I oto jestem … a za ze mną…   Muzyka… Muzyka we mnie, w nas… Muzyka na żywo…

Muzyka(ze stgr. μουσική mousiké „sztuka Muz”)  , czym jest?

Jest to sztuka organizacji struktur dźwiękowych w czasie. Jedna z dziedzin sztuk pięknych, która wpływa na psychikę człowieka poprzez dźwięki. Jest jednym z przejawów ludzkiej kultury. Można by rzec, że zawsze towarzyszyła człowiekowi w pracy, zabawie, odpoczynku, świętowaniu, czy w obrzędach religijnych, ubogacając jego życie. Od początku łączona była również z tańcem i słowami. Na początku pomagała w komunikacji w pracy zespołowej, nadając rytm, aby z czasem wykształcić się jako jedna z gałęzi sztuki. Już w czasach prehistorycznych grano na muszlach, bębnach, grzechotkach, piszczałkach wykonywanych z kości, natomiast w starożytnych państwach słuchano muzyki również dla przyjemności. Już wtedy muzyka została zapisywana, a specjaliści uważają, że znaleźli zapisany fragment muzyczny – hymn, pochodzący z Sumeru z okresu 5000–3000 lat p.n.e. Za najstarszy instrument na świecie natomiast uznano odnaleziony na terenie Niemiec flet, którego istnienie szacuje się na 35 tysięcy lat.

Tak więc muzyka towarzyszyła nam, była w nas od samego początku, pokusiłabym się o stwierdzenie, że powstała w nas z momentem zejścia z drzewa, czy zerwania jabłka przez Ewę. Jakkolwiek będziemy widzieć nasze początki, to pewne jest, że  towarzyszy nam muzyka.

Muzyka ma też mitologiczne początki. Według przekazów biblijnych wynalazcą muzyki był Jubal, potomek Kaina. Jedyny muzyk wymieniany przed Potopem. Przodek tych, którzy grali na lirze lub flecie. Biblia uznaje go za wynalazcę muzyki, mówi o tym Księga Rodzaju – Rdz 4, 21 , gdzie określony został jako ojciec wszystkich tych, którzy grają na „cytrach i organach”.

Natomiast według mitologii rzymskiej wynalazcą muzyki był Merkury.  Po tym jak Nil zalał Egipt, gdy wody się cofnęły, Merkury znalazł skorupę żółwia z wyschniętymi żyłami i z tego stworzył pierwszy instrument strunowy. Tak właśnie powstać miała wg mitologii lira.

Kiedykolwiek by powstała muzyka, ktokolwiek by ją wynalazł, stworzył, gdziekolwiek we wszechświecie zabrzmiałaby pierwsza nuta, to jedno jest pewne, że muzyka jest z nami, wokół nas i jest w nas.

Muzykę możemy też postrzegać jako odmienny stan świadomości, o czym wspominałam już w felietonie o Odmiennych Stanach Świadomości, gdyż słuchając muzyki nasze fale mózgowe z wysokich-beta fal normalnej świadomości zmieniają się do medytacyjnych zakresów alpha i theta. Natomiast poziom hormonów stresu, czyli noradrenalina i kortyzol spada, a poziom neuroprzekażników takich jak dopamina, endorfiny, serotonina i oxytocyna wzrasta. Dlatego słuchając muzyki, poddając się jej, przestajemy myśleć i osiągamy alternatywny stan świadomości. Odczuwamy stan euforii, nie raz porównywalny do ekstazy osiąganej przy seksie. Najlepsze rezultaty osiągamy słuchając jej bardzo głośno.

Muzyka ze mną , we mnie była zawsze. Zawsze zagląda w moją duszę. Wsłuchując się w nią,  oddając się jej cała, czuję się w końcu „sobą”, jakbym była poza sobą, jakbym sama była tą muzyką. Dzięki niej, mogłam przejść niefortunna serię zdarzeń w moim życiu. Nie raz, gdy odlatywałam w otchłań, to ona zatrzymywała mnie w locie, aby w nią nie opaść. Pomagała mi zawsze w stanach rozpaczy, smutku, czy straty. Dodawała znaczenia w stanach radości, czy przełamując barierę samotności i zwątpienia dodawała mi sił.  Mam swoje powiedzonko „ Życie to xxx kameleon, kręcący się w kołowrotku z kalejdoskopu”. (Wyraz, który nie przystoi mi tu przytoczyć „wyiksowałam”…)  Tak więc, życie – kameleon, wciąż zmienia maski, barwy, wbrew mnie dostosowuje do sytuacji, abym tego nie zauważyła, że utknęłam w miejscu w którym nie chciałam być. Biegnąc z wizją, że jest dobrze, nie widząc że to nie to, biegnę w tym kołowrotku życia, non stop od nowa i od nowa,  a wszystko jak w kalejdoskopie zmienia się. Gdy wydaje się, że jestem w dobrym miejscu moich pragnień, potrzeb , kalejdoskop już się zmienił, by mi powiedzieć, z to wszystko mnie omamiło i że nic nie jest tak jak miało być, nic nie jest tym, czym miało być.  Zawsze nie w porę, nie wtedy, nie teraz, chciałabym się zatrzymać w odpowiednim momencie i zmienić kierunek , ale czy „kameleon” by mnie nie omamił a  „kalejdoskop” byłby w odpowiednim miejscu, aby mi się udało to czego chcę, czego pragnę…  Czując się właśnie w takim momencie mojego życia, kameleon nie ten, kalejdoskop nie ten, oddaję siebie muzyce, aby móc w pewnym momencie poczuć, że mogę, że jednak znów mogę zacząć biec od nowa. Potrzebujemy czegoś w życiu co pomoże nam w pewnych chwilach , co „poda nam rękę”, dlaczego nie miałaby to być muzyka?

Nawet budowle religijne, swoim kształtem często budowane były tak, aby wzmocnić siłę granej muzyki, aby ta muzyka otworzyła nas na przekaz jaki niosła nam dana religia. Już Arystoteles, filozof starożytnej Grecji, powiedział że „Muzyka wpływa na uszlachetnienie obyczajów”, zaś Platon, filozof grecki o muzyce mówił tak – „Muzyka to dusza wszechświata, skrzydła umysłu, lot wyobraźni i całe życie”. O wpływie muzyki na nasze życie wypowiadał się też Friedrich Nietzsche, niemiecki filozof, filolog klasyczny, prozaik i poeta pisząc, że „Bez muzyki, życie byłoby pomyłką”. Edward Bulwer-Lytton, brytyjski polityk, poeta, pisarz o muzyce napisał tak – „Muzyka raz dopuszczona do duszy staje się rodzajem ducha i nigdy nie umiera”.  Marilyn Manson, amerykański piosenkarz i wokalista heavymetalowy w swoim przesłaniu o muzyce wypowiada się tak – „Muzyka to najsilniejsza forma magii”. I coś w tych wszystkich przesłaniach jest, prawda? Muzyka uszlachetnia nas, dodaje duszy skrzydeł, przepełnia nas ubarwiając nasze życie, dodając naszej codzienności magii i dlatego zawsze warto się na nią otworzyć, wypełnić jakaś pustkę właśnie nią.

Muzyka na żywo.. do napisanie tego felietonu skusił mnie dzisiejszy koncert , który odbędzie się w Gliwicach, a wystąpią moje dwa ukochane zespoły: Within Temptation i Evanescence. Jednak mnie na nim nie będzie. Tak, jest to marzenie mojego życia, ale… czasem goni się za marzeniami wcale ich nie dościgając. Niby proste, realne, ale pozwoliłam aby było ułudą z różnych względów, czując jednak dziś w sercu jakieś ukłucie, jakiś dyskomfort. Całe nasze życie to decyzje, czyny, konsekwencje. Padła decyzja, następstwem tego jest czyn – tu brak czynu i konsekwencja… Nie ma mnie tam! Jestem tu i z ukłuciem w sercu pisze ten felieton. Odczuwanie muzyki na żywo to całkiem inna bajka, inny przekaz. Nie raz słuchając utwór na koncercie miałam łzy w oczach mimo, że odtwarzając go w domu, poruszał mnie ale nie aż tak.  Na nasze odbieranie muzyki na koncertach ma też wpływ otoczenie, ludzie, którzy tak samo jak ja, jak my, przyszli tu, bo tak samo kochają właśnie tą muzykę, tak samo mocno ją odbierają. Czujemy się z nimi zespoleni w tej euforii jaką daje nam bycie w tym czasie, w tym miejscu, z tą muzyką, która nas wypełnia, tego się nie da zapomnieć. Dlatego uważam że zawsze warto być na koncertach zespołów które słuchamy, lubimy, kochamy. To ubogacenie nas, naszych przeżyć zostanie z nami na zawsze, to jest to coś dobrego, co dostajemy od życia, aby móc kiedyś mile wspominać, aby słuchając ponownie tych utworów zalała nas fala przypływu wspomnień i uczuć, aby jeszcze mocniej ta muzyka wprawiła nas w euforię, która niesie nam zawsze coś dobrego, która jest stanem wyjątkowo dobrego samopoczucia z tendencją radości,  pomimo czasem rzeczywistych niedomagań naszej duszy czy ciała.

A Wy, moi drodzy czytelnicy jak odbieracie muzykę? Jak odbieracie koncerty? Czekam na kilka słów o tym, o Was oraz jak się wam podobał mój felieton.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Felietony. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *