MURKI ROZDZIAŁ 9 – Tam i z powrotem.

Gabriel skończył czytać i odłożył książkę na stolik, zrobiło się już popołudnie. Spojrzał na ojca, jego wzrok błądził gdzieś daleko. Gabriel przestraszył się, że może wybrał złą lekturę. Nie czytał tej książki, nie znał jej treści, teraz jednak jak się w nią zagłębić, to może ona trochę przypominać sytuację przeżyć u Murków. Spojrzał na matkę, zbierała naczynia na tacę. Nie mógł wyłapać jej wzroku, ciekawe czy też to pomyślała, zastanawiał się. Wujek wyciągnął paczkę papierosów.
– Pozwolicie, że zapalę? – spytał.
– Zapal sobie braciszku – odpowiedziała Barbara.
– Przyniosę wujkowi popielniczkę – powiedział Gabriel, zerwał się z leżaka, wziął od matki tacę i skierował się do domu.
Za chwilkę wrócił z popielniczką i postawił ją na stoliku naprzeciwko Filipa.
-Dziękuję Ci, synu – podziękował Filip
– Jak ten nasz chłopiec zmienił się w tak krótkim czasie – zaśmiała się Barbara – aż nie mogę się do tego przyzwyczaić.
– Mówiłem Ci już to Basiu – powiedział Tadeusz – jak przeszedł do…- zająknął się, odchrząknął – do Murków – powiedział już pewnym, spokojnym głosem – to… – znów musiał odchrząknąć bo głos mu się załamał –  ja pamiętałem dziecko – znów głos nabrał pewności siebie – a przeszedł chłopiec. Ja wtedy pomyślałam jaki on już duży, jak dorósł, ile lat mi tu, znaczy u Murków uciekło, ile straciłem. Ale oni, Murkowie dojrzewają szybciej od nas i zauważyłem tą różnicę miedzy Gabrysiem a rówieśnikami u nich. Bardzo się przestraszyłem, gdy uzmysłowiłem sobie, że przez stratę tych pięciu lat, gdy go pierwszy raz zobaczyłem po przejściu, wydawał mi się już taki dorosły, ale na drugi dzień widziałam, że to jeszcze dziecko. Nie obraź się Gabrysiu – uśmiechnął się do syna – byłeś taki młody, przestraszony. Miałem straszne wyrzuty sumienia, że przeszedłeś przeze mnie, bałem się okropnie. Ten czas gdy byłeś u Murków odbił się na mnie strasznie, bo tak bardzo chciałem wrócić, ale jeszcze bardziej się bałem o Ciebie, syneczku. Często rozmawiałem ze Starszym, ale on nie potrafił mi pomóc, starał się podtrzymać mnie na duchu, jednak co miał mi powiedzieć. Nie mógł podjąć za mnie decyzji. A ja wiedziałam, że Ciebie nie narażę i że gdy spytasz czy chcę, to ukryję tą nadzieje, tę chęć powrotu i odpowiem, że nie. Ale przez te dni gdy tam byłeś, to twój rozwój emocjonalny strasznie przyśpieszył, wyrównałeś do rówieśników z ich świata, a nawet bym powiedział, że stałeś się dojrzalszy i gdy przyszedłeś mnie poinformować, nie spytać, ale poinformować, że przechodzimy zgodziłem się. I jak przeszliśmy z powrotem to czułem taką radość, ale… – głos znów mu się załamał – ale potem, pamiętając to co stał o się z Teofilem, zdałem sobie sprawę na co Ciebie naraziłem, dla dobra siebie. Gabrysiu wybacz… – mówił prawie przez łzy- wybacz mi, że Ciebie na to naraziłem, powinienem nie pozwolić!
– Tadeuszu – powiedziała bardzo cicho Barbara – jeśli ktoś tu jest winien to w pierwszej kolejności ja! To ja mu nie zabroniłam przejścia do Murków, ale czy Tobie udało się zatrzymać Teodora? On też poszedł ratować ojca! Czy udało mi się zatrzymać Ciebie? Ty też przeszedłeś ratować z kolei swojego ojca. Wiedziałam, że nawet gdybym Gabrysiowi zabroniła, to któregoś dnia by go nie było, a ja bym się jeszcze bardziej martwiła, bo nie wiedziałabym dokładnie co się stało. Nie wiem co Was tak ciągnęło, czy to ta „Pieczęć”, czy żądza przygód, czy ta jakaś karma, los, czy w tej rodzinie tak po prostu jest … – zaczęła płakać, słowa więzły jej w gardle -nie wiedziałam jak mam zabronić i pozwoliłam, i gdy… na was czekałam to wyłam do… poduszki, tak bardzo czułam się samotna, tak strasznie chciałam abyś Ty Tadeuszu wrócił i poświęciłam…  syna.. ale co miałam zrobić? Zrobiłam co mogłam, zmieniłam mu imię – wykrzyczała – i to nic nie dało, los stworzył tego Teo. Nawet nie wiesz Gabrysiu jak bardzo nienawidziłam tego Murka! Ale wróciliście, jesteście tu cali i zdrowi. Myślę, że to co na nas ciąży nie raz wywoła jeszcze łzy, to nie jest łatwe. Musimy się razem trzymać – płakała.
– Basiu, Basiu nie płacz, nic nie mogłaś zrobić, Ty nie zawiniłaś! – powiedział Tadeusz.
– Ty też nie! – odpowiedziała mu dobitnie Barbara – Tak mamy powinności wobec naszych dzieci, wobec naszej rodziny, ale te powinności w świetle tych sytuacji są nieadekwatne, bo te sytuacje nie są „normalnymi” sytuacjami, musimy się z tym pogodzić, dla naszego dobra psychicznego i wspólnego naszej rodziny, musimy Tadeuszu.
– Tak, masz Basiu rację, przepraszam Ciebie, przepraszam Was wszystkich, że zamknąłem się w swym strachu, narażając was na tyle zgryzot, zamiast wspierać się nawzajem. Ty Filipie, pewnie już dawno powinieneś wracać do domu.
– To nic szwagrze, rodzina jest najważniejsza, pieniądze się zawsze znajda jak się je straci, byłem tu potrzebny to zostałem.
– Mamo, mówisz że nienawidzisz Teo za to, że jest. Jemu też jest trudno, wiesz, że on u siebie jest traktowany inaczej? Że całe swoje życie przyporządkował obowiązkom, jakie mu narzucił los? Że, od kiedy zauważył, że z tatą jest źle, do wczorajszej nocy nie wracał na noc do siebie, tylko spał na podłodze w kącie gabinetu dziadka? On też się martwił, i Starszy i Teodor i jego rodzina.
– Synku, jest mi wstyd za to co czułam, przeproś go ode mnie, ja po prostu przelałam na niego złość o to, że ten ich świat się o Ciebie upomniał, masz rację, on na to nie zasłużył, zawsze mówisz o nim tak ciepło.
– Nie wiń się Basiu, ja też zawsze czułem do niego złość, że on przechodzi, że może was widzieć, a ja nie. Ten chłopiec z innego świata ma na prawdę trudne zadanie.
– Nawet ja, jak przeszedłem pomyślałem, że jesteśmy tam więźniami, że on mnie chce otruć -powiedział Gabriel – ale on jest moim bratem, nie wyobrażam sobie już życia bez niego. I wiesz mamo, tej nocy jak on przeszedł, to ja miałem taki żal do Ciebie, że mi odebrałaś tą „Pieczęć”, ale teraz chyba Ci za to dziękuję, bo cieszę się, że go mam.
– Tak Kochani to trudna sytuacja, nawet na mojej psychice się odbiła, ale cieszmy się z tych chwil, które mamy, bo ja tego wszystkiego nie potrafię jakoś pojąć, ale wiem, że sami nie mamy wpływu na to wszystko. Jednak mam tu Was – powiedział Filip, zapalił jeszcze jednego papierosa, omiótł wzrokiem wszystkich i skupił się na wydychaniu dymu z papierosa tak, aby powstawały koła – zobaczcie, siedzimy tutaj razem, życie jest piękne.
– Masz rację Filipie, masz rację – powiedział Tadeusz.
Zrobił się wieczór, Gabriel pomyślał, że pora iść zobaczyć się z Teodozjuszem, musi mu powiedzieć, jak się cieszy że jest. Wziął książkę aby odnieść do gabinetu dziadka.
– To ja odniosę książkę na miejsce – powiedział.
– Idź synku i pozdrów go od nas – powiedziała mama, poczuła się w końcu pogodzona z tym, że ten Murek jest, że istnieje.
– Dobrze mamo- ucieszył się Gab, on też czuł tą radość.
Przyśpieszył kroku i w końcu prawi biegł po schodach, wpadł do gabinetu, Murka jeszcze nie było, odłożył książkę, usiadł w fotelu i czekał. Gdy tylko zauważył, że Teodozjusz jest w jego świecie, od razu podbiegł do niego i mocno go uścisnął, czuł taka radość.
– A to za co? – spytał Murek.
– Za to że jesteś – odpowiedział wesoło Gab.
– Czy coś się zmieniło od wczoraj?
– Tak, wszystko i nic. Wiesz rozmawialiśmy z rodzicami dziś tak szczerze, tata się otworzył pierwszy, chyba zeszło z niego to co go tak tłamsiło. I wiesz, ja wczoraj czułem taki żal, że ja nie mam tej „|Pieczęci”, że przez to imię to jakby mama oddała ją tobie, ale teraz wiem, że gdybym miał wybierać, to wybrałbym i tak to imię i to, że Ty jesteś Teodozjusz. Nie chciałbym być bez swojego brata. Mama też kazała Ciebie pozdrowić, tata pewnie też.
– Tata sam pozdrowi – usłyszeli głos Tadeusza – i przepraszam, że tyle lat patrzyłem na ciebie z zazdrością Teodozjuszu. Wiem, że to czułeś ale tak mi było z tym ciężko i znalazłem ujście tej frustracji w ten sposób, a ty na to nie zasłużyłeś.
Na każdym z ludzi ostatnia sytuacja odbiła się też mocno fizycznie, Tadeusz dziś to zauważył, ale teraz widział jak to odbiło się i na Murku. Znów poczuł wyrzuty sumienia, jednak szybko je odpędził, wiedział do czego mogą doprowadzić takie wyrzuty, musi być silny, postanowił
– I ciągle zapominam powiedzieć Ci, Gabrysiu, że tata prosił o tytoń, sadzonki lub nasiona, myślę, że nasiona będzie Ci łatwiej przenieść. I pozdrów ich wszystkich, powiedz Teodorowi, że mam się już lepiej, że nawet pamiętałem o jego prośbie.
– Tato, ja nie wiem kiedy będę mógł przejść – powiedział Gab.
– Jak wujek wyjedzie – powiedział spokojnie Tadeusz – my tu z mama sobie już poradzimy.
– Tadeuszu cieszę się, że już czujesz się lepiej, jak wrócę, od razu pójdę do Teodora, powiem mu, że ciebie widziałem, bardzo się ucieszy, martwił się. Wszyscy prosiliśmy Wiecznych o to abyś znów był sobą.
– Widocznie pomogli, lub zesłali mądrość na mojego syna – zaśmiał się Tadeusz.
To, że stał w gabinecie swojego taty, że rozmawiał z Murkiem świadczyło o tym, że uporał się ze swoimi demonami.
– Do widzenia Teo, nie przeszkadzam Wam chłopcy, idę do rodziny – pożegnał się.
– Wygląda strasznie – powiedział Teodozjusz gdy Tadeusz wyszedł i zamknął drzwi za sobą – ale Ty też – powiedział patrząc na przyjaciela – Dobrze, że to już za nami.
– Tak, ty też nie wyglądasz dużo lepiej – powiedział Gab -. Zobaczę jak się sytuacja wyklaruje i może rzeczywiście po wyjeździe wujka przejdę do was, dziadek się na pewno ucieszy.
– Ares będzie szczęśliwy, czasem z Larą bierzemy go na przejażdżkę, ale widać, że on tęskni.
– Ja też – powiedział zadumany Gab.
Ciekawe za kim jeszcze tęskni, pomyślał Teo i uśmiechnął się. Nawet on sam już nie mógł się doczekać przejażdżki w trójkę.
-Ja już chyba pójdę spać, a Ty też pewnie pójdziesz jeszcze do dziadka. Powiedz mu, że postaram się o te nasiona tego tytoniu i jeśli wszystko będzie dobrze, to jak wyjedzie wujek przeniosę mu je.Chłopcy pożegnali się. Gabriel wyszedł z pokoju. Teo słyszał jak zbiega ze schodów, jak woła „dobranoc”. Słyszał otwieranie drzwi do jego pokoju i jak je za sobą zamyka. Przez ten ostatni czas jego zmysły się bardzo wyostrzyły, znał też wszystkie dźwięki w tym domu, otwierania i zamykania drzwi od pokoju Gabriela, jego rodziców, nawet gościnnego, i inne. Mimo, że przebywał tylko w tym jednym pokoju, to wiedział co się w domu dzieje. Nigdy nie wyszedł poza to pomieszczenie. Gabrielowi powiedział, że nie może i prawdą jest, że w tym pokoju czuł się bezpiecznie, tu nawet zasłony były tak grube, że mogły przysłonić światło, które go tak drażniło. O wszystko zadbał jeszcze Teodor. Ale to nie tylko to, nie wychodził, bo nie chciał nadużyć zaufania tej rodziny. On miał obserwować, a nie szpiegować. I pilnować ich, to było jego zadanie. Gdy wszystkie odgłosy potwierdziły, że Gabriel jest u siebie, Teo również przeszedł do swojego  świata. Oparta o ścianę stała na niego Larysa.
– I jak? – spytała.
– Widziałem się dzisiaj z Tadeuszem, przyszedł na górę, Wygląda okropnie, dobrze że ma się lepiej.
– Ty też wyglądasz okropnie – powiedziała Lara.
– Co wyście się wszyscy tego przyczepili?
– Martwimy się o ciebie – powiedziała dziewczyna.
– Teraz już będzie dobrze……………

cdn

Ten wpis został opublikowany w kategorii "Murki" Powieść fantasy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *