciebie zobaczy, to dobrze. U nas w sumie u wszystkich jest tak samo.

– To możesz mu przekazać, że dziś tata kazał się o niego spytać i w ogóle że kazał mi iść spotkać się z tobą. Mam nadzieje, że to znaczy, że jakoś przełamał to wyobcowanie w sobie i ten strach. Powiedz, że powoli od teraz musi być lepiej.

Aby nie drażnić oczu Murka światłem ludzi w gabinecie były zasłonięte grube zasłony i zgaszone światło.  W pokoju panował półmrok. Gabriel przyzwyczajony do szarości Teo, nie zauważył, że przyjaciel jest jakby jeszcze bardziej szary. Teraz przyjrzał się mu dokładniej i zobaczył, że on też jest strasznie wyczerpany.

– Czekaj, jak to wracałeś przed świtem?

– No przed świtem, byłem taki zestresowany, bałem się o Was. Wiem, że i tak nie mógłbym pewnie pomóc, ale jakoś nie mogłem wracać do siebie, więc siedziałem w tym najdalszym, najciemniejszym kącie do świtu.

– To ty jesteś pewnie przemęczony, co to za odpoczynek siedzieć w kącie do świtu, to dziś idź już do swojego świata i wyśpij się w łóżku – powiedział Gab

– Myślisz, że wszystko będzie dobrze, nie będziesz mnie tu potrzebował.

– Tak, zmykaj, tak Ci rozkazuje Twój starszy brat bliźniak.

– U nas nie ma starszego i młodszego, urodziliśmy się w te samej sekundzie, pamiętasz?

– No to ten mądrzejszy brat Ci rozkazuje, idź się wyspać do siebie.

– Chyba przemądrzały, a nie mądrzejszy – zaśmiał się Teo.

– Na pewno ładniejszy.

– Chciałbyś być ładniejszy.

– Na pewno nie taki poszarzały, idź bo mi zszarzejesz tu jeszcze bardziej, że już Ciebie nie będzie nawet widać, a sio! Ja też położę się, może tej nocy ojciec zaśnie, tyle świeżego powietrza też pewnie mu w tym pomoże, to i ja się w końcu wyśpię, bo szczerze też nie pamiętam kiedy się porządnie wyspałem.

Teodozjusz przeszedł do swojego świata. Nikt na niego nie czekał, Larysa przestała go wyczekiwać, gdy on zaczął wracać o świcie. Murek stał przez chwilę oparty o portal i zastanawiał się co ma robić, czy pójść do Starszego, czy do Teodora, czy w końcu pójść o normalnej godzinie się położyć  i wyspać. Zwyciężył obowiązek, skierował swoje kroki do Starszego. Szedł i ze zmęczenia potykał się o kocie łby, to mu przypomniało potykającego się Gabriela. Przystanął na chwilkę. Nie, pomyślał, do Starszego pójdę jutro, teraz to dziadek przyjaciela pierwszy powinien się dowiedzieć o zmianie stanu Tadeusza. Skręcił w dróżkę prowadzącą do domu Teodora. Nie było jeszcze tak późno, pomyślał, pewnie nie śpią. Gdy zbliżał się do płotu, zauważy, że pod drzewem siedzi Kira. Pomachał do niej z daleka na przywitanie.

– Teodor, Teodor, chodź szybko, Teodozjusz idzie do nas – wstała z ławki i zawołała w drzwiach domu.

– Łaski Wiecznych, wchodź, siadaj – zawołała do Teo -Teodor tak na Ciebie czeka.

– Łaski Wiecznych Kiro, dziś jak przeszedłem to najpierw skierowałem kroki w kierunku domu Starszego, ale potem pomyślałem, że to tutaj powinienem przyjść.

– A jakie wieści masz, dobre czy złe? – ze strachem zapytała Murka.

– Może jeszcze nie dobre, ale myślę, że chociaż pomyślne.

– Siadaj, siadaj, przyniosę zaraz coś o picia i chyba do zjedzenia, bo marnie wyglądasz! |Dobrze, że do nas przyszedłeś, Teodor tak strasznie się zamartwia o syna i wnuka.

Z domu wyszedł Teodor, a za nim Larysa. Usiedli naprzeciwko chłopca z niemymi zapytaniami w oczach.

– Pewnie zauważyłaś Lara, że nie wracam od nich tak jak kiedyś.

-Tak, jak robiło się bardzo ciemno, to sama wracałam, aż przestałam przychodzić i czekać na Ciebie.

– To dobrze, bo ja zacząłem wracać dopiero przed świtem. Tak się bałem o Tadeusza i Gabriela, ale dziś Gab przyszedł w końcu do góry i rozmawialiśmy długo. To Tadeusz powiedział mu aby poszedł się ze mną spotkać.

– Dzięki Wiecznym – powiedział Teodor.

– Wierzysz, że oni mogli pomóc?

-Nie wiem w co wierze. Kto czy co pomogło, ale najważniejsze, że mój syn się powoli otrzeźwia z tego letargu. Ale opowiadaj synu.

Teodozjusz opowiedział wszystko to co usłyszał od Gabriela.

– Z tego chłopca jest mądry młodzieniec – powiedziała Kira – teraz wiem, za co go tak polubiłam.

– Tak, nie głupi – zaśmiał się Teo – w końcu mój bliźniak. Będę niedługo się zbierał, bo jak znam życie to będę musiał to jeszcze raz opowiadać rodzicom. Do starszego zajdę jutro, może będą lepsze wieści.

– Ja jutro będę na Ciebie czekała, to razem pójdziemy – powiedziała Lara

Teodozjusz posiedział jeszcze chwilkę, skończył jedzenie i picie, i nagle poczuł przypływ siły.

– A może masz siłę na przejażdżkę? – spytał Larysy – ja ostatnio nie miałem siły jeździć jeszcze i na Aresie, przydałoby mu się trochę ruchu.

– Pewnie – odpowiedziała dziewczyna – możemy pójść do Ciebie i wziąć kejty na przejażdżkę.

Gdy szli do domu Teo, chłopiec opowiadał o lodach waniliowych, o swoim strachu o przyjaciela, obawach, że się od nich odwróci. Mówił i mówił, widać potrzebował tego tak samo, jak Ares przejażdżki. Lara nie przerywała, słuchała.

– Zawsze mnie zadziwia jak bardzo jesteś z nim związany – powiedziała do Teo, gdy skończył – nie wiem czy to dla Ciebie dobre, bo może się mylę, ale on chyba mniej.

– Nie wiem Lara, może i mniej, może tyle samo, pamiętaj, że ja przechodzę tam codziennie już chyba więcej niż dziesięć lat, a on mnie poznał parę miesięcy temu. To na pewno ma wpływ na mój stosunek do niego i odwrotnie. Poza tym pamiętaj, że opiekowanie się nim miałem przypisane od kiedy zacząłem przechodzić z „obowiązku” , a nie tylko z ciekawości. Od kiedy Starszy mi wyjaśnił jakie są moje powinności wobec Gabriela, ludzi i Murków. Ta odpowiedzialność na pewno ma duży wpływ na mój stosunek do niego, a i wiesz, że my szybciej dojrzewamy.

– No tak, pamiętam jaki z Gaba był dzieciuch jak tu przeszedł.

– Ale jak zmężniał, jak dorósł tu u nas w tak krótkim czasie.

– |Tak, to prawda.

– Do dziś pamiętam, jak przed powrotem chciał iść do Starszego, bo musi, jak on to powiedział  „Przekazać jaką podjąłem decyzję”, aż mnie wtedy zatkało.

Młodzież dotarła do domu Murka, weszli do stajni i przygotowali oba kejty do przejażdżki. Aresowi niezbyt spodobało się to, że pierwszy raz jeźdźcem miała być Larysa, jednak miał chyba zbyt długą przerwę aby oponować i za chwilę jeździec czuł się na nim jak na swoim kejcie. Teo i Larysa przeszli ze stępa w kłus, Ares cicho rżał, widać było, że zwierzę bardzo za tym tęskniło. Gdy wyjechali poza teren zabudowany z półsiadu przeszli w galop, aby na równinie przejść w cwał. To było to, czego wszyscy potrzebowali.

Gabriel jeszcze chwilę stał w pustym gabinecie. To był pierwszy raz, że Teo przeszedł wcześniej i on został sam tak bardzo to odczuwając. Nagle pomieszczenie stało się dla niego takie puste, a on poczuł się taki osamotniony. Ciekawe, czy Teo też tak to odbiera gdy Gab wychodzi z pokoju? Czy fakt, że ktoś wychodzi drzwiami, de facto przeznaczonymi do tej czynności, wpływa na odbieranie tej sytuacji inaczej, zaczął się zastanawiać, a inaczej odbierane jest znikanie przez ścianę? Choć samo znikanie przez ścianę dla Murka jest rzeczą tak oczywistą, u nich przecież przez Portale podróżuje się do innych miejsc, jak dla Gabriela wychodzenie drzwiami. Jednak Gab samo przejście jako czynność widział pierwszy raz, bynajmniej pierwszy raz się na tym tak bardzo skupił. Trochę zaczął rozumieć ojca, którego to, że Teo mógł tak przechodzić w jedna i w drugą stronę do światów, oraz sam fakt przejścia przez mur, ścianę, bardzo frustrowało. Chłopiec też poczuł frustrację, jakieś takie rozdrażnienie, gdy Murek tak po prostu znikł, a on podszedł do ściany i nic. Ściana dla niego w tym miejscu była tylko ścianą. Może to nie było dokładnie tu, pomyślał. Zaczął dotykać ścianę w innym miejscu, i innym, i jeszcze innym. Nic! Stał tak chwilę zszokowany sytuacją. Ciekawe czy już zawsze będzie tak się czuł, taki sfrustrowany, bezsilny, czy z czasem będzie mu łatwiej. Na chwilę obecną ten stan mu się nie podobał. Nagle poczuł straszny żal do matki, że zmieniając mu imię odebrała mu tą możliwość. Nawet tata mógł przejść choćby w jedną stronę, a on nawet do świata murków sam nie przejdzie. Usiadł w fotelu zamyślony i nagle chciał pobiec do sypialni rodziców i wykrzyczeć do matki „dlaczego mi to zrobiłaś, dlaczego odebrałaś mi możliwość przechodzenia przez portal, jak mogłaś mi to odebrać, gdyby nie ty, to bym mógł”, już się podniósł aby biec, ale usiadł z powrotem. Teo, pomyślał, gdybym mógł przechodzić sam, to nie poznałbym Teo. Czy wtedy w ogóle Teo by się urodził? A nawet jeśli to przypuszczalnie nie czuł by tej więzi z nim. A tak miał „brata”, „brata bliźniaka” sprecyzował. Ale ta więź to też jego bezsilność. A coś co miało należeć do niego, być jego, ma Teo! Ta moc miała być moja, pomyślał, moja, a teraz on ją ma! Znów chciał pobiec do matki i wykrzyczeć jej to w twarz. To moja moc, a przez nią dostał to ktoś inny! Żal i złość wzbierała w nim, miał wrażenie, że za chwilę wyleje się z niego jak tsunami. Moja, miała być moja, oddałaś ją i dostał ją ktoś inny! Podsycał w myślach. I nagle przed oczami zobaczył sytuację gdy matka powiedziała mu o tym wszystkim. Jej strach o niego, przypomniał sobie sytuację gdy przeszedł dziadek, ten smutek, i płacz matki gdy przeszedł ojciec. Te ukrywane tyle lat łzy na jego urodziny. Nie widział jej żalu i strachu gdy sam przeszedł, ale widząc jak wyglądała jak wrócił wyobraził sobie ile ją to kosztowało. Tak odebrała mu to, ale zrobiła to z miłości, bała się o niego. Zrobiła to, co uważała za słuszne aby go przed tym losem uchronić, gdyż według niej było to zagrożeniem dla niego, chciała o niego dbać, o jego dobrostan w jedynym jej znanym świecie, świecie ludzi. Przypomniał sobie co powiedział wujek Filip, że to w rodzinie ze strony jego taty musiała być ta moc, bo on nie potrafi tego drugiego świata pojąć, tych sił nadprzyrodzonych, zjawisk paranormalnych, całej tej metafizyki. Możliwe, że u mamy jest podobnie. Bo niby od początku poznania taty wiedziała o tej „Pieczęci”, ale wiedzieć to nie znaczy zrozumieć i zaakceptować. Siedział w fotelu i oddychał ciężko, ciekawe czy ta złość na nią mi kiedyś przejdzie, pomyślał. Musi się postarać, aby móc powiedzieć samemu sobie, że można o czymś wiedzieć, oraz zrozumieć i zaakceptować. Oddychał i znów pomyślał o Teodozjuszu! Czy gdyby teraz mógł wybierać, to wybrałby moc czy jego? Czy przechodzenie tam bez niego dałoby mu taka frajdę? Chyba nie! Ale byłby niezależny! A tak zawsze gdy będzie chciał przejść czy wrócić będzie od niego zależny. I znów poczuł wściekłość i frustrację. Bo co by było gdyby z Teo coś się stało? Przypomniał sobie to uczucie bezradności, gdy przeszedł i gdy dotarło do niego, że bez Murka sam nie wróci. Ale przypomniał sobie też oczy Murka, to, że zawsze był przy nim, dla niego. To, że Gab ma tu przyjaciół, swoje życie, a Murek swoje życie przyporządkował Gabowi i nigdy się nie skarżył. Może on też tej mocy wcale nie pragnął, może też by ja oddał, ale przyjął los i trwa przy Gabrielu, drzemie do świtu skulony na podłodze w ciemnym kącie pokoju, gdy coś jest źle. W sumie w świecie Murków też jest w jakiś sposób wyalienowany. Nie dość, że tylko on może do świata ludzi przejść, to jeszcze ten fakt przez wielu Murków odbierany jest negatywnie. Sam tego doświadczył. Nawet pamięta jak hodowca Aresa powiedział „wybrał sobie tego człowieka z innego świata, jego wola” z przekąsem, wyrzutem i jakby niechęcią. Przypuszczalnie Teodozjuszowi też nie jest łatwo, pomyślał. Tak jest i tak już musi być. Lekkie ukłucie żalu do matki i straty czegoś zostało, ale zaczął też myśleć o tym spokojniej, z akceptacją i trochę z radością, że ma Teodozjusza. Chwilę posiedział przypominając sobie wszystkie fajne chwile spędzone z Murkiem. Oraz te początki, ten strach, a potem fascynację nim i jego światem. A ta sytuacja, jak pomyślał, że go uwięzili i chcą go otruć, ależ był zły na Teo, że ten tak dobrze się tym bawił, jednak sam się w tej chwili do tej sytuacji uśmiechnął. Tak mam Teo i jest jak jest, tak musi być, może tak miało być, taka karma, pomyślał.

Rano obudziły Gabriela odgłosy rozmów z kuchni. Mama, Wujek, ich wesołe głosy słyszał wyraźnie. Nasłuchiwał się z bojącym sercem, jest spokojniejszy i cichszy, ale jest i głos ojca.

Ucieszył się, wstał i szybko się ubrał. Wszedł z uśmiechem do kuchni.

– Jesteś głodny synku? – spytała mama.

-Jak wilk – zaśmiał się wesoło biorąc talerzyk na kanapki i kubek na herbatę – siedź mamo, poradzę sobie – powiedział.

Nałożył sobie trzy kanapki i nalał herbaty do kubka. Spojrzał na ojca. Wygląda dużo lepiej, pomyślał. Mama i wujek też, pewnie się w końcu wyspali. Sam również czuł się lepiej. Każde z nich potrzebowało spokojnego leczniczego snu. Ciekawe jak dziś będzie wyglądał Teo? Jemu pewnie ta dawka „lekarstwa” we własnym łóżku także się przydała.

– Czy przed obiadem też nam poczytasz synu? – spytał Tadeusz – Bardzo jestem ciekaw jak ta opowieść się skończy.

– Nie możliwe, że nie pamiętasz zakończenia – zaśmiała się Barbara – Gabriel dawno nie wychodził z przyjaciółmi – powiedziała.

– Bardzo chętnie – wtrącił szybko Gab – skończymy książkę i po obiedzie pojadę na rowerze do przyjaciół.

– Może i pamiętam Basiu – Tadeusz uśmiechnął się do niej czule – ale końca tej opowieści czytanej mi przez mojego syna jeszcze nie słyszałem, więc będzie to pierwszy raz.

Wstał z krzesła i podszedł do syna, objął go mocno i powiedział.

– Dziękuję Ci.

Takie dwa proste słowa „dziękuję Ci” a ile wyrażają. Bo chłopiec czuł, że ojciec nie dziękuje mu tylko za to, że dziś zostanie z nimi i skończy czytać tą książkę, ale za całość. Za tą chwilę w nocy przed gabinetem dziadka, za te dni, gdy mówił i mówił, za te godziny czytania, za zasłony, za ogród. Poczuł się taki dorosły, dumnym z siebie, pewny, że zrobił co trzeba.

– To nic tatusiu, ty też byś to dla mnie zrobił – powiedział, a serce o mało nie wyskoczyło mu z piersi – To może mama zrobi wam kawę, a mi lemoniadę i weźmiemy herbatniki i pójdziemy do ogrodu, tam skończę czytać książkę?

– To bardzo dobry pomysł synku – przytaknęła Barbara.

Filip z Tadeuszem poszli do ogrodu, rozsiedli się w ich ulubionym miejscu. Barbara przygotowała kawy, cukier, mleczko i lemoniadę, postawiła wszystko na tacy. Wyjęła herbatniki z szafli i już chciała położyć obok, gdy Gab włożył sobie książkę pod pachę i szybko chwycił tacę wyprzedzając matkę. Poczuł się trochę źle za ten żal do niej, który wczoraj odczuwał, chociaż tak mógł to jakoś wynagrodzić.

– Ja to zaniosę – powiedział.

– Wydoroślałeś synku – powiedziała matka – ja też Ci dziękuję.

Ten wpis został opublikowany w kategorii "Murki" Powieść fantasy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *