MURKI ROZDZIAŁ 8 – „Dziękuję Ci”.

Filip był bardzo szczęśliwy z powrotu Tadeusza i Gabriela. Ucieszyło go to, że w końcu choć trochę ustabilizuje się sytuacja ich rodziny. Martwił się w jakim stanie emocjonalnym zastanie szwagra, jednak po przyjeździe stwierdzi, że na szczęście czas spędzony u Murków nie odbił się aż tak bardzo negatywnie na jego psychice, jak się tego obawiał. Czuł alienację Tadeusza i nie dziwił się, nawet nie wyobrażał sobie siebie w takiej sytuacji, dlatego postanowił pozostać dłużej, aż do momentu, że uzna iż szwagier wrócił do formy. Od dnia w którym Tadeusz przeszedł do Murków martwił się o siostrę. Starał się ją wspomagać materialnie, oraz wspierać emocjonalnie, ale to wszystko było mało. Próbował być dla niej podporą, gdy przeszedł Gabriel, jednak czując jej ból gdy rozmawiali przez telefon i to, że jego pomoc ograniczała się tylko do tych rozmów, bardzo mu to ciążyło. Siostra nie chciała przyjechać do niego, a ze względu na to, że oficjalnie Gab był u niego on nie mógł jej odwiedzić. Zostały tylko telefony i strach o nią, oraz siostrzeńca. Czas spędzony przez Gabriela u Murków strasznie się odbił i na jego psychice. Bał się co będzie z Barbarą gdyby Gab długo nie wracał. Wiedział, że ona na tym fotelu w gabinecie Teodora czekałaby do śmierci. A on? Jak miałby jej pomóc z dala od niej. Nawet jakby mijały miesiące, to nie był pewny czy siostra pozwoliłaby mu przyjechać. Priorytetem było utrzymanie oficjalnej informacji, że chłopiec jest u niego. Ludzie jeszcze pamiętają, że podróżnik Teofil wyruszył na wyprawę badawczą do Nowej Gwinei i nigdy nie wrócił, nie odnaleziono nawet jego ciała. Dziesięć lat temu na wyprawę poszukiwawczą swojego ojca wyruszył Teodor, z której również do dziś nie wrócił. A pięć lat temu wyjechał Tadeusz. Filip już nawet nie pamięta co oficjalnie mówiło się na temat jego wyjazdu, gdyż w miasteczku krążyły już różne dziwne plotki związane z wyjazdami mężczyzn w tej rodzinie, szczególnie, że nikt z miasteczka nigdy nie kojarzył jakiegokolwiek faktu co do ich wyjazdu. Barbara bardzo się bała co będą gadać ludzie gdy i jej syn wyjedzie i nie wróci, dlatego informacja, że Gabriel jest u niego była priorytetowa i to, że on nie może przyjechać do niej do jego powrotu nie podlegało nawet dyskusji. Po każdej rozmowie telefonicznej z siostrą chodził godzinami w kółko po pokoju paląc papierosa z papierosem. Podskakiwał na każdy dźwięk dzwonka w telefonie. Przez to wszystko sam był już na skraju wyczerpania psychicznego i nawet nie mógł myśleć jak musi czuć się Barbara. Przejście Teodora prawie na niego nie wpłynęło. Bardzo lubił teścia swojej siostry i często był u nich w odwiedzinach, ale ta sytuacja bardziej odbiła się na Tadeuszu niż na Barbarze, natomiast jemu jakoś trudno było przyjąć do świadomości ten drugi świat. Gdy przeszedł Tadeusz sytuacja stała się trudna, jednak Barbara całą swoja uwagę i miłość przelała na syna, jakby odsuwając od siebie myśl o przejściu męża. Co z kolei wpłynęło również na odczucia Filipa związane z przejściem Tadeusza. Skupił się bardziej na pomocy materialnej oraz na rozwijaniu więzi z siostrzeńcem, niż na samym fakcie, że szwagra nie było. Natomiast właśnie ta zwiększona uwaga i miłość siostry względem syna spowodowała, że po jego przejściu z Barbarą było bardzo źle. A on się o nią martwił.

Kilka dni po skończeniu przez Gabriela piętnastu lat siostra zadzwoniła do niego z płaczem, że coś się dzieje, że boi się o syna, bo czuje, że nadanie mu innego imienia nie pomogło, że tamten świat się o niego upomina. Filip znał cała historię „Pieczęci” i jej strach, więc jak tylko mógł, to od razu przyjechał do nich aby wesprzeć emocjonalnie siostrę. Jednak sam nic nie zauważył. Gabriel nawet nie zachodził do gabinetu Teodora. Miał nadzieje, że Barbara jest po prostu przewrażliwiona. Dużo z nią na ten temat rozmawiał, choć czuł, że i tak to co mówił było mało pomocne, bo co można doradzić w takiej sytuacji. Potem dowiedział się od niej, że Gab po prostu unikał w tym czasie spotkań z tym Murkiem, bo bał się, że rozmawiając „sam ze sobą” w pustym pokoju, gdyby wujek go zobaczył, to wyszedł by na wariata.

Filip nie potrafił jej doradzić, co ona ma zrobić, co odpowiedzieć, gdy Gab jej powie, że będzie chciał przejść. Rozumiał zafascynowanie młodzieńca istotą z tamtego świata, widział w nim tą rządzę przygód. Znał Teodora, a Gab to „skóra z niego zdjęta” w każdej dziedzinie, dlatego od razu wiedział jaką decyzje podejmie siostrzeniec, gdy do tego dojdzie. A gdy Barbara mu powiedziała, że dowiedział się od Murka, że Tadeusz i Teodor żyją w tamtym świecie był pewien, że młodzieniec przejdzie zasłaniając się chociażby potrzebą sprowadzenia taty z powrotem. Ale czy uda mu się wróci? Czy przeprowadzi z powrotem Tadeusza? Czy ufał, że chłopiec ma jakieś tam moce? Czy w ogóle wierzył w te moce? Znał tę historię i modlił się, aby tak było. Jednak jego rozum nie był tak otwarty na parapsychologie, był bardziej ścisły i nie potrafił uwierzyć w tą całą moc, siły nadprzyrodzone, całą tą percepcję pozazmysłową. A więc zapewniał żarliwie Barbarę, że wszystko będzie dobrze, że im się uda, że wrócą. Ale czy w to wierzył? Chciał wierzyć, bardzo chciał, bo strasznie się bał co będzie gdy tak się nie stanie! Ale czy wierzył?

Gdy w pomieszczeniu rozległ się dzwonek telefonu Filip od razu przyskoczył do aparatu i ze strachem podniósł słuchawkę.

– Wróciłem, jestem – usłyszał.

Nogi mu zadrżały i aż musiał usiąść w fotelu stojącym obok stolika z aparatem telefonicznym. Nawet zapomniał cokolwiek powiedzieć do słuchawki.

– Halo, jesteś tam Filipie? Halo, kto tam? Filipie to Ty?

W słuchawce słychać było zniecierpliwiony głos, głos jego szwagra. Poznał go od razu, w końcu pięć lat to nie wieczność, ale mimo, że spodziewał się tego, miał bynajmniej nadzieje, że Gabrielowi się uda, to jednak miał wrażenie jakby usłyszał głos ducha. Musiał chwilę poczekać, pozwolić zaskoczeniu przejść w fazę pewności, że to nie omamy, że na prawdę po drugiej stronie słuchawki jest Tadeusz.

– Tak, tak to ja, jestem, przepraszam, ale byłem w szoku, że Ciebie słyszę. Przepraszam, tak, tak, oczywiście, że miałem nadzieje, że Gabrysiowi się uda, to znaczy przepraszam, byłem pewny że się jemu uda. Tak, ojej co ja mówię, to źle brzmi. Cieszę się Tadeuszu, że ciebie słyszę, ojej nawet nie wiesz jak bardzo.

– Rozumiem Filipie Twoje zaskoczenie, ale no cóż to „moi”- zażartował z francuska Tadeusz – wróciłem i Gabriel też, no cóż w sumie wiadomo, że jeśli ja to i on, ale co najważniejsze, obaj mamy się dobrze. Nawet mógłbym rzec, że cała trójka ma się dobrze, choć Barbarze przyda się jak widzę trochę wyżywienia i snu.

– Rano będę u Was!

– Filipie nie szalej, nie jedź jak wariat po nocy.

– Do jutra Tadeuszu, musze się szybko przygotować i trochę się prześpię i czekajcie na mnie rano, będę u was.

 Życie w rodzinie Zapolskich normowało się bardzo powoli się. Ten wypad całą szóstką nad staw nie był jedyny. Jednak z czasem początkowa euforia powrotu Tadeusza do świata ludzi, która, sugerowała, że wydawało się iż te pięć lat spędzonych u Murków nie wpłynęło na niego negatywnie, szybko minęła, a alienacja zaczęła pogłębiać się coraz bardziej. Tadeusz stracił apetyt, zaczął coraz więcej czasu przebywać w sypialni, co trochę to drzemiąc, to leżąc ze wzrokiem wbitym w sufit. Nawet nie pozwalał żonie odsłaniać zasłon, gdyż zaczął odczuwać jakiś rodzaj strachu przed porannym słońcem wpadającym przez okno. W nocy natomiast nie mógł spać, tylko chodził po całym domu, jednak ze strachem omijając gabinet ojca. Raz nawet obudził Gaba płacz Tadeusza, jego pokój położony był bliżej schodów na górę niż sypialnia rodziców, czy pokój gościnny i syn zastał ojca jak siedział przestraszony na podłodze w kącie, gdyż drzwi do saloniku dziadka były uchylone. Ojciec bał się obok nich przejść, aby zejść na dół. Ten widok bardzo wstrząsnął Gabrielem. Stan psychiczny Tadeusza  pogarszał się, co bardzo martwił też Barbarę jak i Filipa. Nie wiedzieli co mają zrobić, bali się szukać pomocy medycznej, bo jak maja wytłumaczyć jego stan, czy strach, nie wspominając skąd się wziął, oraz tego co przeżył. Bo oni rozumieli Tadeusza i to bardzo dobrze. Tylko jak zrozumie go psychiatra? Przecież nie uwierzy, że Tadeusz właśnie wrócił po pięciu latach z innego świat, natomiast odbierze to jako urojenie. Faktem było, że wrócił po pięciu latach, jednak oficjalnie była to podróż służbowa, badawcza i pogłębiająca wiedzę o terenach, gdzie wcześniej wyruszyli Teofil i Teodor i fakt, że jakąś część traumy można by tym wytłumaczyć. Jednak co będzie gdy Tadeusz zacznie mówić o tym co na prawdę przeżył, a nie to co musieli by spreparować na poczet takich rozmów. A więc pomoc lekarska odpadała. Barbara przynosiła z biblioteki coraz to nowe książki o tematyce psychologicznej i czytała, czytała, aż nawet koleżanka pracująca w bibliotece uniwersyteckiej zaczęły pytać czy ma w planie zmienić zawód. Nie miała, a po całej tej lekturze ewidentnie stwierdziła, że nie nadaje się ma psychologa. Dlatego liczyli tylko na czas i jakieś zrządzenie losu. Czas… Los… Gabriel najpierw przestał zapraszać przyjaciół do domu, bo bał się, że mogą zobaczyć ojca w takim stanie. Dni mijały, Tadeusz znikał za dnia w sypialni, Barbara snuła się po domu z książkami psychologicznymi, Filip ewidentnie nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Powinien wracać, ale nie chciał zostawiać siostry samej. A Gab gdy tylko mógł wsiadał na rower i albo jechał do przyjaciół, albo snuł się po mieście, aby zabić czas. W nocy natomiast role się odwracały, Barbara zamykała się w sypialni, aby choć na chwilę przysnąć, Tadeusz błądził po całym domu jak w letargu, a Filip i Gabriel próbowali jego nie słyszeć, aby móc choć na chwilę zamknąć oczy. Powoli cała czwórka przypominała zombie. Malo jedli, mało spali, mało wypoczywali. W końcu i Gabriel przestał wychodzić z domu, nie wiedział co ma odpowiadać przyjaciołom na zadawane pytania o stan jego ojca, a w końcu i jego. Przez ten czas nie zachodził też do gabinety dziadka, bał się aby nie zastał go tam tata i nie wpadł w jeszcze większą panikę. A ponieważ godziny w domu mu się dłużyły, to zaczął przesiadywać z ojcem w sypialni rodziców i opowiadać mu o obecnym życiu w miasteczku. O tym co się zmieniło, przez te pięć lat, gdy ojca nie było, o każdym nowym budynku, ulicy, każdym nowym sklepie, o wystawach sklepowych, o nowych smakach lodów, o plakatach spektakli jakie ostatnio widział, o filmach w kinie, o kawiarence z szafą grającą, o muzyce, o przyjaciołach, ich wypadać, o szkole. Gab mówił i mówił, Tadeusz leżał nieruchomo i wydawało się, że nie słucha, jakby był w jakimś letargu. Dni mijały. Gabriel kiedyś czytał, że do osób w śpiączce powinno się mówić, pomyślał więc, że stan jego ojca za dnia przypomina trochę, taki stan jakby był w takiej śpiączce, dlatego się nie zrażał, cierpliwie mówił i mówił. Miał trochę praktyki związanej z taka sytuacją, gdyż wiele dni spędził na rozmowach z portretem dziada. W końcu zauważył, że ojciec jakby słucha, reaguje. Gdy skończyły mu się tematy wpadł na pomysł aby czytać mu książkę. Przyniósł z gabinetu dziadka „Przypadki Robinsona Crusoe” Daniel Defoe i zaczął czytać. Zauważył, że tata słucha już z większym zainteresowaniem. Gdy raz popołudnie było pochmurne poprosił o to aby mógł odsłonić zasłony, gdyż było za ciemno na czytanie. Co prawda, aż tak ciemno nie było, aby pomyślał, że taki fortel to będzie dobry pomysł, ojciec zgodził się, kiwając głową. Od tego popołudnia Gabriel odsłaniał zasłony bez pytania. W końcu odważył się spytać, czy nie poszliby do ogrodu i nie czekając na kiwnięcie głową wstał, i wyszedł z pokoju. W ogrodzie usiał na leżaku, który był widoczny z sypialni rodziców i zaczął głośno czytać. Czytał i czekał. W końcu doczekał się, tata przyszedł do ogrodu i usiadł na leżaku obok. Gabriel czytał, mama przyniosła herbatniki i lemoniadę, i również usiadła, potem dołączył Filip. I tak od tego momentu siedzieli w ogrodzie razem. Gabriel czytał a oni słuchali.

Aż pewnego wieczoru, gdy mieli się zbierać do domu usłyszeli pytanie Tadeusza skierowane do syna

– A ty nie idziesz spotkać się z Teodozjuszem?

Cała trójka oniemiała, tak dawno nie słyszeli jego głosu, że byli w szoku. Pierwszy otrzeźwił się Gab

– Nie wiem tato, wiesz od dawna tam nie byłem.

– Dlaczego? – spytał ojciec.

– Nie wiem, bałem się o Ciebie, tato. Nie wiem, nie mogłem.

– Teodozjusz pewnie tęskni i też się martwi.

– Pewnie tak, tato.

– Idź synu, my tu sobie jeszcze chwilkę posiedzimy i też pójdziemy do domu.

Gabriel rzucił się uradowany ojcu na szyję i pognał do domu, tak bardzo stęsknił się za przyjacielem

-Spytaj co tam u dziadka – usłyszał za plecami głos taty.

Szedł szybkim krokiem i uśmiechał się, miał nadzieje, że może to już koniec tej gehenny, może ojcu już będzie lepiej.

Teodozjusz przechodził co wieczór do świata ludzi, jednak Gabriel przestał przychodzić do gabinetu dziadka. Ale Teo to rozumiał, słyszał, że z Tadeuszem jest źle. Bardzo się tym martwił, zamiast wracać na noc do siebie, siedział prawie do świtu oparty o ścianę i drzemał, bał się, tak bardzo się bał o Tadeusza. Raz w nocy słyszał jego płacz i to, że Gabriel przyszedł na górę po niego. Gab nie wszedł do gabinetu, tylko zamknął drzwi, które były uchylone. Teo dalej czekał, źle się czuł z tym psychicznie, jako Murek czuł na swoich barkach odpowiedzialność za stan Tadeusza. Nawet zaczął myśleć, że to jego wina, bo to on przeprowadził Gabriela, aby ten mógł przeprowadzić z powrotem ojca. Tadeusz nie był u nich szczęśliwy, ale był bynajmniej zdrowy. Nawet Teodor miał wyrzuty sumienia, gdyż też naciskał aby Tadeusz wrócił. Starszy również bardzo źle się czuł z tym, że „Pieczęć” spowodowała najpierw śmierć Teofila, a teraz chorobę Tadeusza. Teo poprosił aby Starszy wstawił się u Wiecznych i poprosił ich o pomoc. Nie wiedział, czy ich moc sięga świata ludzi, ale przecież nie zaszkodzi prawda, pomyślał. Sam również codziennie odwiedzał Świątynię Wiecznych prosząc ich o pomoc, o to aby zdrowie Tadeusza się poprawiło, bo wtedy byłaby nadzieja, że znów zobaczy Gabriela. Tęsknił za nim bardzo. Bał się, że po tej sytuacji chłopiec się oddali od świata Murków, a nawet jeśli tak by się stało, to on nie miałby o to do niego żalu. Ale co wieczór dalej przechodził, siadał po turecku oparty o ścianę w swoim ulubionym miejscu i drzemał.

Gabriel wpadł do saloniku dziadka z impetem, nawet nie myślał, co by dziadek powiedział, bo wiedział, że gdyby znał sytuację, to by się ucieszył. Choć w sumie pewnie dziadek wszystkiego się od Teo dowiedział, znał sytuację, i na pewno się martwi o syna, to tym bardziej by się ucieszył, przemknęła mu myśl, gdy wykrzyczał.

– Powiedział, abym do Ciebie przyszedł, bo się pewnie martwisz, słyszysz, powiedział tak!

– Kto? Tadeusz? – spytał Teodozjusz wyrwany z drzemki.

– Tak, tata! Nie wiem czy wiesz, ale on był chory, to znaczy jest chory, to znaczy chyba mu jest lepiej, bo odezwał się, w końcu się odezwał i powiedział bym do Ciebie przyszedł i mam się spytać co u dziadka.

– Gabrielu nawet nie wiesz jak się cieszę, tak się martwiłem i Teodor tez się martwi. Czuję, że to moja wina, bo przeprowadziłem Ciebie.

– Co ty mówisz, Teo!

– No, gdybym powiedział Starszemu, że mnie nie słyszysz i nie widzisz, nikt by się nie dowiedział, tylko ja tu przechodzę, i ty byś nie przeszedł do nas po ojca. On tam był chociaż zdrowy.

– Teo, pamiętasz że tata się u was już jakoś dziwnie zachowywał, pewnie miał już tą, depresję. Sam mówiłeś, że dziwnie, z wyrzutami na Ciebie patrzy. Czuł się obcy u was, a po powrocie ta, jak to wujek nazwał, a… alienacja się powiększyła i w głowie mu się uroiły różne strachy, ale już jest lepiej. Wiesz, martwiłem się o niego i przestałem wychodzić z domu, zacząłem z nim przesiadywać i mówić do niego, w końcu zacząłem mu czytać książkę i udało mi się go wyciągnąć do ogrodu, a dziś się odezwał, tak się cieszę.

– Ja też Gab, ja też. Co do jego stanu to może masz i rację, pewnie ten stan zaczął się u nas, oby tylko było lepiej.

– Będzie Teo, będzie.

– My ze Starszym to nawet Wiecznych prosiliśmy o zdrowie dla Tadeusza, nie wiem czy Wieczni coś mogą u Was w świecie, ale pomyślałem, że nie zaszkodzi. Chcę abyś wiedział, że i ja, i Starszy bardzo źle się z tym czujemy. Ja już nie wiem, czy ta „Pieczęć” to była dobra rzecz.

– Teo, gdyby nie „Pieczęć” to nie wiadomo czy Teofil urodziłby się żywy, a potem Teodor, tata i ja. A nawet, jakbyśmy się urodzili, to pewnie bylibyśmy inni, nawet przypuszczalnie i Ty byłbyś inny, bo nie miałbyś „Pieczęci”, a już na pewno byśmy się nie spotkali. Ja się cieszę, że mam brata bliźniaka, chyba, że ty nie?

– Nawet tak nie mów, wiesz, że się z tego cieszę, ale zobacz ile to niesie ze sobą tragedii, czy na pewno bilans jest na naszą korzyść – Teo mówiąc to zasępił się.

– Ja wiem dlaczego jesteś taki smutny – powiedział Gab zadziornie, chcąc rozweselić Teo.

To, że tu w końcu był, rozmawiał z przyjacielem polepszyło mu humor, ale widział, że Teodozjusz jest strasznie zamyślony i smutny, postanowił rozśmieszyć trochę swojego bliźniaka.

– Dlaczego?

– Bo tęskniłeś za mną – z triumfem w głosie przekomarzał się Gab.

– A właśnie, że nie za tobą – powiedział Teo.

– Za mną, za mną.

– Nie, nie za Tobą?

– A za kim? Nikogo innego tu nie ma.

– A czy ja powiedziałem, że za kimś? Nie za kimś, tylko czymś!

– Czymś?

– A tak, czymś, bo tęskniłem za lodami – Teo, też zaczął się przekomarzać.

– Ale nie będziesz miał lodów beze mnie. Kto inny Ci je przyniesie.

– No dobra, jakoś zniosę twoje towarzystwo, jeśli będą te lody.

– To czyli mogę sobie iść.

– Dokładnie tak, po te lody.

– A żebyś wiedział, że sobie pójdę.

– Idź, idź, już się nie mogę doczekać aż sobie pójdziesz.

– To idę.

– Papa do zobaczenia z lodami.

Obaj zanosili się od śmiechu, takiego lekko oczyszczającego, rozluźniającego sytuację ostatnich dni. Gabriel skierował się do drzwi wyjściowych z pokoju.

– To idę.

Za drzwiami przystanął chwilę nasłuchując. W domu nie było słychać żadnych rozmów i odgłosów, widocznie rodzice i wujek jeszcze byli w ogrodzie. Cicho zszedł do kuchni, wyjął opakowanie lodów waniliowych z zamrażarki, wziął dwie łyżeczki i wrócił na górę.

– Mam, mam lody waniliowe.

Położył opakowanie przed siedzącym murkiem, usiadł naprzeciwko niego i podał mu łyżeczkę.

– Waniliowe – powiedział – nowy smak.

– Waniliowe mówisz, dobre.

Chłopcy całą swoja uwagę skupili na jedzeniu lodów, pomlaskując co trochę. Gdy opakowanie było już puste Gabriel usiadł na ziemi obok Mura, oparł się o ścianę z westchnieniem.

– Jak dobrze tu z tobą być – powiedział – to dla mnie już stały element dnia. Jak tu nie przychodziłem, to czułem, że coś jest źle. Wiesz, nie chciałem, nie mogłem przychodzić, gdy tata był w tym stanie. On nawet przechodzić obok tego pokoju się bał, raz obudził mnie w nocy jego… – głos uwiązł mu w gardle.

– Wiem Gab, słyszałem.

– Jak to słyszałeś? Przecież to było w środku nocy.

– Tak, bo ja od kiedy twój tata stał się taki, no wiesz… to wracałem dopiero przed świtem. Bo ja tak się z tym źle czułem, tak źle Gab i tak się bałem, że przez to Ty już nie będziesz chciał tu przychodzić, mnie znać. Że może masz o to wszystko żal do mnie.

– No co ty, nie przychodziłem, bo nie chciałem aby nas może tata usłyszał, bo może wtedy ten jego stan by się pogłębiał. Nie wiedziałem co mam robić. A właśnie tata kazał spytać co u dziadka?

– Poza tym, że też bardzo martwi się o Twojego tatę, oraz o to jak to się odbije na tobie i czy jeszcze po tym wszystkim Ciebie zobaczy, to dobrze. U nas w sumie u wszystkich jest tak samo.

– To możesz mu przekazać, że dziś tata kazał się o niego spytać i w ogóle że kazał mi iść spotkać się z tobą. Mam nadzieje, że to znaczy, że jakoś przełamał to wyobcowanie w sobie i ten strach. Powiedz, że powoli od teraz musi być lepiej.

Aby nie drażnić oczu Murka światłem ludzi w gabinecie były zasłonięte grube zasłony i zgaszone światło.  W pokoju panował półmrok. Gabriel przyzwyczajony do szarości Teo, nie zauważył, że przyjaciel jest jakby jeszcze bardziej szary. Teraz przyjrzał się mu dokładniej i zobaczył, że on też jest strasznie wyczerpany.

– Czekaj, jak to wracałeś przed świtem?

– No przed świtem, byłem taki zestresowany, bałem się o Was. Wiem, że i tak nie mógłbym pewnie pomóc, ale jakoś nie mogłem wracać do siebie, więc siedziałem w tym najdalszym, najciemniejszym kącie do świtu.

– To ty jesteś pewnie przemęczony, co to za odpoczynek siedzieć w kącie do świtu, to dziś idź już do swojego świata i wyśpij się w łóżku – powiedział Gab

– Myślisz, że wszystko będzie dobrze, nie będziesz mnie tu potrzebował.

– Tak, zmykaj, tak Ci rozkazuje Twój starszy brat bliźniak.

– U nas nie ma starszego i młodszego, urodziliśmy się w te samej sekundzie, pamiętasz?

– No to ten mądrzejszy brat Ci rozkazuje, idź się wyspać do siebie.

– Chyba przemądrzały, a nie mądrzejszy – zaśmiał się Teo.

– Na pewno ładniejszy.

– Chciałbyś być ładniejszy.

– Na pewno nie taki poszarzały, idź bo mi zszarzejesz tu jeszcze bardziej, że już Ciebie nie będzie nawet widać, a sio! Ja też położę się, może tej nocy ojciec zaśnie, tyle świeżego powietrza też pewnie mu w tym pomoże, to i ja się w końcu wyśpię, bo szczerze też nie pamiętam kiedy się porządnie wyspałem.

Teodozjusz przeszedł do swojego świata. Nikt na niego nie czekał, Larysa przestała go wyczekiwać, gdy on zaczął wracać o świcie. Murek stał przez chwilę oparty o portal i zastanawiał się co ma robić, czy pójść do Starszego, czy do Teodora, czy w końcu pójść o normalnej godzinie się położyć  i wyspać. Zwyciężył obowiązek, skierował swoje kroki do Starszego. Szedł i ze zmęczenia potykał się o kocie łby, to mu przypomniało potykającego się Gabriela. Przystanął na chwilkę. Nie, pomyślał, do Starszego pójdę jutro, teraz to dziadek przyjaciela pierwszy powinien się dowiedzieć o zmianie stanu Tadeusza. Skręcił w dróżkę prowadzącą do domu Teodora. Nie było jeszcze tak późno, pomyślał, pewnie nie śpią. Gdy zbliżał się do płotu, zauważy, że pod drzewem siedzi Kira. Pomachał do niej z daleka na przywitanie.

– Teodor, Teodor, chodź szybko, Teodozjusz idzie do nas – wstała z ławki i zawołała w drzwiach domu.

– Łaski Wiecznych, wchodź, siadaj – zawołała do Teo -Teodor tak na Ciebie czeka.

– Łaski Wiecznych Kiro, dziś jak przeszedłem to najpierw skierowałem kroki w kierunku domu Starszego, ale potem pomyślałem, że to tutaj powinienem przyjść.

– A jakie wieści masz, dobre czy złe? – ze strachem zapytała Murka.

– Może jeszcze nie dobre, ale myślę, że chociaż pomyślne.

– Siadaj, siadaj, przyniosę zaraz coś o picia i chyba do zjedzenia, bo marnie wyglądasz! |Dobrze, że do nas przyszedłeś, Teodor tak strasznie się zamartwia o syna i wnuka.

Z domu wyszedł Teodor, a za nim Larysa. Usiedli naprzeciwko chłopca z niemymi zapytaniami w oczach.

– Pewnie zauważyłaś Lara, że nie wracam od nich tak jak kiedyś.

-Tak, jak robiło się bardzo ciemno, to sama wracałam, aż przestałam przychodzić i czekać na Ciebie.

– To dobrze, bo ja zacząłem wracać dopiero przed świtem. Tak się bałem o Tadeusza i Gabriela, ale dziś Gab przyszedł w końcu do góry i rozmawialiśmy długo. To Tadeusz powiedział mu aby poszedł się ze mną spotkać.

– Dzięki Wiecznym – powiedział Teodor.

– Wierzysz, że oni mogli pomóc?

-Nie wiem w co wierze. Kto czy co pomogło, ale najważniejsze, że mój syn się powoli otrzeźwia z tego letargu. Ale opowiadaj synu.

Teodozjusz opowiedział wszystko to co usłyszał od Gabriela.

– Z tego chłopca jest mądry młodzieniec – powiedziała Kira – teraz wiem, za co go tak polubiłam.

– Tak, nie głupi – zaśmiał się Teo – w końcu mój bliźniak. Będę niedługo się zbierał, bo jak znam życie to będę musiał to jeszcze raz opowiadać rodzicom. Do starszego zajdę jutro, może będą lepsze wieści.

– Ja jutro będę na Ciebie czekała, to razem pójdziemy – powiedziała Lara

Teodozjusz posiedział jeszcze chwilkę, skończył jedzenie i picie, i nagle poczuł przypływ siły.

– A może masz siłę na przejażdżkę? – spytał Larysy – ja ostatnio nie miałem siły jeździć jeszcze i na Aresie, przydałoby mu się trochę ruchu.

– Pewnie – odpowiedziała dziewczyna – możemy pójść do Ciebie i wziąć kejty na przejażdżkę.

Gdy szli do domu Teo, chłopiec opowiadał o lodach waniliowych, o swoim strachu o przyjaciela, obawach, że się od nich odwróci. Mówił i mówił, widać potrzebował tego tak samo, jak Ares przejażdżki. Lara nie przerywała, słuchała.

– Zawsze mnie zadziwia jak bardzo jesteś z nim związany – powiedziała do Teo, gdy skończył – nie wiem czy to dla Ciebie dobre, bo może się mylę, ale on chyba mniej.

– Nie wiem Lara, może i mniej, może tyle samo, pamiętaj, że ja przechodzę tam codziennie już chyba więcej niż dziesięć lat, a on mnie poznał parę miesięcy temu. To na pewno ma wpływ na mój stosunek do niego i odwrotnie. Poza tym pamiętaj, że opiekowanie się nim miałem przypisane od kiedy zacząłem przechodzić z „obowiązku” , a nie tylko z ciekawości. Od kiedy Starszy mi wyjaśnił jakie są moje powinności wobec Gabriela, ludzi i Murków. Ta odpowiedzialność na pewno ma duży wpływ na mój stosunek do niego, a i wiesz, że my szybciej dojrzewamy.

– No tak, pamiętam jaki z Gaba był dzieciuch jak tu przeszedł.

– Ale jak zmężniał, jak dorósł tu u nas w tak krótkim czasie.

– |Tak, to prawda.

– Do dziś pamiętam, jak przed powrotem chciał iść do Starszego, bo musi, jak on to powiedział  „Przekazać jaką podjąłem decyzję”, aż mnie wtedy zatkało.

Młodzież dotarła do domu Murka, weszli do stajni i przygotowali oba kejty do przejażdżki. Aresowi niezbyt spodobało się to, że pierwszy raz jeźdźcem miała być Larysa, jednak miał chyba zbyt długą przerwę aby oponować i za chwilę jeździec czuł się na nim jak na swoim kejcie. Teo i Larysa przeszli ze stępa w kłus, Ares cicho rżał, widać było, że zwierzę bardzo za tym tęskniło. Gdy wyjechali poza teren zabudowany z półsiadu przeszli w galop, aby na równinie przejść w cwał. To było to, czego wszyscy potrzebowali.

Gabriel jeszcze chwilę stał w pustym gabinecie. To był pierwszy raz, że Teo przeszedł wcześniej i on został sam tak bardzo to odczuwając. Nagle pomieszczenie stało się dla niego takie puste, a on poczuł się taki osamotniony. Ciekawe, czy Teo też tak to odbiera gdy Gab wychodzi z pokoju? Czy fakt, że ktoś wychodzi drzwiami, de facto przeznaczonymi do tej czynności, wpływa na odbieranie tej sytuacji inaczej, zaczął się zastanawiać, a inaczej odbierane jest znikanie przez ścianę? Choć samo znikanie przez ścianę dla Murka jest rzeczą tak oczywistą, u nich przecież przez Portale podróżuje się do innych miejsc, jak dla Gabriela wychodzenie drzwiami. Jednak Gab samo przejście jako czynność widział pierwszy raz, bynajmniej pierwszy raz się na tym tak bardzo skupił. Trochę zaczął rozumieć ojca, którego to, że Teo mógł tak przechodzić w jedna i w drugą stronę do światów, oraz sam fakt przejścia przez mur, ścianę, bardzo frustrowało. Chłopiec też poczuł frustrację, jakieś takie rozdrażnienie, gdy Murek tak po prostu znikł, a on podszedł do ściany i nic. Ściana dla niego w tym miejscu była tylko ścianą. Może to nie było dokładnie tu, pomyślał. Zaczął dotykać ścianę w innym miejscu, i innym, i jeszcze innym. Nic! Stał tak chwilę zszokowany sytuacją. Ciekawe czy już zawsze będzie tak się czuł, taki sfrustrowany, bezsilny, czy z czasem będzie mu łatwiej. Na chwilę obecną ten stan mu się nie podobał. Nagle poczuł straszny żal do matki, że zmieniając mu imię odebrała mu tą możliwość. Nawet tata mógł przejść choćby w jedną stronę, a on nawet do świata murków sam nie przejdzie. Usiadł w fotelu zamyślony i nagle chciał pobiec do sypialni rodziców i wykrzyczeć do matki „dlaczego mi to zrobiłaś, dlaczego odebrałaś mi możliwość przechodzenia przez portal, jak mogłaś mi to odebrać, gdyby nie ty, to bym mógł”, już się podniósł aby biec, ale usiadł z powrotem. Teo, pomyślał, gdybym mógł przechodzić sam, to nie poznałbym Teo. Czy wtedy w ogóle Teo by się urodził? A nawet jeśli to przypuszczalnie nie czuł by tej więzi z nim. A tak miał „brata”, „brata bliźniaka” sprecyzował. Ale ta więź to też jego bezsilność. A coś co miało należeć do niego, być jego, ma Teo! Ta moc miała być moja, pomyślał, moja, a teraz on ją ma! Znów chciał pobiec do matki i wykrzyczeć jej to w twarz. To moja moc, a przez nią dostał to ktoś inny! Żal i złość wzbierała w nim, miał wrażenie, że za chwilę wyleje się z niego jak tsunami. Moja, miała być moja, oddałaś ją i dostał ją ktoś inny! Podsycał w myślach. I nagle przed oczami zobaczył sytuację gdy matka powiedziała mu o tym wszystkim. Jej strach o niego, przypomniał sobie sytuację gdy przeszedł dziadek, ten smutek, i płacz matki gdy przeszedł ojciec. Te ukrywane tyle lat łzy na jego urodziny. Nie widział jej żalu i strachu gdy sam przeszedł, ale widząc jak wyglądała jak wrócił wyobraził sobie ile ją to kosztowało. Tak odebrała mu to, ale zrobiła to z miłości, bała się o niego. Zrobiła to, co uważała za słuszne aby go przed tym losem uchronić, gdyż według niej było to zagrożeniem dla niego, chciała o niego dbać, o jego dobrostan w jedynym jej znanym świecie, świecie ludzi. Przypomniał sobie co powiedział wujek Filip, że to w rodzinie ze strony jego taty musiała być ta moc, bo on nie potrafi tego drugiego świata pojąć, tych sił nadprzyrodzonych, zjawisk paranormalnych, całej tej metafizyki. Możliwe, że u mamy jest podobnie. Bo niby od początku poznania taty wiedziała o tej „Pieczęci”, ale wiedzieć to nie znaczy zrozumieć i zaakceptować. Siedział w fotelu i oddychał ciężko, ciekawe czy ta złość na nią mi kiedyś przejdzie, pomyślał. Musi się postarać, aby móc powiedzieć samemu sobie, że można o czymś wiedzieć, oraz zrozumieć i zaakceptować. Oddychał i znów pomyślał o Teodozjuszu! Czy gdyby teraz mógł wybierać, to wybrałby moc czy jego? Czy przechodzenie tam bez niego dałoby mu taka frajdę? Chyba nie! Ale byłby niezależny! A tak zawsze gdy będzie chciał przejść czy wrócić będzie od niego zależny. I znów poczuł wściekłość i frustrację. Bo co by było gdyby z Teo coś się stało? Przypomniał sobie to uczucie bezradności, gdy przeszedł i gdy dotarło do niego, że bez Murka sam nie wróci. Ale przypomniał sobie też oczy Murka, to, że zawsze był przy nim, dla niego. To, że Gab ma tu przyjaciół, swoje życie, a Murek swoje życie przyporządkował Gabowi i nigdy się nie skarżył. Może on też tej mocy wcale nie pragnął, może też by ja oddał, ale przyjął los i trwa przy Gabrielu, drzemie do świtu skulony na podłodze w ciemnym kącie pokoju, gdy coś jest źle. W sumie w świecie Murków też jest w jakiś sposób wyalienowany. Nie dość, że tylko on może do świata ludzi przejść, to jeszcze ten fakt przez wielu Murków odbierany jest negatywnie. Sam tego doświadczył. Nawet pamięta jak hodowca Aresa powiedział „wybrał sobie tego człowieka z innego świata, jego wola” z przekąsem, wyrzutem i jakby niechęcią. Przypuszczalnie Teodozjuszowi też nie jest łatwo, pomyślał. Tak jest i tak już musi być. Lekkie ukłucie żalu do matki i straty czegoś zostało, ale zaczął też myśleć o tym spokojniej, z akceptacją i trochę z radością, że ma Teodozjusza. Chwilę posiedział przypominając sobie wszystkie fajne chwile spędzone z Murkiem. Oraz te początki, ten strach, a potem fascynację nim i jego światem. A ta sytuacja, jak pomyślał, że go uwięzili i chcą go otruć, ależ był zły na Teo, że ten tak dobrze się tym bawił, jednak sam się w tej chwili do tej sytuacji uśmiechnął. Tak mam Teo i jest jak jest, tak musi być, może tak miało być, taka karma, pomyślał.

Rano obudziły Gabriela odgłosy rozmów z kuchni. Mama, Wujek, ich wesołe głosy słyszał wyraźnie. Nasłuchiwał się z bojącym sercem, jest spokojniejszy i cichszy, ale jest i głos ojca.

Ucieszył się, wstał i szybko się ubrał. Wszedł z uśmiechem do kuchni.

– Jesteś głodny synku? – spytała mama.

-Jak wilk – zaśmiał się wesoło biorąc talerzyk na kanapki i kubek na herbatę – siedź mamo, poradzę sobie – powiedział.

Nałożył sobie trzy kanapki i nalał herbaty do kubka. Spojrzał na ojca. Wygląda dużo lepiej, pomyślał. Mama i wujek też, pewnie się w końcu wyspali. Sam również czuł się lepiej. Każde z nich potrzebowało spokojnego leczniczego snu. Ciekawe jak dziś będzie wyglądał Teo? Jemu pewnie ta dawka „lekarstwa” we własnym łóżku także się przydała.

– Czy przed obiadem też nam poczytasz synu? – spytał Tadeusz – Bardzo jestem ciekaw jak ta opowieść się skończy.

– Nie możliwe, że nie pamiętasz zakończenia – zaśmiała się Barbara – Gabriel dawno nie wychodził z przyjaciółmi – powiedziała.

– Bardzo chętnie – wtrącił szybko Gab – skończymy książkę i po obiedzie pojadę na rowerze do przyjaciół.

– Może i pamiętam Basiu – Tadeusz uśmiechnął się do niej czule – ale końca tej opowieści czytanej mi przez mojego syna jeszcze nie słyszałem, więc będzie to pierwszy raz.

Wstał z krzesła i podszedł do syna, objął go mocno i powiedział.

– Dziękuję Ci.

Takie dwa proste słowa „dziękuję Ci” a ile wyrażają. Bo chłopiec czuł, że ojciec nie dziękuje mu tylko za to, że dziś zostanie z nimi i skończy czytać tą książkę, ale za całość. Za tą chwilę w nocy przed gabinetem dziadka, za te dni, gdy mówił i mówił, za te godziny czytania, za zasłony, za ogród. Poczuł się taki dorosły, dumnym z siebie, pewny, że zrobił co trzeba.

– To nic tatusiu, ty też byś to dla mnie zrobił – powiedział, a serce o mało nie wyskoczyło mu z piersi – To może mama zrobi wam kawę, a mi lemoniadę i weźmiemy herbatniki i pójdziemy do ogrodu, tam skończę czytać książkę?

– To bardzo dobry pomysł synku – przytaknęła Barbara.

Filip z Tadeuszem poszli do ogrodu, rozsiedli się w ich ulubionym miejscu. Barbara przygotowała kawy, cukier, mleczko i lemoniadę, postawiła wszystko na tacy. Wyjęła herbatniki z szafli i już chciała położyć obok, gdy Gab włożył sobie książkę pod pachę i szybko chwycił tacę wyprzedzając matkę. Poczuł się trochę źle za ten żal do niej, który wczoraj odczuwał, chociaż tak mógł to jakoś wynagrodzić.

– Ja to zaniosę – powiedział.

– Wydoroślałeś synku – powiedziała matka – ja też Ci dziękuję.

Zaszufladkowano do kategorii "Murki" Powieść fantasy | Dodaj komentarz

MURKI ROZDZIAŁ 7 – Powrót.

Gabriel otworzył oczy, przez sekundę musiał sobie przypomnieć gdzie jest. Była jeszcze wczesna godzina, okna w pokoju były zasłonięte grubymi zasłonami, przez które nie docierało słońce. W końcu nie będę się budził skoro świt, pomyślał. Przekręcił się na drugi bok i ponownie zasnął. Gdy znów otworzył oczy z kuchni dolatywały wesołe odgłosy rozmów Tadeusza i Barbary. Gabriel nie pamiętał kiedy słyszał tyle radości w głosie mamy. Wstał, ubrał się, pościelił swoje łóżko, tego nauczył się u Teodozjusza i poszedł do kuchni. Mama promieniała, robiła omlet. Tata ubrany w koszulę i spodnie siedział przy stole, teraz wydawał mu się bliższy wspomnieniom, jakie o nim pamiętał.

– Późno wstałeś syku – powiedziała mama – czekaliśmy na ciebie, zaraz będzie śniadanie.

Gabriel spojrzał na zegarek, była prawie jedenasta, już dawno nie spał tak długo.

– A ty mamo nie w pracy?

– Wzięłam wolne, w końcu nieczęsto mąż wraca z zaświatów – zaśmiała się, nałożyła śniadanie na talerze – jedzmy, smacznego. Parę dni temu byli tu twoi przyjaciele, pytali czy już wróciłeś – zwróciła się ponownie do syna.

– To chyba zaraz pojadę się z nimi zobaczyć.

Gabriel jadł śniadanie z obojgiem rodziców pierwszy raz do prawie sześciu lat. Jeszcze niedawno nie wyobrażał sobie, aby to było możliwe, dziś oboje siedzieli przy stole i przekomarzali się. Już z tego powodu warto było poznać świat Murków, pomyślał.

– Dziękuję bardzo, było smaczne, tęskniłem za twoja kuchnią mamo.

– Cieszę się synku, szczególnie, że mogliśmy je zjeść razem. To taka radość mieć was z powrotem.

– Nie wiem jaki był Gabriel przed przejściem do Murków, tyle lat mi z wami umknęło, ale to już nie synek, Basiu. Z niego tam był już bardziej mężczyzna.

– Dla mnie to zawsze będzie synek – zaśmiała się Barbara i pocałowała Gabriela w głowę, a następnie cmoknęła męża w policzek – jeszcze nie mogę uwierzyć, że mam was tu obu.

Gabriel odłożył talerz do zlewozmywaka, to jeszcze jedna czynność, której nauczył się i poszedł po rower, aby pojechać do Krzyska i Ani. Tak, dorosłem, zmieniłem się i to bardzo pomyślał. Nawet takie proste czynności jak ścielenie łóżka, czy sprzątnięcie ze stołu swoich naczyń uwydatniało te zmiany. Jednak po powrocie tutaj zauważał w sobie dużo innych zmian. Tata dobrze to ujął, już chyba w ogóle nie jest chłopce. Podszedł do roweru i zamyślił się ponownie, nie jechał na nim z trzy tygodnie, a czuł jakby minęła wieczność. Chyba jeszcze potrafię, zaśmiał się w duchu, to chyba łatwiejsze niż jazda na kejcie. Powoli ruszył nabierając coraz bardziej rozpędu, szło mu nawet lepiej niż wcześniej. Szybko dotarł pod dom Krzyśka, zsiadł i podszedł pod drzwi aby zadzwonić, otworzyła mu mama kolegi.

– Dzień dobry, czy jest może Krzyś – spytał

– Jest, zaraz go zawołam.

– Krzysztof, Gabriel przyszedł do ciebie – słychać była z daleka w mieszkaniu.

– Gab wrócił? Dziękuję mamo, to ja wychodzę.

Przyjaciel wyskoczył prawie biegiem przed dom, uradowany z powrotu kolegi.

– No, nareszcie jesteś – zawołał – ile można się samemu nudzić w tym mieście.

– Tak, wróciłem wczoraj wieczorem. Mama mówiła, że Ania tez wróciła.

– Tak, wróciła, ucieszy się z twojego widoku, ma już dosyć tylko mojego towarzystwa – zaśmiał się Krzyś.

Krzysztof wziął rower i oboje podjechali pod dom przyjaciółki. Gabriel nacisnął dzwonek, chwilkę czekali następnie w drzwiach stanęła Ania.

– Gabriel – krzyknęła bardzo uradowana – fajnie, że już jesteś.

– A z mojego widoku się nie cieszysz? Nie ucieszyłaś się aż tak jak wróciłem – przekomarzał się Krzyś.

– Ciebie widziałam wczoraj – zaśmiała się trochę speszona- a Gaba nie wiedziałam wiele dni.

Gabriela bardzo ucieszyło przywitanie Ani. Nigdy nie zauważył różnicy w podejściu dziewczyny do ich obu, a teraz ją poczuł. A może jednak, to tylko późniejszy powrót?

-To idę po rower – powiedział Ania, jej kucyk znów tańczył przy każdym jej kroku w prawo i w lewo, wywołując na policzku chłopca jak wcześnie rumieniec – gdzie jedziemy? – spytała

– Macie ochotę na lody? Dawno nie jadłem – spytał Gab

– To wujek mieszka na odludziu? – spytała zaskoczona

– Jakoś tak wyszło, dużo zajęć mieliśmy – skłamał Gabriel i znów się zarumienił, nie wiedział, że tak trudno będzie mu utrzymać w tajemnicy to co przeżył u Murków.

Cała trójka wsiadła na rower aby pojechać na rynek do lodziarni, gdzie Gabriel kupił po lodzie dla każdego, następnie usiedli na ławce, aby je zjeść.

– Jak ja tęskniłem za tymi lodami – westchnął Gab – dla nich warto było wrócić – szybko dokończył myśl kierując ją na inne tory – jak dobrze być w domu.

– To co robiłeś u wujka tyle czasu, poza tym, że nie jadłeś lodów? – spytał Krzyś

– A nic ciekawego – zająknął się Gabriel – ciągał mnie wszędzie ze sobą, strzelałem, jeździłem konno – postanowił, że najlepiej będzie jeśli prawda tylko troszeczkę będzie rozmijała się z rzeczywistością – ale było naprawdę fajnie, tylko tych lodów mi brakowało – zażartował.

Przyjaciele ofuknęli go.

– No dobra lodów i was. A jak wam zleciały te dwa tygodnie wakacji.

– Bardzo fajnie- odpowiedział Krzysztof – ale trochę męczące, było dużo łażenia po górach.

– Za to ja wylegiwałam się na plaży, pogoda nam dopisała prawie cały wyjazd – powiedziała Ania

– Dlatego tacy opaleni jesteście – zaśmiał się Gab.

– A ty wyglądasz jakbyś cały ten czas przesiedział w murach – odparł Krzyś

– Jakoś w tym czasie u wujka nie było pogody – powiedział szybko Gabriel, wiedział, że może powinien zapytać o więcej szczegółów na temat ich wakacji, ale bał się, że pytania wywołają lawinę kolejnych zapytań do niego, dlatego przemilczał już ten temat.

– A może przejedziemy się pod Basztę, a po drodze zahaczymy o kawiarenkę z szafą grającą? Mają tam takie dobre te rurki z kremem i pączki  – zaproponował – to naprawdę fajne miejsce.

Gabriel jakoś zatęsknił za deserami, których mu u Murków trochę brakowało. Przyjaciele  zgodzili się, podjechali pod kawiarenkę, zostawili rowery oparte o ścianę lokalu i weszli kupić słodkości. Ktoś właśnie wykupił „Rock Around The Clock” – Bill Haley i His Comets.

– Bardzo podoba mi się ta nowa muzyka – powiedziała Ania.

– Tak, rock and rolla jest świetny – przytaknął Gab

– A słyszeliście „Hound Dog” Elvisa Presleya? – powiedział Krzyś – może można ją tutaj wykupić, chodźcie zobaczymy.

Cała trójka podeszła do szafy grającej  Wurlitzer 1015 w której znajdowały się 24 płyty z piosenkami i zaczęli szukać wymienionej pozycji.

– O, jest – zawołał Gab – numer 13.

Wrzucił monetę i nacisnął na trzynastkę, maszyna wysunęła obręcz z płytą winylowa z wykupionym numerem, umieściła płytę na talerzu, który podjechał do góry i zaczęła odtwarzać muzykę. Chłopcy tupali nogami jedząc rurki z kremem, Ania kiwała głową do taktu muzyki. Gabriel zapatrzył się na dziewczynę. Jej kucyk jak zawsze tańczył z każdym jej ruchem.

– Numer 7 jest fajna – powiedziała Ania, gdy skończyła się poprzednia muzyka.

Wybrała wymieniona cyfrę i z głośników poleciał „Earth Angel” – The Penguins.

– O jest Frank Sinatra – „Jingle Bells”, to teraz moja kolej powiedział Krzyś wybierając nr 5.

– A moja mama uwielbia utwór, Rosemary Clooney – „Mambo Italiano” – powiedział Gab wyszukał piosenkę i wybierał płytę nr 24.

W rogu kawiarenki starsza młodzież tańczyła do wybieranej muzyki, śmiejąc się głośno.

– Jak dorośniemy też będziemy tu przychodzić tańczyć w trójkę, dobrze ? Co wy na to?

– Obiecujemy – przytaknęli obaj chłopcy.

Gabriel pomyślał, że ten spokój, ta cisza u Murków ma swój urok, ale muzyki jednak mu brakowało. Brak elektryczności ciągnie za sobą brak takich fajnych wynalazków jak radio, gramofon, czy szafy grające. Kejty były dobrymi przyjaciółmi, ale samochodów nic nie zastąpi. A na przykład telefon to bardzo dobry wynalazek umożliwiający przesyłanie i odbiór dźwięków na odległość. Bez niego komunikacja, przekazywanie ważnych informacji, czy po prostu rozmowa na odległość byłaby niemożliwa. To są nasze cuda techniki polepszające standard życia, pomyślał. Może oni są bliżej natury, ale my mamy nasz rozwój technologiczny, który je  ułatwia. Chyba do końca nie jestem jak dziadek, zaczął się zastanawiać, a może to fakt, że ja rosłem razem z tym rozwojem, bo jednak wielu rzeczy z tego świata by mi brakowało.

Cała trójka wyszła z kawiarenki rozśpiewana, w wyśmienitym nastroju. Wsiedli na rowery i podjechali pod Basztę, oparli rowery o stare mury, i usiedli na ławeczce.

– To niesamowite, taki kawał historii – powiedział Gabriel – jak czas szybko leci i wszystko się zmienia. Pomyślcie, teraz siedzimy tutaj, bezpieczni opierając się o te stare mury, a one kiedyś chroniły mieszkańców przed wrogami.

– Ale jak nasze miasteczko przez ten czas się rozrosło, zobaczcie ile jest go za murami. To tak jakby kawał starej historii nowe wzięło w podsiadanie – powiedział Krzyś

 – Może zrobimy zawody? Ania tutaj poczeka i sprawdzi który pierwszy przyjedzie, a my pojedziemy, każdy w inna stronę do końca murów i tu będzie meta?- zaproponował Gab.

– Bardzo fajny pomysł – przytaknął Krzyś – to ja jadę w prawo, ty w lewo. czy odwrotnie?

– Zrobimy losowanie aby było uczciwie – zaproponowała Ania – księżniczka przygotuje losy, a giermkowie wybiorą – schyliła się i podniosła gałązkę z ziemi – giermkowie proszeni są o odwrócenie się – przełamała gałązkę na dwa kawałki, jeden krótszy a drugi dłuższy i oba schowała w dłoniach – pomysł był Gabriela, a więc to on wybiera pierwszy – zdecydowała -krótsza w prawo, dłuższa w lewo.

Gabriel wyciągnął gałązkę, następnie Krzyś.

– Moja jest dłuższa, więc jadę w lewo – powiedział – a Gab w prawo. A jaka będzie nagroda?

– Przegrany stawia lody – odpowiedział Gabriel

– Ty rzeczywiście się za nimi stęskniłeś – zaśmiał się Krzyś

– W nagrodę przegrany stawia wszystkim lody a wygrany będzie mógł pocałować księżniczkę w policzek – powiedziała Ania

– Zgadzam się na takie rozwiązanie – zażartował Krzyś – to zbieraj się Gab, w drogę, bo to ja wygram.

Gabriel pojechał na rowerze w prawo, Krzyś w lewo. Nie było łatwo się śpieszyć, gdyż miejsce to odwiedzało dużo mieszkańców. Trzeba było ich wymijać, uważać na dzieci i psy. Gab starał się jak najszybciej dojechać na koniec muru pod kościołem. Po drugiej stronie zobaczył Krzysztofa, który też dojechał do końca muru po drugiej stronie. Obaj szybko zawrócili i skierowali się w drogę powrotną. Gabrielowi wydawało się, że prowadzi, jazda na kejcie wzmogła u niego równowagę i szybkość, jednak dziecko bawiące się z psem, które o mało nie wpadło mu pod koła, zmusiło go do zatrzymania się. Zobaczył, że Krzysiek go wyprzedza. Wiedział, że przegra, a bardzo chciałby postawić te lody, choć szczerze to na tej drugiej nagrodzie mu bardziej zależało. Kątem oka jednak zobaczył, że Krzyś stoi, koło niego nie było nikogo. Gabriel przyspieszył, dojeżdżając pierwszy do ławeczki na której siedziała księżniczka Ania, Krzyś dojechał parę sekund później. Ania wstała z ławki i podeszła do nich.

– Zwyciężyłeś giermku Gabrielu, oto twoja nagrodo, możesz złożyć pocałunek na policzku swojej księżniczki, a ty giermku Krzysztofie wysupłaj złoto z sakiewki na lody – zaśmiała się i podeszła bliżej do Gabriela. Chłopiec niezdarnie cmoknął Anię w policzek rumieniąc się cały, czuł że Krzysztof zatrzymał się i dał mu wygrać, a to znaczyło, że on już wie co Gab chyba czuje do przyjaciółki. A może zauważył to dziecko, co mu o mało nie wpadło pod koła, i chciał postąpić fair play?

– To teraz giermkowie jedziemy na lody – powiedziała Ania uśmiechając się lekko zaczerwieniona do Gabriela. Chłopiec poczuł, że ten uśmiech skierowany tylko do niego ma duże znaczenia, zaczerwienił się jeszcze bardziej, dobrze że Krzyś był już z przodu i tego nie widział. Ania została pod lodziarnią pilnując rowerów a Krzyś i Gab poszli kupić lody.

– Czy ty dałeś mi wygrać? – spytał Gabriel

– Nie mogłem pozwolić, abyś dwa razy płacił za lody, mam swój honor – zażartował Krzyś – a ten pocałunek chyba był i tak dla ciebie – powiedział ciszej. A więc jednak wiedział. Gabryś odruchowo odwrócił się w kierunku Ani. Dziewczyna patrzyła właśnie na niego, serce tłukło się w piersi chłopca,  Ania szybko odwróciła wzrok.

– Bierz lody – ofuknął go przyjaciel – ja wezmę lody Ani, bo jeszcze upuścisz – podszedł i podał lody dziewczynie – oto część daniny moja pani – zażartował.

Przyjaciele zjedli lody i pojechali pod dom Ani.

– Do jutra chłopaki, to był fajny dzień – pożegnała się

Koledzy pożegnali się i Gab ruszył do domu. Przyjaciółka miała rację, pomyślał, to był na prawdę fajny dzień. Tyle rzeczy by mu brakowało, gdyby został tylko u Murków. Jednak oba światy mają dużo różnic, których by mu brakowało, pomyślał. A Ania? Czy rzeczywiście traktuje go inaczej niż Krzyśka, czy sobie wmawia? Ledwo wrócił ze świata Murków uporządkowując sobie wszystko i już znów ma o czym myśleć. Wcześniej nie zauważył jakiejkolwiek reakcji u Ani, więc pewnie to było tylko to, że się trochę nie widzieli, zaczął się zastanawiać, ale i tak uśmiech rozświetlił jego twarz, uradowany podjechał pod dom. Wchodzą do środka usłyszał wesołe rozmowy rodziców dobiegające z salony. Oboje siedzieli na sofie pijąc kawę i rozmawiając, w tle jak zawsze cicho grało radio.

– Mamo, tato, wróciłem – zawołał.

– Dobrze, że już jesteś. Obiad ci trochę przestygł. Jesteś głodny? Nabiorę ci.

– Tak mamo, chętnie zjem, ale siedź, nabiorę sobie sam, dziękuję.

– Nasz syn rzeczywiście dorósł – zażartowała mama – chyba warto było wysłać go do tych Murków

– Słyszałem mamo – zaśmiał się Gab

Gabriel zjadł późny obiad i poszedł na górę do gabinetu dziadka, uśmiechnął się na widok jego portretu, cały dziadek, pomyślał. Wziął książkę pozostawioną przez niego na biurku i usiadł wygodnie w wielkim fotelu, nogi opierając jak zawsze o podnóżek. Otworzył książkę próbując się skupić na czytaniu. Jednak wzrok ciągle błądził po pokoju, odrywając myśli od przeczytał słów. Przypomniał sobie jak się bał, raptem parę miesięcy temu, gdy na swoje urodziny pierwszy raz usłyszał Teodozjusza. Jak tu zawsze przychodził i rozmawiał z portretem dziadka, tęskniąc za nim i za swoim tatą. Jak wiele w tak krótkim czasie się zmieniło. Tata siedział w salonie i rozmawiał z mamą, która teraz już nie będzie samotna, gdy on przejdzie do Murków. Z dziadkiem będzie mógł porozmawiać, gdy tylko zdecyduje się do nich przejść. A ta istota, o której wcześniej nawet nie wiedział, i której po swoich urodzinach się tak bał, stała się jego najbliższym przyjacielem. Myśli odpłynęły, nie był w stanie czytać, odłożył lekturę z powrotem na biurko. Powinien czuć się spełniony, jednak nie wiedząc czemu czuł jakieś dysonans. Na dworze zaczęło szarzeć, zbliżała się dobrze znana i wyczekiwana godzina. Odgłosy, których się wcześniej tak lękał, stały się dla niego powszednie, niezauważalne, acz wyczekiwane. Gabriel siedział zamyślony w fotelu, aż do momentu gdy siedzący pod ścianą Murek nie odchrząknął.

– Cześć Herbata – Gab ucieszył się na jego widok – czują się jakbym bardzo dawno ciebie nie widział, to takie dziwne uczucie być teraz tutaj. Myślę, że w przejściach chyba najtrudniejsze będzie odnaleźć się w nowym miejscu.

– Chyba, że z czasem nabierzesz wprawy w dostosowaniu się do takich zmian.

– Całkiem możliwe, a co u dziadka? To też takie dziwne uczucie siedzieć, patrzeć na jego portret i wiedzieć, że gdzieś tam, za murem jest i żyje w waszym świecie.

– Wszystko dobrze, też mi właśnie mówił to samo, że dziwnie mu jest wiedząc, że jesteście z tatą po drugiej stronie muru i że już czeka aż przejdziesz.

– Tak, życie nas wszystkich się zmieniło.

– U Larysy też wszystko dobrze, czekała na mnie już wczoraj pod portalem, niepokojąc się czy wszystko się udało – zaśmiał się Teo – pomyślałam, że chcesz wiedzieć.

Gabriel się lekko zaczerwienił, dobrze że w pokoju panował półmrok, więc Murek tego nie widział.

– Tak, dziękuje bardzo, przekaż im, że ja tez za nimi tęsknię, Larysie też – odpowiedział

Czy to już będzie mój permanentny stan, że non stop będę się czerwienić, pomyślał, czy z wiekiem to mnie.

– A twoi przyjaciele wrócili już z wakacji?

– Tak, już parę dni wcześniej. Widziałem się dziś z nimi. Było bardzo miło, choć na początku trochę trudności sprawiało mi brak Aresa i zamiana go na rower, oraz nie opowiedzenie im o moich przeżyciach. Musiałam skłamać, że byłem u wujka Filipa.

– Pod tym względem u nas ci będzie łatwiej, nie będziesz musiał ukrywać swojego życia tutaj.

– To fakt, pewnie się do tego kiedyś przyzwyczaję, spowszednieje mi to, ale teraz chciałoby się im wszystko opowiedzieć o tych prawie trzech tygodniach u Was.

– Niestety ludzie w większości nie maja otwartego umysłu na takie opowieści.

-Wiem, dlatego nic nikomu nie mówię, wzięli by mnie pewnie za chorego na umyśle.

– No i zamknęli w tych waszych specjalnych budynkach dla takich, a tam może nie było by portalu, aby ciebie zabrać – zaśmiał się Teo

– To szpital psychiatryczny, nie chciałbym się tam znaleźć.

– To musisz się pilnować. A jak ci zleciał ten pierwszy dzień po powrocie.

– Było bardzo fajnie. Obudziłem się już o tej porze, co zawsze u Was i pomyślałem jak miło, że są zasłony, przysnąłem jeszcze. Gdy wstałem to rodzicie jedli śniadanie, byli tacy szczęśliwi, ja również zjadłem z nimi. Po śniadaniu pojechałem do przyjaciół i razem pojechaliśmy na lody. A potem do kawiarni z szafa grającą i potem pod Basztę i wzdłuż murów obronnych zrobiliśmy zawody, Ania wymyśliła losowanie, który z nas pojedzie w którą stronę, aby było uczciwie i nagrodę za wygraną.

– „Lody” co to jest?

– O, jest coś o czym w naszym świecie nie słyszałeś, lody to taki zamrożony deser, który robi się z produktów mlecznych z różnymi dodatkami, owoców czy czekolady na przykład, aby były w różnych smakach. Jutro postaram się załatwić nam na wieczór, zobaczysz jakie to dobre.

– A ta Baszta i te mury obronne to takie jak czytałem w waszych książkach, element fortyfikacji do obrony miasta, tak?

– Tak, ale to zabytki, stare budowle z wcześniejszych czasów, teraz już u nas się takich nie buduje, to już niepotrzebne.

– Zabytki to taka historia?

-Tak to można nazwać.

– A Kawiarnia z szafa grającą to co to?

– Kawiarnia to takie miejsce spotkań ludzi gdzie można wypić kawę, herbatę, zjeść desery, ciasta, czy posłuchać muzyki właśnie z tej szafy grającej. W tej maszynie są 24 płyty winylowe z piosenkami i wybierasz która piosenkę chcesz słuchać. Na pewno nie raz nasłuchując nas słyszałeś lecącą muzykę z radia, czy z naszego gramofonu, ta szafa grająca to taki gramofon na więcej płyt.

– Tak wiem co to jest muzyka i czytałem w waszych książkach o radiu i gramofonie.

-O, to jest coś o czym wiesz – zaśmiał się Gabriel.

Rozmowę chłopców przerwał Tadeusz, który wszedł właśnie do gabinetu.

– Witaj Teodozjuszu, Łaski Wiecznych, co u mojego taty, jak sobie radzi po moim przejściu?

– Wszystko dobrze, wiesz Tadeuszu, że on u nas się bardzo dobrze zaaklimatyzował, Teodor już tylko z wyglądu jest człowiekiem, tak to już prawie cały Murek.

– To bardzo mnie to cieszy, pozdrów ich ode mnie, to znaczy przekaż im życzenie” Łaski Wiecznych”.

– Wiem Tadeuszu o co ci chodzi, przekaże. A myślałam, że jak już Gabriel przejdzie do nas to skończy się to wyczekiwanie na mój powrót, abym opowiedział co słychać w tym świecie. Ale widzę, że teraz to będę musiał przekazywać wszystkie informacje wymiennie – zaśmiał się Teo.

– Tak Herbata, jesteś teraz naszym łącznikiem, masz ważne zadanie utrzymać łączność między dwoma światami.

– Zawsze zapominam zapytać, bo nie wiem czy mówiłeś, dlaczego nazywasz Teodozjusza Herbata.

– Jak mi się przedstawił, ja skróciłem jego imię do Teo, a on powiedział, że nie Tea, tylko Teodozjusz i tak został Herbatą – zaśmiał się Gab

– Jeszcze znajdę na ciebie przezwisko, pasujące mi do ciebie Gabrielu – zaśmiał się  Teo

– Miłego wieczoru chłopcy, ja idę już spać – pożegnał się Tadeusz.

– A co z tym wyścigiem, nie opowiedziałeś mi, kto wygrał?

– No, Ania zrobiła losowanie i wymyśliła nagrodę, ja wylosowałem, że jadę w prawo, Krzyś pojechał w lewo. Krzysiek przegrał, więc musiał za to stawiać lody. Było naprawdę śmiesznie.

– A ty co wygrałeś jako zwycięzca?

– Ania wymyśliła jako nagrodę – Gabriel zamyślił się, nie mógł powiedzieć przyjacielowi o nagrodzie, niby to nic, tylko pocałunek w policzek, jednak wolał to zatrzymać dla siebie – no nagrodą było to, że zjadłem kupione przez Krzyśka lody

– Te lody muszą być naprawdę smaczne, jak tak – zażartował Teo.

– Jutro postaram się je przynieść, to sam zobaczysz. Zrobiło się już późno, ty musisz jeszcze dotrzeć do domu, teraz o tym wiem, to chyba pójdę już spać. Dobranoc Teodozjuszu, Oby Wieczni zesłali Ci dobry sen.

– Do jutra Gab, Oby Wieczni zesłali Ci dobry sen.

Gabriel spojrzał zamyślony na portret dziadka, jak wszystko się zmieniło, pomyślał.

– Do jutra dziadku – powiedział i wyszedł z pokoju.

Po wyjściu chłopca Teodozjusz też przeszedł przez Portal do swojego świata.

|Gabriel czuł się naprawdę zmęczony, dlatego skierował się prosto do swojego pokoju. Z salonu dochodziły jeszcze rozmowy rodziców.

– Dobranoc mamo i tato – powiedział głośno

– Dobranoc Gabrielu – odpowiedział Tadeusz

– Dobranoc synku, niedługo przyjdę ciebie ucałować w czoło – powiedziała mama

– Daj spokój Barbara, to już dorosły chłop, a ty go jak dziecko na dobranoc chcesz całować – zaśmiał się Tadeusz.

 – Dla ciebie może być już dorosły, dla mnie to mój synek i póki będę mogła, będę go całować na dobranoc – przekomarzała się Barbara

– Dobrze mamo, jeśli chcesz to przyjdź i mnie pocałuj w to czoło – zaśmiał się Gab -jeszcze raz dobranoc, idę spać.

Gabriel wszedł do pokoju, przyszykował się do spania i położył się szczęśliwy w mięciutkiej pościeli. To był w sumie długi dzień, czuł się bardzo zmęczony. Zasnął prawie do razu i nie słyszał już jak Barbara wchodzi do pokoju aby jak zawsze na dobranoc pocałować go w czoło.

Teodozjusz stanął stopami na twardej ziemie po drugiej stronie muru. Oparta o mur Portalu czekała na niego Larysa.

– I jak im zleciał dzień? – spytała

Mimo, że Teo był w tym samym wieku, to poczuł się jak starzec myśląc w duchu „Och te dzieciaki”. Żadne nie spyta wprost to czego chce się dowiedzieć. Zauważył jak Gab się zaczerwienił, gdy o niej wspomniał w rozmowie, zauważył też pauzę przy opowieści o nagrodach Ani.  Ten to ma szczęście, pomyślał.  Opowiedział Larysie o rozmowie z Gabrielem oraz Tadeuszem i o lodach.

– Jutro musisz mi powiedzieć jak smakują – zainteresowała się nimi Larysa.

– Dziś jestem jakiś zmęczony, ale jutro ci opowiem o kawiarni gdzie mają taką szafę grającą, o ich porach roku, zimą pada z nieba takie białe coś, nazywają to śniegiem, też jest zimne, Gab obiecał, że zimą przyniesie mi trochę abym mógł dotknąć.

– Zazdroszczę ci, że możesz się przemieszczać do ich świata, że możesz przejść w inne miejsce niż nasz świat, to musi być ciekawe doświadczenie.

Dochodzili już prawie do domu Larysy, na drodze zobaczyli Teodora, który szedł w ich kierunku.

– Witajcie dzieciaki  powiedział – co słychać u Tadeusza i Gabriela? Wszystko dobrze? Jak się czuje Tadeusz, to jednak duża zmiana dla niego, bo tutaj już trochę czasu spędził.

– Tak, wszystko dobrze, rozmawiałem nawet z nim, widać, że jest szczęśliwy. Obaj przesyłają wam pozdrowienia i Łaski Wiecznych.

– To dobrze, trochę się martwiłem o syna – powiedział Teodor – wiem, że wnuk da sobie radę.

– Wszystko jest dobrze, widzę, że teraz będę wam relacjonować co u nich, a im co u was – zaśmiał się Teo – będę taką pocztą pantoflową, chyba tak to się nazywają.

– Tak, można tak to nazwać, czyli Gab nazywa Ciebie Herbatą, a ja będę Ciebie nazywać Pantofelkiem – zaśmiał się Teodor

– To ja za karę przestane wam wszystko relacjonować, radźcie sobie sami – zaśmiał się Teo.

– Ja pójdę z Teodorem do domu, a ty idź już spać, widać zmęczenie po tobie Teodozjuszu – powiedziała chyba rozdrażniona Larysa – Oby Wieczni zesłali Ci dobry sen.

– Tak, to prawda czuję się zmęczony, Oby Wieczni zesłali Wam dobry sen.

Pożegnał się i poszedł w  kierunku swojego domu. Nawet nie zauważył, że stoi przed swoją furtką, jego myśli wciąż były zajęte, błądziły wokół nowej sytuacji. Nastąpiło dużo zmian w tak krótkim czasie. Ze stajni usłyszał rżenie Aresa, wiedział, że i on tęskni za Gabrielem. Poszedł do stajni wziął szczotkę i wyczesał najpierw Bachusa a potem Aresa.

– On tu jeszcze wróci przyjacielu – powiedział do kejta – ale będzie wracał i odchodził, trudny masz los, postaram się ci to wynagradzać.

Pogłaskał oba kejty i poszedł do domu. W budynku panowała cisza, szczęśliwie ominęło go opowiadanie wszystkiego po raz trzeci, bo chyba by już tego nie zniósł. Szybko przygotował się do snu, zerknął jeszcze na puste łózko przyjaciela, westchnął i położył się spać, było już naprawdę późno.

W tygodniu gdy Gab i jego mama chodzili do szkoły i do pracy chłopiec musiał wstawać wcześniej, do wylegiwania się była niedziela, był to czas na odespanie porannych pobudek. Co prawda on miał teraz wakacje, ale kręcenie się mamy po domu, gdy szykowała się do pracy, też go często budziło. Jednak tej soboty mama miała jeszcze urlop, więc zdziwiły Gabriel tak wczesne odgłosy krzątania się po domu jego rodziców. Chłopiec przykrył głowę kołdrą jak za czasów dzieciństwa, ale trzaskanie drzwiami od samochodu na podjeździe i wesołe głosy wyrwały go z półsnu.

Wstał szybko, ubrał się, pościelił łóżko i wyszedł z pokoju. W salonie słychać było głosy trzech osób.

– Wujek Filip, wujku jak fajnie, że przyjechałeś – krzyknął Gab i rzucił mu się na szyję.

– Witaj chłopcze, twój tata opowiadał, że prawie ciebie nie poznał, bo rzeczywiście już kawał z ciebie mężczyzny. Urósł Ci ten Twój syn – zwrócił się do Tadeusza – Musiałem was odwiedzić, to taka dobra nowina, że jest z nami Tadeusz. Jesteś odważny, mój chłopcze, jak byłem ostatnio i rozmawiałem z twoja mama, to nie spodziewałem się, że aż na tyle będzie ciebie stać. Jesteśmy z twoimi rodzicami z ciebie dumni – powiedział do siostrzeńca

– To nic takiego wujku. Czułem, że muszę to zrobić i że mi się uda. 

– To nie jest nic takiego synku, zaryzykowałeś swoje życie przechodząc tam. Nie mając pewności, czy wszystko się ułoży po twojej myśli. Jest to wielkie poświęcenie, jestem dumny mając takiego syna – powiedział Tadeusz, przytulając chłopca.

– Dziękuje wam, wujku i tato – Gabriel zaczerwienił się – to był mój obowiązek.

– Tym razem nic ci nie przywiozłem Gabrysiu, spieszyłem się, chciałem przyjechać jak najszybciej, jak mi tylko tata dał znać. Następnym razem dostaniesz dwa prezenty.

– Nic nie szkodzi wujku, wystarczy, że jesteś z nami.

– A jak tam twoi przyjaciele? Jak Ania? Bardzo ich polubiłem – zaśmiał się Filip

– Ania? – spytał Tadeusz.

– To moja koleżanka tato – Gabriel znów się zaczerwienił.

– Bardzo ładna i miła koleżanka – zażartował wujek – chętnie ich znowu spotkam.

– Może jak jutro będzie ładnie zrobimy sobie piknik nad stawem, połowicie ryby, postrzelacie, a ja z Ania poopalamy się – zaproponowała Barbara, od tak dawna nie miała całej rodziny w domu.

–  Koleżanka Gabrysia chyba nie da nam łowić – znów zaśmiał się Filip, – ostatnio bardzo się jej to spodobało. Liczyłem na to, że zaproponujecie taki wypad przygotowałem nam do strzelania nawet tarcze.

– To my z Anią będziemy łowić i się opalać, a wy strzelać.

– Mamo, jak ja ciebie kocham – Gabriel cmoknął mamę w policzek – oni na pewno się ucieszą, po obiedzie pojadę im o tym powiedzieć. Tylko wujku, jak ja byłem u Murków to powiedziałem, że jestem u ciebie.

– Wiem, twoja mama mi mówiła, będę o tym pamiętał.

Dzień minął całej czwórce bardzo przyjemnie. Po obiedzie Gabriel pojechał zobaczyć się z przyjaciółmi i spytać czy jutro pojadą z nimi na piknik. Anię ucieszyła myśl łowienia ryb, a Krzysztofa oczywiście ponowne strzelanie z wiatrówki. Po powrocie do domu, Gab jeszcze chwile posiedział w salonie z rodzicami i wujkiem. Wieczorem nie udał się do gabinetu dziadka, poszedł od razu do swojego pokoju, zrobiło się już dość późno, czuł się zmęczony, chciał położyć się wcześniej spać, aby być wypoczęty na jutrzejszy wypad.

Niedzielny poranek obudził Gabriela dzwoniącym o szyby deszczem. Chłopiec wstał i odsłonił zasłony. Za oknem padało, było jeszcze wcześnie, dlatego położył się zawiedziony pogodą na planowany piknik. Jednak deszcz powoli przestawał padać. Słońce nieśmiało wychyliło się zza chmur, rzucając przez okno promienie na twarz chłopca, aż zaczęło na prawdę mocno grzać, szykował się ciepły słoneczny dzień. Gab, przebudził się, zamrugał powiekami. Jak, jak ja się tu dostałem, pomyślał, przecież byłem w swoim świecie, kiedy przeszedłem? Zaczął się zastanawiać przez chwilę nie wiedząc, gdzie jest. Zapomniał, że odsłonił zasłonę i przez okno palące słońce prosto w twarz obudziło go, tak jak u Murków. Poczuł jakieś ukłucie w sercu, gdy uzmysłowił sobie że jest w swoim świecie, w swoim pokoju. Jakieś dziwne uczucie rozbicia zakołatało mu się w głowie. Będąc tam tęsknił za tym światem, a będąc tu, tęsknił za światem Murków. Jednego wieczoru czuł się taki szczęśliwy będąc tu, aby rano poczuć tęsknotę za tam tym światem. Czy to już tak będzie zawsze. Wstał, ubrał się i poszedł do kuchni. W domu było jeszcze cicho. Nastawił wodę na herbatę, czekając aż się zagotuje spoglądał przez okno. Zamyślił się i nie usłyszał  kroków wujka.

– Dzień dobry Gabrysiu – powiedział Filip – nie możesz spać?

– Nad ranem obudziło mnie dzwonienie deszczu o szyby, wstałem popatrzeć przez okno i zostawiłem odsłoniętą zasłonę. Znów się położyłem i przysnąłem, a słońce zrobiło mi pobudkę jak u Murków. Wiesz, tam u Murków nie używają zasłon, maja takie duże okna przez które wpada światło i co rano właśnie taką pobudkę robiło mi tam ich słońce, to takie dziwne uczucie, gdy dziś tak obudziło mnie tutaj.

– To chyba w ogóle musi być dziwne uczucie móc być tam i tu.

– Tak, jest dużo podobieństw, ale są też różnice, to są jednak dwa różne światy. Dwie różne kultury, inaczej się rozwijamy, mamy inne priorytety.

– Wczoraj tata dużo opowiadał o życiu u Murków. On nie był tam szczęśliwy. To bardzo szlachetne z twojej strony, że postarałeś się go stamtąd zabrać.

– Nie mógłbym go tam zostawić, nawet za cenę własnego życia. Wiedząc, że jest szansa na jego powrót tutaj, szczególnie gdy Wieczni też mnie zapewnili że powinno się udać, to musiałam zaryzykować. I udało się, to wielka radość, jednak niesie to za sobą też pewne przemyślenia i konsekwencję. Bo gdybym nie był tym, na którego Murkowie czekają, to przejście taty z powrotem może by się nie udało. Portal mógłby go z powrotem nie przepuścić. Teraz wiem, że ciążą na mnie obowiązki też wobec ich świata.  Nie mogę od tego uciec, zostać tylko tutaj, to takie trudne. A na tacie z kolei ciążą obowiązki dbania o ten świat.

– Wiem chłopcze, dla mnie to całkowita nie do pojęcia aberracja światów. Ale Ty jesteś jeszcze młody, masz otwarty umysł jak Twój dziadek, widzę też jak się w tak krótkim czasie zmieniłeś, jestem pewien, że dasz radę.

– Też tak myślę wujku, jednak uczucie strachu jest gdzieś głęboko w sercu.

– Chłopcze, to nie wstyd czuć strach, to bardzo ważne uczucie. Odwaga nie polega na braku uczucia strachu, ale na umiejętności przezwyciężania go. Musisz pamiętać, że strach też jest potrzebny, jest to bardzo mądry doradca. Dzięki niemu będziesz umiał zaufać swoim uczuciom i w stanie zagrożenia podjąć lepszą, rozważniejszą decyzję.

– Dziękuję ci wujku, wstydziłem się tego, że nie czuje tylko odwagi, że też się boję. Wstydziłem się powiedzieć o tym tacie, dziadkowi czy Starszemu u Murków, albo Teodozjuszowi. Oni widza we mnie „wybrańca”.

– Odwaga bez strachu to brawura, a ona nie prowadzi do niczego dobrego, najlepsze na podjęcie decyzji jest rzeczowe podejście do sytuacji, gdy jesteśmy odważni, ale też rozumiemy poczucie strachu. Wtedy nasze decyzje są słuszne.

– Jak o tym myślę, to widzę, że masz racje wujku. Fajnie, że przyjechałeś. Nie mam z kim porozmawiać. Kiedyś mówiłem wszystko dziadkowi do jego portretu. On wysłuchał, nie doradził, ale było mi lżej. Teraz już jakoś nie mogę. Tata przeszedł jak byłem mały i mimo, że bardzo go kocham, to nie ma między nami tej więzi, abym potrafił tak z nim rozmawiać. Może kiedyś, ale jeszcze nie teraz, wszystko się skomplikowało. A gdy jestem tam, to ten świat ma mniejsze znaczenie. Poczułem się tam jakbym był w połowie Murkiem. Rozumiem dziadka, czemu wolał tam zostać, on też chyba to tak czuje. Tyle rzeczy mnie w ich świecie pociąga. Wiem, że jestem jeszcze młody, ale wiesz, jest tam jedna dziewczyna, Murka, zaczyna mieć dla mnie duże znaczenie, ja dla niej chyba też. Oni inaczej podchodzą do uczuć  niż my, u nich to jest bardzo silna więź. Larysa jest to córka Kiry, Murki z którą mieszka dziadek. I wiem, że jesteśmy młodzi, ale czuje jakąś moc co nas do siebie przyciąga. Jakby była wpisana w mój los. Od kiedy poznałem świat Murków, wiem, że nasze losy są gdzieś zapisane, że to co się nam przydarza mogło zostać zaplanowane, aby w przyszłości coś się spełniło. Natomiast ze względu na to, że to córa Kiry, to w relacje wchodzi też dziadek, nie mogę go zawieść, popełnić jakiś błąd. Ale jak jestem tutaj, to tamten świat z kolei odchodzi na dalszy plan. I wtedy czuje się bardziej człowiekiem. Nasz świat też ma dużo do zaoferowania, czego na przykład nie ma tam, a do tego po powrocie zauważyłem, że możliwe, że nie tylko ja „zauważam” Anię, ale ona mnie też, jeśli wiesz co mam na myśli. I tutaj też czuję, że to nie był przypadek, gdy zobaczyłem Anię na schodach szkoły. Od kiedy skończyłem te piętnaście lat mam wrażenie, że wszystko co się wydarza ma mnie zaprowadzić w jakieś wcześniej określone miejsce, do jakiś określonych wydarzeń, doprowadzić do już ustalonych wcześniej wyników przy podejmowanych przeze mnie decyzjach i czynach. Bo jak to dziadek mawiał, określają nas nasze decyzje, które poprzez czyny generują ich konsekwencje. I chyba już sfiksowałem na punkcie karmy, zapisanego już gdzieś losu, i coraz trudniej mi jest po prostu żyć życiem młodego chłopca. Czuję się rozdarty, nie wiem jak sobie z tym poradzić, a przez to tyle rzeczy nie mogę powiedzieć dziadkowi czy Teodozjuszowi.

– Młodzieńcze uczucia są bardzo ważne Gabrielu. To one z czasem nas kształtują, powodując jacy jesteś. Rozumiem ciebie, mogę tylko wysłuchać, bo nie wiem jak ci doradzić.

– To tez bardzo dużo wujku.

– A jaka ona jest, ta Murka?

– Jest, jest cudowna, ma skórę o takiej ciepłej jasnożółtej barwie, na myśl przychodzi słońce jak na nią patrzysz, włosy czerwone, wpadające trochę w tycjan, jakby te promienie słońca odbite od jej skóry schowały się we włosach.  A oczy, ma piękne zielone oczy. I jest bardzo miła, taka wesoła a jednocześnie poważna i odpowiedzialna i bardzo inteligentna i lubi przygody. Widzę, że Murkowie szybciej dorastają niż my.  I ona, i wiem, że mnie polubiła. Co prawda nie powiedziała tego wprost, ale wyłapałem to mimochodem z toku jej wypowiedzi, i na pożegnanie pocałowała mnie w policzek, wujku.

– Chłopie, ty już przepadłeś – zaśmiał się Filip – wybór będzie trudny, szczególnie, że przypomina mi trochę Anię.

– Tak, Ania też jest cudowna, jak na mnie patrzy czuję się taki szczęśliwy. Bardzo lubię przyglądać się jak jej kasztanowy kucyk majta się to w prawo to w lewo, gdy poruszy głową, a jej uśmiech, rozświetla wszystko, czuje się wtedy tak dobrze, jak kiedy mama się uśmiecha.

– Gabrielu, Gabrielu, nie wiem czy to podwójny pech, czy ty masz podwójne szczęście. Ale na pewno masz podwójny dylemat i chyba nikt ci nie pomoże.

– Tak wujku, to takie trudne, chyba łatwiejsze było przeprowadzenie taty przez Portal. Jak myślę o Cieniu to chyba się mniej boje tego co będzie niż gdy myślę o nich.

– Cóż chłopcze, to wszystko co ciebie spotkało spowodowało, że chyba za szybko dorosłeś, może czas ci pomoże. Jeśli rzeczywiście twoje losy są gdzieś zapisane, to twoje decyzje są już też gdzieś podjęte. Teraz tylko każdy krok prowadzić ciebie będzie do celu. Może poddaj się fali życia, która ciebie niesie, liczę, że wszystko jakoś się ułoży.

– Też mam taka nadzieje, bo na razie nie potrafię podjąć decyzji.

                        – A wspomniałeś ich „Wiecznych”, kto to?

– To trochę jak u nas bogowie, jest ich pięcioro i są to i mężczyźni i kobiety. U Murków jest większa równość płci i nie ma takiego podziału jak u nas i wiesz to jest naprawdę fajne. Murki mogą mieć równie ważne stanowiska co Murkowie. Wszyscy ubierają się bardzo kolorowo i nie ma barw przypisanych bardziej do którejś płci. Dlatego jak dostałem od nich to ich ubranko w kolorze brązowym, tak jak tata i dziadek, to sfiksowałem i pomyślałem, że to jakby „więzienne ubranie”, a nawet że Teo chce mnie otruć. Potem dziadek mi wytłumaczył, że przecież w czerwonym, czy w innym tak żywym kolorze, jak ich ubrania, mógłbym się czuć nieswojo. U nas jest dużo uprzedzeń, których tam nie ma, co w sumie u nas jest bardziej na minus. A Ci Wieczni, ich słowo jest u Murków święte i nawet jak jacyś Murkowie nie zgadzają z ich decyzjami to i tak ufają im i jest to dla nich świętość. Więc Wieczni są nadrzędni nad Murkami, ale z tego co mi przekazali, opowiadając historię „Pieczęci”, to nie wszystko było ich decyzją i dziełem, jest z kolei jeszcze jakaś siła we wszechświecie chyba nadrzędna nad Wiecznymi, ale współpracująca z nimi i to ona doprowadziła do części zdarzeń. Wieczni przekazali mi też, że w naszym Klanie, czyli zrozumiałem rodzinie, wcześniej były osoby z mocami, a sposób naszego życia, rozwoju, odejścia od natury przyćmił z pokolenia na pokolenie te moce. I według Wiecznych właśnie połączenie tej drzemiącej w naszej rodzinie mocy z ich mocą dało nas, Teofila dziadka, tatę i mnie.

– To bardzo ciekawe Gabrielu, co opowiadasz. Czyli Wieczni, to Bogowie Murków, ale mają nad sobą innych Bogów?

– „Bogowie”, to taka prostsza nazwa dla nas aby zrozumieć, ale Murkowie nie nazywają ich Bogami, tylko bardziej Bytami. Bo to bardziej zaufane w ich decyzje powoduje, że ich słuchają niż wiara w nich. Wnioskuję, że są inne Byty równie silne jak Wieczni, a nawet silniejsze i ostatnio wydedukowałem, że chyba śmierć Teofila spowodowała zmianę podejścia tych najbardziej nadrzędnych Bytów do zmienionej śmiercią pradziadka sytuacji i może to właśnie oni wpłynęli na to, że zobacz, dziadek został tam jakby na straży, Wieczni poprosili mnie abym przekazał tacie, że on tu będzie tym strażnikiem, a ja jestem po środku. Ciekawe czy to wszystko to przypadek?

–  O tak, może rzeczywiście to nie przypadek, czy zrządzenie losu, tylko konsekwentne decyzje podlegające czyimś konkretnym planom, to bardzo ciekawe. Ale czekaj zaintrygowało mnie to co powiedziałeś o Portalu, że mógłby twojego taty z powrotem nie przepuścić. Co to znaczy „nie przepuścić”?

– Bo pradziadek Teofil powiedział mi, że jego zdaniem Portal, to żyjąca, myśląca samodzielnie jednostka i wiesz ja też podzielam jego zdanie, bo Portal mnie jakby dotknął, a innych nie.

– Chłopie czekaj, Teofil Ci POWIEDZIAŁ?

– Tak, bo ja rozmawiałem z pradziadkiem i nawet widziałem jego jakby postać, poświatę, od razu go rozpoznałem. A jak się spieraliśmy o brak jego ciała to powiedział, że mogę go nazywać bytem, czy ciałem astralnym, to było bardzo śmieszne – zaśmiał się – bo tylko jego powłoka cielesna zamieniła się w proch. I wiesz, rozmawiałam z Nieurodzonymi, ja ich tak nazwałem, a im spodobała się ta nazwa. Bo jak sama nazwa wskazuje są to też jakby byty tych co się dopiero urodzą z mocami. Zastanowiło mnie tylko to, że były tam postacie ludzi i Murków, chyba takich jak Teo będzie więcej.

– Z NIEURODZONYMI! Chyba rzeczywiście w rodzie od strony Twojego taty mogły być jakieś moce, czy coś, bo wszystko to co mówisz mi jako zwykłemu śmiertelnikowi jest za trudno pojąc i zrozumieć, a Ty mówisz o tym tak pewnie jakby to był chleb z masłem.

– Jak fajnie to wujku powiedziałeś „chleb z masłem”- zaśmiał się Gabriel

Do kuchni weszli rodzice chłopca, przerywając rozmowę Gaba z Filipem.

– Jaki mamy dziś śliczny dzień – powiedziała Barbara – to co chłopcy, zjemy śniadanie i szykujemy się na piknik? Jak to dobrze mieć was wszystkich razem, co za cudowny dzień.

Tadeusz również podszedł pod okno z którego widać było podjazd.

– Nie pochwaliłem Twojego nowego nabytku Filipie, to bardzo fajne autko.

– Tak, jestem z niego dumny – Filip wypiął pierś jakby się chwalił swoja latoroślą – Volvo Duett PV444, jest 4-osobowy, 4-cylindrowy i ma moc 40-konny,  i osiąga prędkość do 51 KM. Ma duży przestronny bagażnik i wiele funkcji. Jedno auto zamiast dwóch osobówki i dostawczego. To bardzo fajne rozwiązanie.

 – O tak – przytakną Tadeusz.

– Ale nasze autko jest ciągle bardzo dobre, Tadeuszu – powiedziała Barbara – Citroën Traction Avant 11BL to ciągle topowy model mężu.

– Tak siostrzyczko, wasz też jest kultowy, bym powiedział. Citroen ma mocniejszy silnik, ale prędkość maksymalną uzyskujemy taką samą. Gdybym nie potrzebował auta dostawczego, to bym też kupił Citroena.

Gabrielowi wydawało się to po prostu niewiarygodne, że stali tak razem w czwórkę i rozmawiali o takich zwyczajnych rzeczach jak samochody. Barbara pierwsza odeszła od okna, u niej też ta sytuacja wywołała burzę uczuć. Jeszcze nie mogła uwierzyć, że Tadeusz wrócił z tych zaświatów, to że stali w czwórkę wydawała się jej równie nierealne jak sam świat tych Murków. Zabrała się za przygotowywanie śniadanie, gdy mężczyźni wyszli razem na podjazd  aby oglądać i porównywać samochody. Zjedli je szybko i zaczęli się szykować na piknik. Chwilkę później przyjechali na rowerach przyjaciele Gabriela. Młodzież przywitała się ze wszystkimi. Gabriel przedstawił im swojego ojca.

-To jest mój tata, właśnie przyjechał z bardzo długiej podróży służbowej. A to jest moja koleżanka Ania i mój kolega Krzysztof.

– Dzień dobry Aniu i Krzysiu, bardzo mi miło was poznać – Tadeusz zwrócił się do obojgu, wyciągając rękę na przywitanie najpierw w kierunku Ani, jej dłoń była bardzo mała i delikatna, a następnie przywitał się z Krzyśkiem.

– Dzień dobry Panu, nam też jest bardzo miło – powiedzieli razem Ania i Krzyś.

W tym czasie Barbara z Filipem zaczęli szykować wszystko to, co mieli zabrać na piknik, następnie z pomocą zaoferowaną przez Anię i chłopców wszystko zostało szybko zapakowane do bagażników.

– To wy jeździe sami – powiedział Filip do rodziców Gabriela – a my pojedziemy razem jak ostatnio – zwrócił się do młodzieży.

Oba samochody ruszył z podjazdu. Wyjeżdżając skręcili w lewo, chwilę jechali ruchliwszą ulica i następnie skręcili w prawo, w leśna drogę, aby za chwile wjechać w trakt prowadzący na polankę ze stawem. Samochody zatrzymały się. Basia i Ania wzięły kosz piknikowy i koce, wędki i oprzyrządowanie, a mężczyźni kosz na ryby, wiatrówkę i śrut. Ania rozłożyła dwa koce na  pomoście, cała szóstka usiadła i z apetytem  zabrała się za wspaniałości, które przygotowała Barbara. Chwile delektowali się widokiem przyrody, przyglądając się równej tafli wody oraz słuchając śpiewu ptaków. Okolica była naprawdę urocza.

– Już zapomniałam jak tu jest pięknie – powiedział Tadeusz – ile tu wspomnień.

– Tak, mamy dużo wspomnień, ale teraz będą nowe – zaśmiał się Filip – Ania pewnie już niecierpliwi się kiedy będzie mogła łowić – zażartował.

– Nie, dam rade poczekać, tu jest tak pięknie.

 Ania zdjęła sandałki i zanurzyła nogi w wodzie, robiła koła stopami mącąc równą tafle wody, i roznosząc odbijające się od niej promienie słońce po całym jeziorze. Kasztanowy kucyk dziewczyny, jak zwykle miotał się w prawo i w lewo, z każdym ruchu głowy zmieniając barwę. Gabriel najpierw zapatrzył się na kucyk Ani, a potem spojrzał na te koła, które spiralami rozchodziły się po wodzie, przypomniał sobie świetlnego Twora z Portalu i całkowicie odpłynął myślami. Filip przygotował dla dziewczyny wędkę zanurzył ja w wodzie i podał Ani.

– To czekamy Aniu na rybki na kolację, jak Ty je złowisz, to ja je smakowicie przygotuję – zaśmiał się  – czy tobie Basiu tez przygotować wędkę.

– Oczywiście braciszku, nie mogę pozwolić aby tylko Ani złowiła nam kolację – odpowiedziała żartobliwie Basia.

Filip przygotował i podał wędkę siostrze, czule ją przytulając.

– To teraz pora na nas chłopcy – zwrócił się do Krzyśka i lekko poklepał Gabriela po ramieniu, aby oderwać chłopiec od miejsca, w którym utonął  myślami – kobiety niech zadbają o kolację, a mężczyźni idą polować – zażartował – Ty Tadeuszu pewnie jeszcze nie zapomniałeś jak się strzela, teraz twoja kolej pokazać chłopakom jak to się robi.

– Ty chyba byłeś ode mnie zawsze lepszy Filipie, będziesz lepszym nauczycielem, niech pobierają lekcje od najlepszych, ja będę twoim pomocnikiem – zaśmiał się Tadeusz.

– Ale pokażesz nam co jeszcze potrafisz ? – spytał Filip

– Tak, postaram Ci się dorównać.

– Szkoda, że nie ma z nami Teodora, temu to nikt nie dorównał.

Tadeusz o mało nie powiedział, że dalej ma tak dobre oko, byłaby to wpadka jak u Teodozjusza, jednak w porę przypomniał sobie o Krzyśku i Ani, i przemilczał temat. To będzie bardzo trudne, pomyślał, ciekawe jak Gab sobie daje z tym radę. To ciężki kawałek chleba mieć cały czas z tyłu głowy o czym nie powinno się wspominać.

Cała czwórka wstała i skierowała się na łąkę.

– Zobaczysz Tadeuszu jak półka na tarczę się dobrze trzyma, mimo tylu lat,  Teodor to umiał budować – pochwalił Filip.

I Tadeusz znów musiał ugryźć się w język, przypominając sobie jaki piękny dom wybudował Teodor u Murków.

– Tak potrafił to bardzo dobrze. Jestem bardzo ciekaw jakie mamy tarcze – powiedział szybko zmieniając temat.

– Nie byłem pewien czy przyjaciele Gabrysia są w mieście to przygotowałem nam deskę z potrójnymi tarczami  i dwie deski z podwójnymi, gdyby już wrócili z wakacji, bo przypuszczałem, że Krzyś nie odmówi sobie strzelania.

– Nigdy nie odmówię – powiedział Krzysztof – strzelanie jest takie fajne.

 Filip poszedł do samochodu i wziął dwie deski z podwójnymi traczami, szybko odnaleźli pieniek, na którym położyli wiatrówkę i śrut. Razem z Tadeuszem podeszli pod półkę na tarczę. Tadeusz ręką mocno poruszał półką, następnie wsunął pierwszą deskę i sprawdził jak chodzi.

– Tak, trzeba przyznać dobra robota, wszystko działa jak trzeba – powiedział – to kto zaczyna?

– Może najpierw starsi panowie – zaśmiał się Krzyś – a my z Gabem w tym czasie przypomnimy sobie jak to się robi.

– Starsi panowie? Ja Ci dam chłystku starszych panów – zaśmiał się Filip – Czekaj chłopcze, zobaczysz, złoimy wam jeszcze tyłki.

Wziął wiatrówkę i śrut, złamał lufę broni, wcisnął w szczelinkę śrut i złożył lufę, następnie przyklęknął, na pieńku położył wiatrówkę, i jak zawsze lewy łokieć oparł na nim podtrzymując łożę wiatrówki. Prawą dłonią przytrzymując kolbę przy prawym ramieniu odbezpieczył blokadę spustu i wystrzelił. Kula przedziurawiła tarczę w samym środku.

– Tak to się robi! Przyglądaliście się chłopcy? Przypomnieliście sobie?

– Wujku brawo! – krzyknął Gabrielo

– To teraz kolej Tadeusza – Filip podał mu wiatrówkę i poszedł przesunąć deskę, aby ustawić tarczę dla Tadeusza

Tadeusz wykonał powoli te same czynności i wystrzelił, kula trafiła lekko w lewo obok środka tarczy.

– Prawie się udało, muszę tylko trochę poćwiczyć – zaśmiał się 

– To jeszcze jedna kolejka, dam ci na to szansę – odpowiedział Filip, tym razem jego kula poleciała lekko w prawo wyżłabiając większy otwór.

Następna kula Tadeusza przeleciała dokładnie przez środek.

– Ciągle jesteś dobry Filipie, ale ja też nie zapomniałem jak to się robi – zaśmiał się Tadeusz – to teraz starsi panowie pozwolą pokazać młodzieży co potrafią.

Tadeusz  podszedł do półki i wymienił deskę z tarczami. Przez tą chwilę Gabriel odwrócił się aby popatrzeć na pomost. Z daleka było widać, że mama prowadzi rozmowę z Anią, a kucyk dziewczyny znów miota się w dwóch kierunkach, przyciągając promienie słońca. Gab nie mógł oderwać wzroku. Filip położył rękę na ramieniu chłopca.

– Piękny widok prawda? – spytał głośno

– Tak, piękny – odpowiedział nieprzytomnie Gabriel

 – Ale uroda tego miejsca, też mnie zawsze zaskakuje –  równie głośno i przewrotnie odparł Filip, następnie zwrócił się do siostrzeńca ściszonym głosem – Ty się z nią w końcu umów, patrzycie na siebie na przemian to ty, to ona, może już pora na pierwszy krok.

– Nie wiem wujku – odparł cicho zawstydzony chłopiec – a co jak się nie zgodzi? Nie zapytam ponownie.

– Myślę, że się zgodzi, ale to ty musisz mieć tą odwagę, nie ja – zaśmiał się cicho Filip – pamiętaj jednak, że czasem trzeba spytać parę razy , aby usłyszeć odpowiedź na którą czekamy- powiedział cicho – to co młodzieży strzelamy?- spytał głośno.

– To ja zaczynam – szybko odpowiedział Krzyś

– Chodź tu chłopcze – powiedział Tadeusz – pamiętasz jak się tym posługiwać?

– Trochę tak, a i przyglądałem się jak strzelaliście z wujkiem Gabriela, ale może Pan mi pomóc.

– Zrobisz to tak – Tadeusz pokazał jak  naładować wiatrówkę – teraz przyklęknij przy pieńku,  połóż wiatrówkę stabilnie, oprzyj się na lewym łokciu podtrzymując łożę wiatrówki a prawą dłonią przytrzymaj kolbę przy prawym ramieniu.  Odbezpiecz blokadę spustu, o tak i jak będziesz gotowy to strzelaj.

 Krzyś zrobił wszystko według wskazówek Tadeusza i wystrzelił. Kula przedziurawiła tarczę lekko w lewym kierunku.

– Nie jest źle  – pochwalił Tadeusz – na to jednak trzeba wprawy, musisz więcej ćwiczyć, teraz jak wróciłem to zadbam o to, wyszkolę was i będziecie strzelać lepiej od nas. To teraz ty Gabrielu.

Filip podszedł do półki, aby ustawić deskę na tarczy Gabriela. Gab natomiast podszedł do ojca trochę roztargniony, wziął wiatrówkę, powtórzył wszystkie czynności które wykonał Krzysztof i bezwiednie wycelował. Kula poszybowała lekko w prawo.

-Też nie jest źle synu – pochwalił go ojciec  musisz się tylko bardziej skupić na broni.

Chłopcy powtórzyli strzelanie jeszcze klika razy, na koniec trafiali już w sam środek tarczy. Filip i Tadeusz byli bardzo zadowoleni z udzielonej nauki.

– To wracamy do dziewczyn, może coś zostało, zgłodniałem i napiłbym się czegoś – powiedział Filip. 

– Weź wiatrówkę i śrut , a ja wezmę deski – odparł Tadeusz. Podszedł do półki i wyciągnął deskę z tarczami z wynikami chłopców, podniósł  z ziemi deskę z wynikami jego i Filipa, i poszedł w kierunku samochodu szwagra.

– Zobacz Filipie, prawie nie ma różnicy między naszymi tarczami, większość celów w środek, chłopcy się dobrze spisali, będą z nich wyborowi strzelcy.

– Tak – przyznał Filip – obydwaj maja bardzo dobre oko.

 Wszyscy razem skierowali się na pomost i usiedli na kocach.

– Zgłodnieliśmy Basiu od tego strzelania, czy coś zostało do zjedzenia? I napilibyśmy się czegoś.

– Oczywiście , że jest dla was i jedzenie, i picie.

Barbara podała każdemu po kanapce i napoju. Mężczyźni zjedli ze smakiem, Filip usiadł na pomoście i zapalił papierosa, Tadeusz podszedł do niego i usiadł obok.

– Chcesz? – spytał Filip wyciągając paczkę papierosów w kierunku szwagra.

– Nie, dziękuję, przez tyle lat u Murków odzwyczaiłem się.

– Oni nie maja tytoniu?

– Tego właśnie nie mają, tata prosił, abym powiedział Gabrysiowi żeby mu przeniósł sadzonki, czy chociaż nasiona, jeśli może.

– I pytałeś Gabriela czy może?

-Nie, jeszcze nie, ale muszę pamiętać.

– Musisz, bo pamiętam jak Teodor lubił ćmić fajkę, będzie zawiedziony jeśli mu Gabryś nie przeniesie, wiesz, to takie dziwne uczucie, wiedzieć, że on gdzieś tam żyje w innym świecie, że ma się dobrze.

– Ty nie przeszedłeś, nie znasz tego uczucia bezsilności, które mnie tam trawiło. Ale wyobraź sobie, że podchodzisz do ściany, dotykasz jej i za chwilę znajdujesz się w innym wymiarze, innym świecie z dala od rodziny. Codziennie widzisz w tym drugim miejscu portal, ścianę której powinieneś dotknąć, dotykasz jej i nie możesz wrócić. Wiesz, że od bliskich dzieli ciebie to jedno dotkniecie muru i jesteś bezsilny.

– Musiało być Ci ciężko. A jak sobie rodzi Teodor?

– Tata jest trochę inny niż ja. Jak wiesz, ułożył sobie tam życie, poznał Murkę, zakochali się, mimo że jest od niej straszy, widać między nimi uczucie, zbudował im dom, jest tam szczęśliwy. Zawsze mówił, że tęskni za Gabrysiem i wydaje mi się, że tata i Gabriel są do siebie bardzo podobni z charakteru. Coś w tym jest, że tacie tam się podoba i Gabryś też tęskni za tamtym światem. To chyba działa co drugie pokolenie i mnie to ominęło – zaśmiał się.

– Czyli po tylu latach nic ciebie tam nie trzymało? Nie chciałbyś tam wrócić?

– Nie, ja nie czuje tego flow z tym światem, co ewidentnie widać po Teodorze i Gabrysiu. Tu jest mój dom i mój świat, oczywiście pomogę synowi, gdyby kiedyś potrzebował pomocy. Jednak mam wrażenie, że swoją role już spełniłem. Byłem chyba zwykłym trybikiem w tym kole, który miał przyciągnąć Gabriela do ich świata. Teraz koło już kręci się samo.

– Ale Gabriel coś wspominał, że Wieczni mają życzenie abyś był tu strażnikiem.

– Tak, to takie moje drugie małe zadanie – zaśmiał się Tadeusz

– Nie takie małe, moim zdaniem bardzo ważne, jeśli się uwierzy w te inne światy i zagrożenie. Mi jest to ciągle trudno pojąć, ale Ty tam byłeś, wiesz że to jest prawdziwe.

– Tak, prawdziwe… – zamyślił się Tadeusz

– A jakie masz plany dotyczące twojego powrotu, co dalej?

– Musze się tutaj odnaleźć, to jednak całkiem inne życie. Myślę od nowego roku szkolnego wrócić na uczelnię. Barbara ma zapytać czy mają wakat. Bardzo dobrze w czasie złożył się mój powrót, mam chwilę aby odreagować i mógłbym wrócić do pracy. Musze tylko pamiętać oddzielić tamten świat od tego, bo nie raz rozmawiając o czymś, mam ochotę wspomnieć o nim.

– No tyle czasu tam spędziłeś, że się nie dziwię.

– Najważniejsze, że znów jestem tu.

Do mężczyzn podeszła Barbara, usiadła obok męża i przytuliła się do niego.

– O czym tak rozmawiacie? – zapytała

– O życiu tu i życiu tam, o tym jak się cieszę, że wróciłem – odpowiedział Tadeusz obejmując ja ramieniem.

– Tak, to jedna ze szczęśliwszych chwil w moim życiu, mężu.

– Będzie wam ciężko gdy Gab będzie tam wracał.

– Teraz już tak bardzo nie – powiedziała Barbara – nie będę już sama i wiem, że tam jest Teodor, to będzie trochę tak jakby pojechał do dziadka w odwiedziny – zaśmiała się –  odwiedziny rodziny z zaświatów, no i jest ten Murek.

W czasie gdy dorośli rozmawiali, Gabriel usiadł na pomoście obok Ani, która dalej łowiła ryby.

– Chyba Ci się to bardzo podoba, Aniu? – spytał

– Tak, to bardzo relaksujące zajęcie, można odpocząć od zgiełku, pomyśleć, popatrzeć na piękny krajobraz.

– Tak, krajobraz jest piękny – odparł Gab zapatrzony w Anię.

Dziewczyna popatrzyła na młodzieńca i lekko się zaczerwieniła, ręką przesunęła jego twarz w kierunku wody.

– Krajobraz jest tam – zażartowała

– Tak jest tam, ale nie tak piękny jak tutaj – odważył się powiedzieć Gabriel.

Ania zaczerwieniła się jeszcze bardziej, szybko odwróciła wzrok od chłopca. Nagle wędka drgnęła.

– Ryba bierze – krzyknęła Ania

Gabriel chcąc pomóc złowić rybę chwycił za wędkę, niechcący kładąc dłonie na dłoniach dziewczyny. Ich ręce splotły się, oboje popatrzyli na siebie i spojrzeli sobie głęboko w oczy. Gab speszony, szybko odwrócili wzrok, jednak rąk nie cofnął, miał wrażenie, że chciałby aby tak zostało już na zawsze.

– Co wy robicie? Ryba wam uciekła – zawołał Krzyś.

Gabriel puścił szybko dłonie dziewczyny.

– Chciałem Ani pomóc, ale to była trudna sztuka – powiedział

– Ty chyba jesteś trudna sztuka – żachnął się Krzysztof

– Chyba na dziś już ryb wystarczy – powiedziała szybko Ania, ciągle lekko zaczerwieniona.

Do młodzieży podszedł Filip, zerknął do koszyka z rybami w którym były płotki i leszcze.

– O tak, mamy ich już wystarczająco na posiłek dla nas wszystkich. To co zbieramy się i wracamy. Czy młodzież zostanie na obiadokolację, na której zaserwuję nam złowione rybki.

– Tak bardzo chętnie, jeśli rodzice Gabriela nam pozwolą – zgodzili się.

– Oczywiście, będzie nam bardzo miło – powiedziała Barbara – w końcu to Ania zadbała o posiłek.

– Oj, to nie tylko moja zasługa, Pani mi też pomogła – zaśmiała się zażenowana dziewczyna.

– My się w tym czasie uczyliśmy polować, prawda? – zwrócił się Krzysztof do Filipa

– O tak, mężczyzna musi umieć upolować zwierzynę – przytaknął wujek

Basia i Ania zebrały pozostałości do kosza piknikowego oraz koce z pomostu, panowie zebrali wędki i kosz z rybami, i wszyscy ruszyli do samochodów.

– Jedziemy, tak jak przyjechaliśmy – powiedział Filip – do zobaczenia na miejscu.

Oba samochody ruszyły wyjeżdżając z traktu prowadzącego na polankę, skręcili w lewo w kierunku domu Gabriela, a następnie w prawo i wjechały na podjazd. Barbara i Anie wzięły kosz piknikowy i koce, Krzysztof wziął wiatrówkę i śrut, a Filip koszyk z rybami.

– To ja się zajmę rybą, a wy się rozgośćcie – powiedział do młodzieży.

Krzysztof poszedł z Tadeuszem zanieść wiatrówkę do szafki z bronią w gabinecie Teodora. Barbara została w kuchni pomagając Filipowi. Gabriel wziął Anię za rękę i poprowadził do swojego pokoju. Speszona dziewczyna szybko usiadła na fotelu. Chłopiec zaczerwienił się i zaczął nerwowo chodzić po pokoju, w końcu zatrzymał się naprzeciwko Ani i powiedział.

– Wiesz Aniu, już od pierwszej chwili, gdy zobaczyłem ciebie na schodach szkoły zawiązującą tenisówki, to jakoś tak, stałaś się dla mnie bardzo ważna. Widywałem ciebie w bibliotece, na terenie szkoły ale nie miałam odwagi do ciebie podejść, czy się odezwać. Gdy zobaczyłem ciebie w klasie, siedzącą w ławce przede mną wiedziałem, że los mi pomógł. Już chyba nie wyobrażam sobie abyśmy się nie znali, nie mogli się widywać.

Gdy przebrzmiał głos Gabriela w pokoju zaległa głęboka cisza, słychać było tylko ich przyśpieszone oddechy.

– Aniu, powiesz coś? – wyszeptał Gab.

– Pierwszy raz zauważyłam ciebie Gabrielu w bibliotece, chyba przyciągnął mnie twój wzrok, stałeś i patrzyłeś na mnie, dobrze że szybko uciekłeś, bo byś zobaczył jak mnie tym speszyłeś. Gdy rodzice przenieśli mnie do waszej klasy, zaskoczyło mnie gdy usiadłeś za mną, ale bardzo ucieszyło, też lubię się z tobą widywać.

Gabriel przysunął krzesło do fotela, na którym siedziała dziewczyna, usiadło obok niej i wziął jej rękę w swoją dłoń, szybko odwrócił wzrok, aby nie widzieć czy na niego patrzy. Czuł jak rumieńce występują na jego policzkach, jak wali mu serce i pulsuje w całym ciele.

– Cieszę się Aniu, że też to poczułaś, jak nas coś przyciąga. Jesteśmy jeszcze bardzo młodzi, ale stajesz się dla mnie ważna. Nie jestem już dzieckiem Aniu, ostatnio dojrzałem i wiem co czuję.

– Gabrysiu, wiem co chcesz powiedzieć, ale nie spieszmy się, nie zmieniajmy naszych relacji za szybko, pozwólmy nam jeszcze dorosnąć do tych zmian.

– Tak Aniu, dobrze. Pewnie masz rację, że tak będzie lepiej, najważniejsze, że jesteśmy przyjaciółmi.

– Kolacja gotowa – zawołał Filip

Gabriel starał się zrozumieć dziewczynę. Tak, piętnaście lat to jeszcze mało na jakieś poważniejsze deklaracje. Może to i lepiej, niech na razie zostanie jak jest i niech powoli się to w nich rozwija, mają przecież czas, mają dużo czasu. Zdawał sobie sprawę, że dziewczyna nie ma świadomości jak on dojrzał w ostatnim czasie, oraz że musi pozwolić jej dorastać w swoim „ludzkim” tempie. Teraz widział wyraźnie różnicę miedzy rozwojem ludzi i Murków, to że Murkowie dojrzewają szybciej, na co zawsze zwracał mu uwagę Teo. To, że będąc u nich jego rozwój emocjonalny też bardzo przyspieszył. Widział różnicę pomiędzy Larą a Anią. Lara była już bardzo poważna, wesoła, żywiołowa, lubiła przygody, ale była bardzo dojrzała. A Ania, Ania była w stosunku do niej jeszcze bardzo infantylna, dziecinna.

– Będzie tak jak będziesz chciała Aniu. – powiedział.

– Zaskoczył mnie powrót Twojego taty, Gab. Nic nie wspominałeś nigdy o nim, ja nawet myślałam, że on nie żyje – powiedziała Ania zmieniając temat.

– A wiesz, tata wyjechał w podróż służbową pięć lat temu, każdy w mieście to wie. Ty jesteś nowa, więc mogłaś nie wiedzieć. Nawet nie pomyślałem o tym. Teraz niedawno wrócił na stałe, w sumie dzień przed moim powrotem od wujka – skłamał

– To chyba się bardzo cieszysz.

– Tak, tak, oczywiście, ale teraz chodźmy na kolację, bo się pewnie zastanawiają gdzie zniknęliśmy – powiedział.

 Teraz z kolei on chciał zmienić temat, wolał nie drążyć tematu nieobecności taty.

– Jesteście, siadajcie – powiedziała do wszystkich Barbara.

Obiadokolacja przebiegła w bardzo miłej atmosferze, szczególnie, że ryba udała się Filipowi wyśmienicie. Smaku dodawał też fakt, że sami ją złowili.

– Dziękuję bardzo za kolację – powiedziała Ania – pierwszy raz jadłam aż tak smaczną rybę, jest pan wyśmienitym kucharzem, ale fakt, że jadłam coś, co sama złowiłam, nadał tej potrawie finezji.

– To my dziękujemy Aniu za ich złowienie – odpowiedział Filip – nawet nie myślałem , że dziewczyna może być w tym taka dobra – zaśmiał się.

– Bardzo lubię łowić. Jak Pan zaproponował pierwszy raz pomyślałam, czemu nie, spróbuję i tak nie pójdę strzelać. Ale okazało się, że jest to zajęcie dla mnie. Bardzo lubię naturę a przy tym relaksuje się i wyciszam, jeśli tylko będzie okazja, bardzo proszę mnie zabierać.

– Oczywiście Aniu, Gabryś zawsze da Ci znać, abyś mogła z nami pojechać. Prawda siostrzeńcu?

 – Tak Aniu, zawsze – odpowiedział ochrypłym głosem młodzieniec, nagle zaschło mu w ustach i zaczerwienił się lekko.

Po spojrzeniach obecnych przy kolacji wiedział, że to co on powiedział Ani wcześniej, oni odkryli już dawno. Ucieszyło go też to, co Ania powiedziała o tym, że też go zauważyła. Na razie są przyjaciółmi, ale oboje czują, że kiedyś może to być cos więcej. Zapytał, dostał odpowiedz. Poczeka zanim znów zapyta. Jak to wujek powiedział, że czasem trzeba kilka razy zapytać, aby dostać odpowiedz jakiej oczekujemy. Tak, wujek ma na pewno rację.

Gdy Ania z Krzyśkiem odjechali Gabriel  poczuł nieprzepartą potrzebę opowiedzenia wszystkiego co się dziś wydarzyło komuś, kto jak kiedyś, tylko by go wysłucha. Wylać z siebie to, co gdzieś tam na samym dnie się nazbierało i teraz chciało się wydostać. Szybko wbiegł po schodach do gabinetu dziadka. Było jeszcze wcześnie, dlatego liczył, że pokój będzie pusty, że osoba z innego świata jeszcze nie przeszła, że jeszcze chwilę będzie mógł poczuć klimat tego pokoju „sam na sam z dziadkiem”, tak jak kiedyś. Nagle tama uniemożliwiająca mu „rozmowy” z portretem puściła. . Przysunął podnóżek od fotela pod portret dziadka i cicho zaczął opowiadać to co leżało mu na sercu. Potok słów wylewał się z niego niczym z rwącej górskiej rzeki, a z każdym słowem czuł coraz większy spokój i w duszy, i w sercu. Myśli powoli stawały się jasne i klarowne. Przez tyle dni, gdzieś tam schowane bardzo głęboko, tłumił je w sobie, teraz wylewały się do głowy Gabriela jak lawa, aby w końcu, zostać jak kiedyś wypowiedziane, do tego, który tyle lat był dla młodzieńca ostają. Wcześniej wydawało się, że zmiany jakie zaszły w jego życiu, młodzieniec już przetrawił, jednak dopiero teraz, wszystko to co schowało się gdzieś na dnie, co wypływając oczyściło jego jestestwo pozwoliło mu naprawdę wrócić do domu. Ta szczelina, rozdarcie w jego duszy, o której nawet nie wiedział, zabliźniła się. Od powrotu czuł jakiś dysonans, jednak nie potrafił określić dlaczego. Wydawało mu się, że gdy od Murków wrócił nie jako chłopiec, tylko jako mężczyzna, nie powinien już czuć potrzeby tych rozmów, aby czuć się sobą, oraz że nie może powiedzieć wszystkiego, bo to jakby powiedział dziadkowi, a nie chciał z nim o wszystkim rozmawiać. Jednak okazało się, że rozmowa z portretem działa na niego jak magia. W pełni spokojny, pogodzony z tym światem, wstał z podnóżka, przestawił go pod fotel i usiadał. Na  biurku, obok fotela, ciągle leżała książka, która wcześniej czytał. Wziął ja do ręki i wertując kartki oraz przeskakując słowa, odnalazł fragment na którym skończył. Rozsiadł się wygodnie i zaczął czytać. Po chwili jak kiedyś zatopił się w lekturze, a obrazy z książki spokojnie przelatywały się przez jego umysł, układając się w całość. W końcu to poczuł, że naprawdę wrócił do DOMU.

W pokoju robiło się coraz bardziej szaro, Gab pochłonięty całkowicie lekturą nie zauważył , że przy ścianie po turecku siedział Teodozjusz. Murek z zaciekawieniem przyglądał się Gabrielowi. Też poczuł jakiś wewnętrzny spokój, wywołany tą znaną mu sytuacją. Gdy ciemność nie dała już chłopcu czytać, ten podniósł głowę, na twarzy wykwitł mu szeroki uśmiech, a w oczach iskierki radości.

– Herbata! Co tak cicho tutaj siedzisz – krzyknął – czekałem na ciebie.

– Nie chciałem ci przerywać, byłeś tak pochłonięty czytaniem. To taki nostalgiczny widok.

– Tak, wydaje się, że tak dawno siedziałem tutaj w fotelu z książką, a jednak minęło niewiele czasu. Tylko że tak wiele się zmieniło, to powoduje, że czuję jakby to było wieki temu, tak bardzo mi tego brakowało.

– Tak, to trochę jakby „wrócić do domu”.

– Dobrze to ująłeś, właśnie tak się poczułem! Co słychać u dziadka? Jak się tam wszyscy mają? To śmieszne, ale jak już poczułem tutaj spokój to zacząłem znów tęsknic za wami.

– Pewnie łatwiej opuszczać dom, gdy wszystkie sprawy są poukładane. Teodor ma się dobrze, u nich się wszystko układa jak trzeba, Larysa też ma się dobrze – zaakcentował na słowie „Larysa’ – pyta o ciebie, zawsze na mnie czeka przy portalu, gdy wracam. Wszyscy też chyba tęsknią za tobą, jakoś tak wpisałeś się w to Murkowe życie. Starszy się martwi coraz więcej, dochodzą nas słuchy, że Cień staje się coraz mocniejszy. Na odległych terenach, coraz więcej Murków traci barwy. Jeszcze są to delikatne zmiany, ale coraz bardziej widoczne.

– Powiedz Starszemu, że gdy tylko będzie mnie potrzebował to od razu przechodzę.  Pobędę jeszcze kilka dni w tym świecie i jak wujek wyjedzie to przejdę do Was, tutaj mówimy że jestem u wujka, to muszę poczekać aż on wróci do domu. Ale gdyby coś się stało ważnego to zaraz wołaj.

– A jak tutaj Ci leci czas?

– Od powrotu intensywnie, dlatego wydaje mi się, że już tyle minęło, że długo już tu jestem. Wypady na miasto, rowery, jak wujek dowiedział się o powrocie taty, zaraz przyjechał do nas i znów byliśmy strzelać, Krzysiek się bardzo z tego ucieszył, a Ania z łowienia ryb. Wszystko co tutaj robię jest takie „ludzkie”, dobrze mi znane, daje mi jakąś stabilność, poczucie bezpieczeństwa, pewność, że gdy w tym świecie wszystko idzie swoim torem to jest dobrze. Ale zmartwiłeś mnie tym, że u Murków coraz bardziej widać ślady Cienia, bo wiem, że po Was, po Nas, po Murkach, sięgnie i po ten świat. Już sam się gubię jak te światy mam nazywać, aby je określić, oddzielić w rozmowie.

– Chyba najlepiej świat Murków i świat Ludzi .

– Tak… Tobie, Herbata jest łatwiej, ty jesteś tylko Murkiem, Teofil to chyba nawet nie zdążył poczuć żalu za światem Ludzi, czy jedności z Murkami, nawet dziadkowi jest łatwiej, bo On chyba już jest „Murkiem” i pewnie nawet tacie jest łatwiej, bo on raczej jest tylko człowiekiem, wątpię aby czuł się kiedykolwiek aż tak mocno z Wami związany jak dziadek. Ale ja, ja nie wiem kim jestem!

– Dziękuję Ci, za stwierdzenie, że jestem „tylko” Murkiem – zaśmiał się Teo, akcentując słowo tylko.

– Oj, no wiesz o co mi chodzi! –  rzucił Gabriel roztrzęsionym głosem – Chciałbym być „tylko” Murkiem, czy „tylko” człowiekiem, ale ja już nie wiem kim jestem. Byłem tam, to tęskniłem za domem, za tym światem, jestem tu parę dni, a już tęsknie za Wami, Murkami, twoim światem, a nie mogę być i tu, i tu jednocześnie! A co z moim dorosłym życiem, rodziną, pracą? Jeśli bym miał mieć tu rodzinę, to musze zarabiać na nią, a jak zarabiać, pracować przechodząc co trochę do Was, a jak nie będę przechodzić to będę tęsknić, myśleć o tym i nie będę miał sił zająć się pracą. A co z nauką? Niedługo skończą się wakacje, jak wytłumaczę swoją nieobecność, nadrobię zaległości? Tyle pytań, tyle wątpliwości, a ja nie potrafię na nie odpowiedzieć.

– Spokojnie Gabrielu! Jakoś to poukładamy, porozmawiam ze Starszym i z Twoim dziadkiem, jakoś trzeba będzie ten problem rozwiązać, wydaje mi się że problem waszych pieniędzy kiedyś już Starszy poruszał, nie chcę nic mówić, musze wcześniej z nim porozmawiać, co do nauki to będziesz musiał to z rodzicami rozwiązać, jestem pewien, że Tadeusz i mama Ci w tym pomogą, nie martw się na zapas.

– Wiesz, coraz więcej myśli dociera do mnie, wątpliwości, coraz bardziej nie wiem jak mam sobie z nimi poradzić, jeszcze niedawno byłem zwykłym chłopcem, nastolatkiem, a teraz już nie wiem kim jestem, spotykam się z rówieśnikami i widzę różnicę w dojrzałości między nami, a jeszcze niedawno to ja byłem tym bardziej infantylnym dzieciakiem niż oni. Tyle przed nimi muszę ukrywać, że powoli nie umiem z nimi rozmawiać. Ja już nie wiem kim, może czym jestem – powiedział.

– Czym? Czyli nas odbierasz jako świat pasujący pod słowo „czym”? Nie wiem czy dobrze rozumiem wasz język, ale to chyba nie jest komplement? Tak to się mówi „komplement”?

– Nie, nie chodzi mi o Was mówiąc „czym”, tylko o mnie! Tylko o mnie! Bo nie jestem ani Murek i chyba już do kończ też „człowiek”, więc czym?

– Kto? Pytanie chyba brzmi kto? Kim jesteś? Tak, ja jestem tylko Murkiem, choć brzemię jakie niosę, to co na mnie ciąży, to co mogę tylko ja, też względem innych Murków mnie odróżnia. Więc czy jestem „tylko” Murkiem? Przechodzę jako jedyny do waszego świata, znam Twój świat tak dobrze, chyba jako jedyny Murek, jestem jakby częścią Ciebie, Twoim bliźniakiem z innego świata, co czyni mnie już nie „tylko” Murkiem, ale też łączy mnie trochę ze światem ludzi, tak to odbierają Murkowie. Nigdy nie czułem się do końca sobą, akceptowanym w naszym świecie, jestem tworem, który powstał, bo ty dostałeś imię Gabriel. A Ty? Ty od teraz możesz być „CzłekoMurkiem”, lub „MurkoCzłekiem” ja zawsze będę tylko „Murkiem stworzonym dla człowieka”.

– Tak Teo, przepraszam, masz rację, nie spojrzałem na to Twoimi oczami, ale Ty chociaż wiesz kim jesteś, a ja nie wiem, w sumie tyle lat byłem zwykłym człowiekiem, ale u was w świątyni, poczułem coś, jakbym zawsze gdzieś głęboko ukryte i nie potrafię wybrać kim mam być.

-To na razie nie wybieraj, pozwól czasowi robić swoje, choć myślę, że chociażby ze względu na twoje urodzenie zawsze będziesz „CzłekoMurkiem” .

Gabriel zamyślił się. Teodozjusz miał chyba rację. Ze względu na to jak żyją Murkowie, szczególnie ten brak techniki u nich, bierze ich za proste istoty, jednak Teodozjusz nie raz już mu udowodnił, że cechuje ich inteligencja i dobra dedukcja. Przez to ile spraw zwaliło się na jego głowę, tak że po prostu stracił oddech, chyba traci też odpowiedni punk widzenia. Zapatrzył się za bardzo w siebie i zagubił możliwość patrzenia na innych, na ich emocje. Poczuł, że stał się samolubny szczególnie względem Teo, względem Ani też. Musi pozwolić aby czas biegł swoim torem, starać się wszystko pogodzić rozwiązać, poukładać, ma na to czas, nie jest sam, u Murków ma Teodozjusza, Starszego, dziadka, tutaj mamę, tatę i wujka Filipa. Z nimi może rozmawiać na te tematy, na pewno pomogą mu przez to przejść.

-Ale obiecałem Ci lody – powiedział zawstydzony swoją emocjonalną samolubnością, chciał się Murkowi jakoś zrewanżować – poczekaj zaraz zobaczę czy mamy w zamrażarce, to  Ci przyniosę.

– Zamrażarce? – spytał Teo

– O, znów jest coś czego nie znasz – ucieszył się Gabriel – zamrażarka to takie urządzenie, w którym jest niska temperatura, minusowa, chodzi na prąd.

– Prąd czyli światło?

– Można to tak powiedzieć, choć samo światło nie jest prądem, jest dzięki niemu, ale potrzebna jest żarówka, która jest podłączona do prądu. Światło w żarówce powstaje poprzez nagrzewanie cienkiego żarnika przepływającym przez ten żarnik prądem elektrycznym, co powoduje, że żarnik żarzy się i emituje światło. Tak samo zamrażarka jest podłączona do prądu i dzięki niemu chodzi i zamraża.

– Chodzi?

– No, znaczy działa, nie że się przemieszcza, stoi w jednym miejscu, jak lodówka?

– Lodówka?

– Tak, lodówka to takie urządzenie w którym jest niska, ale jeszcze plusowa temperatura, przechowujemy w niej jedzenie, aby się szybko nie popsuło, ale lodówka nie zamraża. To co ma być w niskiej temperaturze przechowujemy w lodówce, a to co ma być w minusowej temperaturze, czyli zamrożone, to przechowujemy w zamrażarce.

– Minusowej?

– No takiej jak wtedy gdy jest śnieg i on się nie rozpuszcza. To wtedy na dworze też jest minusowa temperatura Bo śnieg to w uproszczeniu zamrożone krople deszczu. Tak dokładnie to śnieg powstaje, gdy w chmurach para wodna krystalizuje się, tworząc kryształy lodu, takie płatki śniegu i opadając więcej i więcej tworzą warstwę śniegu, czyli śnieg, pokaże Ci zimą. A teraz poczekaj bo nigdy nie pójdę po lody.

Gabriel wyszedł z pokoju i szybko zbiegł po schodach, wbiegając do kuchni.

– Coś się stało? – usłyszał głos mamy

-Nie nic, mamy lody? Chciałem pokazać Teodozjuszowi.

– Tak, powinny być – powiedziała Barbara wchodząc do kuchni. Otworzyła zamrażarkę i wyjęła opakowanie lodów czekoladowych.

– A mamy jeszcze inny smak? – spytał Gabriel

Barbara znów otworzyła zamrażarkę, lustrując wzrokiem produkty, które się w niej znajdują.

– Są śmietankowe i wiśniowe – powiedziała

– A mogę też je wziąć?

– Oczywiście – odparła wyjmując opakowanie lodów śmietankowych i wiśniowych.

Gabriel zachłannie chwycił wszystkie opakowania z lodami, wziął dwie łyżeczki i pobiegł szybko po schodach do saloniku, gabinetu dziadka.

– Mam – krzyczał już od drzwi – trzy smaki. Mój ulubiony czekoladowy i śmietankowy, i wiśniowy.

Położył pudełka na podłodze przed Murkiem, sam usiadł naprzeciwko po turecku, ciesząc się z tej sytuacji jak dziecko. Teraz przypominał Teodozjuszowi tego chłopca, którego jeszcze tak niedawno znał. Gabriel mylił się, ten chłopiec drzemie w nim, ciągle tam jest, ukryty za sytuacjami, które go może przerosły, ale ciągle tam jest. Odkrycie tego faktu ucieszyło Murka. Gabriel podał łyżeczkę Murkowi.

– Dotknij pudełka z lodami – powiedział – czujesz jakie zimne.

Murek dotknął pierwszego pudełka i odskoczył zaskoczony, odruchowo zerwał się na nogi i opar całym ciałem o ścianę, jak to miał w zwyczaju, bo to zimno przypominało mu tą obślizgłą maź, która przechodziła przez niego przy wejściu i wyjściu z Portalu.

– Dziwne uczucie – powiedział – to jest to zimno? Ta niska temperatura?

– Poczekaj chwilę – Gabriel znów zerwał się i pobiegł do kuchni, zebrał trochę szronu z zamrażarki na rękę i pobiegł z powrotem do Teodozjusza.

– Zobacz to jest szron, taki z zamrażarki, to trochę podobne do śniegu, zobacz zaraz Ci się rozpuści na dłoni, bo jest ciepła i będzie woda.

Teodozjusz wyciągnął dłoń, na którą Gabriel strzepał resztki szronu i kilka kropli wody ze swojej dłoni. Teodozjusz patrzył na swoją dłoń jak powoli szron znikał, roztapiał się i zostały tylko krople wody.

– Dziwne uczucie, czyli to podobne do śniegu?

– Tak.

– Ale śnieg mi też pokażesz?

– Pokażę ale to dopiero zimą. Spodobało Ci się?

– Tak, to są te różnic miedzy naszymi światami, zawsze intrygowała mnie wasza zima, to, że się ubieracie wtedy tak ciepło, te wasze czapki, szaliki, te rękawiczki na dłonie, te kurtki i buty, jak stałem w pobliżu okna i zaglądałem to też czułem to zimno bijące zza okna. Te wasze pory roku są bardzo ciekawe, choć zawsze najbardziej lubiłem tą co teraz jest, mówicie na nią lato, bo jest prawie tak samo jak u nas.

– Jedzmy lody bo się rozpuszczają, one też się rozpuszczą jak szron czy śnieg, nabierz sobie łyżką każdy smak i jedz, możesz przymknąć oczy aby lepiej to poczuć. Zaczynamy od czekoladowych – Gabriel otworzył pudełko z lodami czekoladowymi, nabrał sobie wielka porcję łyżką i zaczął jeść.

 Teodozjusz zrobił to samo, przyglądał się chwilę przyjacielowi i włożył łyżkę z lodami do ust przymykając oczy tak samo jak towarzysz, zlizał lody z łyżki i westchnął. Smak był bardzo dobry, a uczucie zimna rozpuszczającego się w ustach niesamowite. Polubi lody od razu.

– Już teraz wiem dlaczego ciągle o nich mówisz, to rzeczywiście wybornie smakuje.

– To teraz śmietankowe – powiedział Gabriel otwierając następne pudelki z lodami . Obaj chłopcy jak poprzednio nabrali lody na łyżeczkę i zjedli. Teodozjusz znów westchnął.

– Też dobre, ale czekoladowe chyba lepsze.

– To teraz wiśniowe – Gabryś otworzył następne opakowanie i znów nabrał sobie duża porcję jak poprzednio, Teo poszedł za jego przykładem.

– Dobre, trochę inne w smaku, takie soczyste, kwaskowate i słodkie.

– A teraz moja ulubiona mieszanka, nabierz sobie trochę czekoladowego i trochę wiśniowego, i zjedz, to dopiero jest super połączenie smaku – sam też nabrał sobie najpierw czekoladowego, a następnie na łyżeczkę dobrał z opakowania lody wiśniowe i zaczął jeść mlaskając ze smakiem.

Teodozjusz zrobił to samo, następnie zaczął jeść lody również mlaskając ze smakiem, na twarzy widać było błogie zadowolenie, gdy skończył, uśmiechnął się do przyjaciela.

– O tak, to było bardzo smaczne. Od teraz możesz zawsze przynosić lody.

-Rozpuszczasz się coraz bardziej, chcesz coraz więcej, widzę – zaśmiał się Gabriela – ale w ten sposób coraz bardziej będziesz stawał się człowiekiem, w sumie cieszę się, niedługo obaj będziemy się zastanawiać czy jesteśmy bardziej MurkoCzłekami czy CzłekoMurkami.

– Tak, chyba masz rację, Gab, ale najważniejsze, że jesteśmy jak bracia dla siebie.

– Herbata, my nie jesteśmy jak bracie, my „jesteśmy” braćmi, ja już nie pamiętam jak to było zanim Ciebie usłyszałem, byłem wtedy taki samotny, ale pamiętam jak mnie wystraszył ten cichutki zgrzyt gdy przeszedłeś przez portal i potem długi szmer,  jak przesuwałeś się wzdłuż ściany, a potem jak nie reagowałem to zacząłeś lekko skrobać po ścianie paznokciem, wtedy to już się wystraszyłem na całego. Pamiętam jak Ciebie pierwszy raz zobaczyłem, jak się wtedy bałem , jak tłukło mi się serce. A dziś, czekam z niecierpliwością na Ciebie, tęsknię już za tym abyśmy pocwałowali na Kejtach. A tak niedawno, jak dostałem Aresa, pamiętam jak mnie swoją posturą przeraził i przerażała mnie myśl, że mam na nim jechać, a teraz tęsknię a nim. Krzysia i Anię poznałem tez niedawno, jakoś zawsze byłem samotny, chyba mi brakowało Ciebie, tego kawałka siebie w tobie, bo teraz jestem całkiem innym człowiekiem.

– Dokładnie innym, bo MurkoCzłekiem – zaśmiał się Teo

-Lub CzłekoMurkiem- zawtórował mu Gabriel – idę odłożyć lody do zamrażarki bo się rozpuszczą.

– To ja już chyba przejdę do siebie – powiedział Murek – będę musiał jeszcze, jak zawsze zdać relację Larze i twojemu dziadkowi, oraz omijać Starszego i rodziców, bo inaczej nigdy nie pójdę spać – zaśmiał się – ale o lodach musze im jutro rano opowiedzieć.

-Jak ta sytuacja będzie się częściej powtarzać, to myślę, że przestaniesz robić za posłańca – powiedział chłopiec zamykając pudełka z lodami i składając je jedno na drugie, aby zabrać je z podłogi i zanieść do kuchni.

– Oj jakoś w to nie wierzę –  odparł Murek, też wstał i otrzepał spodnie – Jutro nie zapomnij znów przynieść te lody, pamiętaj! Coś mam przekazać Larze?

Gabriel się lekko zaczerwienił.

– Powiedz, że tęsknie za nimi wszystkimi.

– Wszystkimi równo, czy za kimś w szczególności?  – spytał zaczepnie Teo

– Herbata!

– Co CzłekoMurkuczyMurkoCzłeku bez przezwiska?

– Idę zanieść te lody, bo jak się rozpuszczą to jutro ich nie przyniosę, bo będą do wyrzucenia.

– To szybko je chowaj do tej zamrażarki i do jutra Gab.

                       – Oby Wieczni zesłali Ci dobry sen Teo

                       – Oby Wieczni zesłali Ci dobry sen Gabrielu

Chłopiec zbiegł szybko po schodach, poszedł prostu do kuchni, otworzy drzwiczki od zamrażarki i schował lody. Z salonu słychać było radio, leciała stacja „Radio Wolna Europa”. Rodzice chłopca razem z jego wujkiem siedzieli jeszcze w salonie. Przystanął na chwilkę, nie usłyszał nic poza rozmowami o sytuacji jaka obecnie panuje w kraju, zwykła rozmowa dorosłych, ucieszył się. Byli tak zajęci rozmową, że nie usłyszeli jak zbiegał ze schodów. Zadowolony z tego faktu cichutko i powoli poszedł do swojego pokoju, przebrał się do spania i szybko wskoczył pod kołdrę. Przykrył się jak kiedyś, aż po czubek głowy. Chciał tym zatrzymać te wszystkie myśli, które się do niej pchały, chciał od nich odpocząć. Trochę mu było duszno, gdyż u Murków już przyzwyczaił się do dużej ilość świeżego, czystego powietrza. Po powrocie czuł różnicę, samochody, fabryki, wszystko to powodowało, że powietrze było inne, odczuwalnie cięższe. Oddychał długo i powoli, skupiając się tylko na tym. Myśli powoli zaczęły opuszczać jego głowę, a oddech z czasem zamienił się w równy i miarowy. Gabriel zasnął.

Teo przeszedł przez portal. Od razu zauważył Larysę, która chodziła wzdłuż ścieżki prowadzącej do Portalu. Ciekawe czy to już tak zawsze będzie, że w drodze powrotnej będzie mu towarzyszyć, czy kiedyś jej się to znudzi.

 – I co tam u Tadeusza i Gabriela – powiedziała szybko.

Teo uśmiechnął się lekko pod nosem, myśli że tym ustawieniem kolejności imion mnie zmyli.

– U Tadeusza dobrze, jest u nich brat jego żony, Filip i wydaje się być bardzo szczęśliwy z powrotu do ich świata, z tego co słyszałem, po rozpoczęciu Roku Akademickiego chce wrócić jako wykładowca na uczelnię, życzę mu aby mu się udało, stracił tyle lat gdy tu utknął, a lubię go. Byli wszyscy razem nad stawem łowić ryby i strzelać z wiatrówki, wiem, że dobrze się bawili. Gabriel dobrze strzela, jak wiesz – zaśmiał się, bo historyjkę z jego wpadki słyszeli już wszyscy.

– A właśnie, co u Gabriela – lekko drżącym głosem spytała Lara

– Wszystko dobrze, też jest szczęśliwy, że wujek przyjechał, on jest z nim bardzo zżyty. Wiem, że nad stawem nałowili ryb i wujek je przyrządził na obiad. Słyszałem, że wujek dobrze gotuje.

– A kto łowił?

Teodozjusz pomyślał, że chyba trochę rozminie się z prawda i nie będzie wspominał o Ani, a tym samym o Krzyśku, to zadanie Gabriela, pomyślał.

– Łowiła Barbara, mama Gaba, a Gab, Tadeusz i Filip w tym czasie strzelali.

– Acha, a coś wspominał, mówił, aby przekazać?

– Tak, że tęskni za Wami Wszystkimi.

– Też mu powiedz, że my wszyscy też za nim tęsknimy.

Jak określenie „wszyscy” w ich ustach nabiera innego znaczenia. Wszyscy, zaśmiał się.

– I jadłem lody – pochwalił się

– Lody? Co to lody?

– To taki mrożony deser mleczny, o różnych smakach, ja jadłem czekoladowe, śmietankowe i wiśniowe, i zmieszane czekoladowe z wiśniowymi, to było bardzo smaczne, lody są bardzo smaczne – zaśmiał się

– A co to znaczy mrożony?

– Taki zimny, zamrożony jak śnieg, a jak temperatura się podnosi to topnieją, czyli rozmrażają się. Zimny to znaczy mający niską temperaturę. Jak u nas zachodzi słońce robi się chłodniej, a jakby tak było dużo, dużo, dużo chłodniej to by było zimno. Ja przechodzimy przez portal to ta obślizgłą maź jest zimna, to trochę przypomina to ich zimno, a… a jak deszcz zamarza to tworzy się śnieg, taki biały zimny, podobny do tego co jest w zamrażarce.

– A co to jest zamrażarka?…

Szli w kierunku domu Larysy, każde zdanie Teo wywoływało lawinę pytać Lary, Murka zawsze była bardzo ciekawa i żądna wiedzy, nie tylko o świecie ludzi, ale i ten świat ją zaczął również bardzo interesować. Teo mówił, Lara pytała, on znów coś mówił i znów lawina pytań, tak rozmawiając doszli do domu Teodora. Chyba pierwszy raz ta droga była dla Murka tak przyjemna. Na ławeczce pod drzewem siedział Teodor i znów pytania i odpowiedzi. Dobrze, że chociaż o świecie ludzi, kolejny raz odpowiadać na pytania co to zimno, lody i inne, nie musiał dziadkowi Gabriela. Murek zostawił usatysfakcjonowanego informacjami o rodzinie Teodora, oraz Larysę i kierując się do domu zaszedł jeszcze do Starszego, ten również go wyczekiwał.

– Łaski Wiecznych Teodozjuszu – przywitał go

– Łaski Wiecznych o Starszy.

– Już trochę czasu minęło jak wrócili do ich świata. Opowiadaj jak się czuje Tadeusz i Gabriel.

– Myślę, że coraz lepiej, przyjechał Filip, brat Barbary

– O to bardzo dobrze, mają wparcie emocjonalne, to im się bardzo przyda.

– Też tak myślę. Tadeusz w końcu jest szczęśliwy, gdy na mnie patrzy nie ma tego wyrzutu w oczach, to bardzo miłe uczucie. Powoli się odnajduje, po wakacjach, to taki czas kiedy dzieci, młodzież mają wolne w szkołach, uczelniach, chce wrócić do nauczania. Czy nie możemy poprosić Wiecznych o wstawiennictwo? Czy ich wola tam działa? To by mu bardzo dobrze zrobiło, czułby się tam potrzebny, a i pieniądze, które za prace dostanie, a u nich są waluta wymienna za wszystko,  bardzo im się przydadzą.

– Nie wiem, ale poprosić o wstawiennictwo nie zaszkodzi, to bardzo miłe z twojej strony, że o nich tak myślisz.

– Ja się bardzo zżyłem z tą rodziną, czuje się jakby ich częścią, a teraz jak Gabriel mnie już widzi i jak tam jest Tadeusz i też przychodzi porozmawiać, spytać o ojca, to jak przechodzę to ta więź się pogłębia.

– Tak to prawda, masz racje synu. A jak Gabriel?

– Też myślę, że dobrze. Dziś zastałem go, jak kiedyś gdy przechodziłem, siedzącego w fotelu i czytającego książkę, to bardzo dobry znak. Mówi, że już tęskni za naszym światem, ale martwi się jak ma to wszystko ogarnąć, szkołę, prac w przyszłości, bo musi ukończyć ich szkoły, zdobyć jakiś zawód, który da mu dobrą pracę, a przechodzenie ze świata do świata tego mu nie ułatwi. Jest jeszcze młody, ale już widzi problemy i martwi się nimi, myślę, że trzeba będzie jakoś pomóc mu je rozwiązać.

– To mądry chłopiec, ze szkołą sobie jakoś poradzi, a mając obydwoje rodziców pracujących w tym zawodzie, to przypuszczam, że oni też pomogą ten problem rozwiązać. Uważam, że musi odebrać ich staranne wykształcenie. Może też zdobyłby ten zawód co ma jego dziadek  i wtedy mógłby dużo podróżować, i tym jakoś lawirować z czasem spędzanym u nas, bynajmniej w swoi środowisku miałby wytłumaczenie, że często go nie ma. Ale to jeszcze daleka droga, podstawa to wykształcenie. Jednak, jak zauważyłeś „życie” w obu światach nastręcza problemy i może to być dla niego deprymujące, dlatego my musimy zadbać o jego dobrostan oraz środki materialne dla jego ludzkiej rodziny. A że w Gabrielu drzemie chyba jakiś ogień, będzie to raczej kochliwy młodzieniec. Na szczęście pamiętajmy, że u nas w rzekach dużo jest tego kruszcu, co kiedyś u nich wywołał tzw. „Gorączkę złota”, my tego nie wykorzystujemy, czasem ktoś pozbiera dla ozdób, ale jeśli Murki uwierzą w to, że jest nam potrzebny, może już jak uda się pokonać Cień, to wtedy można by zadbać o ten kruszec dla niego, wiem, że mając złoto można dobrze żyć w ich świecie, więc jakoś problem pieniędzy rozwiążemy.

– To bardzo dobry pomysł, nie będę mu na razie o tym wspominać, chyba że będę widział że się za bardzo zamartwia – ucieszył się Teo.

Co do kochliwości, to on słowo „raczej” uznałby za pewnik, a co do wątpliwości co to słowo niesie, to jedynie zastanawiał się, którą wybierze, Anię czy Larę, czy ewentualnie pojawią się jeszcze inne „Anie”, bo co do Larysy to był pewien, że jeśli ona zagnie na niego parol, to inna Murka nie wchodzi w grę.

Zaszufladkowano do kategorii "Murki" Powieść fantasy | Dodaj komentarz

MURKI ROZDZIAŁ 6 – Chyba się uda.

Barbara, jak codziennie wieczorami, od kiedy Gabriel przeszedł do Murków, siedziała w gabinecie Teodora, w jego wielkim, ulubionym fotelu i czekała na powrót syna. Bezwiednie głaskała oparcie fotela, czując dzięki temu jego obecność. Minęły dwa tygodnie od kiedy go nie ma. Wczoraj wrócili z wakacji jego przyjaciele i dziś po południu byli się spytać czy on też już wrócił. Zanim Gabriel przeszedł ustalili, że będą mówić, że pojechał do Filipa. Przekazanie Krzysztofowi i Ani wiadomości, że syn jest jeszcze u wujka Filipa ledwo jej przeszło przez gardło. Wytrzymała jakoś na ganku czekając, aż młodzież wyjdzie za bramę i wpadła do domu szlochając. Czuła wielki strach i pustkę w sercu. Żałowała, że pozwoliła Gabrielowi na przejście, ale czy gdyby mu zabroniła, to by na pewno coś dało. Całe dnie chodziła roztargniona i zamyślona, całe wieczory przesiadywała u góry czekając, podskakując na każdy, nawet najmniejszy szmer. Czuła się bardzo samotna i rozdarta. Nie miała apetytu, gotowanie tylko dla niej było zbyt bolesne. Widziała, że schudła, że wygląda gorzej. W pracy zaczęli zadawać pytania czy wszystko jest w porządku, sugerując wizytę u lekarza, lub chociaż wzięcie urlopu. Jednak to byłoby dla niej jeszcze bardziej straszne. Dlatego ze zdwojoną siła starała się pracować jeszcze więcej. Czuła, że powoli zamienia się w „maszynę”. Rano pobudka, jakiś wmuszony owoc na śniadanie, praca, na siłę wciśnięty obiad na stołówce, praca, powrót do domu, kawa w salonie w oczekiwaniu na wieczór i wyczekiwanie u góry na powrót chociażby Gabriela, ze ściskającą serce nadzieją na powrót Tadeusza. Wpatrywała się w ścianę, gdzie jej zdaniem otwierał się portal, aż do bólu oczu, by wykończona  pójść do swojego pokoju, do łóżka w oczekiwaniu, że choć na chwilę przyśnie. Za pierwszym razem straciła teścia, ich relacje były dobre, ale to bardziej Tadeusz przeżywał jego przejście. Za drugim razem został jej syn. Teraz została sama. Nie wyobrażała sobie sytuacji, że któryś z nich nie wróci. Najgorsze było to, że przekazując informacje o wyjeździe syna do jej brata, odcięła sobie drogę do jego przyjazdu tutaj. A ona domu teraz nie opuściłaby za żadne skarby świata. Nic nie mogło jej pomóc, czuła się strasznie opuszczona i samotna.

Dziś muszę porozmawiać ze Starszym, postanowił Gabriel, ledwo otworzył oczy. Miał jakiś zły sen, przyśniła mu się też mama. Przez ostatnie dni praktycznie o niej nie myślał. Czuł się niewyspany i rozdrażniony, miał takie dziwne uczucie jakby zostawił włączone światło, czy garnek na kuchence, uczucie że coś zaniedbał. Czas spędzony u Murków uciekł tak szybko, aż sam się zdziwił, że już zleciały dwa tygodnie. Gdzieś w sercu poczuł, jak ona cierpi, czekając na jego lub ich powrót. Musi rozmówić się ze Starszym i z ojcem. Wiedział, że tata ostatnimi  czasy często rozmawiał właśnie ze Starszym, ale temat jego przejścia z Gabrielem z powrotem do ich świata nie został poruszony. Chłopiec przez te dwa tygodnie zmienił się, dorósł, dojrzał, stał się innym człowiekiem, hmmm człowiekiem, zaśmiał się, bo czy na pewno człowiekiem, zamyślił się i zadumał. Na pewno przestał być Gabrysiem, tym Gabrysiem, który usłyszał  w swoje piętnaste urodziny ten ciszy szmer, a stał się… kim się stał, Gabrielem, jakby dużo, dużo starszym Gabrielem, mino wieku, czuł się tak jakoś „staro”? Czy można się czuć tak staro w moim wieku, pomyślał   Wstał z łózka i zaczął się ubierać.

– Ty znów nie możesz spać? – spytał Teodozjusz.

 – Nie mogę Teo, przyśniła mi się mama, muszę porozmawiać, ze Starszym i z ojcem , ustalić co robimy z przeprowadzeniem taty do mojego świata. Nie mogę dłużej zwlekać.

Tak, to prawda, nie mógł, bał się, oczywiście że się bał. Co to kiedyś przeczytał o strachu? A… „Strach jest oznaką rozsądku. Tylko skończeni głupcy niczego się nie boją”. No tak, a on przecież głupcem nie był. Czuł strach, ale te wszystkie różne emocje, które ostatnio czuł już dawno przeważyły szalę. Teraz dobrze znał strach pradziadka Teofila, gdy wracał samotnie przez portal, dzięki niemu wiedział więcej o Portalu, o Cieniu. Gab wewnętrznie też czuł już co ma robić, aby przeprowadzić tatę. Pradziadek dużo mu wytłumaczył, oraz uzmysłowił jedną rzecz, co prawda Gab jeszcze tego nie rozumiem, ale razem stwierdzili, że to może być bardzo ważne. Bo pradziadek nie widział tych spirali światła, tego Twora co próbowało jego dotknąć. Pytał o to taty i dziadka, i oni też czegoś takiego nie doświadczyli, natomiast przejście portalami dla Teodozjusza to w sumie już pestka, codzienność, coś co „ma”, potrafi z urodzenia, więc jego chłopiec nawet nie pytał. Nie mówił też nikomu o „rozmowach” z pradziadkiem, o swoich „rozmowach” z tymi co będą po nim, z „Nieurodzonymi” jak ich nazwał. Jakiś czas po przejściu, zaczęły do niego docierać ich myśli, tak, jakby mógł się z nimi porozumiewać, można by to nazwać takim słowem, Gab kiedyś gdzieś o tym czytał… telepatycznie. Sama telepatia, jako forma komunikacji jest już w sumie czymś dziwnym, ale on porozumiewał się z umarłym i z tymi co się jeszcze nie urodzili, fakt, że są to byty, które miały, czy będą miały  jakieś moce, ale jednak ich fizycznie nie ma. Do tego on je prawie widział, wyczuwał, a w końcu i rozmawiał z nimi. Nie mówił tego nikomu, bo bał się, że nawet Murkowie wezmą go za wariata, o ile u nich w ogóle takie określenie na kogoś takiego jest.

– Przecież nie załatwisz tego w pół godziny, spokojnie zjemy śniadanie i pojedziemy do Starszego, porozmawiasz z nim. Dowiemy się jakie są jego decyzje.

– Ty nic, nie rozumiesz, tu w ogóle nie chodzi o decyzje Starszego. Wiem, że będąc tutaj muszę się stosować do części waszych zasad, ale to czy wrócę czy zostanę i czy zabiorę ze sobą ojca to tylko moja decyzja, nikt mi nie będzie zabraniał – zdenerwował się Gabrielowi.

– Spokojnie Gab, coś taki nerwowy, nie jesteś tu więźniem, jeśli się zdecydujesz, to ja nawet jakby Starszy się nie zgodził, przeprowadzę ciebie z powrotem do twojego świata. Obiecałem Ci, pamiętasz? Nie bój się, nie utkniesz tu na siłę, ale co do twojego taty, to chociaż z nim o tym porozmawiaj, upewnij się czego on chce. Rozmawiałeś z nim o tym?

– Nie, nie rozmawiałem i dlatego jestem wściekły, chodzi ciągle do Starszego, a rozmowy ze mną unika.

– Weź głęboki wdech i wydech, uspokój się, bo w ten sposób niczego nie załatwimy.

– Dobra postaram się, ale dziś musimy jechać do Starszego, bym mógł mu przekazać jaką podjąłem decyzje i muszę rozmówić się z ojcem. Mama tam na niego czeka.

– Nie poznaje ciebie Gab, strasznie zmężniałeś. „Przekazać jaką podjąłem decyzję…” brawo, jeszcze niedawno pojechałbyś się spytać czy Starszy Ci na to pozwoli.

– Wiem Teo, to wszystko zmieniło mnie, już nie jestem tym piętnastoletnim chłopcem, czasem czuję się jakbym miał miliony lat, jakbym miał te wszystkie lata, które wasi Wieczni nam dadzą i dali razem wzięte. Od jakiegoś czasu, gdy tu jestem, czuję w sercu wszystkie bóle i rozterki jakie przeżył mój pradziadek Teofil, wszystkie mądrości jakie chciał mi przekazać, jakbym był sobą i nim, i jakbym był jeszcze tymi, którzy będą po mnie. Nic nie mówiłem, bo byś mnie wziął za wariata, ale rozmawiałem z pradziadkiem i nie tylko z Teofilem, ale jeszcze z Nieurodzonymi, czyli tymi z mocami co dopiero się urodzą.

-Nie Gabrielu, nie wziąłbym Ciebie za wariata gdybyś mi wcześniej o tym powiedział, a ty musisz to powiedzieć Starszemu, to bardzo ważne, to oznacza, że twoje moce tutaj się wzmogły, my wierzymy że dusze mogą się połączyć na jakiś czas z duszami naszych przodków, że możemy wyczuć te dusze, które się dopiero narodzą, ale to potrafią tylko wybrani z nas. To niesamowite, że Ty, Człowiek, też możesz tego doznać, to zmienia postać rzeczy. To potwierdza Gab, że jesteś wybrany.

– A ja bałem się, że będziesz się ze mnie śmiać.

– Gab, my jesteśmy trochę inni niż Wy, bardziej otwarci, musisz chyba jeszcze długo być „Murkiem” aby ten świat, nas zrozumieć. My, tutaj czcimy przyrodę, naturę, wszystkie światy, te duchowe i nadprzyrodzone moce. Jesteśmy z nimi wszystkimi związani. Wierzymy w ten realny świat i ten nierealny, a ty jesteś przykładem tego, że to wszystko razem jest możliwe, czuję, że będę dumny mając takiego brata.

– Teo, nie żartuj sobie ze mnie.

– Gabrielu, ja nie żartuję. Czuję, że jeszcze wiele ważnych rzeczy przed nami. Dobra, to jak  zjemy śniadanie to pojedziemy do Starszego, bo ty naprawdę musisz z nim o tym porozmawiać.

Gabriel spojrzał na przyjaciela, wstał z łózka i podszedł do okna, przyglądał się światu za oknem, wschodzącemu dniu.

– Muszę – zamyślił się

Teodozjusza znów obudziło wiercenie się Gabriela po pokoju. Od kiedy przyjaciel przybył do jego świata Teo chodził niewyspany. Rozumiał to, że światło Murków drażniło oczy ludzkiego chłopca, bo jego samego z kolei drażniło okropnie światło w świecie ludzi. Musi mu przypomnieć, aby na drugi raz zabrał te, jak to Gab nazwał, okulary przeciwsłoneczne, tylko czy można w tym czymś spać, zastanawiał się. Coś mówił, że zrobi specjalne dla mnie, to niech też zrobi specjalne dla siebie, w duszy zaśmiał się Murek. Od momentu, kiedy zaczął obserwować chłopca, jego rówieśnika co do sekundy, to zawsze widział wielką różnicę między nimi. Gabriel był taki dziecinny, infantylny, nieodpowiedzialny, od poznania go po prostu dziecinny. A on, on musiał szybko dojrzeć, aby móc go pilnować. Nie wiedział w sumie, czy tak powoli dorastają wszystkie ludzkie dzieci, czy ze względu na nadopiekuńcza matkę tak jest tylko z Gabem, ale i tak był pewien, że Murkowie chyba szybciej dojrzewają. Zawsze trochę zazdrościł sposobu życia Gabrielowi, takiego bez trosk, obowiązków, niby była ta ich szkoła, jednak widział, że dla brata z innego świata nauka była przyjemnością Widział, że jest to bardzo inteligentna istota, łatwo przyswajająca sobie wiedzę. Nie znał innych ludzi poza rodziną Gaba i nie wiedział, czy każdy człowiek jest tak inteligentny, ale wiedząc, że u Murków z inteligencją jest różnie, w zależności od predyspozycji osobniczych, przypuszczał, że i u ludzi jest podobnie. Dobrze, że trafili na tak światłe jednostki z nieograniczonym umysłem, na tyle otwartym aby pojąć ich świat. Ludzi o umysłach, które przyjmą wszystkie te zjawiska nadprzyrodzone, których  doświadczą u nich. Teo wiedział, że ludzie wszystko popierają nauką, a ten inny świat, świat trochę magiczny, nadprzyrodzony, nie da się nią poprzeć, trzeba zrozumieć, uwierzyć. Pamięta, jak jeszcze jako mały Murek, pierwszy raz poczuł, że może przejść też przez TEN Portal do ich świata. Wejście w budynku było to samo, ale w rozmowach z rówieśnikami odkrył, że on widzi tunel, którego inni nie widzą. Strasznie go to ciekawiło. Gdzie prowadzi, czy rzeczywiście do świata ludzi czy do innego? Ogromnie się bał, ale tak go ciągnęło aby spróbować to sprawdzić, aż w końcu nie wytrzymał i zrobił to. Przeszedł do jakiegoś wielkiego pomieszczenia, a oczy go zabolały tak, że zaczął płakać. Próbował coś przez zaciśnięte powieki i przez łzy zobaczyć, potykał się o różne przedmioty w pomieszczeniu, czuł ogromny strach, bo nie widział czy jakiejś istoty, zwanej ludźmi, nie ma w tym pomieszczeniu i bał się, że go zobaczy, schwyta. Dużo słyszał o ludziach, dużo dobrego, ale też dużo Murków mówiło o nich źle. Serce mu waliło jak oszalałe, gdy próbował wrócić do swojego świata. A jak się nie uda, jak nie wrócę, pomyślał. Dopiero wtedy dotarło do niego, że może tak być. Był jeszcze dzieckiem, miał wtedy… nie mógł sobie przypomnieć ile miał lat, ale chyba cztery, bo dopiero potem przeszedł Teodor i nie wszystko co robił było przemyślane. Wiedział, że ma na imię Teodozjusz, że dostał imię z ich świętą literą „T”, gdyż dziecko które się urodziło po drugiej stronie muru, w świecie ludzi nie dostało imienia z tą literą. Wieczni są wielcy, pomyślał, jeszcze zanim matka tego chłopca postanowiła, że swojemu dziecku da imię bez świętej litery T, pomagającej otworzyć portal między nimi a ludźmi, on, Teodozjusz już się urodził w tej samem sekundzie co ich dziecko, powiedział by nawet, że w tym samym czasie Plancka i zanim ten Gabriel, został Gabrielem, On, Teodozjusz już był Teodozjuszem, już się urodził, i już się wypełniło. Może Wieczni znali myśli matki ludzkiego dziecka i „stworzyli” jego na wszelki wypadek? Nie, czuł, że Wieczni „wiedzą”. Liczył, chciał liczyć, że urodził się potrzebny, nie na wszelki wypadek gdyby… bo co gdyby Gabriel jednak dostał imię na „T” i on, Teodozjusz byłby niepotrzebny? Bo Murek od kiedy pamięta czuł się inny, w ich świecie jest jedynym Murkiem, którego imię zaczyna się od tej świętej litery. Był wyróżniony, ale co gdyby to wyróżnienie nie było potrzebne, byłoby jego klątwą i co byłoby z nim wtedy? Zawsze czuł spojrzenia innych Murków na sobie, słyszał ich głosy, jedni szeptali „dzięki Wiecznym za łaskę”, inni odnosili się negatywnie i czuł ich zimny wzrok. A jakby na niego patrzyli, gdyby tamten też „był na T”, z pogardą, jeszcze większą niechęcią? Nie, on ufał Woli Wiecznych, widać Oni już to wiedzieli! U Murków rzadko zdarzała się agresja wobec siebie. Ponieważ nie używali środka wymiennego, jakim są pieniądze u ludzi, tylko wymieniali się tym co mogą dać w zamian, lub po prostu brali to co potrzebowali z targów, na których wystawiali inni Murkowie to co mieli do oddania, w zależności były to przedmioty, zwierzęta, żywność, uprawy lub zgłaszali do Starszyzny w  naprawach czego mogli pomóc, co mogą zaoferować innym swoją pracą, to nie było u nich tej zachłanności, aby mieć więcej, lepiej niż inni. Każdy Murek starał się być przydatnym w swojej grupie i w zależności od tego do czego miał predyspozycję zajmował się tym aby wspomagać rozwój ich społeczeństwa. Mieli też Przybocznych Starszyzny, Murków którzy byli dobrzy w walce, którzy tworzyli jakby wojsko, jak by to zostało nazwane u ludzi i oni reagowali, gdy byli potrzebni. Jednak podstawowym obowiązkiem tej grypy było doszkolenie swoich umiejętności, stawanie się coraz lepszymi w tej dziedzinie i bardziej poprzez szkolenia, zawody podnosili swoje kwalifikacje i wyłaniali liderów grupy,  niż przez wykorzystywane ich wobec innych. Grupa ta nazywana była „Starszakami”. Nie mieli broni palnej, takiej którą widział u ludzi w saloniku Teodora, ale ona nie była im potrzebna, wystarczały łuki, kusze, oszczepy, włócznie, miecze, siekiery i inne tego typu, jak to nazwał je uszczypliwie dziadek Gabriela „narzędzia do walki z epoki ludów pierwotnych”. Starszaki  posiadali też moc wpływania na innych siłę umysłu. Czy byli jak lud pierwotny Teo nie wiedział, ale nie widział potrzeby posiadania broni palnej. Teodor bardzo dobrze strzelał i nie raz to pokazał na polowaniu lub na zawodach, oczywiście wykorzystując ich odpowiedniki łuku czy kuszy. Gabriel też opowiadał, jak uczył się strzelać z wujkiem Filipem, Teo tez miał celne oko, jednak wiedział, że raczej nie jego celność tylko moc będzie potrzebna w walce z Cieniem. Teodozjusz oczywiście nie znał Teofila, ale Starszy opowiadał mu o nim wiele razy, oraz jaką tragedią dla nich była jego samowolna próba powrotu do świata ludzi i jego śmierć. Gdy miał pięć lat przeszedł Teodor, Teo bardzo polubił Teodora, a sam człowiek zadomowił się u nich szybko. Widać było wielki żal z powodu śmierci jego ojca i rozczarowanie, że nie zdążył przybyć aby temu zapobiec, ale albo jego moc jest silniejsza niż u Tadeusza, lub może chęć poznawania nowego świata, żądza przygód większa, bo lepiej sobie radził niż jego syn, który przybył 5 lat temu.  Tadeusza Teo się w sumie trochę bał, zawsze źle się czuł gdy opowiadał mu o jego rodzinie po powrocie z ich świata. Teodor cieszył się ze wszystkich wieści, jakie przynosił Murek, natomiast w spojrzeniu Tadeusza Teo zawsze widział jakiś żal, rozgoryczenie, zazdrość, że Murek tam może przejść, być, a on nie. Teodozjusz nigdy mu o tym nie wspomniał, rozumiał jego stratę, w końcu gdy Teodor przeszedł jego syn był dorosły, a gdy przeszedł Tadeusz, to zostawił tam żonę i małego synka. Natomiast Gabriel bardzo przypomina mu dziadka, też ma te ogniki w oczach na myśl o przygodach. Bardzo wystraszyło Murka to, jak przyjaciel się czuł po przejście, oraz samo przejście. Teodor i Tadeusz wiele razy opowiadali jak to było z nimi i Teo wiedział, że z Gabrielem było inaczej, trudniej. Psychicznie ludzki chłopiec przeżył to ciężko, znał jego inteligencję, dużą dozę dedukcji ale to, że pomyślał, że ma być tu więźniem, albo że chcą go otruć zaskoczyła go bardzo. Miał potem wyrzuty sumienia, że zabawił się jego kosztem, jednak w danym momencie czuł rozgoryczenie, że przyjaciel mu nie ufa. Po zastanowienie zrozumiał kolegę, w końcu oni sami znali się krótko, to znaczy Gabriel jego znał krótko, bo on Gabriela w sumie całe życie i chyba przegapił tą ważną, wielką różnicę. Najważniejsze, że ta sytuacja nie odbiła się negatywnie, a może nawet ich bardziej połączyła, choć ile razy o niej myślał, to wywoływała u niego śmiech, nie wspominał jednak więcej o tym przy przyjacielu. Natomiast moc chłopca go zaskoczyła, oraz to jak szybko dojrzał będąc w ich świecie. Ten piętnastoletni chłopczyk, którego poznał Teo, już w momencie przejścia stał się chłopce, natomiast będąc u nich przez te dwa tygodnie, dla Murka stał się młodzieńcem. Teodozjusz bardzo lubił swojego bliźniaczego brata ze świata ludzi. Ale to, że czuje dusze zmarłych, którzy posiadali moc oraz dusze tych co maja się narodzić, to że może się z nimi porozumiewać, to potwierdza, że jest tym, kogo widział w nim Starszy, bo nawet nie każdy ze Starszyzny ma taka moc jak Gabriel. Teodozjusz czytał kim był wielki imiennik Gabriel w świecie ludzi i ostatnio miał wrażenie, że to imię jednak nie zostało ot tak zmienione, wybrane przez matkę młodzieńca przez przypadek, tylko że to jakaś „wola” ją do tego nakłoniła. Czy Wola Wiecznych?

Rozmowa z Teodozjuszem pomogła Gabrielowi uspokoić trochę myśli. Podszedł do okna i zaczął się przyglądać życiu, które zaczęło się powoli budzić. Jeśli miałby określić pogodę w tym nowym świecie, ustalił by ją na lato, wieczne lato. Gdy o tym pomyślał, było to niesamowite. W jego świecie w tej chwili jest taka sama pora roku, dlatego przy przejściu nie odczuł różnicy. Jednak jeśli będzie przechodził częściej, któregoś razu przejdzie z zimy w lato, wtedy będzie to duża różnica. Przypomniał sobie jak Teodozjusz zafascynowany mówił o zimie, którą oglądał w jego świecie przez okno. Teraz jego rozumiał. Ciągle zastanawiał się jak to działa, że przyświeca im jedno słońce i że aby przejść w ten świat wystarczy jakby przejść przez mur. Jak działa taki Portal, który z jednego miejsca we wszechświecie przenosi w inne. Zaśmiał się w duchu do swoich rozmyślań, gdyż jeszcze niedawno nie uwierzył by w ogóle w istnienie czegoś takiego, a dziś zastanawia się jak to działa.

– To teraz nad czym tak rozmyślasz – spytał Teodozjusz

– Co? Czemu rozmyślam?

– Znam ciebie, pamiętaj, że obserwowałem ciebie przez wiele lat, wiem jaką masz minę gdy o czymś intensywnie myślisz.

– No tak, myślę o różnicy temperatur jaka będzie z czasem przy przejściu, gdy u mnie będzie zima i jak działają te Portale. Teofil powiedział o nim, że  „Portal, to żyjąca, myśląca samodzielnie jednostka”. A teraz to myślę, że rzeczywiście ty mnie znasz od dawna, że obserwowałeś mnie z ukrycia, gdy ja jeszcze nie mogłem ciebie wyczuć czy zobaczyć, a ja poznałem ciebie dopiero niedawno, to też jest niesamowite.

– Gdy na to spojrzeć w ten sposób, to rzeczywiście, ty dla mnie jesteś jak otwarta księga, a ja dla ciebie, jak książka, którą dopiero zacząłeś czytać.

– Co za świetne porównanie – ucieszył się Gabriel, wiedział że Teodozjusz, mimo iż pochodzi z tak prostego świata, jak on odbierał świat Murków, to jest istotą bardzo inteligentną.

– Jakoś tak mi przyszło na myśl, bo wiem, że lubisz książki – zaśmiał się Murek – to co jemy śniadanie i jedziemy rozmówić się ze Starszym?

– Tak, taki jest plan na dziś, a potem ja muszę porozmawiać z ojcem.

Chłopcy szybko zjedli śniadanie i zebrali się do drogi. Gabriel radził już sobie bardzo dobrze ze wszystkim w tym nowym świecie. Przygotowanie Aresa do drogi, było dla niego już codziennością. Przejażdżka na nim sprawiała mu wielka przyjemność, wiedział, że po powrocie, właśnie brak tego też będzie dla niego dużą zmianą. Czuł więź z kejtem, o której mówili Murkowie, wiedział, że będzie za nim bardzo tęsknił. Po powrocie zostaną mu rower, autobusy, samochody. Nie tylko to będzie ogromną zmianą, u Murków życie idzie w parze z przyrodą. Powietrze jest czyste, takie świeże, jest duża przestrzeń, niskie a szeroki budyneczki, szerokie porośnięte roślinnością drogi, wszystko ma swój czas i miejsce, życie spokojnie idzie swoim torem. W jego świecie jest większy ruch, pośpiech. Ulice i chodniki są zatłoczone, budynki większe, a powietrze na pewno nie jest tak czyste jak tutaj. Wcześniej się nad tym nie zastanawiał, teraz wiedział, że trudno będzie mu się tam odnaleźć przez jakiś czas po powrocie stąd. Na początku wydawało mu się, że te światy są bardzo do siebie podobne, teraz widzi też ich duże różnice. Ciekawe jak jego ojciec odnajdzie się po paru latach tu w tym świecie, gdy on już po dwóch tygodniach się nad tym zastanawiał, ale rozumiał też dziadka, to że tak go fascynuje ten świat, bo on też czuje już tą fascynację. A ojciec, może to też ten strach powoduje unikanie tematu przejścia, a nie tylko strach o jego życie i poczucie winy, a pewnie jak to mają mężczyźni w zwyczaju, nie chce się do tego przyznać. W tej chwili Gabriel zaczął widzieć wszystko trochę inaczej niż wcześniej, inaczej też zaczął o tym myśleć, ale był pewien, że po rozmowie z ojcem przekona go do powrotu do domu, gdyż widział, że Tadeusz tutaj nie jest szczęśliwy. Rozumiał jego obawy, ale ojciec musi zrozumieć, że Gabriel dorósł, że stał się tu bardziej odpowiedzialny, uwierzyć w jego moc oraz po prostu w to, że po to jest on, jego syn, aby mu w tym wszystkim pomóc. Znał stereotyp, że to ojcowie pomagają dzieciom, ale z jakiegoś powodu, mocy, czy samego przebywania w tym świecie, on już dzieckiem się nie czuje i jest już na tyle dorosły, aby móc zadbać o swojego ojca.

Gdy przybyli pod dom Starszego, ten akurat krzątał się w obejściu. Już z daleka ich zobaczył i przywitał skinieniem głowy. Chłopcy poszli do stajni, przywiązali kantary Kejtów i razem ze Starszym poszli do jego domu.

– Łaski Wiecznych w nowym dniu chłopcy, co was do mnie sprowadza – spytał Starszy

– Łaski Wiecznych w nowym dniu o Starszy – odpowiedział Gabriel – przyszedłem porozmawiać, o tym co dalej i o moim Tacie.

– Spodziewałem się tego Gabrielu. Już długo nie rozmawialiśmy, na pewno masz już jakieś przemyślenia, jak widzisz nasz świat, jak widzisz swoją przyszłość?

– Wasz świat jest dla mnie bardzo interesujący, mimo dwóch tygodni zżyłem się już tutaj, wiem, że mój dziadek wybrał ten świat i chociażby dlatego chciałbym aby wasz świat był też moim. Jednak wiem, że mój ojciec nie jest tutaj szczęśliwy. Postanowiłem, że z nim porozmawiam i jeśli będzie miał obawy przekonam go do przejścia z powrotem z nim do naszego świata. W domu zostawiłem matkę, ona już dużo straciła na rzecz waszego świata, dlatego postanowiłem, że oddam jej męża a sam będę żył w obu świtach, oczywiście jeśli Wam na moim powrocie zależy. Jeśli z jakiegoś powodu moje decyzje nie odpowiadają Woli Wiecznych czy Starszemu, to po prostu zdecyduję się na powrót z ojcem do swojego świata.

– Widzę, że ostatnie doświadczenia miała na ciebie duży wpływ, bardzo się zmieniłeś Gabrielu, przeszedłeś do nas chłopcem a wrócisz mężczyzną.

– O tak Starszy, powiedział bym nawet, że ten mały chłopiec został w pokoju dziadka na fotelu i od tego momentu cała ta droga przemieniała mnie w mężczyznę.

– Jesteś mądrym, młodym człowiekiem Gabrielu i będzie nam bardzo miło mieć Ciebie w naszych szeregach. Wierzę, że Wieczni nie bez powodu wybrali waszą rodzinę, wierze też, że Ty jesteś wybrańcem. Co do twojego ojca, musisz z nim porozmawiać, on był u mnie kilka razy podziękować za miłe przyjęcie ciebie u nas, ale tak naprawdę porozmawiać o obawach. Nie chciałby aby przy przeprowadzeniu jego przez Portal coś się tobie stało. Nie chce aby przydarzyło się Tobie to co spotkało Teofila. Teodozjusz to tylko twoja pieczęć na drodze przejścia, to Ty będziesz odpowiadał za ojca.

– On musi jeszcze coś powiedzieć – wtrącił się Teo – mów Gabrielu.

– Słucham Ciebie Gabrielu, co jeszcze masz do powiedzenia?

– Jak Starszy zauważył przez ten cały czas co u was jestem zmieniłem się, na fotelu został ten piętnastolatek, którym wtedy byłem. Teraz czuję się doroślejszy, ale to nie tylko balast doświadczeń na mnie wpłynął, od jakiegoś czasu mam wrażenie jakbym miał wiele lat, jakbym miał te wszystkie lata, które wasi Wieczni nam wszystkim dali. Czuję w sercu wszystkie bóle i rozterki jakie przeżył Teofil, wszystkie znane mu mądrości, które miał mi do przekazania, wiem co się stało gdy przechodził przez Portal, rozmawiałem z nim dużo o momencie mojego przechodzenia przez portal, uświadomił mi różnice i ważne rzeczy, które jeszcze nie do końca rozumiem, które mogą mieć duża wagę. Jestem sobą, ale jakbym był sobą i nim, oraz jeszcze tymi, którzy będą po mnie. Jakbym był nami wszystkimi, istotami posiadającymi moce, wszystkimi tymi, którzy odeszli, i tymi którzy nadejdą .

– Gabrielu – Starszy zamyślił się – my wierzymy, że dusze mogą połączyć się na jakiś czas z duszami naszych przodków, że możemy wyczuć te dusze, które się dopiero narodzą, jednak takie połączenie z duszami u nas czują tylko wybrani, a i oni nie wiem czy mogą aż tak się z nimi porozumiewać jak Ty, i to Ci właśnie tworzą elitę Starszych. To co mówisz jest dla mnie jednocześnie i zaskoczeniem, że ty jako człowiek masz takie moce, ale jednocześnie potwierdzeniem, że jesteś tym wybranym, na którego czekaliśmy. Jeśli tak jest to całkowicie akceptuje twoje decyzje i myślę, że powinno się udać zwrócić twojego ojca matce. Prosiłbym tylko abyście dali mi znać kiedy to nastąpi. I zawsze bądź w kontakcie z Teodozjuszem, gdy będziesz u siebie, abyś mógł przejść, gdybyś chciał lub gdybyśmy ciebie potrzebowali. Natomiast o jakich ważnych różnicach przy waszych przejściach przez portal mówisz?

– Dziękuję Starszy za te słowa, porozmawiam z ojcem i dam znać. Będę tu wracać, jest tu parę osób, które mnie tu trzymają, zresztą wasz świat czuję już jako swój, chyba nie umiałbym wybrać. Po przejściu mam wrażenie jakbym miał dwa światy. A jeśli chodzi o moment przejścia, to po tej zimnej obślizgłej materii, którą czułem zaraz po przejściu i chwilę przed wyjściem z Portalu, którą i Teofil czuł. Poza ciepłem, w końcu gorącem i  śmigającymi tunelami, i migotaniem światła, i ciemności to ja widziałem jasność, która kręciła się, i zbliżała do mnie spiralą od mniejszych do większych kół i czułem, że chciała mnie nie wiem czy dotknąć, czy pochwycić, ale wyciągnęła do mnie jakby swoją mackę, dłoń, a potem jakby to zasyczało, jak żywy twór, który odczuł ból i odskoczyło ode mnie, i spiralami większymi, i mniejszymi kołami zaczęły się oddalać, aż znikły.

– Nigdy czegoś takiego nie widziałem synu gdy przechodziłem przez portal, to może być rzeczywiście bardzo ważne, może kiedyś się dowiemy, dlaczego to wystąpiło przy twoim przejściu, ale widocznie Portal odczuwa u Ciebie różnice w mocy względem innych z twojej rodziny, mam nadzieje, że ta różnica jest pomocna.

– Może to dlatego, że był ze mną Teodozjusz? – zaczął zastanawiać się Gab.

-Nie – wykrzyknął szybko Teo – to nie to, bo ja nic takiego nie widziałem, poza większa ilością tej obślizgłej materii, która czułem jak jeszcze przechodzi przez Ciebie, która chyba bardziej natarczywie Ciebie oblepiała, niż mnie i poza tunelami świetlnymi i ciemnymi miejscami pustki ja nie widziałam żadnej spirali świetlnej, to dotykało tylko Ciebie,  Gab, wyczuło widać twoja moc, ale dlaczego mi o tym nie wspomniałeś.

– Bo nie wiedziałem, że ty tego nie widziałeś.

– Ale z Teofilem o tym rozmawiałeś, bo co, bo umarły? – żachnął się Teo

– To Teofil zaczął rozmawiać o tym co widział i czuł przy przejściu w jedna i w drugą stronę, i wtedy wyszło, że on czuł inaczej niż ja, ale pomyślałem, że może dlatego że miał mniejsze moce, w końcu umarł w Portalu przy próbie powrotu, lub dlatego, że przechodził sam, nawet nie pomyślałem, że Ty tego nie odczułeś, po prostu pomyślałam, że pewnie Ciebie to nie chciało pochwycić, bo jesteś Murkiem.

– A co sugerował Ci Teofil? – spytał starszy

– Że to może mieć związek z moją mocą, większą, czy inną…

– I ja się z nim zgodzę – stwierdził Starszy – myślę, że to potwierdza Twoją co najmniej inną moc niż u pozostałych, choć to, że z nim rozmawiałeś, potwierdza, że jest większa, ciekawe jakie jeszcze masz moce. No cóż, zrób najpierw to co musisz, to co było podstawą twojego przejścia do nas, zabierz swojego ojca do domu, ale wróć tu, może Twoja obecność tutaj wpływa na rozwój twoich mocy. Wróć i rozwijaj je, bo liczymy na Ciebie w walce z Cieniem, a ja wiem, że to TY jesteś tym, który nam może dać zwycięstwo. Nie jesteśmy samolubni Gabrielu, nie chcemy Ciebie zmuszać do walki tylko o nasz spokój i bezpieczeństwo. Cień zagraża wszystkim światom, musisz to zrozumieć i nam uwierzyć, może u nas światło ma większe znaczenia niż u Was i dlatego my bardziej to widzimy, szarzejąc… ale jeśli On znów nabierze energii to zagrozi wszystkim bytom, nie tylko Murkom czy Ludziom, musimy go co najmniej utrzymać w zamknięciu.

– Myślę, że rozumiem to, o Starszy, ja już nie czuje się tylko człowiekiem i ten świat nabrał dla mnie dużego znaczenia, wrócę tu, będę odchodził i wracał i obiecuję, pomóc w walce z Cieniem, gdy mnie będziecie potrzebować.

– A więc Łaski Wiecznych i niech Oni Ciebie prowadzą Gabrielu, jestem dumny z tego, że Ciebie poznałem, zabierz ojca do waszego świata i za jakiś czas wracaj do nas. Oby Wieczni mieli Was w opiece.

– Oby Wieczni mieli i Ciebie o Starszy w opiece.

Chłopcy pożegnali się ze Starszym i poszli do stajni. Odwiązali kantary, wyprowadzili  kejty na podwórko i odjechali w kierunku domu Teodora.  Gab już z daleko zobaczył tatę przed domem, serce o mało nie wyskoczyło mu z piersi. Był szczęśliwy, że może przekazać ojcu dobre wiadomości. Był pewien, że ma tą moc, że mu się uda, a po rozmowie ze Starszym, mając jego akceptację, wiedział, że przekona ojca  co do słuszności przeprowadzenia go do ich świata. Już cieszył się na radość matki, był jej i ojcu to winien. Szybko zeskoczył z kejta, rzucając kantar Teodozjuszowi i pobiegł w kierunku Tadeusza.

– Tato, tato, rozmawiałem ze Starszym, już wszystko wiem, musimy porozmawiać, musisz wrócić do domu – łzy szczęścia spływały po policzkach Gabriela – nie martw się, wszystko będzie dobrze.

– Synu – Tadeusz objął go mocno i uściskał, wzruszenie dało się i jemu we znaki, po jego policzkach też spływały łzy – ja nie wiem, naprawdę nie wiem, tak bardzo chce wrócić do Barbary, ale tak się boję o ciebie.

– Tato nie martw się, wszystko będzie dobrze.

– Chodź synu usiądziemy, musimy o tym porozmawiać, ja nie mogę ciebie narażać dla swojego dobra.

Teodozjusz zaprowadził kejty do stajni i poszedł do domu, aby dać chwile na spokojną rozmowę przyjacielowi z ojcem. Gabriel z Tadeuszem przeszli pod niebiesko-błękitne drzewo i usiedli na ławce przy stole.

– Synu, wiesz że ja nie mogę ciebie narażać, bardzo bym chciał wrócić, rozmawiałem kilka razy ze Starszym, ale on mi nie daje gwarancji, że to się uda, że nie powtórzy się sytuacja z Teofilem.

-Tato, nie musisz się tym martwić, to moja decyzja, że ciebie przeprowadzę i wszystkie konsekwencje będą tylko moje, ale rozmawiałem przed chwila ze Starszym i on zgadza się z tym co postanowiłem. Ja już nie jestem tym chłopcem, co tu trafił, dorosłem. Wiem, że mam większe moce niż ty i dziadek, myślę, że o wiele większe i inne. Wiem, że nam się uda. Ich Wieczni zesłali na mnie wielką moc. Jak mówi Starszy, z jednej strony porównywalną z tą, którą ma on i Starszyzna, a z drugie o wiele większą. Sam był tym zaskoczony, ale widocznie tak jest, widać Wieczni maja swoje plany, a my mamy je realizować. Ja już podjąłem wszystkie decyzje, jakie wymagała ode mnie ta sytuacja. Przeprowadzę ciebie do nas, ty będziesz żyć szczęśliwie z mamą, a ja dzięki temu będę mógł spokojniej żyć w obu światach.  Nie martw się, wiesz ja czasem czuję duszę pradziadka, nie wiem jak ci to wytłumaczyć, abyś nie pomyślał, że zwariowałem, jakbym był też nim i innymi, mogłem z nim w myślach ‘rozmawiać”

– Synku, po tym wszystkim co przeszedłem, nie mógłbym tak pomyśleć – przerwał mu ojciec-  to są rzeczy niewyobrażalne dla zwykłego człowieka, a my poprzez wiedzę o tym świecie nie jesteśmy zwykłymi ludźmi. Choć ja jestem bardziej zwyczajny, niż ty.  Bardzo tęsknię za twoja mama i za domem, Twój dziadek czuje się tutaj jak u siebie, ja niestety nie. Będę szczęśliwy mogąc wrócić do domu, do Barbary, tylko czy jesteś pewien, że nic złego się tobie nie stanie.

– Tak tato, jestem pewien, mam tę moc, bałem się wcześniej o ciebie, czy dam radę, ale już wiem że tak. To jest pierwszy powód, dla którego tutaj jestem. Potem przyjdzie czas na realizacje innych, ale to jest sprawa priorytetowa tato. Twój powrót da mi siłę aby móc żyć i tu i tam, inaczej bał bym się o mamę i nie mógłbym się na to zgodzić. To nasza karma, zostało to już zapisane w gwiazdach, Wola Wiecznych, czy los za nas już to wszystko ustalił, my tylko teraz krok po kroku zrobimy to co nam pisane.

– Synku, tule lat mi z tobą umknęło, a teraz mam przed sobą młodego, odważnego, pewnego siebie człowieka, inaczej ciebie zapamiętałem, bo jako dziecko, w sumie cieszę się widząc kim się stałeś, mam tylko nadzieję, że los ci będzie sprzyjać,

– Tak tato, tak będzie. Już nie musisz się o mnie martwić. Mam na to siłę i mam Teodozjusza, razem damy radę wszystkiemu.

Dwaj mężczyźni, młody i starszy, jeszcze raz uściskali się. Następnie weszli do domu. Gab i Teodozjusz jeszcze chwilę porozmawiali ze wszystkimi domownikami i wyszli aby pójść po swoje kejty. Razem z nimi wyszła Larysa, po drodze do stajni zatrzymała się i oparła o drewniany stół.

– Słyszałam, że wracasz do swojego świata Gabrielu – powiedziała

Gabriel odwrócił się, podszedł do stołu i usiadł w ławce. Larysa usiadła naprzeciwko chłopca.

– Tak, Lara, mogę tak do ciebie mówić?

– Możesz – rzuciła szybko, patrząc mu w oczy

– Muszę wrócić, wiem że mama czeka i się strasznie martwi, to już trzeci raz, gdy ktoś z jej rodziny przechodzi do waszego świata. Nie mogę jej tak zostawić, jest mi bardzo bliska.

– Wiem Gab, rozumiem, ja też bardzo kocham swoja mamę, dlatego rozumiem Ciebie, ale wiesz… będzie mi ciebie brakowało w naszym świecie. Jak Teo mi kiedyś powiedział, że tutaj przejdziesz i że ciebie polubię, to mu powiedziałam że nigdy – zaśmiała się – ale los spłatał mi figla.

Zaraz, czekaj, czyli ona tym powiedziała, że mnie lubi, zamyślił się Gabriel. Słysząc te słowa nabrał odwagi i powiedział.

– Lara, wiesz, że ja ciebie też bardzo lubię i również będzie mi ciebie brakować. Jesteś dla mnie ważna, wiesz?

– Chyba wiem.

Obydwoje trzymali ręce na stole, po tych słowach ich dłonie spotkały się, Gabriel mocno uścisnął jej dłoń. Policzki obojgu oblał rumieniec. Serce młodego chłopca, czy może już bardziej młodzieńca tłukło się jak oszalałe. Przez chwile nawet nie mógł zebrać myśli, wiedział, że chciał jeszcze coś powiedzieć, ale nawet nie pamiętał co. Było to na pewno coś ważnego, jednak teraz spadło na drugi plan. Spojrzał w oczy dziewczyny i zobaczył w nich to wszystko co sam czuł. Serce zaczęło bić jeszcze mocnej.

– Lara, Larysa – Gabriel musiał odchrząknąć aby wydobyć słowa, gdyż zaschło mu w gardle – ale ja tu wrócę, zawsze będę wracał, dla was wszystkich, ale też dla ciebie. Muszę żyć i tam, i tu. Nie potrafię na razie wybrać, nawet nie wiem, czy kiedykolwiek będę potrafił wybrać, jestem człowiekiem, nie jestem do końca taki jak dziadek i nie mogę Ci powiedzieć, że tu zostanę, ale będę wracał zawsze i zawsze – uścisnął jej dłonie jeszcze mocniej –  też dla Ciebie  – powiedział już szeptem.

Do obojgu dobiegł odgłos rżenia kejtów, odwrócili się w kierunku stajni i szybko puścili ręce. Przed stajnia stał Teodozjusz z kejtami.

– No nareszcie – powiedział – myślałem, że sobie tego nigdy nie powiecie. Brawo Gab, jestem z ciebie dumny.

Przywiązał kejty na podwórku, podszedł do obojga i mocno ich uściskał.

– Od dawna widzę jak na siebie patrzycie, obydwie moje bratnie dusze razem, jestem szczęśliwy, Tylko pamiętaj Gab, u Murków to jest na całe życie.

– Nie mów Teodozjuszu takich rzeczy, jesteśmy jeszcze młodzi – ofuknęła go Larysa

– Czas szybko leci, sama zobaczysz, że niedługo będziemy wspominać tą rozmowę. Może pojedziemy jeszcze razem na przejażdżkę, nie jest tak późno.

 Lara i Gab kiwnęli potakująco głowami. Larysa wstała z ławki i poszła do stajni po swojego kejta, następnie cała trójka odjechała w kierunku niebieskich pagórków i lasu. Gabriel już nie odstawał od dwójki przyjaciół, dorównywał im kroku. Czasem Teo zwalniał lub przyspieszał, aby ta dwójka mogła jechać chwile sama. Potem ścigali się, kto pierwszy dojedzie do wybranego celu. Wygrywało każde z nich. Powoli robiło się ciemno. Młodzież podjechała pod dom Larysy.

– Czy jeszcze przyjedziesz się pożegnać zanim przejdziecie z Tadeuszem – spytała

– Oczywiście, nie mógłbym przejść bez pożegnania się z tobą. Do zobaczenia jutro – odpowiedział Gabriel.

– Do zobaczenia, oby Wieczni zesłali Wam dobry sen.

Larysa poszła w kierunku stajni a chłopcu odjechali do domu Teodozjusza.

– I jak się czujesz chłopie, kiedy już wiesz, że ona też ciebie lubi.

– Ciężko, teraz trudniej będzie mi przejść.

– Ale chętniej wrócisz.

-To prawda, teraz będę miał więcej powodów do powrotu do was. Ale i więcej do tęsknoty – westchnął Gabriel.

Następny poranek znów obudziła Gabriela za szybko. Chyba nigdy nie przestanie mi tu brakować zasłon i nigdy się tu nie wyśpię, pomyślał. Z łózka Teodozjusza do jego uszu doleciało jak zwykle senne narzekanie, że się już kręci. Chłopiec cichutko wstał, ubrał się i wyszedł z domu. Postanowił samotnie pospacerować po osadzie Murków. Szedł tak zamyślony, że nie zwracał uwagi w którym kierunku idzie. Nie był jeszcze poza osadą. Jak przejdzie następnym razem, Teo obiecał mu przejście do innych miejsc w świecie Murków. Mijał wiele domów, kątem oka nawet zarejestrował dom Starszego, szedł dalej nie wiedząc gdzie. Z daleka zamajaczył mu dach domu dziadka. To tylko spotęgowało jeszcze większe rozbicie. Tak wiele różnych myśli kłębiło mu się w głowie, że nie potrafił ich  wszystkich ogarnąć. Rozbolała go głowa, znów czuł się rozdarty. Szedł dalej bez celu, ze spuszczona głową, trocha jakby czymś omamiony, zadumany. Teraz już tylko widział chodnik zbudowany z kamieni podobnych do tych ich kocich łbów. Przypomniał sobie jak na początku bardzo się na nim potykał, teraz jego stopy same wyczuwały nierówności kamieni, które już mu nie przeszkadzały. Jak łatwo się do wszystkiego przyzwyczaić, zatrzymał się na tej błahej myśli. Nagle zauważył, że chodnik się rozszerza coraz bardziej, podniósł wzrok i zobaczył Świątynie Murków. To chyba jakiś żart, dowcip losu czy fatum pomyślał. Z wielu miejsc do których mógł dojść, trafił właśnie tutaj. Z trudem otworzył wielkie drzwi i wszedł do środka. Czuł bardzo dziwne uczucie, trochę jakby go ściskało w dołku. Nie byli jeszcze w Świątyni z Teodozjuszem i wchodząc tu sam czuł uczucie leku i obaw czy powinien, czy jest to miejsce przeznaczone też dla człowieka. Jednak jeśli kroki skierowały go do tego miejsca to wiedział, że musi wejść do środka. Jego potrzeba przygód, oraz przeświadczenie, że to znów karma, bo dlaczego czuł takie omamienie zmysłów gdy szedł w tym kierunku, spowodowały, że nie zastanawiał się długo nad zrobieniem pierwszego kroku, a potem nogi już szły same, bez zastanowienia, czy mu wolno, czy powinien. Świątynia przypominała ich kościoły, również była potężna i wysoka. Jednak jak każda budowla w ich świecie od samego dołu do góry miała okna. Dach składał się z niezliczonej ilości trójkątów, aby ostro zakończyć się dachówką w kolorze czerwonym. Na oknach, jak w kościołach, znajdywały się witraże i ornamenty, ale delikatniejsze i najczęściej w złotym kolorze, aby przepuszczały światło. Od środka sprawiało to równie okazała wrażenie jak na zewnątrz. Świątynia posiadała nawę główną i dwie boczne, podzielane wzdłuż rzędami podpór z filarów i kolumn. W części głównej znajdowały się wielkie posągi Wiecznych. Gabriel naliczył ich pięć, Byli to mężczyźni i kobiety. U Murków nie było takiego podziału na płeć jak w świecie ludzi, u nich ważną role może odgrywać zarówno jedno czy drugie, zależy to od mocy jakie dadzą im Wieczni. Gabriel i Teodozjusz mieli kontakt ze Starszym, bo to on zajmował się sprawą Pieczęci i połączenia się ich światów, ale Gab wiedział, że Starszy wiele rzeczy konsultował z Murką, Starszą, z którą mieli oboje podobne zdanie na różne tematy związane z zarządzaniem ich światem. Samo określenie „Starszy”, „Starsza”, „Starszyzna” nie odnosiło się do ich wieku, bo na przykład Murka była dużo młodsza od Starszego, ale określało ich rangę.

W Świątyni można było znaleźć miejsca do oddawania czci Wiecznym oraz odosobnione do  przemyśleń. Wszędzie stały ławki, na których można było usiąść, wszystko było wykonane z przepychem. Dookoła otaczała Gaba, jak zwykle u Murków feeria barw, jednak  najczęściej dominował kolor różowozłoty. Gdy Gabriel wszedł do środka poczuł ten przepych i moc Wiecznych, poczuł się tak bardzo malutki i zależny od ich siły. Usiadł na ławce naprzeciwko posągów starając się zebrać myśli.

– Czy to Wy mnie tutaj przywiedliście? Czy to los skierował moje kroki tutaj? Czy to ja bezwiednie sam tu do was przyszedłem? – skierował głośno pytania do wielkich postaci Wiecznych – Bez względu na to, kto za to odpowiada, to i tak Wy będziecie milczeć, prawda? Nie jestem Murkiem, jestem człowiekiem, nie wiem nawet czy mnie słyszycie? Jednak jeśli daliście mi moc, to może jest to też miejsce dla mnie? Nie wiem gdzie mam się udać, aby zrozumieć swoje myśli i rozwiać swoje rozterki. Proszę pomóżcie mi poczuć tą moc, bym wiedział jak mam postępować i mógł postępować słusznie. Czasem wiem jak mam postąpić, co zrobić, myśleć, wierzyć, ale czasem czuję taki wielki ciężar na swoich barkach, że mam ochotę odejść, schować się przed tym. Bez względu na to czy będę Gabrysiem czy Gabrielem, tym już doroślejszym i  dojrzalszym do tych zadań, które mi daliście bez pytania czy tego chcę, to ja ciągle mam ledwo piętnaście lat! Pomóżcie mi proszę.

Gabriel poczuł jak jego oczy robią się mokre, wylał w końcu z siebie wszystkie jego strachy, obawy, tą niepewność, która ukrywał na samym dnie duszy, nawet przed samym sobą. Oparł się o ławkę i przymknął oczy, chciał poczuć tą moc, wieź między nim i Wiecznymi, których duch powinien w tym miejscu się znajdować. Bo gdzie indziej ma się udać, aby poczuć się też „Murkiem”, jeśli nie tu. To tu powinny być byty wszystkich Wiecznych. Siedział tak dłuższą chwilę i nie wiedział w końcu czy przysnął i były to „senne zwidy”, urojenia, czy połączenie z siła Wiecznych, ale miał wrażenie jakby Wieczni w myślach odezwali się do niego, poczuł to, poczuł i tę moc, oraz to czego potrzebował, siłę w sobie i odwagę. I Wieczni przemówili do niego! W myślach słyszał ich głosy męskie i żeńskie, które opowiadały mu historię „Pieczęci”. Opowiadali, że nie mogli przejść obojętnie wobec takiego bólu rodzących i ich rodzin, ale to że w obu światach w tym samym czasie odbywały się oba tak trudne porody, nie było ich udziałem. Mówili, że widocznie w naszym Klanie te siły, które to spowodowały, że Wieczni odczuli ból ludzkiej kobiety, musiały drzemać i to one przywiodły wszystkich do obecnego stanu rzeczy. Poprzez Starszego, dając mu tą moc, dotknęliśmy Twojego prapradziadka, gdy wyraził na to zgodę i obydwoje dzieci od razu się urodziło, słyszał w głowie myśli Wiecznych. Daliśmy Wam Pieczęć ze świata literą „T”. Ale to, że rodziliście się zawsze tego samego dnia, że Ty i Teodozjusz  urodziliście się w tej samej sekundzie, to już nie nasze siły miały na to wpływ. To tylko potwierdza Gabrielu, że moce Waszego Klanu spotęgowane przez nasze moce mają tą siłę jakiej światy potrzebują. Murkowie żyją blisko natury, Wasz gatunek odszedł od tego już dawno. Możliwe, że moce, które przypuszczalnie mieliście kiedyś, są i drzemią w was, jednak przez to jak odeszliście od nadprzyrodzonego świata, nie są w stanie się same przebudzić i widocznie potrzebowaliście do tego Nas. To, że Ty sam nie masz tej Pieczęci „T” mogło spowodować pewne komplikacje, którym jednak potrafiliśmy zapobiec i bardzo możliwe, że to te inne siły miały na to wpływ, bo Ty i Teodozjusz, twoja Pieczęć, jesteście bardzo mocno ze sobą związani. Nie posiadanie tej pieczęci powoli wyzwoliło w Tobie inne moce, dużo silniejsze i ważniejsze, które razem z pieczęcią „Herbaty”, jak go czasem nazywasz, sprawiają, że jesteś dużo silniejszy, niż reszta twojej rodziny.  Gdy Cień został schwytany, to został uśpiony, zamknięty i ukryty w stworzonej dla niego klatce, ”Kuli ze Światła”, tak postanowiły wszystkie Byty, czyli tacy jak My z innych światów, gdyż wydawało się, że to My, Murkowie, mamy najwięcej siły na to, aby go utrzymać w zamknięciu, bo u nas Światło odgrywa największa rolę, jest najsilniejsze. Jednak siła Cienia, energią, którą wcześniej zebrał robiąc zło, sam lub poprzez jego żywicieli, była tak duża, że nie udało się nam go długo utrzymać w tej Kuli . Dlatego wezwaliśmy Twojego pradziadka. Teofil niestety nie miał tyle mocy, aby pomóc nam znów do uśpić i Potworowi udało się                    zrobić pęknięcie, którym bardzo wolno  sączy się jego zło, cały czas dając mu energię. Widzimy jak powoli rozszerza swoje działanie na naszych obrzeżach, Murkowie zamieszkujące tamte tereny tracą swoje światło. Ty jesteś nasza nadzieją i kiedy poczujemy, że już jesteś gotowy do walki z Cieniem wezwiemy Ciebie. Idź, oddaj swojej matce ojca, on raczej nie jest tym który może walczyć z Cieniem, nie ma tej mocy. Zależy nam też aby „ktoś z Nas” był u Was, po drugiej stronie. Przekaż mu też nasze życzenie aby miał Cień, jego zło, na uwadze. Wiemy, że uda Ci się przeprowadzić go na drugą stronę, żyj po swojemu tam i żyj z nami tutaj, Tak może spełni się przepowiednia o Tym, który będąc z dwóch Światów pokona Cień. Gdy będziesz potrzebny wezwiemy Ciebie. Głosy pięciu Wiecznych w jego głowie umilkły.

Bez względu na to co spowodowało w nim te uczucia, czy głosy były omamem czy telepatycznym połączeniem jego z Wiecznymi, czuł się znów pewnie, poczuł się też jakoś po części Murkiem. Kontemplacja w świątyni pomogła mu.

Teraz bardziej czuł kim jest. Podziękował w duchu Wiecznym za pomoc w odnalezieniu siebie i wyszedł ze Świątyni. Szybkim i pewnym krokiem wrócił do domu Teodozjusza.

– Gdzie ty byłeś Gab, zacząłem się niepokoić, Nigdy sam nigdzie nie poszedłeś?

– Musiałam rozchodzić myśli i kroki zawiodły mnie do waszej Świątyni Wiecznych. Wchodząc miałem obawy czy jest to miejsce też dla mnie, ale w Świątyni poczułem się jakbym był jednym z was, oni przemówili do mnie, opowiedzieli mi wszystko, tak jak z Teofilem, poczułem z nimi to telepatyczne połączenie, już nie wiem czy to omamy, czy prawda, ale poczułem się przez to też Murkiem. To bardzo miłe uczucie, wiedząc że chcąc do was wracać, czuję tą wspólnotę.

– Tak Gab, dla mnie jesteś od dawana jednym z nas, a to, że rozmawiałeś z Wiecznymi potwierdza to, że i Murek z Ciebie. Musisz mi wszystko opowiedzieć.

– Ale ja tego nie czułem, chciałem być i tu i u siebie, ale nie czułem się ”Murkiem”, jeśli to rozumiesz, teraz czuje się jakby „namaszczony” i już mogę się tak czuć. Chodź, trzeba coś zjeść bo jestem nagle bardzo głodny i mamy tyle rzeczy do pozałatwiania. Dziś przechodzę z ojcem do swojego świata, do jednego ze swoich światów – poprawił się – Wieczni potwierdzili, że mi się uda!

Gdy chłopcy jedli śniadanie Gab opowiedział to wszystko co w myślach usłyszał od Wiecznych. Teodozjusz poczuł większy szacunek do przyjaciela, nie był to już tylko bliźniak od pieczęci, to co usłyszał potwierdzało  że Gabriel ma większą, inną moc, że jest ważny a On, Tedozjusz jest jego bratem, poczuł się przez to też ważniejszy dla ich  świata niż odczuwał to przedtem. Gdy zjedli pomogli rodzicom Teodozjusza w obejściu i po obiedzie pojechali do domu Teodora. Już z daleka widzieli chodzącego Tadeusza po podwórku tam i z powrotem. Gabriel zsiadł z kejta i podszedł do taty. Teodozjusz zaprowadził kejty do stajni i wszedł do domu.

– Gabryś ja nie dam rady, ciągle się boje, że narażę ciebie na niebezpieczeństwo.

– Nie bój się tato, ja z rana byłem w Świątyni Wiecznych poprosić ich o rade i pomoc. Usłyszałem ich tato. Wiesz, że jest ich aż pięć? Oni pomogli mi poczuć się Murkiem i zaakceptowali decyzje przeprowadzenia ciebie. Tylko pamiętaj trzymaj mnie mocno za rękę, bo musimy być złączeni, nie puść jej. Nie wiem ile pamiętasz z przejścia tu, ale może lepiej miej oczy zamknięte.

– To było straszne, podszedłem do ściany w gabinecie twojego dziadka, w ten róg, gdzie kiedyś, twój prapradziadek klęczał gdy rodził się Teofil i dotknąłem ją ręką. Poczułem taki chłód i ona jakby mnie wessała, prześlizgnęła się przeze mnie, taka zimna obślizgła, tak jakby coś rozstępowało się przede mną i zasklepiało zaraz za mną. Było strasznie ostre światło i wielka ciemność, potykałem się oślepiony co chwila. To był jakby jakiś tunel, który mnie wciągnął i w końcu wypluł w świecie Murków, Byłem szczęśliwy czując grunt pod nogami, stałem tak chyba dłuższą chwile czekając aż przestanie mi się kręcić w głowie, aż zobaczył mnie jakiś Murek i zaprowadził do Starszego, potem przyszedł twój dziadek.

– Teraz tato będzie łatwiej, bo nie będziesz sam, jest też Teodozjusz to nam pomoże, przejście będzie łatwiejsze. Zobaczysz jak mama się ucieszy.

– Nawet nie wyobrażasz sobie synku, jak już chciałbym ją zobaczyć. Minęło więcej niż pięć lat od mojego przejścia, nic tu po mnie, ja się nie nadaje do tego świata, masz rację powinienem wrócić. Wiesz, ja myślę, że moje moce są słabe, nawet nie wiem po co je mam.

– A właśnie, Wieczni proszą Ciebie, abyś był ich powiernikiem w naszym świecie i miał baczenie na wszelkie zło i na to co może u nas robić złego Cień. Wiesz, ja powoli myślę, że po śmierci Teofila, która na pewno stworzyła  komplikacje w planach Bytów, wszystko się powoli składa się w całość, jak klocki domina. I każdy z nas ma swoją potrzebną do całości moc i jakieś zadanie do wykonania, Ty też tato. Zobacz dziadek zostanie tu, Ty wrócisz do naszego świata i będziesz miał moce tam, a ja będę łącznikiem i takim, co jest i tu i tam. W każdym ze światów zawsze będzie chociaż jeden z nas z mocami.

– Przekaz Wiecznym, że jestem dumny będąc ich powiernikiem w naszym świecie i będę miał na wszystko baczenie, i że dziękuję Im za to zadanie, teraz mniej będę się czuł tak bezużyteczny jak dotychczas. I jak tak to synu przedstawiasz, to rzeczywiście musze Ci przyznać rację, że ma to sens, widać tak miało być, że Teodor spotkał tu swoją drugą połówkę pomarańczy i tu zostaje, a ja mam wrócić do naszego świata, a Ty być tym po środku.

– Tak tato i nie jesteś bezużyteczny, widzisz masz ważne zadanie. Każdy z nas widać je ma i każdy inne.

Tadeusz obejmując syna ramieniem i wszedł razem z nim do domu Teodora. Chwile tam rozmawiali ze wszystkimi domownikami. Gabriel opowiedział swoje przeżycie w świątyni.

– To wielka łaska Gabrielu – powiedziała Kira – że Wieczni przekazali ci swoje poparcie i uznali Ciebie za jednego z nas, witaj w naszym świecie Murku.

Gabriel poczuł się miło zaskoczony słowami Kiry, nie wiedział, czy Larysa jej coś wspominała o ich powoli rodzących się uczuciach, ale na pewno te słowa dobrze im wróżą na przyszłość, jeśli takowa by miała być. Wcześniej bał się jej reakcji, gdyby kiedyś musieli to wyznać.

– To może teraz pojedziemy do Starszego, musimy mu powiedzieć, że dziś przechodzimy -powiedział Teodozjusz.

– Tak, powinniśmy się zbierać – odpowiedział Gabriel

– Może pojechałabym z wami – zapytała Larysa

– Dobry pomysł, jedz z nami – odparł Teo-

– To chodźmy do stajni po kejty – powiedział Gabriel.

 Chłopiec był bardzo zadowolone z obrotu sprawy. Larysa wyszła pierwsza, on poszedł za nią, natomiast Teodozjusz jeszcze chwile rozmawiał z domownikami. Weszli razem do stajni. Dziewczyna zatrzymała się. Gabriel chwycił ją za rękę, przyciągną ja szybko do siebie i mocno przytulił. Czuł, że jej serce równie mocno bije co jego. Oboje zaczerwienili się, dziewczyna szybko cmoknęła go w policzek i dosunęła się od niego. Oblała go fala czułości, policzki jeszcze bardziej się zaczerwieniły, a miejsce pocałunku paliło, jakby to cudowne uczucie miało już zostać na zawsze.

– Pamiętaj o mnie Gabrielu – wyszeptała Larysa – i wracaj tutaj do nas.

-Zawsze będę o Tobie pamiętał, wrócę gdy tylko to będzie możliwe. Będziesz czekać na mnie? – zapytał drżącym głosem.

– Będę.

Z domu wyszedł Teodozjusz, więc oboje szybko zaczęli szykować swoje kejty do wyjazdu do Starszego.

– Co, jeszcze nie gotowi? – zapytał Teo – To co robiliście? – zaśmiał się

– Nie bądź taki ciekawski, szykuję kejta, widzisz chyba – ofuknął go Gabriel

– Widzę, widzę, mam tylko nadzieje, że skorzystaliście z chwili sam na sam, która wam dałem – przekomarzał się dalej Murek.

– Teodozjuszu, dorośnij – odparła Larysa czerwieniejąc.

– Właśnie dlatego, że dorosłem byłem tak łaskawy, aby chwile zostawić was samych, tylko chcę wiedzieć, czy pożegnaliście się jak trzeba, bo może nie być okazji – przekomarzał się dalej Teo.

– Tak, dziękujemy Ci o łaskawco, pożegnaliśmy się. – powiedział Gabriel patrząc na Larysę, dziewczyna miała smutna minę.

– Nie bój się, przypilnuję aby bezpiecznie przeszedł oraz aby tu wrócił – odparł Teodozjusz – mnie się nie pozbędzie, będę go często nawiedzał.

Cała trójka wyprowadziła kejty ze stajni i pojechała pod dom starszego. Zaprowadzili zwierzęta do jego stajni i przywiązali kantary. Starszy wyszedł aby ich przywitać, następnie weszli do domu i usiedli przy stole.

– Dziś wracam do swojego świata, zabieram ze sobą tatę, przejdziemy razem – powiedział Gabriel – byłem dziś rano w Świątyni Wiecznych, musiałam parę spraw przemyśleć i kroki same mnie do niej zaprowadziły. Poprosiłem Ich o pomoc, pewność podjętych decyzji i określenie przynależności do was lub nie i poczułem jakbym był jednym z was, poczułem się Murkiem. Wieczni zgadzają się na przeprowadzenie taty do mojego świata i cieszą się na moje powroty tutaj. Mają też dla ojca zadanie w naszym świecie, aby zwracał uwagę na zło i na Cień u nas i w razie czego o tym poinformował.

– Gabrielu, to że szukałeś pomocy oraz rady u Wiecznych, to już dowodzi, że jesteś w jakiś sposób jednym z nas. Witam ciebie jako Murka w naszym świecie i smutno mi, że jest to też dzień pożegnania. Całkowicie zgadzam się z twoimi decyzjami, myślę, że powrót Tadeusza do waszego świata, to najlepsze co dla niego można zrobić, a to, że Wieczni za tym obstają dając mu zadanie u Was, potwierdza, że tak ma być i powinno się udać. A ty wracaj do nas i do swojego dziadka kiedy tylko będziesz czuł potrzebę.

– Dziękuje za te słowa, będziemy się żegnać, powoli czas zbierać się stąd, życzę Łaski Wiecznych.

Starszy pożegnał się z młodzieżą. Cala trójka pojechałam pod dom Larysy, a następnie Teo i Gab udali się do domu Teodozjusza. W stajni oporządzili swoje kejty.

– Mam nadzieje, że będziesz dbał o Aresa do mojego powrotu? – zapytał Gabriel

– Oczywiście, jak o swojego, postaram się też czasem wziąć go na przejażdżkę, aby się nie zastał.

– Dziękuję Ci.

– Chodźmy do domu, trzeba wszystko pozałatwiać, pożegnasz moich rodziców, bo zbliża się pora do przejścia.

– Tak, czuję, że moja mama tam już czeka na nas.

Gabriel ostatni raz ogarnął wzrokiem pokój Teodozjusza. Spędził w nim zaledwie kilkanaście dni, ale miał wrażenie, jakby przeżył tu jakieś inne, swoje życie.

– Nie martw się, dopóki będziesz tego chciał, wygląd tego pokoju się nie zmieni, to łóżko będzie czekać na ciebie przyjacielu – powiedział Teodozjusz.

– Dziękuję Herbata, jestem gotowy – odpowiedział Gab – chodźmy pożegnać twoich rodziców, ja pożegnam się z Aresem i idziemy po mojego tatę.

Gabriel podziękował rodzicom Teodozjusza za gościnę, był bardzo wdzięczny, że został przyjęły tak ciepło, do tego oferowano mu ją również po powrocie, czuł tu swoje miejsce. Następnie poszedł do stajni, wziął szczotkę i  wyczesał na pożegnanie swojego kejta. Przypomniał sobie dzień kiedy pierwszy raz go zobaczyła, takiego wielkiego, dumnego i okazałego, i jak się jego wtedy bał. Teraz czuł się z nim mocno związany, to co mówią Murkowie o więzi między jeźdźcem a kejtem, to wszystko prawda, wiedział że będzie mu tego brakowało.  Ares na pożegnanie cicho zarżał, jakby czuł, czy wiedział, że Gabriela nie będzie, chłopiec mocno przytulił się do zwierzęcia.

– Czekaj tu na mnie przyjacielu, wrócę do ciebie Ares, Ares, Ares.

 Jak za pierwszym razem wymówił jego imię parę razy, aby kejt zapamiętał jego głos. Łzy pociekły mu po policzku. Nie spodziewał się, że będzie czuł tyle emocji związanych z opuszczeniem świata Murków. Wyszedł ze stajni i podszedł do Teo.

– Jestem gotowy. Chodźmy do domu dziadka – powiedział.

Chłopcy pierwszy raz od przejścia Gabriela nie pojechali na kejtach, dlatego droga im się dłużyła. Gab przyglądał się temu światu, ciągle jeszcze zaskakiwała go mnogość barw, jaka go dookoła otaczała. Z daleka, jak zawsze, zobaczył niebiesko-błękitne drzewo na podwórku Teodora, oraz wszystkich domowników przy stole. Serce zabiło mu mocnej, jak wtedy gdy zobaczył ich pierwszy raz.

– Jak to miło z waszej strony, że wszyscy czekacie na nas – powiedział.

– To dla nas ważna chwila, synu – odpowiedział dziadek – ty kiedyś tu wrócisz, ale Tadeusza może już nie zobaczę.

– Niezbadane są plany Wiecznych dziadku, teraz już wierzę, że wszystko się może wydarzyć. Nic nie jest takie jak się nam wydawało, że jest. Pewne staje się niepewne, a niepewne zaś pewnym.

– Od kiedy z Ciebie jest taki filozof?

– Od kiedy stałem się nie tylko człowiekiem, ale i Murkiem, dziadku – zażartował Gab – jestem teraz CzłekoMurkiem. A winę za to ponosi ten skrobacz paznokci po ścianach.

– A może MurkoCzłekiem – zaśmiał się Teodozjusz.

– Tego właśnie jeszcze nie wiem Teo, może to czas pokaże.

Porozmawiali jeszcze chwile o różnych rzeczach, słońce zaczęło się chylić ku zachodowi, zbliżała się pora powrotu do świata ludzi. Gabriel zaczął się żegnać ze wszystkimi po kolei.

– Do zobaczenia dziadku, będę za tobą tęsknił, znów będę wieczorami siedział i gadał z twoim portretem – zaśmiał się – nigdy nie myślałem , że będę mógł ci to powiedzieć.

Obaj uściskali się mocno. Gdy dziadek i Kira żegnali się z Tadeuszem Gabriel podszedł do Larysy i mocno chwycił jej rękę.

– Będę tam o tobie pamiętać Lara.

– A ja będę pamiętać Ciebie tutaj – odpowiedziała Larysa i szybko, gdy wydawało się jej, że nikt nie patrzy przelotnie cmoknęła Gabriela znów w policzek – to na zwiększenie pamięci. Serce Gabriela zabiło mocnej i już chociażby z powodu Lary wiedział, że będzie wracał tu nie jeden raz.

Zanim odeszli dziadek podszedł jeszcze raz do Gaba i uściskał go

– Widzę, że będziesz tu częściej wracał – powiedział mu cicho do ucha skinieniem głowy wskazując na córkę Kiry – cieszę się, mam teraz pewność, że znów ciebie zobaczę –  zaśmiał się. Gab zaczerwienił się cały na twarzy.

– Jeszcze raz do zobaczenia dziadku – szybko odpowiedział.

Idąc do świątyni cała trójka rozmawiała o tym jak może wyglądać przejście, oraz co ich czeka po drugiej stronie, dlatego nawet nie zauważyli, że byli już przy Portalu. Tadeusz oparł się o ścianę świątyni, czuł się cały rozdygotany, drżały mu ręce.

– Spokojnie tato, wszystko będzie dobrze, jestem pewien, że mama czeka na nas po drugiej stronie. Pamiętaj trzymaj mnie mocna za rękę, nie puść jej! Tylko to się teraz liczy, ty i ja trzymamy się za ręce, ja chwytam za rękę Teodozjusza i przechodzimy. Jesteś gotowy?

– Tak synu, wracajmy do domu.

Gabriel chwycił mocno za rękę Tadeusza i Teodozjusza. Czuł, że całej trójce mocno biją serca,  każdy z nich miał przyspieszony puls i oddech. Syn i ojciec mieli przejść dopiero drugi raz, natomiast Murek nigdy nie przechodził z dwiema osobami na raz, czuł strach już wtedy gdy przechodził z Gabem, teraz czuł jeszcze większą odpowiedzialność.

– Jesteście gotowi? – spytał – pamiętajcie, trzymajcie się blisko siebie i blisko mnie, tak abyśmy byli jakby jedna całością, rozumiecie? To bardzo ważne i może zamknijcie oczy.

– Rozumiem, jestem gotowy – odpowiedział Tadeusz

– Tak Teo, przechodzimy – potwierdził Gab

Teodozjusz wstrzymał oddech i przyłożył dłoń do Portalu. Dzięki temu Portal otworzył się.  Ruszył do przodu ciągnąc za sobą Gabriela i Tadeusza. Poczuli chłód, który wessał ich do środka, oraz prześlizgującą się po ich ciałach materię, która rozstępowała się przed nimi, taka obślizgła i coraz bardziej zimna. Oblepiała ich, wślizgiwała się do uszu, nosa. Gabriel i Tadeusz potykali się co chwile próbując nie otwierać oczu i ust, próbując oddychać mimo zapchanych nozdrzy. Potem zaczęli przechodzić przez świetlny tunel, co rusz śmigały jakieś cienie rozdzielające inne tunele. Czuli światło i mrok, i znów światło i mrok, poza światłem nie było nic, tylko próżnia. Musieli otworzyć oczy stąpając ostrożnie, próbując stanąć na migoczącym świetle, aby nie trafić w pustkę. Gabriel znów zobaczył jak ściany i podłoga  zaczynają wirować tworząc spiralę od mniejszych kół do większych, a Twór wysunął swoją mackę, dłoń i dotknął go, jednak nie zasyczał, nie odskoczył, jakby „patrzył” na niego, a następnie spiralami zaczął się oddalać i stał się ścianami i podłogą. Teo znów mocno pociągnął ich do przodu, zamknęli oczy i znów poczuli tą zimną, obślizgłą materię prześlizgującą się po ich ciałach, następnie poczuli dobrze znany im chłód, świadczący o końcu podróży i nagle coś twardego pod stopami, oraz ciemność, nie było już światła. Tadeusz i Gabriel otworzyli oczy, stali w pokoju dziadka, na fotelu drzemała Barbara.

– Udało się, tato udało się – powiedział Gab

Tadeusz stał oniemiały.

– Tak, udało się przyjacielu – powiedział Teodozjusz – do jutra, przejdę jak zwykle zobaczyć co u ciebie słychać, jak znajdziesz czas to ja tu będę czekał. Do widzenia – skierował wzrok na Tadeusza i chyba pierwszy raz spojrzał na niego bez tego poczucia winy.

– Dziękuję Ci za wszystko – Tadeusz mocno uściskał Murka – dziękuję.

– Dziękuję Ci Herbata, będę tu jutro, do zobaczenia, idę przywitać się z mamą.

Murek przeszedł z powrotem do swojego świata zostawiając przyjaciół po drugiej stronie. Pod portalem stała Larysa.

– Wszystko dobrze ?- spytała – udało się?

– Tak, Gab i Tadeusz są w swoim świecie.

– To dobrze, martwiłam się, bo to twój debiut w przechodzeniu z taka ilością osób.

– Też się bałem, nic nie mówiłem Gabrielowi, aby jeszcze on się nie martwił, ale jednak daliśmy radę, razem naprawdę jesteśmy mocni.

– Cieszę się, chodź, wracamy do domu.

W świecie ludzi, ojciec i syn stali jeszcze przez chwilę zszokowani sytuacją, nie mogli uwierzyć, że stali w tym pokoju cali i zdrowi, a na fotelu spała ich mama i żona. Obaj podeszli powoli do fotela, Tadeusz delikatnie położył rękę na jej ramieniu. Barbara od razu otworzyła oczy, zamrugała kilka razy, aby upewnić się, że to co jej zdaniem widzi w mroku to nie omamy, czy może sen, ale prawdziwa rzeczywistość, Byli tu obaj, byli! Szybko zerwała się z fotela i zaświeciła światło. Tak dawno nie widziany blask światła elektrycznego oślepił na chwilę mężczyzn. Gabriel szybciej mógł spojrzeć na matkę, która obejmowała już ich obu ze łzami w oczach. Tadeuszowi zajęło to dłuższą chwilę, szczególnie że jemu łzy utrudniały możliwość spojrzenia na żonę.

– Jestem Barbaro, wróciłem. To dzięki Gabrielowi, ale też dzięki tobie, bo go tam puściłaś. Tak za tobą tęskniłem.

– Tadeuszu – tylko tyle mogła powiedzieć Barbara, łzy szczęścia nie dały jej wydobyć z siebie nic więcej.

– Jesteśmy mamo. Teraz już wszystko będzie dobrze. Już nigdy nie zostaniesz sama. Udało mi się przeprowadzić tatę do ciebie, abyś już nigdy więcej nie czuła takiej samotności co teraz.

– Gabrysiu, czy to znaczy, że będziesz tam wracał? – spytała

– Tak mamo, jutro ci wszystko opowiem, ale nie martw się, już nie musisz.

Zaszufladkowano do kategorii "Murki" Powieść fantasy | Dodaj komentarz

MURKI ROZDZIAŁ 5 – Świat feerią barw.

Gabriel otworzył oczy, to dziś, pomyślał, to naprawdę dziś. Chwilę zastanawiał się czy już ma wstać, w końcu przekręcił się na drugi bok i przymknął oczy z powrotem. W sumie nigdzie mu się nie spieszyło, do wieczora miał jeszcze dużo czasu, natomiast nie wiedział kiedy i czy w ogóle, znów zaśnie w swoim własnym łóżku. A więc postanowił jeszcze poleżeć, zbyt dużo myśli kłębiło mu się w głowie, pytań na które nie znał odpowiedzi. Przykrył głowę kołdrą aż po sam czubek, kiedyś to pomagało i czuł się bezpieczniej, jednak teraz już nie był małym chłopcem i sztuczka chyba przestała działać. Do pokoju cicho weszła mama.

– Śpisz Gabryś? Zrobiłam śniadanie, już prawie południe.

Gabriel odsłonił głowę i spojrzał na zegarek, rzeczywiście było już po jedenastej. Dawno nie spał tak długo, ale dziś to mu się należało, zaśmiał się w duchu.

– Już wstaje mamo – powiedział

– To jak będziesz głodny to przyjdź do ogrodu, jest już bardzo ciepło, szkoda siedzieć w domu.

– Dobrze mamo.

Mama zaproponowała, że weźmie dziś wolne aby spędzić z nim czas przed przejściem i wczoraj wydawało się, że to dobry pomysł. Lecz dziś miał coraz więcej obaw i rozterek, bał się, że nie da rady i rozklei się, lub co gorsza mama się rozklei. Dlatego ubierał się powoli, był trochę roztargniony. Sam nie wiedział jak ma się czuć. Bo nigdzie nie było recepty na to, jak ma się czuć człowiek, który za kilka godzin przejdzie do innego świata.

– Gabryś dzwonili z uniwersytetu, zachorowała koleżanka, muszę jednak pojechać do pracy, ale postaram się szybko wrócić, na stoliku w ogrodzie masz przygotowane kanapki i herbatę.

– Dobrze mamo, nie przejmuj się mną, poradzę sobie.

To była dla niego nawet wygodna sytuacja. Poczekał chwilkę aż usłyszy odjeżdżający samochód i poszedł do ogrodu, było już prawie południe więc czuł się głodny. Po zjedzeniu kanapek wyłożył się wygodnie na leżaku w cieniu. Podrzemał tak chwilkę, potem pokręcił się po domu, może to ostatni raz, pomyślał omiatając wzrokiem każdy kąt. W końcu wziął książkę z półki w swoim pokoju i wrócił do ogrodu. Na wszelki wypadek chyba lepiej będzie jak ją skończę czytać, pomyślał. Słyszał, że mama wróciła, długo krzątała się w domu zanim przyszła do ogrodu. Na stoliku położyła talerz z jedzeniem, była to bułka z kotletem mielonym, okrągłym i płaskim, z sałatą, serem, ogórkiem, cebulą, ketchupem, musztarda i majonezem w środku.

– Smacznego – powiedziała – koleżanka opowiedziała mi o czymś takim, prawdopodobnie młodzieży w USA bardzo smakuje, postanowiłam nam zrobić na dzisiaj, jedz i powiedz czy smaczne.

– „Niebo w gębie” mamo, pyszne, dziękuję bardzo. A co to za potrawa?

– To jest Cheeseburger, jest bardzo fajna historyjka na temat jej powstania, w 1924 roku, nastolatek Lionel Sternberger, jak dobrze pamiętam nazwisko, wrzucił plaster sera na hamburgera w swojej restauracji w Kalifornii, uznano to wtedy za przysmak i od tego momentu  Cheeseburger króluje w Ameryce, pomyślałam, że może Ci zasmakuje i że będziemy pamiętać już zawsze tą chwilę kiedy pierwszy raz zjemy tą potrawę razem, może to będzie miły akcent do tego co będzie poź… aby nie pamiętać, że… –  głos jej się załamał.

Chłopiec szybko skupił się na jedzeniu chessburgera, w końcu zaczął pomlaskiwać ze smakiem, widać było, że ta potrawa jego zdaniem się mamie bardzo udała. Barbara również jadła, a widok syna, który z takim apetytem zjadał to co mu podała, na chwile oderwał ją od tych drugich myśli.

Siedzieli w ogrodzie jeszcze długo, rozmawiając, milcząc, aż zrobił się wieczór, Gabriel zaczął niecierpliwie kręcić się na leżaku. Nie wiedział jak ma powiedzieć mamie, że już pora, że już by chciał przejść. Bał się jej rozpaczy, łez, bał się, że będzie go próbowała zatrzymać, ale w jego wieku, taka przygoda też bardzo pociągała chłopca. Może gdyby był starszy to nie ciągnęło by go z takim zapałem, aby przejść przez ten Portal. Tak, chciał pomóc Murkom, jeśli tego potrzebowali, tak, chciał uratować tatę i przeprowadzić go z powrotem tu do jego świata. Tak, to wszystko było na tak, ale musiał przyznać sam przed sobą, że sama przygoda, to że ma przejść do innego, nieznanego mu świata, bardzo go korciła. Chyba Teodozjusz miał rację wspominając, że „przygodę ma we krwi”, że jak dziadka, odkrywanie nowego bardzo go nęci.  To kłucie w żołądku z niecierpliwości z jaką zaczął czekać na ten moment, uzmysłowiło mu, że przede wszystkim jest żądny tej przygody tak po prostu, po chłopięcemu. Bo ilu chłopców w jego wieku ma taką możliwość. Zobaczyć świat w innym wymiarze, inne istoty żyjące, myślące, i na prawdę inteligentne, co widział po Teodozjuszu. Na pewno nie wielu, a może jest jedyny, westchnął, a może to dopiero początek. Barbara dobrze znała ten błysk w oku, wiedziała, że ta młodzieńcza żądza przygód też ma wpływ na decyzję jej syna i wiedziała dobrze że z tym nie wygra. Mężczyźni w tej rodzinie byli podróżnikami, badaczami, odkrywcami i jej syn też ten bakcyl odziedziczył.

– Chodź przytul mnie mocno Gabrielu i idź, nie przeciągajmy tego, oboje czujemy się niekomfortowo prawda? Kocham ciebie bardzo mocno. Idź rób co musisz, czego chyba też pragniesz prawda, ja będę tu na was czekać.

Gabriel wstał z leżaka, mocno przytulił mamę i nie oglądając się szybkim krokiem poszedł w  kierunku domu. Wiedział, że za nim patrzy, gdyby się odwrócił i zobaczyłby jej zapłakana twarz, to chyba nie dałby rady. Nie oglądaj się zza siebie, nie oglądaj, pomyślał i od razu, pewnym krokiem skierował się na schody do góry, szybko przeszedł korytarzyk i położył dłoń na klamce od drzwi gabinetu dziadka. Wstrzymał oddech, chwycił za klamkę i je otworzył. Teo stał na środku pokoju i czekał. Widać było, że był równie zdenerwowany jak Gabriel.

– I co teraz? – spytał go Gab

– Jeśli przechodzisz, to idziemy.

– Przechodzę – powiedział z pewnością w głosie Gabriel – Przechodzę!

Obaj podeszli pod miejsce, gdzie w ścianie otwierał się Portal.

– Weź mnie za rękę i może zamknij oczy, bo pierwszy raz to będzie dziwne uczycie. Ja ciebie pociągnę lekko za sobą, nie opieraj się tylko od razu idź za mną, to ważne abyśmy byli jakby jednością. 

– Szkoda, że tego nie można wypróbować – powiedział zdenerwowany Gabriel.

 Pewność siebie gdzieś się ulotniła, drżącą i lekko spocona dłonią chwycił mocno Teo za rękę, cały drżał. Serce trzepotało mu jak skrzydła przestraszonego ptaka, oddech miał przyspieszony i nierówny, nogi odmawiały mu prawie posłuszeństwa. Bał się! Dopiero w tym momencie poczuł, jak bardzo się boi i nie wiedział już co w nim przeważa, pewność decyzji, ta ciekawość ich świata, czy ten strach.

Teo również drżał, jego dłoń też była spocona, czuł taki sam strach jak Gabriel, ale starł się tego nie okazywać. Mimo, że przechodził przez ten Portal niezliczoną ilość razy, to przejść z kimś, być odpowiedzialny za kogoś, kogo ma  przeprowadzi, miał pierwszy raz. Starał się uspokoić serce i oddech, a gdy mu się to trochę udało powiedział.

– Wiem, Gab, to trudne, zamknij oczy i skup się na tym co czujesz, na tym jak ciebie prowadzę, wtedy będzie Ci łatwiej. Gotowy?

Gabriel jeszcze mocniej chwycił Teodozjusza za rękę, przysunął się do niego trochę bliżej i zamknął oczy. Wstrzymał oddech, zamarł, wypuścił powoli powietrze z płuc.

– Gotowy!

Teo dotknął ręką ściany w miejscu, w którym otwierało się przejście do świata Murków.

– Idziemy! – powiedział.

Zrobił krok w otchłań, czuł opór Gabriela, mocniej ścisnął rękę chłopca dając mu tym sygnał, że to teraz, oraz po to aby dodać mu animuszu i pociągną go za sobą w nicość.

Chłopiec czuł jak przyjaciel ciągnie go za sobą, poczuł jakby lekki chłód, im szedł dalej to chłód był coraz większy, aż poczuł jak zdrętwiał z zimna, coś jakby prześlizgiwało się po jego ciele, jak gdyby jakaś materia rozstępowała się przed nim, było to jakieś takie obślizgłe, oblepiało go, prawie czuł jak dostaje mu się do nozdrzy, do uszu, przez chwile nie mógł oddychać, otworzył usta aby złapać oddech, ale szybko je zamknął, bo poczuł jak to ohydne, obślizgłe „coś” dostaje mu się do ust, zachłystnął się, potknął się i otworzył oczy. Akurat w tym momencie wyszedł z tej materii i poczuł ciepło, był w czymś co przypominało tunel, gdzie ścianami było światło, bał się spojrzeć pod nogi, bo miał wrażenie, że idzie po tym świetle, i jednocześnie po niczym. Niby czuł, że jest to tunel, że są jakieś ściany, sufit, podłoga, ale jednocześnie nie było nic, miał wrażenie, że gdyby wyciągnął rękę i chciał tej ściany dotknąć, to jego ręka przeszłaby przez to światło, a może to coś by mu ja urwało, odcięło. Zrobiło się gorąco. Co rusz gdzieś śmigały jakby inne świetlne tunele, oraz jakieś cienie rozdzielające je, które były jakby pustką.  Znów światło i mrok, i światło, i mrok, czuł się jak gdyby szedł w próżni, miał wrażenie, że nie ma nic tylko on, Teo i to światło. I nagle ściany, sufit, podłoga jakby znikły i wszystko zaczęło wirować, a ta wcześniejsza jasność kręciła się spiralą od mniejszych kół do większych i zbliżała do niego. Czuł, że chyba chciała go pochwycić i pociągnąć za sobą, wciągnąć go, wessać czy pochłonąć, a potem jakby zasyczało, jak żywy twór, który poczuł coś, co go zabolało, coś co mu się nie spodobało i odskoczyło od niego z sykiem, i znów spiralami większymi i mniejszymi zaczęło się oddalać. Zakręciło mu się w głowie, zemdliło go, szybko zamknął oczy. Na szczęście poczuł szarpnięcie i znów tą ohydną zimną materię prześlizgującą się przez jego ciało, znów to strasznie zimno i nagle wszystko się skończyło, i dotknął coś twardego stopami.

– Nie było tak źle na pierwszy raz, co? – roześmiał się Teo, ciągle jeszcze drżąc, oparł Gabriela o ścianę budynku Portalu, przyjaciel był blady jak papier i wydawało się, że ledwo trzyma się na nogach, że zaraz się przewróci

– Otwórz oczy, jesteś w moim świecie – powiedział – Witam u Murków.

Gabriel ciągle czuł mdłości, żołądek jak to mówią, przewrócił mu się na drugą stronę. Chwilę stał czując opór za plecami i pod nogami, było to cudowne uczucie wiedzieć, że coś jest za tobą, że możesz się o coś oprzeć, że stoisz na czymś twardym. Zamrugał powiekami i otworzył oczy. Oddech zamarł mu w piersiach. Przed jego oczami rozpływała się feeria barw. Chłopak był przygotowany na szaro barwny świat, tak jak widział Teo w swoim świecie. Jednak świat do którego przeszedł był kolorem tęczy. Teo też taki był. Postać i rysy te sam, tak jak je w mroku zapamiętał, jednak twarz i ciało nie było już szare tylko takie ciepłe, żółte. Włosy miał czerwone jak ogień, duże niebieskie oczy, w których tańczyły jakby ogniki. Jego ubranie było niebieski, jakby odbijało się w jego oczach. Usta czerwone, na których widniał wielki uśmiech. Ta mnogość intensywnych barw, po tym świetlnym tunelu i kręcących się spiralach, spowodowała, że znów zakręciło mu się w głowie. Chłopiec pochylił się i zwymiotował, następnie oparł się ponownie o ścianę, i osunął się na ziemię. Świat powoli zaczął się zatrzymywać i wszystko zaczęło wracać na swoje miejsce, ale oddech miał ciągle przyśpieszony. Był tym wszystkim oszołomiony, zaskoczony, nie bardzo wiedział przez chwilę gdzie jest, co się stało. Powili, bardzo powoli oddychał coraz spokojniej i w końcu zaczął kojarzyć fakty, przeszedł, udało się!  Przeszedł do świata Teo, przeszedł prawda? Żyje? To nie sen, nie omamy? Ciągle jeszcze czuł to dziwne uczucie w żołądku. Gdyby umarł, to chyba nie czułbym tego prawda, pomyślał. A więc żył, przeszedł!

                                           – I co podoba Ci się nasz świat?

– Udało się? Udało! Przeszliśmy Teo?  Herbata, przeszedłem prawda? Żyje? Czy to sen? Umarłem? Umarłem, chyba umarłem. Uszczypnij mnie, zrób coś – wystękał – Ała! Żyję!

Gabriel przypomniał sobie chwilę, w pokoju dziadka, gdy Teo siedział na podłodze, a księżyc na sekundę rzucił na niego swój blask. Pomyślał wtedy, że światło dobiło się od czegoś, bo Teo był jakby tęczą barw, nie szary. Teraz wiedział, że przez ten ułamek sekundy zobaczył go w swoim świecie takim jakim jest naprawdę.

Sam świat dookoła też był niesamowity. Od tego światła i tych intensywnych barw znów zakręciło mu się w głowie, oparł jedną dłoń o ścianę budynku, tak jakby chciał się o nią przytrzymać, a drugą lekko przysłonił oczy. Pomyślał, że szkoda że nie ma okularów przeciwsłonecznych, bo teraz choć na chwilę, zanim wzrok przyzwyczai się do tego świata, bardzo by mu się przydały. Zrozumiał też Teodozjusza, gdy mówił, że ich światło go drażni, rzeczywiście tutaj te światło było jakieś inne. Zaczął się dookoła rozglądać. Drzewa, las, roślinność, nie była jak w jego świecie zielona, tylko wpadała w niebieski tudzież błękit czy granat. Kwiaty było kolorowe o niebieskich łodyżkach i liściach. Ptaki na drzewach przypominały ptaki z jego świata, ale różniły się ilością barw. To co zobaczył w pierwszej chwili bardzo mu się spodobało, nie dziwił się dziadkowi, że ten świat przypadł mu do gustu.

– I jak? – ponownie spytał Teo – podoba ci się nasz świat?

Gabriel nie do razu zareagował na pytania Murka, gdyż ciągle rozglądał się zafascynowany tym co zobaczył.

– Tak, jest cudowny. Nie spodziewałem się tego, byłem pewny, że przejdę w szaro ponury świat, jak mur, jak wasza nazwa, że wasz świat mnie przytłoczy, ale to co widzę, jest fantastyczne. Czemu mi nie powiedziałeś? Czemu ja widziałem ciebie zawsze szarego?

– Nie wiem czemu tak jest, że my u was tacy jesteśmy. Wszystko traci barwę, my, nasze odzienie, może to jakaś ochrona abyście nas od razu nie zauważyli – zaśmiał się – chyba wasze światło inaczej na nas działa, a na pewno bardzo razi nas w oczy, w sumie nie zastanawiałem się nad tym. A nie powiedziałem ci, bo nie chciałem ciebie bardziej zachęcać, ty musiałeś sam postanowić, że chcesz przejść, bo nie mamy pewności co dalej, a opowieściami o naszym świecie może bym ciebie bardziej zachęcił.

– O tak, jasne że byś zachęcił, ten widok jest niesamowity.

– A więc sam widzisz, że miałem rację. Jeśli już się przyzwyczaiłeś do zmiany świata to pójdziemy do Starszego dobrze? Mówiłem mu że dziś przejdziesz.

– Tak, tak, jest już lepiej, tak, oczywiście, możemy iść. Ale w jakiś sposób ja się z nim porozumiem? – spytał Gab – Jak? Skąd będę wiedzieć co mówi?

– Teodor i Tadeusz rozumieją wszystkich nas, nie tylko mnie, a każdy Murek rozumie ich, ty też przecież rozumiesz mnie a ja ciebie. To co słyszysz, dzięki tej mocy, która nas połączyła staje się dla ciebie zrozumiałe, a innym umożliwia rozumienie ciebie, tak to działa. Dlatego nie będziesz mieć problemów z porozumiewaniem się z każdym z nas, a oni z tobą, to jest dar, który łączy się z mocą jaka otrzymałeś.

– Myślałem, że rozumiem Ciebie bo jesteś tą moją „Pieczęcią”, to naprawdę bardzo przydatny dar. Przypomina takiego automatycznego tłumacza, nad którym w latach 40 zaczął pracować  Warren Weaver w Ameryce. Ciekawe czy inne języki ludzi w moim świecie też będę automatycznie rozumiał i mówił w tych językach – zaczął zastanawiać się Gab i pokiwał głową – to by było w moim świecie na prawdę przydatne. Nie wiem czy wiesz, ale u nas prawie w każdym kraju mówi się innym językiem. A jak jest u was?

– Tego to nie wiem, jest to na pewno wielkie utrudnienie, u nas każdy Murek mówi tak samo. A Ty jeszcze nie jedno pewnie w sobie odkryjesz, będąc w naszym świecie i ogólnie. Ja nie wiem jakie masz moce i co one Tobie dają, ale pewnie jeszcze nas zaskoczą.

Chłopcy ruszyli w stronę domu Starszego. Gabriel szedł obok Teodozjusza ciągle się rozglądając i potykając. Nie mógł się napatrzeć na to co widział.

– Patrz pod nogi, jeszcze się naoglądasz, jutro rano dopiero zobaczysz nasz świat w pełnej krasie, jak wstanie nowy dzień.

– Chcesz powiedzieć, że będzie jeszcze ładniej?

– Zależy czy będzie pochmurny dzień, czy będzie świecić słońce.

Byli już pod domem Starszego. Budynek był jak wszystkie budowla u Murków zbudowany z drewna ze spadzistym dachem w kolorze wiśniowym, z dużą ilością okien, z ławeczką postawiona przy ścianie, okolony drewnianym płotem. Na ławeczce, już z daleka zobaczyli, że siedzi Starszy i ich wypatruje. Gdy przeszli przez furtkę, Starszy wstał i podszedł bliżej do Gabriela. On też był dla chłopca kolorowy, jednak jego skóra wpadała w lekki pomarańcz, a włosy były ciemniejsze niż u Teodozjusza, kolor jego oczy był turkusowy, ale może to dlatego , że jego ubranie było koloru zielonego. Usta też miał bardzo czerwone.

– Dobry wieczór Panu – powiedział Gabrielowi

– Łaski wiecznych Synu – odpowiedział Starszy – Jesteś Gabriel prawda? Już z daleka widziałem podobieństwo do twojego taty i dziadka, ale z bliska widzę, że najbardziej przypominasz dziadka.

– Dużo osób mi to ostatnio mówi – odparł Gabriel

– Witamy Ciebie u nas, ze swej strony postaram Ci się pomóc we wszystkim, co tylko będziesz

potrzebować, mów Teodozjuszowi, a on przekaże to mnie. Liczę na to, że moje odczucia wobec Ciebie są słuszne i że ty jako pierwszy będziesz mógł z pomocą swojej Pieczęci przechodzić przez portal w jedną i w drugą stronę.

– Zawsze się zastanawiałem, czy Teo, znaczy Teodozjusz nie mógł przeprowadzić taty?

-Teo… Ładnie go nazywasz. Niestety Teodozjusz jest tylko twoją pieczęcią, on nie może wziąć ze sobą nikogo innego tylko ciebie. Ale mam nadzieję, że twoja moc jest na tyle silna, że będziesz mógł podróżować przez portal w obie strony oraz, że ty możesz połączyć się z nimi aby odesłać ich do waszego świata gdy się zdecydują. Może wejdziemy do domu, może chcecie coś zjeść czy się napić?

– Dziękujemy bardzo – powiedział Gabriel – ale jeśli Teo się zgodzi to poszedłbym zobaczyć się z rodziną.

– Tak oczywiście, myślę że Teodozjusz się zgodzi, to będzie dla nich ogromna niespodzianka, oj bardzo ogromna niespodzianka. Oby Wieczni zesłali Wam dobry sen  – Starszy pożegnał się z chłopcami.

Gabriel i Teo wyszli z podwórka, Murek poprowadził chłopca krętymi uliczkami. Gabriel ciągle rozglądał się dookoła, przez co non stop potykał o wystające na drodze kamienne bloczki. Wszystkie budynki w ich świecie były do siebie trochę podobne, różniły się tylko wielkością, wszystkie wykonane były z drewna, miały różnokolorowe dachy. Prawie każdy był okolony płotem i miał ławkę postawiona przed domem. Wszędzie było dużo kolorowej roślinności. Ten świat to tęcza barw, szkoda że u nas jest w sumie tak szaro, pomyślał Gabriel.

– Jeśli się nie skupisz na drodze, to dojdziesz do rodziny cały posiniaczony – zaśmiał się Teodozjusz – i dziadek z tatą pomyślą, że Ciebie pobiłem, oszołomiłem i na siłę tutaj zaciągnąłem, przenosząc Ciebie przez portal.

– Daleko jeszcze, jakoś coraz słabiej się czuję.

– Nie, na szczęście to już niedaleko, widzisz ten zielony dach, to dom twojego dziadka i Kiry.

– Gdybyście mieli równe drogi to bym się tyle nie potykał – zaśmiał się nerwowo Gab, czuł się strasznie oszołomiony – u nas też mamy podobne kamienie na drogach, nazywamy to kocimi łbami.

– Tak, wiem, twój dziadek mi mówił.

Oczom Gabriela ukazał się dom dziadka, przed domem była jak wszędzie ławeczka, ale z boku pod pięknym niebiesko- błękitnym drzewem z różowymi kwiatkami był postawiony drewniany stół z ławkami, przy którym siedziało kilka osób. Z daleka wydawało mu się, że to dziadek i jego ojciec, jednak nie mógł rozpoznać postaci, gdyż do oczy napłynęły mu łzy.

– Poczekajmy chwilkę, muszę trochę ochłonąć – powiedział do Teodozjusza.

 Oparł się o jakiś płot, kilka razy wciągnął i wypuścił powietrze, serce biło mu jak oszalałe, znów zakręciło mu się w głowie. Ręce położone na płocie zaczęły mu dygotać. Teo oparł się o płot i objął Gaba ramieniem, następnie poklepał po plecach.

– Dasz radę – powiedział – oni będą jeszcze bardziej zszokowani i zdenerwowani niż ty, dla nich to będzie zaskoczenie, że Ciebie zobaczą, bo nic nie wiedzą. Razem ze Starszym postanowiliśmy im na wszelki wypadek nic nie mówić, weź się w garść i chodźmy.

– Na wszelki wypadek… – powtórzył Gab – na wypadek gdybym nie dał się pobić i wciągnąć na siłę do Portalu? – zażartował, śmiejąc się trochę nerwowo – na wypadek gdybym zginął?  – spoważniał – na taki wypadek…

– Nie Gab, nie gadaj głupot – powiedział poważnie Teo – na wypadek gdybyś się jednak rozmyślił i nie dał rady przejść!

Gabrielowi myśli kotłowały się w głowie, pokiwał nią odruchowo kilka razy, trudno było mu się jakoś skupić. Przejście przez Portal odczuł bardzo mocno i fizycznie, i psychicznie. Znów kilka razy wciągną powietrze, wytarł oczy, przymknął je na chwile, postarał się równo i głęboko oddychać aby uspokoić serce i myśli, różne myśli, też jakieś takie czarne.

– Dobra, jestem gotowy – powiedział.

Chłopcy wyszli zza zakrętu i skierowali się w stronę domu Kiry. Gdy byli już blisko z ławki wstały dwie osoby i zaczęły biec w ich kierunku, Gabriel też przyspieszył kroku, razem dopadli do furtki.

– Gabriel? Gabrielu!

– Tato! Dziadku!

Ojciec chłopca i dziadek objęli chłopca ramionami szlochając.

– Co ty tutaj robisz? Zostawiłeś matkę samą? Gabriel!

– Przeszedłem do was, musiałem, coś mnie tutaj bardzo ciągnęło, nie mogłem zrobić inaczej, może będę mógł wam pomóc przejść z powrotem, musiałam tato, mama to rozumie.

– Co u niej, zdrowa jest?

– Tak zdrowa, wszystko dobrze, czeka na ciebie, liczy, że mi się uda.

– Dobrze synu, o tym to porozmawiamy później, nie mogę ciebie narażać.

– Wchodźcie, siadajcie – powiedział dziadek.

Wszyscy razem przeszli przez furtkę i usiedli przy stole. Dziadek i tata wyglądali tak jak ich Gabriel pamiętał, byli tylko trochę starsi. Ubrani byli w ubrania Murków, bluzę przewiązywaną z boku i lekkie, jakby płócienne, spodnie, wszystko w kolorze brązu. Tkanina Murków była jakaś taka lekka, inna nawet w dotyku, niż materiały z jego świata. Odzienie było zrobione z „ich” materiałów, materiałów które są z tego świata, produkty na te tkaniny rosną przy ich świetle, więc może i nie jest dziwne, że one też tracą swój blask, kolor w świetle z jego świata, pomyślał. Obok dziadka siedziała Murka, jej skóra była ciepło żółta z odcieniem pomarańczowego, włosy miała czerwone o odcieniu karmazynowym, oczy miała bardziej modre niż niebieskie i szeroki uśmiech. Obok niej siedziała młoda dziewczyna w wieku chyba Teodozjusza o ciepłej jasnożółtej barwie skóry, włosach czerwonych wpadających trochę w tycjan i pięknych zielonych oczach.

– To jest Kira i jej córka Larysa – przedstawił dziadek – a to mój wnuk Gabriel.

Wszyscy przywitali się bardzo serdecznie, Chłopcy usiedli za stołem.

Domownicy oraz goście długo rozmawiali. Gabriel opowiadał o mamie, szkole, swoich nowych przyjaciołach. O tym jak pierwszy raz usłyszał Teo, o strachu, lęku i wszystkich emocjach, o całej tej drodze jaką przeszedł zanim go w końcu zobaczył. A największe zainteresowanie dziadka wywołała opowieść o wujki Filipie i umiejętnościach strzeleckich Gaba, dziadek bardzo się cieszył, że wnuk też to po nim odziedziczył.

– Jak ja opowiadałam Teo, jak wujek mnie pochwalił za celność i, że powiedział, że mam to po tobie, dziadku –  opowiadał Gabriel.

– To mi się wyrwało „O tak, to bardzo możliwe” – wtrącił Teodozjusz.

– Tak, i uciekł, wołałem za nim „Co jest możliwe? Co jest możliwe? CO?” Ale jego już nie było, chyba pierwszy raz od początku jak go usłyszałam, tak szybko przeszedł z powrotem. Wtedy zrozumiałem, że on musiał lub musi Ciebie dziadku znać, że może też zna Ciebie tato. Długo nie wiedziałem co mam robić, bo tak bardzo chciałam, ale i tak bardzo się bałem, ale los jakby sam podsuwał mi decyzję, którą w sumie tak naprawdę podjąłem w chwili, w której te słowa wyrwały się Herbacie.  I oto jestem – zaśmiał się Gab.

– Uciekłem, bo się wystraszyłem, wiedziałem że się domyślisz, a ja nie chciałem Ciebie do niczego zmuszać czy pospieszać – trochę zażenowany zaczął tłumaczyć się Teo.

– Czyli to dzięki tobie mam teraz wnuka przy sobie – powiedział Teodor.

 – Nie przypisuj mu wszystkich zasług, Dziadku – zaśmiał się wnuczek – ja też dołożyłem małą cegiełkę aby tu być.

– Ale zaraz, Herbacie? – dopytywał się dziadek

– Tak, Herbacie, tak uszczypliwie nazywam Teodozjusza, bo on jak się przedstawił imieniem, to ja nie zapamiętałem dokładnie i powiedziałem niepewnie „Teo”…? A on do mnie „Teodozjusz nie herbata”, bo chyba usłyszał tea i tak został „Herbatą” – zaśmiał się nastolatek

Widać było, że po spotkaniu rodziny Gabriel poczuł się lepiej i nawet humor zaczął mu dopisywać, chłopiec czuł się jak gdyby pojechał do kogoś w gości, jakby w jakiś magiczny sposób wpasował się w ten świat. Takie samo odczucie co do świata Murków miał jego dziadek. Jednak nie wszyscy czuli się tak szczęśliwie i swobodnie. Tadeusz cieszył się z widoku syna, jak plaster miodu na jego zbolałe serce była opowieść o Barbarze,  jednak bał się o jego los. Nigdy by na to nie pozwolił, aby on ryzykował i przeszedł po to by jemu pomóc wrócić. Co prawda sam pięć lat temu zrobił tak samo, jednak wiedząc teraz to co wie, to że mu się nie udało wrócić ze swoim ojcem, nie był pewien jaką decyzje by podjął. Teodozjusz też czuł się niepewnie, wziął na swoje barki odpowiedzialność ze dalsze życie przyjaciela. Widział wymowny wzrok jego ojca, z niemym pytaniem „dlaczego?”. Przez te wszystkie lata wsiąkł w tą rodzinę, w świat oglądany za murem, ale przede wszystkim był Murkiem i do jego obowiązków należało robić to, co od niego wymagali inni Murkowie, Starzyzna, Wieczni. Właśnie wykonywanie tych powinności skierowało go do pokoju Teodora, do poznania Gaba i do tej chwili teraz. Czuł wielki balast na sercu, ciężko mu było z tą odpowiedzialnością i wyrzutem w oczach Tadeusza.

W tym czasie na dworze zrobiło się ciemno. 

– Chyba byłaby już pora się pożegnać – powiedział – Rodzice wstawili mi drugie łózko do pokoju dla Gabriela, bo nie wiedziałem, jak późno będzie jak przejdziemy. Zastanawiam się gdzie byś chciał zostać?- spytał przyjaciela i aż westchnął na myśl, że pójdą już do domu, czuł się bardzo nieswojo widząc ciągle wzrok Tadeusza z tym niemym karcącym pytaniem.

– Jeśli twoi rodzice zadali sobie tyle fatygi, to oczywiście miło mi będzie gościć u ciebie, Teo – odpowiedział Gabriel.

Chłopcy pożegnali się ze wszystkimi i skierowali się w stronę domu Teodozjusza. Ponieważ było już późno i tylko księżyc dawał lekki blask, otoczenie nie rozpraszało Gabriela już tak bardzo, to jednak trudno mu było przyzwyczaić się do braku oświetlenia i znów co chwile potykał się o wystające kamienie na drodze.

– Czy Tobie to już tak zostanie? – zaśmiał się z przekąsem Teo

– Nie bądź taki przemądrzały Herbata – zdenerwował się Gab – ja jestem przyzwyczajony do techniki, do oświetlenia, u nas nawet na ulicach są lampy.

– O tak wiem, jesteście rozpuszczeni na maxa, do wszystkiego coś wynajdujecie, coś potrzebujecie, ale tutaj jest inaczej, będziesz musiał żyć jak samarytanin! – powiedział chyba za ostro Teo

– Dużo wiesz o naszych zwyczajach – przekomarzał się Gabriel

– Dużo waszych książek przeczytałem i „dużo wody upłynęło” zanim dorosłeś chłystku  –  droczył się dalej Teo

– Czekaj, czekaj, jak już ogarniemy cały ten twój świat, to zabiorę ciebie do swojego, zobaczymy jak się tam odnajdziesz.

– Wiesz, że ja źle reaguje na wasze oświetlenie.

– A o okularach przeciwsłonecznych w naszych książkach nie czytałeś? Musisz poszerzyć swoja wiedzę o nas – śmiał się Gab – zmontujemy Ci takie gogle jak do pływania tyko na światło i będziesz mógł śmigać po naszym świecie.

– Naprawdę?  Czy żartujesz? – ucieszył się Murek – wiesz , że przez tyle lat to było moje największe marzenie, najbardziej fascynuje mnie śnieg. Gdy byłeś mały patrzyłem jak po południu lepiłeś bałwana, tak to nazywacie. Tak chciałem poczuć to białe coś. Stanąć pod drzewem obsypanym śniegiem i strzepać go całego na siebie.

– Masz to załatwione – śmiał się Gab – to z tym drzewem to na bank, a i nie jedną kulkę śnieżna w ciebie z chęcią poślę.

Myśli, jakieś takie czarne, które zaczęły męczyć młodego człowieka, jakiś taki strach niepewności, te które wylały się falą po słowach Murka „ na wszelki wypadek”,  jakby się ulotniły. Poczuł się jakby przyjechał do nich w odwiedziny. Był bardzo szczęśliwy. Cieszył się że zobaczył ojca i dziadka. Poprawił mu się humor. Chłopcy przekomarzali się całą drogę do domu Teodozjusza, byli jak dwaj dobrzy przyjaciele, jak dwaj bracia, jakby nie dzieliły ich całe światy i przestrzeń. Ich więź była bardzo silna i niesamowita. Byli jak dwa ziarenka maku we wszechświecie, które odnalazły się „w korcu maku” świata. Czuli, że razem są tak silni, że mogli pokonać wszystko, nawet całe zło świata. Teodozjusz rozluźnił się, poczuł, że tak miało być, że oto wypełniła się część jego przeznaczenia, że teraz może być już tylko lepiej.

W jego domu było bardzo cicho, słychać było tylko odgłosy równych oddechów śpiących rodziców.

– Choć cichutko do mojego pokoju – powiedział do Gaba – jak ich obudzimy to do rana się nie położymy, a ja czuje się bardzo zmęczony, ty pewnie tez?

– Tak, padam z nóg.

Chłopcy weszli do pokoju Murka, łóżka czekały na nich już rozścielone, ustawione  przy  przeciwległych ścianach pokoju. Ich widok wywołał jeszcze większe uczucie zmęczenia.

– To jest moje łózko, a to jest dla ciebie – pokazał Teo.

Obaj zdjęli tylko buty i tak jak stali padli na łózka, wtulając się od razu w miękką pościel, po chwili słychać było już tylko ich równy, senny oddech.

Pierwsze promienie światła od razu obudziły Gabriela. Dzień dopiero wstawał, było jeszcze bardzo wcześnie. Chłopiec podszedł do okna i zaczął z ciekawością się rozglądać. Tak, przyjaciel miał rację, rano feeria barw była jeszcze większa, mimo że wydawało się to niemalże nie możliwe, świat Murków by jeszcze bardziej kolorowy niż wczoraj.

– Co się rozbijasz od samego rana? – spytał Teo ziewając – spać nie możesz?

– Jak można spać jak słońce świeci po oczach? W waszym świecie nie wynaleźli jeszcze firanek i zasłon?

– Jak byśmy się tak bunkrowali jak, wy to jak księżyc by nam przyświecał, też byśmy potrzebowali tej waszej elektryczności – odburknął ciągle jeszcze zaspany Murek.

 – Tu się z tobą zgodzę, ale spanie byłoby łatwiejsze.

– Może by i było, nie spałem u was, a ty przyzwyczaisz się. Kładź się, jeszcze chcę pospać –  burknął ciągle jeszcze nie wyspany i bardzo zmęczony Teodozjusz, wszystkie wydarzenia z wczorajszego dnia bardzo osłabiły go i fizycznie i psychicznie.

Gabriel położył się i jak w domu schował głowę pod kołdrę. Od razu lepiej, pomyślał.

– Wstawaj śpiochu, wcześniej ganiałeś po pokoju, a teraz to chrapiesz?

Gabriel otworzył oczy, przetarł je ręką i zamrugał powiekami.

-To już będzie tak zawsze? Te wasze słońce bardzo mocno świeci.

– Nie, to nie tak zawsze, dziś specjalnie dla ciebie słonko wstało i świeci tak mocno – zażartował Teo – Trzymaj, mama przyniosła dla ciebie świeże ubranie.

– O też brązowe jak taty i dziadka, oznaczacie nas? 

– Oczywiście, kolor brązowy u nas jest przeznaczony dla więźniów, aby z daleka było ich widzieć, łatwiej będzie Was złapać, jak będziecie uciekać- znów zaśmiał się Teo

Jakby to było potrzebne, jakbyśmy nie odróżniali się już wystarczająco od was, pomyślał Gabriel. Jemu jakoś nie było do śmiechu, wcześniejsze emocje opadły i zaczęły przebijać się wątpliwości i strach. Co jeśli zostanie tutaj na stałe? Świat Murków wydawał się być przyjazny, taki kolorowy, wspaniały. Wydawało się, że przez to musi być dobry, ale co jeśli tak naprawdę to tylko fasada, zapora która ma ich omamić, którą omamił go Teodozjusz i z czasem wyjdzie, że wszystko nie jest tak pięknie i kolorowo? Dziadek niby był taki szczęśliwy, ale tata, tata miał w oczach cały czas jakby pytanie, „po co? dlaczego?” Może chciał mu tym coś powiedzieć, ale bał się przy Murkach o tym wspominać? Spojrzał na przyjaciela, zobaczył te ogniki w oczach i szeroki uśmiech. Wydawał się być szczery. Nie… Zaczął odpędzać od siebie te czarne myśli, które zakiełkowały już wczoraj. Musze porozmawiać z dziadkiem i tatą na osobności, dowiedzieć się co oni tak naprawdę myślą o tym świecie, postanowił. Dziadek wczoraj był taki radosny, a tatę martwiło to, że mama została sama i to, co z nią będzie jak on nie będzie mógł wrócić, ale jednak cały czas nie byli sami, nie mieli możliwości na szczerą rozmowę. Może to nie tak, że oni nie mogli wrócić, tylko im nie pozwolono? Może pradziadek im uciekł, a oni go zabili, gdy go złapali, aby właśnie nie wrócił? Nigdy nie popatrzył na to z tej perspektywy. Nagle zaczął myśleć, że jest głupcem, że może nabrał się na słowa Murka, że gdyby się nie zgodził przejść dobrowolnie, to może by go rzeczywiście pobił, albo nawet omamił czymś. Pewnie jak są tak blisko z natura to maja tu trucizny i inne substancje odurzające, które może działają jak narkotyki u nich, pomyślał. Może oni po prostu chcieli go podstępem sprowadzić tutaj, zanim dorośnie, zanim i on będzie miał syna, aby uwięzić tu wszystkich, którzy mają tą ich moc, zaczął się nad tym zastanawiać! Może Teodozjusz specjalnie powiedział te słowa o dziadku, bo wiedział jak on na nie zareaguje. Może to wszystko zostało spreparowane właśnie tak jak Oni, Murkowie, tego chcieli i teraz maja go, oznaczą go brązowym kolorem ubrania, i już zawsze, nawet z daleka będzie widoczny, ich więzień do końca swoich dni! A mama? Mama będzie czekać i nie doczeka się, aż w końcu i ona i wujek Filip odejdą i nikt już nie będzie wiedział o tym co się stało, pamiętał o jakiejś Pieczęci z jakimiś Stworami z innego wymiaru. Wiedza o tym umrze z ostatnimi żyjącymi ludźmi w jego świecie i razem z nimi tutaj. Bo może Murkowie żałują tego co zrobili przy narodzinach Teofila i to jest sposób aby to zakończyć, wymazać. Teraz wszyscy są już uwięzieni u Murków, problem z głowy. I znów spojrzał w oczy Teo, i zawstydził się tymi myślami. Siedział na łóżku w pokoju swojego „bliżniaka” z innego świata i nie wiedział co ma czuć. Pochylił głowę, oparł łokcie o kolana i objął ją dłońmi, tak jakby chciał zatrzymać wypływ tych złych myśli ze swojej głowy. Ścisnął, ale nie poczuł ani spokoju, ani potwierdzenia, że się myli. Musi porozmawiać z dziadkiem i tatą, zostać z nimi sam na sam, i ich o to spytać, musi! Tak, porozmawiam z nimi o tym, postanowił.

– Czy dałbyś mi dziś chwilę na rozmowę z dziadkiem i tatą? Ale tak sam na sam z nimi?

– To bardzo dobry pomysł, ale najpierw przebierz się i pójdziemy na targ, aby poszukać Ci kejta. Musisz mieć swojego kejta, abyś miał jak razem ze mną poruszać się po naszej okolicy.

– Kejta? A co to jest?

– To tak jak wasz koń

– „Jak koń”? Ja nie umiem jeździć nawet na koniu, a już na pewno nie na zwierzęciu „jak koń”. Nie macie firanek, zasłon, a rowerów, samochodów, motocykli też nie macie?

– Nie mamy, musisz nauczyć się jazdy na kejcie.

– Ciekawe czego mi tu jeszcze będzie brakować?

– Wielu rzeczy, nasz świat jest trochę inny, bardziej prosty, zbliżony do natury.

Gabriel westchnął na myśl o „jak koniu”, o tej ciągle powtarzanej „naturze”, o tych różnicach miedzy ich obydwoma światami, które już zauważył i o innych różnicach o których jeszcze nie wie. Jakoś ciężko mu było na sercu, wcześniejsza euforia pomieszana z późniejszym strachem zamieniła się w zadumę. Co jak mi się tutaj nie spodoba, tak jak tacie, pomyślał? Co jak tu utknę w tym brązowym ubraniu dla „więźniów” z „jak koniem” do przemieszczania się, zawsze zależny od Teodozjusza aby przejść przez Portal? Teraz ta zależność zaczęła mu bardzo ciążyć. Wcześniej czuł radość, że potrzebni są obaj, brakowało mu przyjaciela, brata, w końcu był jedynakiem, teraz zaczął tą potrzebę „posiadania” Teodozjusza do przejścia przez Portal odbierać negatywnie. Czuł się ubezwłasnowolniony. Do końca swoich dni uwięziony „za murem”, zależny od kogoś w obcym świecie? Westchnął ponownie ciężko, starał się aby Teo nie widział jego miny, odwrócony plecami przebierał się, trzymał głowę nisko ukrywając twarz i emocje, które jak przypuszczał były na niej widoczne. Nie miał powodów do takich myśli, ale nie miał pewności, że są bezpodstawne. Nie chciał zrobić przykrości przyjacielowi. Jego postawa, zachowanie nie wskazywały na to, aby takie przypuszczenia miały być prawdziwe, ale czuł strach w tym nowym miejscu, czuł się nieswojo przed tym nieznanym. Poświęcił się dla dziadka, ojca, świata, swojego i tego obcego świata. Poświęcił siebie dla uratowanie czegoś, co zabrało mu już wcześniej dziadka i ojca, pradziadka nie znał, ale też mu go odebrało, czegoś co teraz odebrało mu matkę, przyjaciół, szkołę, życie, normalne życie. Poświęcił wszystko! A co jeżeli ten świat jest zły? Jak mógł tak dać się omamić? Ma uratować światy, ale przed czym? Przed Cieniem! Cień… o tak Cień, ale skąd ma wiedzieć, czy on w ogóle istnieje? Powiedziano mu że „Cień odbił swoje piętno w świecie Murków’ i, że „w jego świecie też”, a on jak głupi w to uwierzył! Tylko skąd ma mieć pewność, że to prawda, może to były „bajki” aby go TU ściągnąć i uwięzić, bo ktoś, kiedyś dał jego rodzinie tą, jakaś moc. Czy moc? A może przekleństwo? A teraz postanowił ich wszystkich tu uwięzić, aby mieć tą moc pod kontrolą, dla swoich korzyści. Jeśli on jest rzeczywiście wybranym, to może ściągnięcie tu dziadka i taty było właśnie po to aby go omamić możliwością uratowania ich i uwięzienia go tu na zawsze. Będzie ich zakładnikiem! A za jakiś czas będą go zmuszać do wykorzystywania tej mocy do robienia złych rzecz, tak jak im to będzie pasowało. Mają tu jego tatę i dziadka, aby mu grozić. Znów westchną, złapał kilka mocnych oddechów i postanowił się uspokoić. Takie myśli nic dobrego nie przyniosą, pomyślał. On musi mieć trzeźwy umysł, aby móc wszystko wyłapać, by móc wyrobić sobie swoje zdanie i jeśli… to pokierować wszystkim tak, aby siebie i swoją rodzinę uwolnić i uratować. Ciężkie brzemię dla piętnastolatka, bardzo ciężkie, a on sam dał się w to wciągnąć, głupi, głupi, głupi i jeszcze dał się zaciągnąć do domu Murka, jakby nie mógł zostać z rodziną. Ale rodzina też mieszkała z Murkami, może ta Kira to tak na prawdę jest ich strażniczka i tylko udaje żonę dziadka? A ta druga, Larysa, może nawet nie jest naprawdę córką tej Kiry, w sumie nawet nie są do siebie podobne, pomyślał, tylko drugą strażniczką i udaje jej córkę? Skończył się przebierać w przyniesione przez Murka „więzienne ubranie”. W tym czasie Teo przyniósł na tacy śniadanie i postawił na stoliku, który stał pod oknem. Był to duży talerz z jakimiś chyba plackami, rozgniecione owoce i jakiś syrop, oraz dzbanek z jakimś piciem. Murek postawił na przeciwległych brzegach stołu po talerzyku i po kubku, i usiadł, Gabriel też usiadł. Teo nabrał sobie jeden placek na talerzyk, placki były ułożone tak niby wszystkie razem, a niby na dwie kupki, zauważył Gab. Przez chwile myślał który wziąć, a następnie wziął placek, który był pod plackiem Murka, na kupce jakby skierowanej właśnie w jego stronę. Murek nałożył sobie owoce, polał syropem i nalał napój z dzbanka do obu kubków. Gabriel też nałożył sobie trochę tych owoców i tylko troszeczkę polał tym syropem, tak tylko parę kropli. Teodozjusz jadł placki ze smakiem, lekko mlaskając z zachwytu. Gabriel jadł powoli, za to wypił wszystko z kubka. Teo wziął drugi placek, ten z wierzchu z kupki skierowanej bardziej w stronę Gaba. Nie zawahał się biorąc ten placek, zauważył Gabriel. Ciekawe czy jest w tych plackach trucizna, zaczął się zastanawiać. Co prawda tata i dziadek nie raz jedli coś, co zostało przygotowane przez Murków i żyją, ale teraz gdy on już tu jest, to może po prostu ich otrują i będą mieli ich z głowy. Dlatego bardzo powoli jadł swój placek, ale znów wypił wszystko z kubka, do którego nalał mu znów picie Teodozjusz. Skończył swój placek i zaczął myśleć, który wziąć, czy ten, który był pod plackiem tego placka, który niedawno wziął Murek, czy ten trzeci w kolejności z „kupki” Murka, wybrał ten trzeci i znów jadł powoli, ale znów wypił cały napój. Picie było lane ze wspólnego dzbanka, wiec przyjął, że trucizny tam nie ma. Pewnie dodali ją do odpowiednich placków, owoce były świeże, nawet nie były czymkolwiek posypane, no chyba że same w sobie są dla niego trucizną, ale trucizna mogła też być w syropie, pomyślał. Murek, co prawda nalał go sobie dużo, ale nalał na talerzyk, z boku placka który wcześniej nałożył i każdy odkrojony kawałek niby maczał w syropie, ale może tylko robił taki ruch, aby Gab, nie zauważył że syropu nie je, dedukował.

– Chyba chciało Ci się bardziej pić, niż jeść, smaczna ta nasza herbata, prawda –  zauważył, mlaszcząc, Teo –  szkoda, że nie masz apetytu, bo te placki, to moje ulubione śniadanie, mama specjalnie je dziś zrobiła – kontynuował mlaszcząc

– Yhym – potaknął młody człowiek.

Tak, zrobiła specjalnie z trucizna dla mnie, pomyślał i nagle zbladł. A jeśli Murek to przewidział, jeśli trucizna jest w piciu? Przecież on może być odporny na to co dodali do tej ich „herbaty”, to tak jak ze światłem u nas, które drażni ich oczy a nasze nie, może już tak otruli jego pradziadka. Zwymiotuję pomyślał, gdzie jest łazienka? Zapomniał jednak wcześniej o to zapytać. Nawet nie wiem czy w ogóle coś takiego mają, skwitował w duchu. Albo, jeśli jest blisko, to Murek usłyszy jak wymiotuje i kapnie się, że on wie i może nie będzie już miał sposobności przemyśleć jak uratować dziadka i ojca. Po prostu nie będę już nic więcej jadł i pił, pomyślał. Odsunął od siebie talerzyk, gestem wskazującym że zakończył śniadanie i podziękował Murkowi.

– Smakowało? – spytał Murek – trzeba przyznać, że mama dobrze gotuje, prawda? –  powiedział oblizując palce.

– Tak, bardzo, podziękuj jej ode mnie, ale jakoś nie jestem głodny – odpowiedział Gabriel – moja niezbyt dobrze gotuje, ale na pożegnanie zrobiła mi pyszne chesseburgery.

 Wspomniał mamę i łzy zakręciły mu się w oczach. Mama, czy ją jeszcze kiedykolwiek zobaczy, miał tylko nadzieje, że Teo nie może przejść do jego świata i ją tam otruć, czy może… zaczął się zastanawiać.

– Tak, zauważyłem, że nie jesteś głodny – skomentował Murek – za to bardzo chciało Ci się pić.

Chłopiec zbladł jeszcze bardziej o ile to możliwe, tak, teraz ma pewność, trucizna musiała być w napoju, bo widać Murek bardzo kontrolował jak dużo on jego pije, pomyślał.

– Później opowiesz mi co to są te chesseburgery. Teraz chodź, pokażę Ci mojego kejta, Bachusa. Musimy się pospieszyć dopóki są otwarte targi z kejtami, musisz mieć swojego.

Murek wstał, sprzątał szybko wszystko ze stolika z powrotem na tackę i po drodze wychodząc zaniósł naczynia do kuchni, Gabriel poszedł za nim. Weszli razem do stajni, oczom chłopca ukazał się kejt Murka. Wielki kejt Murka!

– O nie, ja na czymś taki nie pojadę – krzyknął Gabriel spojrzawszy na wielkie, dostojne zwierzę przyjaciela.

– On nie jest „czymś takim”, to jest Bachusa , w naszym świecie między nami a kejtami jest silna więź – żachnął się Murek

– I co? Myślisz, że jak kupimy mi kejta, to ja splotę swoje dłonie z jego grzywą, złączymy się w jedność i pognamy razem w siną dal?

– Tak, dokładnie tak myślę, ja ciebie na Bachusa nie wezmę, nie będę męczyć zwierzęcia, więc albo się nauczysz, albo będziesz za nami biegał.

Murek poklepał przyjaźnie zwierzę, sprawdził czy ma co jeść i pić.

Biegał za nim? W tym brązowym więziennym mundurku, może jeszcze mnie przywiąże do siodła, jeśli takie coś mają?  A może jeżdżą na oklep jak dzicy, do dzikich to im chyba dużo nie brakuje, skwitował w duchu.

– A więc idziemy poszukać Tobie takiego samego przyjaciela – powiedział Teo.

Szli uliczkami to skręcając w prawo, to lewo, to lewo, to prawa, Gabriel już dawno stracił orientację, nawet gdyby teraz uciekł, to nie będzie wiedział gdzie jest i gdzie jest dom dziadka.

– Jesteśmy na miejscu, zobacz ile tu jest kejtów- powiedział Murek

Rzeczywiście za ogrodzonym płotem biegało luzem dużo takich zwierząt jak Bachus. Stało też wielu Murków, którzy się bacznie przyglądali człowiekowi w brązowym odzieniu. Jedni patrzyli na niego z uśmiechem, inni z bardziej marsową miną. Gab czuł się nieswojo. Podeszli do kliku kejtów, Teo kazał mu je dotykać, potem stali chwilę pośrodku placu, chłopiec przestępował z nogi na nogę nie wiedząc czemu to ma służyć, to że tu tak stoją jak na widelcu, gdy inni Murkowie przyglądali się im, jemu. Mieli przecież kupić kejta, dlaczego Teodozjusz nie kupi któregoś, obojętnie którego i nie pójdą już stąd.

– No dobra, to idziemy na drugi targ – powiedział Murek

Gabriel skina głową, znów szli i szli, znów Teo kazał mu dotykać różnych zwierząt, znów stali po środku placu, i znów Murek nie kupił żadnego kejta.

– No cóż… to mamy jeszcze jeden targ, idziemy – powiedział

Młodzieniec podreptał za przyjacielem, jak go kiedyś nazywał, miał już dość, ciągle nie rozumiał dlaczego te kejty, które były na obu targach nie podobały się Teodozjuszowi. No ale on się na tych kejtach nie zna, nawet na koniach się nie zna, widać coś było z nimi nie tak, że nie wzbudziły zainteresowania Teo, pomyślał. Na trzeci targ dotarli dość szybko, młodzieniec bardzo się ucieszył, gdy zobaczył ogrodzenie, a za nim wiele zwierząt.

– Oby tu był twój kejt, bo to już ostatni targ.

Znów podchodzili do różnych kejtów, Gabriel je dotykał, a potem znów stanęli na środku i tak stali, i stali, jakby na coś czekali, tylko na co? W końcu nie wytrzymał i zapytał.

– Po co my tak stoimy?

– Czekamy, aż któryś kejt Ciebie wybierze?

– Wybierze? Mnie? – spytał zaskoczony Gabriel

– Tak, wybierze! U nas to kejty wybierają sobie jeźdźców.

– Czyli to nie „Targ kejtów” a „Targ Murków”

– Można tak powiedzieć – zaśmiał się Teo

– Tak, a teraz to „Targ Człowieka” – skomentował z przekąsem Gab.

Czuł się coraz gorzej, widział jak Murkowie przyglądają się im, jak komentują pewnie to, że  żaden zwierzak nie chce być człowieka. Znów zaczął się zastanawiać, czy dobrze zrobił, że przeszedł do ich świata.

– A tata i dziadek maja swoje kejty?

– Oczywiście!

A, czyli to tylko jego, Gabriela, żaden nie chce, pomyślał i łzy zażenowania, wstydu, strachu napłynęły mu do oczu. Pochylił głowę, aby szybko je wytrzeć, nie chciał by ktoś je zauważył, musi zachować choć dumę, pomyślał, gdy coś go trąciło. Podniósł zaskoczony głowę i jego oczy spotkały się z oczami wielkiego zwierzęcia. Zwierzę wydało dźwięk, miało to chyba być coś jak rżenie koni z jego świata i znów go trąciło pyskiem.

– Pogłaszcz go, szybko, nie, nie szybko, tylko powoli, delikatnie – sprostował Teo

Gabriel wyciągnął drżącą rękę w stronę wielkiego kejta, ten przysunął się bliżej chłopca, w sumie jakby podsunął mu swój pysk pod dłoń Gaba, a następnie dał mu się pogłaskać. To było niesamowite i dziwne uczucie, i Gabriel poczuł jakąś bliskość z tym zwierzęciem. Czary pomyślał, znów go mamią, przecież to nie może być tak, że to jest jedyny kejt w wszechświecie dla mnie, że mają ze sobą jakąś więź. Bajki, skwitował w myślach! Ale w duszy czuł się tak bardzo szczęśliwy, że ten kejt podszedł do niego, że go wybrał, że w końcu go WYBRAŁ.

– Dobrze, dobrze, jest Twój – powiedział Murek

Mój, pomyślał człowiek, mój… jeszcze nigdy nie miał „swojego zwierzęcia”. Mój, mój kejt, powiedział cichutko i jakieś ciepło rozlało się po jego serduszku.

W tym czasie podszedł do nich jakiś Murek

– To jest Ares – zwrócił się do Teodozjusza – widzę, że wybrał sobie tego człowieka z innego świata, jego wola, dbajcie o niego.

– Dziękujemy, Łaski Wiecznych – zwrócił się do niego Teo i podał kantar Gabrielowi – to idziemy do domu!

I tyle.

W drodze do domu Gabriel miał różne myśli i uczucia, w sumie już nie wiedział co ma myśleć i czuć. Najważniejsze, że w końcu jakiś kejt go wybrał, bo najbardziej, to czuł się zażenowany, gdy tak stał na środku tych targów i stał. Teraz już go ma. Ares, pomyślał, a kejt wydał z siebie znów to rżenie. Ares i rżenie, czy on wie, że w myślach powtarzam jego imię, zaczął się zastanawiać Gab. W brzuchu mu burczało, bo te dwa placki były jednak bardzo mało, i przelewało się od zbyt dużej ilości napoju.

– Po co żeś wypił tyle tej naszej herbaty? – spytał znienacka Teo

– No bo chciało mi się pić.

– A jeść nie?

– Nie, nie byłem głodny – skłamał

– Acha, to dlatego Ci burczy w brzuchu, bo nie byłeś głodny?

– Bo dopiero teraz jestem, a wtedy chciało mi się pić.

– Hmmm… rozumiem, że wydedukowałeś, że to PLACKI były zatrute – powiedział powoli Murek akcentując słowo „placki”

– A nie były? – głos chłopca zadrżał

– Nie, nie PLACKI!

– Nie placki – powtórzył za nim chłopiec

– Nie PLACKI

Gabriel zadrżał, straci grunt pod nogami, przytrzymał się kejta, aby nie upaść, w brzuchu jakby na dowód tego, że „Nie PLACKI” ale ta „HERBATA” była zatruta,  zabulgotało mu ponownie. Tak, co za suspens. Herbata otruł go herbatą! Przecież powinien o tym pomyśleć. Co za zwrot akcji, zaskakujący, dowcipny, a jednoczenie tak pewny, że to POWINNO tak właśnie być, że aż się żachnął, aż sam się zdziwił, że nie wziął tego od razu pod uwagę. HERBATA, pomyślał.

– il… ile mi zostało? – spytał

– Mało!

– To po… po co kupiłeś tego kejta, a no tak, nawet za niego przecież nie zapłaciłeś. Nie kupiłeś, po prostu wziąłeś, a jak umrę oddasz, jaki ja jestem głupi! I te bajki o więzi!

–  Po co? Dla zabawy. Musiałem Ci czymś zająć czas abyś nie poleciał od razu do tej swojej ludzkiej rodziny, zanim trucizna zacznie działać – prychnął Murek

– Nie lubisz ich?

– Ja tego nie powiedziałem.

– Mnie też nie lubisz, nabrałeś mnie.

– To ty tak dedukujesz.

– I co dalej?

– Pójdziemy do domu, damy Aresa do stajni, wyczeszesz go, nakarmisz, napoisz, a potem pójdziesz coś zjeść?

– I to będzie mój ostatni posiłek, tak?

– Możliwe.

– Zdążę zrobić jeszcze to wszystko przy tym zwierzęciu?

– Musisz, w końcu to TWÓJ kejt.

– A potem koniec?

– Możliwe i pójdziesz cos zjeść, bo mam dość tego twojego burczenia w brzuchu!

Gabriel poczuł się bardzo słaby, widocznie trucizna już działała. Ciekawe czy będzie się bardzo męczyć, czy będzie miał konwulsje, wymioty, czy inne dolegliwości zanim umrze. Chciał spytać Murka, ale zauważył, że cała ta sytuacja bardzo go bawiła, więc nie spytał, nie chciał pytaniami sprawiać mu jeszcze większej radości. W końcu doszli do domu Murka, od razu skierowali się do stajni. Gab przywiązał Aresa do wskazanego przez Teodozjusza żłobu i próbował go czesać, Murek spokojnie czesał Bachusa. Przez ciało chłopca przeszedł taki spokój, gdy dotykał swoje zwierzę, czuł się jakoś tak z nim związany, związany z tym światem. Jak Murek mógł tak z niego zakpić, dając mu to uczucie po tym jak go otruł! Łzy znów napłynęły do oczu chłopca. Ciekawe czy jak już umrze to ten kejt znajdzie sobie kogoś innego? A wmawiał mu Teo, że tak się liczą z naturą, a tu proszę dla zabawy wyszukał mu kejta, aby połączyła ich taka więź? Widać wszystko to co mi o ich rasie opowiadał to bajki, a ja się głupi tak łatwo dałem nabrać. Poczuł jakieś skurcze w żołądku, widocznie to już jego ostatnie chwile.

-Źle się czujesz? – padło pytanie

– Tak.

– To daj już sobie spokój z tym czesaniem, musisz jeszcze dać mu siana i nalać wody, dasz radę?

– Tak, a mogę potem pójść się położyć?

– Możesz!

Teodozjusz pokazał mu gdzie jest siano, nałożył też siano do żłobu swojego kejta, potem nalali wody do wiader. Murek spokojnie głaskał Bachusa, gdy ten jadł, wydawał się taki spokojny i taki wrażliwy na los tych zwierząt. Oszust!

– Mogę już iść się położyć? – ostatkiem sił spytał Gabriel – proszę.

– Możesz.

Gabriel wyszedł ze stajni na chwiejnych nogach, miał nadzieje, że dotrze do pokoju Murka zanim upadnie, że nie umrze pośrodku podwórka, gdzie może jeszcze inni Murkowie to zobaczą i będą się z tego cieszyć. Wszedł do domu, nabrał powietrze w płuca i szybkim krokiem przeszedł do pokoju, i padł na swoje łóżko, aż się zdziwił, że miał tyle siły, że nie upadł wcześniej. I oto leżał na łożu śmierci! Zakręciło mu się w głowie, oczy miał pełne łez ze strach, irytacji, żalu, złości. Zamknął oczy. Nie, nie pokaże tego temu mordercy! Widział, że Murek stoi w drzwiach i patrzy na niego z przekąsem, i chyba jakąś radością. Pewnie się cieszy, że w końcu ma już mnie z głowy, nie będzie musiał już przechodzić, udawać przyjaciela, a nawet  brata, ba brata bliźniaka! Załkał cicho!

– Dzień dobry – usłyszał i zamrugał powiekami.

– Gdzie? Gdzie ja jestem?

– A gdzie chciałbyś być?

Gabriel się zamyślił, omiótł wzrokiem pokój, leżał na łóżku w domu Murka, ale przecież miał umrzeć.

– Uszczypnąć Cię?

– A możesz?

– Ała – krzyknął gdy Murek bezceremonialnie podszedł do niego i bardzo mocno go uszczypnął.

– Zabolało?

– Tak

– A więc masz dowód, że w tej chwili nie spisz i że żyjesz, prawda? Tak to u was się sprawdza?

– Tak, ale dlaczego?

– Co dlaczego?

– Żyję?

– A dlaczego miałbyś nie żyć?

– Przecież mnie otrułeś?

– Ja? Jak?

– No tą waszą herbatą?

– A dlaczego tak myślisz?

– Przecież mi powiedziałeś?

– Kiedy?

– Jak wracaliśmy z Aresem do domu.

– Ja tego nie powiedziałem – powiedział Murek

– Jak nie powiedziałeś? Powiedziałeś.

– Że otrułem ciebie naszą herbatą? Tak powiedziałem?

– Tak!

– Nigdy nic takiego nie powiedziałem.

– Powiedziałeś, że…

– Że placki nie były zatrute.

– No właśnie.

– To ty przypuściłeś, że jeżeli nie placki to herbata.

Chłopiec zamyślił się, w sumie, Murek ma rację, powiedział „nie, nie placki”, a on od razu skojarzył, że jeśli nie placki to trucizna musiała być w piciu.

– Ale powiedziałeś, że to mój koniec.

– Nie, odpowiedziałem tylko na twoje pytanie, że możliwe i nawet nie uściśliłem czego ten możliwy koniec dotyczy.

Oczy Murka śmiały się, całym nim powoli targały konwulsje śmiechu. Gabriel patrzył szeroko otwartymi oczami nic nie rozumiejąc.

– A więc otrułeś mnie czy nie? – spytał z wściekłością

– No jak jesteś na mnie taki zły, za to, że tego nie zrobiłem, to teraz bardzo żałuję, że jednak nie – Teo zaśmiał się

– A więc nie? To dlaczego tak się źle czułem, jakbym umierał?

– Po pierwsze przeszedłeś do innego świata, widać, tak zareagował Twój organizm, po drugie osłabiłeś go nie jedząc, a po trzecie opiłeś się napoju, że aż ja słyszałem jak Ci się to przelewa, no i przede wszystkim po czwarte, wmówiłeś sobie, że umierasz, to umierałeś. To jakby takie  odwrotne „placebo”, placebo na truciznę. Tak się u was to chyba nazywa? „Placebo” to lek czy jakaś substancja, która leczy  poprzez z wiarę w leczenie, a Ty umierałeś poprzez wiary w otrucie

– Ty naprawdę dużo o nas wiesz, ale skąd wiedziałeś, że ja o tym pomyślałem, że mnie chcesz otruć?

– Jesteśmy w moim świecie, my czujemy więcej niż wy. Do tego jesteśmy sobie bardzo bliscy, pamiętasz? Czułem to, no i widziałem jak się zachowywałeś przy stole, jak patrzyłeś na placki, którego ja wziąłem, który wezmę następny, kalkulowałeś i piłeś, bo picie było we wspólnym dzbanku, a potem się i tego przestraszyłeś. Czułem to i widziałem to po twoich oczach, i zachowaniu.

Gabriel poczuł zawstydzenie, a potem złość i potem znów wstyd. Jak mógł tak pomyśleć o swoim „bracie” z innego świata, o Starszym, ale jak on mógł zabawić się tak jego kosztem, bo widział, że Murek się dobrze bawił i wtedy, i teraz.

– To może w końcu coś zjesz? Zostało jeszcze dużo placków dla Ciebie, chcesz?

– Chcę

Teo znów przyniósł na tacy talerz pełen placków, owoce i syrop, oraz talerzyk dla Gaba, postawił wszystko na stoliku.

– Jedz – powiedział – ale czekaj, może chcesz jeszcze pić? – zadrwił ze śmiechem.

Gabriel spojrzał na Teo z wściekłością za dowcip, jednak szybko zajął się plackami, był na prawdę głodny, pałaszował, aż mu się uszy trzęsły, zjadł ich tyle, że Teodozjusz się przestraszył, że teraz będzie „umierał” z przejedzenia.

– Tak, masz rację, są na prawdę dobre, byłem tak zestresowany, że nawet nie wiedziałem jak smakują, smaku tego co piłem tez nie pamiętam, ale na razie więcej pić nie chcę.

– A pamiętasz chociaż swojego kejta?

– Trochę, wiem, że to „jak koń”, taki „niby nasz koń” i że jest wielki, i ma na imię coś od wojny, miałem chyba „Jet lag”, to takie ziemskie określenie, Amerykanie go wymyślili i go używają. To takie zaburzenie rytmu dobowego spowodowane dużą zmianą czasu. To tutaj rzeczywiście bardzo pasuje, dużo o tym czytałem, ale nigdy nie czułem, no aż do teraz.

– Mam nadzieję, że się do Portalu przyzwyczaisz i następnym razem nie będziesz się tak czuć.

– Ja też – odpowiedział Gab

– To rusz się, idziemy do stajni, zobaczyć tego twojego „niby konia”

Gabriel wstał, jeszcze się trochę jakby zachwiał, ale chyba za szybko podniósł się z krzesła przez to poganianie przez Teo i poszli do stajni.

– Dobra, to teraz już nie marudź tylko rób to co ja, masz tu szczotkę, delikatnymi ruchami od góry do dołu wyszczotkuj zwierzę, tak aby ta wieź w was się stworzyła, wymawiaj często jego imię, aby kejt  przyzwyczaił się do tonu twojego głosu i poczuł, że jest twoim zwierzęciem.

Gabriel spojrzał na swojego „jak konia”. Rzeczywiście zwierzę przypominało mu konie z jego świata. Jego kejt był koloru białego, był trochę większy niż ziemskie konie i trochę smuklejszy. Miał dłuższe, bardziej spiczaste uszy, porośnięte na końcu charakterystycznymi pędzelkami, trochę takimi jak u ich wiewiórek, koloru zielonego i żółtego, oba kolory przeplatały się kępkami. Również smuklejszą głowę i szyję, niż konie. Niebieskie oczy, i szare nozdrza. Natomiast nad głową jego „grzywa” była jak pompon, czy kulka, również w kolorze zielonym i  żółtym. Takie same kulki przebiegały przez cały kark kejta. Mimo, że wydawał się być bardziej szczupły, niż odpowiedniki ze świata Gabriela, to jednak był bardzo mocno umięśniony, przy każdym ruchu widać było jak pracują wszystkie jego mięsnie. Grzbiet też miał mocno zbudowany, dający uczucie pewności, że utrzyma Gaba. Kończyny miał wysmukłe, kopyta trochę dłuższe i szare, porośnięte włosiem, również zielonym i żółtym. Natomiast jego ogon, bardziej uniesiony, długi i puszysty, pokrywały odstające włosy zielone i żółte tworząc urokliwa kitę, też bardzo przypominającą wyglądem ogon wiewiórek. Kejt był taki kolorowy, trochę jak z bajki, ale bardzo dostojny. Kejt Teodozjusza był umaszczony biało w czarne łaty, trochę jak ich mustangi, a grzywa, pompony, ogon i kopyta miał umaszczone w kolorze przeplatanym zielonym i pomarańczowym. Wydawał się być też bardzo dostojny, ale i bardziej dziki, może Gab odebrał go tak, właśnie przez te łaty przypominające mustanga. W duchu ucieszył się, że jego kejt, to właśnie to zwierzę.

– No dobra, tylko jak mam spleść swoje dłonie z jego hmmm grzywą, mam trzymać się pomponów? – zażartował – i to z nich przejdzie z niego na mnie ta wspólna moc i wieź? Pewnie mam wybrać odpowiednie pompony, może czwarty od góry i trzeci od dołu? Czy każdy pompon się ze mną połączy? – żartował dalej trochę drżącym głosem, w sumie nie było mu tak całkiem do śmiechu, a żarty mały odciągnąć jego myśli od strachu przed tym wielkim, bajkowym zwierzęciem.

-Tak, tylko musisz dobrze policzyć, bo jeśli pomylisz pompony, to kejt wessie twoja jaźń i staniesz się bezwolną masą, robiącą co tylko to zwierzę będzie chciał – zażartował Teo.

W oczach Gaba chyba znów pojawił się strach, lub Teo zobaczył to wszystko, co wcześniej przyjaciel starał się przed nim ukryć, czego wcześniej nie zauważył, bo spoważniał i zasępił się. Poczuł to, ten strach, który mógł odczuwać człowiek, wcześniej tego tak nie odbierał, mógł przechodzić przez Portale kiedy tylko chciał, w jedna i drugą stronę, Ale co gdyby to on potrzebował do tego Gaba i po przejściu do ich świata miałby świadomość, że jest od niego zależy, w obcym świecie, nie mając możliwości sam do powrotu do siebie. Czuł by się od Gabriela bardzo uzależniony. Co gdyby po jego przejściu wyremontowali ten kawałek domu, zabierając mu duszę, Portal by się już mógł nie otworzyć, jakby się wtedy czuł. Osaczony! Czy tak mógł czuł się Gabriel? Uzależniony od Teo, osaczony obcym światem, niepewny czy w ogóle wróci do domu. Tak też pewnie czuje się Tadeusz, pomyślał. Podszedł do przyjaciela, uśmiechnął się, poklepał go po ramieniu i podał mu szczotkę do czesania

-Gab, wszystko będzie dobrze, masz mnie, ja zawsze będą twoim bliźniaczym bratem z innego świata, a Ty moim, a z kejtem szybko nawiążesz więź już na zawsze. Zobaczysz, nasze zwierzęta bardzo mocno związują się ze swoimi towarzyszami. Acha, a to coś od tej wojny to Ares, tak ma na imię Twój kejt. Ares!

Gabriel trochę z oporami i ciągle ze strachem przed jego wielkością, zaczął czesać swoje zwierzę. Jednak im dłużej to robił, tym bardzie czuł się rozluźniony i odprężony. W trakcie ruchów ręką z góry na dół wymawiał cicho jego imię.

– Ares, Ares, Ares.

Po chwili poczuł, że zwierzę też się rozluźniło, a słysząc swoje imię wymawiane przez chłopca cicho rżało. Serce młodzieńca zalała fala ciepłego uczucia. Teraz już nie tylko czesał  Aresa, ale na przemian to prawą ręką czesał go szczotką to lewa ręką głaskał wymawiając co rusz jego imię.

– Widzisz – pochwalił go Teo – o to chodziło. Bardzo dobrze Ci idzie. A teraz chodź tutaj, to są jego rzeczy, które trzeba mu nałożyć i będziesz mógł spróbować na nim pojechać. To jest czaprak, nałóż mu to tak, jak ja na Bachusa – pokazał chłopcu –  teraz siodło, o tak. A teraz ogłowie, dobrze się przypatrz, jak ja to robię.

Gabriel wziął czaprak, i postarał się ubrać go na Ares tak jak Teo na Bachusa, następnie zrobił to samo z siodłem, i pozapinał. Czyli maja siodło, nie są do końca jak dzicy, pomyślał . Nałożył na głowę kejta ogłowie. Trochę czuł dyskomfort, gdyż Ares zarżał w tym czasie.

– O, już Ciebie lubi – zaśmiał się Teo gdy Gab odskoczył od zwierzęcia przestraszony – pogłaskaj go teraz po głowie, niech poczuje wasza więź.

Podszedł do kejta Gabriela i posprawdzał, czy  wszystko dobrze zostało ubrane i zapięte, oraz czy nic, nigdzie zwierzę nie uwiera.

– Teraz odwiąż kantar, to to – pokazał – i wyprowadź go za mną ze stajni.

Gab zrobił to co powiedział mu Teo i wyszli na podwórko ze swoimi kejtami.

– Wsiada się z lewej strony, najpierw lewa nogę do lewego strzemienia, o tak – pokazywał pomagając chłopcu wsiąść – utrzymaj równowagę i prawa noga do prawego strzemienia, brawo. Usiądź wygodnie, ściągnij wodzę, to to – pokazał – i powolutku ruszaj za mną, na drodze wyrównaj ze mną, abym mógł ci pomóc.

Teo wsiał na Bachusa i powoli ruszył stępem. Odwrócił się, aby sprawdzić czy Gab jedzie za nim. Ares sam odruchowo podążył za Bachusem, Gabriel trzymał kurczowo wodze trochę przestraszony.

– Dobrze wam idzie – pochwalił Teo.

Wyjechali z podwórka na drogę, Teo cmoknął na kejta Gaba aby ten wyrównał szyk z Bachusem. Chwilkę jechali stępem następnie przyśpieszył swojego kejta i cmoknął znów na Aresa, ten od razu zareagował przechodząc w kłus. Gabriel dalej trzymał się kurczowo wodzy, jednak z chwili na chwilę czuł się bardziej bezpieczny.

– Widzisz to nie jest takie trudne, nasze kejty bardzo dobrze współpracują z jeźdźcem, Będzie dobrze, a za jakiś czas pogalopujemy w siną dal jak chciałeś, w stronę zachodzącego słońca – zaśmiał się zadowolony z postępów Gaba, przyjaciel.

Chłopcy podjechali pod dom Kiry i Teodora. Zsiedli z kejtów przed furtką i wprowadzili je na podwórko. Z domu na powitanie wyszedł Teodor i od razu zauważył piękne zwierzę wnuczka.

– Cześć Chłopaki, Gabrielu to twój kejt?

– Tak, to Ares, wybrał mnie – pochwalił się chłopiec, nie wspominając, że trafili na niego dopiero na trzecim targu.

– To bardzo ładny kejt – dziadek aż cmoknął oglądając Aresa –  Zaprowadźcie zwierzęta do stajni i chodźcie do domu.

Teo i Gab zaprowadzili kejty do stajni, przywiązali za kantar, dali im siana  oraz wody i poszli do domu.

– Łaski Wiecznych w nowym dniu – przywitali się z domownikami.

– Łaski Wiecznych chłopcy – powiedziała Kira- jesteście głodni?

– Dziękujemy, jedliśmy u mnie – odpowiedział Teo – chyba, że Gab jest głodny?

– O nie, ja też dziękuję – odparł Gabriel

– To siadajcie, zaparzę wam herbaty.

– Uprawiacie tutaj też tą roślinę, czy ja coś źle zrozumiałem? Piłem już u Teodozjusza jakiś napój, ale nie wiem czy to taka sama roślina – spytał Gab

– U nas ona się trochę inaczej nazywa, ale Teodor mówi, że smakuje identycznie, więc w naszym domu ten napój nazywamy herbatą. Zresztą już dużo Murków też mówi już na ten napój „herbata”, jakoś tak to się przyjęło.

– Proszę – Kira postawiał na stole kubki z herbatą – a to jest słodziak do niej, Teodor mówi, że to jak wasz cukier.

Gabriel nasypał słodziaku do herbaty, wymieszał i spróbował.

– Dobra – pochwalił – rzeczywiście smakuje bardzo podobnie. Widać, że akurat tego tutaj mi nie będzie brakować – zażartował

– Jak już trochę tutaj z nami pomieszkasz, to sam zauważysz, że może rośliny nazywają się inaczej, to jednak potrawy można z nich zrobić bardzo podobne do naszych – powiedział dziadek.

– Szczególnie w naszym domu – zaśmiała się Kira – Teodor nauczył mnie waszej kuchni, więc jak zatęsknisz za potrawą bardziej Ci znaną to zapraszamy do nas.

– A może chłopak postanowił zostać u nas? Gabrielu zastanowiłeś się? – spytał dziadek

– Nie wiem sam, ale myślę, że na pewno na razie zostanę z Teo, jeśli jego rodzice się zgodzą.

– Wiesz, że już się zgodzili i zapraszają Ciebie do nas – powiedział Teodozjusz.

– To niech zostanie tak jak jest – zdecydował Gab – ale bardzo chciałbym z tobą, dziadku i tatą porozmawiać.

– Tadeusz zaraz wróci, ale my możemy pójść i usiąść sobie przed domem, powspominamy dawne czasy – zażartował Teodor – chodź wnuczku.

Dziadek objął chłopaka ramieniem i obaj wyszli na dwór. Poprowadził ich pod niebiesko-błękitne drzewo z różowymi kwiatkami następnie usiedli na ławce przy drewnianym stole.

– Co Ciebie trapi? Opowiadaj póki nie ma taty, on się bardzo martwi o Ciebie i o Barbarę. Może ja będę mógł ci pomóc.

– Wiesz dziadku, wczoraj jak przeszedłem, byłem bardzo szczęśliwy, to na pierwszy rzut oka cudowny świt, mogłem też zobaczyć ciebie i tatę, ale rano te emocje opadły i dopadły mnie wątpliwości, straszne wątpliwości. A jak Teo dał mi ich ubranie w brązowym kolorze, jak wasze, to zacząłem się zastanawiać jako kogo oni nas tutaj traktują, że może oni Was tu trzymają na siłę, jako więźniów, że mnie tu sprowadzili podstępem i bajkami o strasznym Cieniu, nawet bałem się, że chcą mnie otruć.

– A czy chciałbyś ubranie czerwone, albo zielone? Oni tutaj chodzą ubrani bardzo barwnie i nie ma podziału na płeć, jednak wiedzą, że u nas jest pod tym względem inaczej. Dlatego przygotowali ubrania dla nas i dla Ciebie w spokojnej barwie, ja myślę, że to miło z ich strony.

– Chyba masz rację dziadku. A jak wam tutaj jest?

– Widzisz synu, ja tutaj przeszedłem aby uratować swojego ojca, zostawiłem w naszym świecie twojego tatę, twoja mamę i ciebie. Byliście mi bardzo bliscy i bardzo za wami tęskniłem, ale wiedziałem, że macie siebie, ale poza wami tam, u nas, byłem jednak samotny. Gdy przeszedłem tutaj dowiedziałem się, że mój tata nie żyje. Był to dla mnie trudny okres, czułem się rozdarty, z jednej strony nasz świat, z drugiej ten, nie widziałem sensu mojego przejścia. Ale potem poznałem Kirę, ona też była samotna, jej maż umarł. Z czasem zakiełkowało uczucie między nami i postanowiliśmy zamieszkać razem, Zbudowałem dom, aby demony przeszłości jej nie dręczyły, abyśmy mogli zacząć razem do zera. Wszystko zaczęło się w tym świecie układać. Zaakceptowałem swój los, wsiąkłem w ten świat. Ja nie mógłbym wrócić z Tobą nawet gdyby to było możliwe. Kira nie przejdzie, Larysa też nie a ja ich nie zostawię. Cieszę się z twojego widoku, ale mnie nie musisz ratować, jest mi tu dobrze.

– A jak traktują ciebie Murkowie?

– Różnie, jedni są bardzo sympatyczni, innym nie podoba się to, że jesteśmy w ich świecie. Ale te istoty wierzą w Wolę Wiecznych, a i Starszyzna słucha się ich postanowień. To trochę jak świętość. Nie wszyscy ze Starszyzny są za nasza obecnością, ale akceptują to co Wieczni im przekazują.

– A tata?

– Twój tata nie może się tutaj odnaleźć, za bardzo tęskni za tobą i Barbarą. Jak przeszedł zamieszkał z nami, gdy czas mijał, a on cały czas tęsknił, szwendał się z posępną miną, powiększyłem dom, abyśmy my z Kira i Larysa czuli się komfortowo i aby twój tata miał tutaj swój kąt. Jeśli to prawda, że uda Ci się przejść z powrotem do naszego świata, musisz spróbować zabrać go ze sobą. Musisz zaryzykować, nawet gdyby on nie chciał. Tadeusz jest tutaj nieszczęśliwy.

– Dobrze dziadku, uszanuję twoja decyzje i twoje rady. Ale zastanawiam się ciągle po co ja tutaj jestem, na pewno aby was uratować, tylko, czy to może być jedyny powód?

– Starsi ciągle mówią o tym Cieniu, który zatacza coraz większy krąg w ich świecie. Starszyzna widziała też oznaki Cienia w naszym świecie. Różne wojny, klęski żywiołowe, które u nas występują, to ich zdaniem może być wpływ Cienia. Nie potwierdzają tego, ale nie negują, Starszy zawsze mówi, że pokonanie Cienia u nich będzie miało wpływ też na nasz świat. Słońce w jakiś sposób przyświeca nam i im jedno, więc wierze w to, że i Cień może mieć na oba światy wpływ. Ja nie byłem poza tą główna osadą, ale prawdopodobnie są miejsca, gdzie słońce nie grzeje tak mocno, a Murki szarzeją, brak im tego ciepłego odcienia skóry. Powoli zaczynają przypominać twojego przyjaciela Teo, w naszym świecie. Starszyzna chce z tym walczyć, ale w przepowiedni Wiecznych uczestniczyć ma w tym też człowiek. Na pewno ani ja, czy twój tata nim nie jesteśmy. Nie wiem czy jesteś nim ty Gabrielu. Mam nadzieję, że nie przestraszyłem ciebie tymi słowami. Jesteś jeszcze bardzo młody, ale musisz wiedzieć, jaka karma może na tobie ciążyć, abyś mógł podjąć decyzję. Bo jeśli Ci się uda, jako pierwszemu wrócić, musisz wiedzieć czy zabierzesz tatę do naszego świata i tu nie wrócisz, czy zdecydujesz się na powrót i tym samy może na walkę obok Murków z Cieniem. To bardzo patetyczne, ale może być prawdą.

– Rozumiem dziadku, postaram się wszystko przemyśleć, dziękuję ci za szczerość, to wszystko rzeczywiście bardzo mnie przytłacza, już tęsknię za mamą i przyjaciółmi, za moim życiem tam, ale coś mnie tak mocno ciągnie tu, jakbym miał mieć dwa życia.

– Może tak właśnie jest, może jesteś początkiem czegoś nowego, wielkiego. Przekonamy się. Może mój wnuk będzie wielkim człowiekiem w dwóch światach, człowiekiem o dwóch światach. A ja będę dumnym dziadkiem.

 – Nie wiem, naprawdę nie wiem czy mnie na to stać, ale będę się starał.

– Chodź przytul się, wszystko będzie dobrze, teraz już musi.

Rozmowa chłopca z dziadkiem z jednej strony go uspokoiła z drugiej wywołała znów burzę myśli. Gab oparł się o ławkę i wystawiając twarz ku słońcu przymknął powieki. Czy to już tak będzie zawsze, że będę miał trudne decyzje do podjęcia? Że ledwo podejmę jedną, już w kolejce będą czekać następne, pomyślał. Ucieszył się, że dziadek czuje się tu dobrze, postanowił też, choć wiedział to od samego początku, że przeprowadzi tatę do swojego świata. W duszy czuł też to, że tutaj wróci. Nie wiedział jeszcze jak to wszystko ogarnąć, ale wiedział jedno, że w jakiś magiczny sposób jego jedno życie zostało podzielona na dwa światy. Jak uda mu się, żyć i tam i tu? Jak poukłada wszystkie sprawy tak, aby oba te życia się zazębiały i nie walczyły ze sobą? Jak w ogóle ma żyć na raz w dwóch światach? Tego jeszcze nie wiedział, ale czuł, że będzie musiał się o to postarać, bo w chwili gdy pierwszy raz usłyszał Murka, dla niego wszystko się zmieniło.

– My ciebie szukamy, a ty się tutaj wylegujesz – zawołał Teo – Larysa ma fajny pomysł, chodź wybierzemy się na przejażdżkę.

Gabriel otworzył oczy, promienie słońca, które wpadły mu do oka na chwile go oślepiły. Zamrugał powiekami i gdy otworzył je ponownie na horyzoncie zobaczył Larysę, córkę Kiry. Słońce, które przesłoniła, rozświetlało ją od tyłu, nadając jej postaci niesamowity, mityczny wygląd o intensywnych barwach.  Promienie tańczące w jej włosach wydobywały wszystkie kolory rudości, sprawiając wrażenie jakby jej włosy płonęły. Wyglądała jak Nieziemska Bogini! Serce zabiło mu mocniej, zaczerwienił się. Wiedział , że ten widok zapadnie mu w pamięć.

– Już masz czerwone poliki – powiedział Teodozjusz – abyś mi potem nie marudził, że się spiekłeś.

– Nie wiem o co ci chodzi Teo, rozmawiałem z dziadkiem i zrobiło się tutaj tak przyjemnie.

– To może go zostawmy i jedziemy sami – drażniła się Larysa

– Nie ma takiej opcji, on musi się nauczyć jazdy na kejcie, nie będę mu cały czas matkować – odparł Teodozjusz

– Oczywiście, że z wami pojadę – powiedział Gabriel, nie przegapił by okazji aby lepiej poznać Murkę – ale pamiętajcie, że to będzie raptem mój drugi raz.

Wstał z ławki żegnając się z dziadkiem i poszedł za nimi do stajni. Tam czekała aż Larysa przygotuje swojego kejta, chłopcy odwiązali kantary i wyprowadzili kejty na podwórko.

– To jest Burza – przedstawiła Larysa – piękna prawda?

Gabriel nie mógł się nie zgodzić, serduszko zabiło mu mocniej gdyż stwierdził, że piękne są dla niego obie. Zwierzę było umaszczone biało w grafitowe łaty, oczy miało prawie granatowe, a grzywę, ogon, pompony i kopyta w kolorze niebieskim przeplatanym z pomarańczowym. Podszedł do Burzy i pogłaskał ją po pysku.

– Tak to piękne zwierzę – powiedział – ale mój Ares tez jest urodziwy.

– Nie tak jak mój Bachus – przekomarzał się Teo

– Oj dzieci, dzieci, wszystkie są piękne – zaśmiał się Teodor – ale chyba najbardziej niecierpliwią się  już na przejażdżkę.

Młodzież wsiadła na kejty i  ruszyli z kopyta powoli ze stępa, potem kłusem. Na uliczkach jechali gęsiego, trzymając Gabriela w środku. Wjeżdżając na drogę wyrównali szyk i ruszyli galopem.

– Gabriel dasz radę? – spytał Teodozjusz

– Postaram się – odkrzyknął Gab

– Dobrze ci idzie – pochwaliła go Larysa

Teo i Murka puścili lejce i rozpostarli ramiona, chwile gnając przed siebie, tak jakby lecieli, wyprzedzili Gabriela. Gab też spróbował, jednak zachwiał się na kejcie i pospiesznie chwycił lejce z powrotem. Larysa odwróciła się i widząc, że chłopiec sobie nie radzi, chwyciła lejce, wstrzymała swojego wierzchowca podjeżdżając do Gabriela

– Zaufaj mu – powiedziała – Ty i zwierzę tworzycie jedność, kejt zawsze wyczuwa każdy ruch swojego jeźdźca, ale wyczuwa też twoje emocje, twój strach. Jeśli mu zaufasz, nigdy ciebie nie zawiedzie, będziecie złączeni już na zawsze, musisz mu tylko dać szansę. Kejt to nie tylko zwierzę, które ci służy do przemieszczania się, to twój druh, twój przyjaciel. Weź głęboki oddech kilka razy, uspokój myśli i uczucia, okaz mu zaufanie i powoli, gdy wyczujesz waszą więź puść jeszcze raz lejce. Nie spiesz się i nie jedz szybko, niech Ares ciebie prowadzi.

Chłopiec wciągnął powietrze i wypuścił, wciągnął i wypuścił. Powtórzył tą czynność jeszcze kilka razy w duchu wymawiając imię zwierzęcia. Nie myślał o niczym, uspokoił rytm serca i zamknął oczy.  Dobra, ufam ci, rób swoje Ares, tylko mnie przed nią nie zawstydź, pomyślał. Puścił lejce i przez chwile jechał z zamkniętymi oczyma. Leci, tak poczuł to, poczuł że leci. To było niesamowite uczucie, otworzył oczy i pozwolił zwierzęciu wyrównać do przyjaciół, teraz razem w trójkę „lecieli” na swoich kejtach w przestworza.

– Huraaaaaa – wyrwało się Gabrielowi.

                                                 – Huraaaaa – zawtórowali mu towarzysze.

Gabriel odwrócił wzrok na Larysę, wyglądała jak rudowłosa bogini. W tej chwili nie chciał być nigdzie indziej, cały świat stracił znaczenie, była tylko ta chwila i ona.  Lara, pomyślał.

Zmęczeni, po powrocie do domu dziadka, usiedli pod niebiesko-błękitnym drzewem przy stole. Zakątek ten był naprawdę cudowny. Słońce dalej cieplutko przygrzewało, jednak nie było już tak gorąco jak wcześniej, Zapowiadał się ciepły wieczór. Będę musiał zaproponować Teodozjuszowi, żeby zrobić podobny stół z ławkami u niego na podwórku, bardzo by się przydał, pomyślał Gabriel. Larysa z Teo poszli do mieszkania, Gabriel został na dworze sam. Po chwili Murka wróciła z herbatą, ciasteczkami i słodziakiem. Postawiła wszystko na stole. 

– Ile ci nasypać słodziaku- spytała

– Jedna łyżeczkę poproszę.

– Jak ci się u nas podoba? Będziesz bardziej jak twój dziadek, czy jak twój tata?

– Chodzi ci o to czy bym mógł tu zostać, czy tęsknił za powrotem?

– Tak, dokładnie o to chciałam zapytać, jeśli już znasz odpowiedz.

– Chyba liczę, że będę tym pośrodku, bardzo mi się tutaj podoba i nie chciałbym tego stracić, ale tęsknię za moim światem więc chcę też do niego wracać.

– Czyli chcesz złapać wszystkie sroki za ogon? Chyba to tak mówił twój dziadek.

– Jeśli mi się uda, to tak – zaśmiał się Gab.

– Czy twój świat się bardzo różni od naszego?

– W sumie i tak i nie. Na pewno różnic jest dużo. Mamy większe domy, ale wasze są przestronniejsze i maja większe okna. My mamy elektryczność, takie światło, które jak mówił Teo , bardzo drażni wasze oczy. Mamy środki lokomocji do przemieszczania się, nie mamy Portali, ja bardzo lubię jeździć na rowerze,

– O tak, wiem co to jest rower, twój dziadek mówił, że kiedyś taki zrobi, że to frajda na nim jechać i jednocześnie korzyść.

 – To prawda. Często jeździmy z przyjaciółmi na wycieczki rowerowe.

– Dużo masz przyjaciół?

– Nie, takich najbliższych to tylko Krzysztofa i Anię. Razem spędzamy dużo czasu, razem chodzimy do jednej szkoły i klasy. A u was też jest szkoła?

– Tak, tylko u nas to wygląda trochę inaczej niż opowiadał Teodor, ale też przyswajamy sobie wiedzę o wszechświecie i różne nauki.

– Niby tyle różnic jest między naszymi światami, ale jeśli pozwolić sobie je poznać, to są do siebie bardzo podobne i każdy ma dużo do zaoferowania.

– Tak, i trzeba przyznać, że ludzie są  jednak fajni, a myślałam, poznając twojego dziadka i tatę, że jesteście nudni i nieciekawi.

– Bo to trzeba poznać odpowiedniego człowieka – zażartował Gabriel

– Tak, chyba tak – wyrwało się Larysie

Oboje jednocześnie podnieśli głowy i spojrzeli sobie w oczy dostrzegając ten blask, to coś, co jednocześnie ich zaskoczyło i zawstydziło. Policzki chłopca i dziewczyny oblał rumieniec. Murka zerwała się z ławki kierując się do domu.

– Chyba już czas myśleć o spaniu – rzuciła na odchodne – Dobranoc, tak chyba się u was mówi.

– Dobranoc Lara, Oby Wieczni zesłali Ci dobry sen.

Z domu Kiry wyszedł Teodozjusz i usiadł obok Gabriela.

– A coś taki czerwony? Słoneczko ciebie spiekło? – zażartował dając mu kuksańca w bok.

– Chyba tak – szybko odpowiedział Gabriel.

– Bajerujesz mi brachu, widziałam jak na siebie patrzycie.

– No co ty – Gabriel spąsowiał jeszcze bardziej

– Widzę jak na nią patrzysz jak ona tego nie widzi i widzę jak ona zerka na ciebie, coś się między wami iskrzy. Ale ja nie mam nic przeciwko, Larysa jest dla mnie bardziej jak siostra, oby się wam tylko udała, jeśli tak się stanie. Dobra Romeo, zbieramy się do domu, zrobiło się późno i znalazłem przezwisko dla ciebie, Romeo – zażartował ponownie Teo.

– Nawet nie próbuj, bo już nie wrócę.

Przed dom wyszedł tata Gabriela aby się pożegnać

– Nie miałem czasu z Tobą dziś pogadać, synu, musiałam załatwić parę spraw ze Starszym. Ale wiem, że spędziłeś dużo czas z dziadkiem i przyjaciółmi, kocham cię synu, jeszcze to nadrobimy.

– Dobranoc tato, pożegnaj tam wszystkich, do jutra.

Chłopcy poszli do stajni odwiązali kantary, wyprowadzili kejty na podwórko i odjechali do domu Teodozjusza.

Następnych kilka dni zleciało Gabrielowi jak z bicza strzelił. Bardzo dużo czasu spędził z dziadkiem i ojcem rozmawiając o wszystkim, szkole , mamie, przyjaciołach, a oni opowiadali o swoim życiu u Murków. Dużo też czasu rozmawiał ze Starszym, o swoich planach, obawach. Musiał przyznać, że nabrał zaufania do Murka. Widział, że nie targają nim żądza władzy czy posiadania, pełnił tą funkcji z Woli Wiecznych, dla swoje rasy i wszechświata. Dużo czasu spędził też z Teo i Larysą, przez nią wszystko inne nabierało innego znaczenia. W końcu złapał się na myśli, że przez ostatni czas nie tęsknił aż tak bardzo za życiem w swoim świecie, że ten świat, tu i teraz, jest też ważny. Zrozumiał, że ma dwa światy i oba musi pogodzić. Klamka zapadła, nie byłby już w stanie zrezygnować, że świata Murków, ale nie mógł też zrezygnować ze swojego świata. Będę chyba żył w dwóch światach, zaśmiał się w duchu „pierwszy człowiek z dwóch światów”. Dużo jeszcze przed nim do zrobienia, aby się to udało. Musi wrócić do świata ludzi, przeprowadzić tam tatę z powrotem i znów wrócić tutaj. Dużo planów jak na jego wiek, ale może to właśnie najlepszy czas na ukształtowanie sobie życia we wszechświecie, może los zmieniając jego życie tak wcześnie wiedział lepiej co robi. Poddał się całkowicie swojej karmie, niech ona go prowadzi. Wiedział co musi zrobić w najbliższym czasie. Wykonać swoje pierwsze zadanie, jakie mu zostało przeznaczona, czyli przeprowadzić tatę z powrotem. Jeśli ma dzielić swój los na oba światy, to musi wiedzieć, że mama jest szczęśliwa i nie cierpi tak bardzo, gdy jego nie ma, oraz że jego ojciec też jest szczęśliwy. Tak, to część jego karmy. Trochę zazdrościł dziadkowi, że ten umiał wybrać i potrafił poświęcić świat ludzi na korzyść świata Murków. Ale z drugiej strony przepowiednia mówi o człowieku, który będzie z obu światów, więc może jego decyzje, jak ostatnio zauważył, nie są już do końca jego. Los się chyba jednak nim bawi stawiając mu na drodze przyjaciół, a szczególnie Ania w jego świecie oraz przyjaciela i Larysę w świecie Murków. To jakieś fatum czy zrządzenie losu, które ma zatrzymać jego i tu i tam? W piersi serce tłukło mu się jak oszalałe, gdy myślał, o tym co go czeka i czemu musi stawić czoła.

Gabriel, obywatel wszechświata, zażartował w duchu, pogromca Cienia.

Słońce, jak co rano mocno świeciło. Gab przetarł dłonią zaspane oczy, po drugiej stronie pokoju Herbata jak zwykle smacznie pochrapywał, jednak on miał wrażenie, że tym razem to nie słońce go obudziło, tylko jakieś głosy obok. Otworzył oczy, zlustrował cały pokój,  w pomieszczeniu był tylko on i Teo. Przetarł jeszcze raz dłońmi oczy i usiadł.

– Gabrielu – teraz  usłyszał wyraźnie  czyjeś wołanie, spojrzał na Murka po drugiej stronie pokoju, ale ten ciągle smacznie spał, Gabriel znów mu pozazdrościł, od kiedy przeszedł do tego świata chodził niewyspany.

– Gabrielu! – dało się słyszeć zniecierpliwienie w głosie, który słyszał.

Czy tylko ja słyszę to wołanie, czy Teodozjusz ma tak mocny sen, pomyślał.

– Tylko Ty – padła odpowiedz na pytanie, które nie zostało wypowiedziane na głos.

– Cholera – powiedział pod nosem Gabriel, który do tej pory nie używał takiego słownictwa – od tego niewyspania mam już omamy.

– Gab, śpij, ja też będę miał przez Ciebie omamy, bo nie dajesz mi się wyspać – powiedział półśpiąco Teo

– Nie, to nie omamy – usłyszał równocześnie drugi głos

– Teo, Teo! Ty też to słyszysz?

– Gab, na Wiecznych, tak słyszę, słyszę twoje marudzenia, połóż się czy coś, tylko bądź cicho, daj mi jeszcze pospać.

– Ale nie, czy mnie słyszysz,  tylko czy słyszysz też inny głos.

– Jaki inny, ty na prawdę masz omamy chłopie – warknął Teo – daj mi jeszcze trochę pospać, proszę.

Gabriel wstrzymał oddech, cały dom był jeszcze w uśpieniu. Okna u Murków były bardzo duże, a dom parterowy, chłopiec pomyślał, że w takiej sytuacji, aby nie obudzić nikogo, wyjdzie oknem na podwórko aby pomyśleć. Usiadł pod niebieskim drzewem na ławeczce, na konarach skakały ptaki cichutko kwiląc, one też chyba wiedzą, że trzeba być jeszcze cicho, pomyślał. Oparł się o ławkę, drzewo dawało przyjemny cień i spokój. Szkoda, że wcześniej nigdy nie pomyślał, aby tak zrobić, przymknął oczy i zapadł w lekka drzemkę.

– Gabrielu.

Aż podskoczył, otworzył oczy, dookoła nikogo nie było, wstał rozejrzał się po podwórku, pusto, w domu ciągle było słychać równe oddechy domowników.

– Gabrielu!

– Gabrielu!

– Co! –  wykrzyknął jednocześnie z głosem i w tym samym momencie zrozumiał, że tylko jego głos był słyszalny. – Kto to?

– To ja, Teofil – powiedział głos

– Kto? Teofil? To chyba jakieś żarty! Ty nie żyjesz!

– Tak, nie żyję – zgodził się głos – ale czy to oznacza, że nie mogę do Ciebie mówić?

– No chyba tak, raczej tak, tak, martwi nie mówią. Martwi w ogóle nic nie robią, bo nie żyją, są martwi.

– A co dla Ciebie znaczą „żyć”, a co być „martwym’?

– No żyć, mieć ciało, chodzić, jeść, mówić, być. A martwy tego nie robi.

– To cześć z wymienionych rzeczy mogę robić, czy wg twojej teorii, tyle starczy aby żyć?

– Ale nie masz ciała!

– Nie potrzebuję go aby przyjść do Ciebie, mówić do Ciebie i tym samym „Być”!

– Ale nie widzę Ciebie, to gdzie jesteś?

– Przed Toba, za tobą, dookoła, w Tobie, poza tym to że mnie nie widzisz, to nie dlatego że mnie nie możesz zobaczyć, tylko dlatego, że ty nie chcesz uwierzyć, że możesz mnie zobaczyć.

– We mnie?

– Tak i w Tobie, jestem twoim pradziadkiem, masz moje geny, mam też moc jak Ty, a więc tak, jestem i w Tobie w jakiś sposób.

– Jeśli tak na to spojrzeć – dedukował Gab – to masz rację – ale to nie zmienia faktu, że nie żyjesz.

– Aleś się tego chłopcze przyczepił, żyjesz nie żyjesz… co to za różnica. A zamiast zastanawiać się nad tym dlaczego mnie słyszysz tylko Ty, to dywagujesz o moim stanie, dobra nazwijmy to że jestem ciałem astralnym, bytem. Czytałeś o ciele astralnym?

– Tak

– A więc co nieco o nim wiesz, tak? To możesz mieć taka tezę, że nim jestem i przejdziemy już do dalszej części rozmowy i uznamy, ze sprawę „ciała” mamy już za sobą?

Gabriel wybuch histerycznym śmiechem. Siedzi na ławeczce pod niebieskim drzewem, oparty o mur domu Murków w jakimś innym świecie i w porządku, przyjął już to do wiadomości, że to jest „normalne”. Ale teraz rozmawia z pradziadkiem Teofilem o stanie jego bytu, czy nie bytu i do tego tylko w swojej głowie, chyba już całkiem zwariował!

– Nie zwariowałeś – usłyszał inne głosy – wysłuchaj go!

–  A Wy to kto? Jest więcej umarłych z mocami? Teofil chyba był pierwszy z Pieczęcią?

– Tego nie wiemy, czy jest więcej umarłych, bo my nie umarliśmy, my się jeszcze nie urodziliśmy

Gabriel na dłuższą chwile zaniemówił.

– Nie… urodziliście się…

Schwał głowę w dłoniach, tak chyba już całkiem zwariował. Gdy podniósł wzrok w blasku słońca zobaczy jakby poświatę, która była coraz bardziej widoczna i przedstawiała postać pradziadka. Nawet gdyby nie oglądał jego zdjęć w gabinecie Teodora i tak by go poznał, widział jego podobieństwo do dziadka, a nawet ojca.

– Pradziadku, to naprawdę Ty!

Za postacią Teofila mniej widoczne majaczyły jeszcze jakieś inne postacie, Gabriel nie mógł odgadnąć tak na sto procent, ale chyba były to postacie i murków, i ludzi.

– A kim Wy jesteście? – zwrócił się do tych postaci.

– My nie wiemy kim – zawtórowali razem.

– Jak to nie wiecie kim, dlaczego?

– Nie urodziliśmy się jeszcze, więc nie możemy wiedzieć kim jesteśmy i kim będziemy. Dopiero jak się urodzimy będziemy mieć tą świadomość.

– No tak, to ma sens – przytaknął chłopiec.

– Gabrielu już dawno chciałem z Tobą porozmawiać, ale czekałem, aż się trochę uporasz psychicznie ze wszystkimi zmianami związanymi z samym przejściem tutaj. A i chciałem Ci powiedzieć, że pomysł, że Herbata chce Ciebie otruć ich herbatą był niedorzeczny, choć tok twojego rozumowania nawet wydawał się być logiczny, a sam przedmiot, który wybrałeś w dedukcji do otrucia, dość surrealistycznie komiczny.

– Pradziadku, skąd o tym wiesz?

– Mówiłem, jestem i w tobie, poczułem to.

– A co się z Toba stało?

– Możesz mi mówić Teofil, teraz wiek, tytuły nie mają znaczenia, jesteśmy sobie równi. Przeszedłem tu na wezwanie Wiecznych, aby pomóc Murkom z Cieniem, gdy próbował się wydostać z Kuli, w której został zamknięty. Niestety ja nie miałem tak wielkiej mocy, jaka była potrzebna i co prawda udało się nam utrzymać go w jego zamknięciu, to jednak jemu udało się zrobić małe pękniecie, malutkie, wielkości długość Plancka. Ale już nawet tak mikre pęknięcie nie dawało pewności, że zostanie w Kuli na zawsze, gdyż daje mu możliwość sączenia się przez nie. U Murków, sam o tym wiesz, zdania co do zawarcia naszej z nimi „Pieczęci” są podzielone, więc słyszałem również głosy „Po co go tu sprowadziliśmy, on nic nie pomógł…”. Co prawda Starszy mówił, że bez mojej pomocy może wyrwa byłaby większa, może nie udałoby się go tam utrzymać, ale czułam jakiś żal, że zawiodłem, uczucie takiej bezużyteczności, pustki i już nie czułem się tu dobrze. Starszy mówił, że nie może mi pozwolić przejść z powrotem, dopóki nie będzie miał pewność, że nic mi się nie stanie. Ja nie chciałem czekać i postanowiłem przejść sam. Byłem butny, miałam przecież moc, przeszedłem w jedną stronę, to byłem pewny, że i wrócę. Jednak przejście z powrotem było trudniejsze i mimo, że Portal przepuścił mnie w jedną stronę, to w druga jakby już nie chciał. Gdy już przepełzło przeze mnie to zimno, szedłem jakimiś tunelami, wpadałem w jakieś czarne dziury, Portal jakby mnie z sykiem wyrzucał znów do jakiś tuneli w innych wymiarach. Nie czułem tej mocy, która wskazywała mi drogę za pierwszym razem. Aż w końcu wyrzucił mnie Nicość i w ułamku sekundy straciłem swoje ciało, o które tak się dopytywałeś i stałem się tym czym jestem teraz. Czy nazwiesz to ciałem astralnym, czy bytem, czy nie wiem czym jeszcze, nazwij zresztą jak tam chcesz, jestem czym jestem, dla mnie nie to ma to znaczenia. Natomiast moje ciało fizyczne zamieniło się w pył. Czułem gdy Murkowie odnaleźli tą fizyczną cząstkę, która była mną, Starszy odczuł to psychicznie bardzo źle i zabronił przechodzić na druga stronę Teodorowi i Tadeuszowi. Słyszałem o Tobie, Gabrielu, o pokładanych w Tobie nadziejach i czuję w Tobie coś innego, coś więcej niż tylko w sobie.

– A czy ten świetlny twór, który przybliżał się do Ciebie tymi spiralami, przy przejściu, też próbował Ciebie dotknąć? 

– Ja nie wiedziałem żądnych świetlnych sprali, nic nie chciało mnie dotknąć przy przechodzeniu, tylko w drodze powrotnej jakaś siła wyrzucała mnie z tych miejsc, gdzie wpadałem, czułem, że Portal jest niezadowolony.

– Dziwne, bo ja widziałem takie świetlne spirale przybliżające się do mnie, w końcu jakby próbowały mnie dotknąć i z sykiem odskoczyły i odeszły.

– Tak, dziwne i możliwe, że bardzo ważne. Może kiedyś się dowiesz co to było, ale Ty Gabrielu masz, jak mówiłem też inne moce niż my, może Portal, jako „żyjąca, myśląca samodzielnie jednostka” już wtedy to w Tobie wyczuła.

– Tak odbierasz Portal?

– Tak, ta materia, żyje, myśli. To nie tylko tunel prowadzący z punktu A do punktu B, to myślący Twór, który Ciebie czuje, odbiera to kim jesteś, i albo Ci pozwoli przejść, albo będzie wszystko robił aby dać ci znać, że mu się to nie podoba.

– To bardzo ciekawa dedukcja pradziadku.  Ale wspomniałeś o Cieniu, on istnieje naprawdę i jest na prawdę taki niebezpieczny? Bo co strasznego może zrobić cień?  Czym jest cień? Cień rzucają wszystkie przedmioty, które staną światłu na drodze. Samo światło, słońce przecież też nie zabija, może nas poparzyć, wywołać raka, czy udar słoneczny, ale jak cień może zrobić komuś czy czemuś krzywdę? – z powątpiewaniem dociekał Gab.

– Gabrielu, to co mówisz to kwalifikuje cień, jako dział fizyki, jednak ten Cień z którym walczymy, jest tworem metafizycznym, nadnaturalnym, wykraczającym poza świat materialny i fizyczny. Jest to Twór, Byt, tajemniczy, trudny do ogarnięcia zmysłami, do zrozumienia i jak bardzo jest abstrakcyjny, tak bardzo zły. Żywi się rzucaniem mroku na wszelkie istoty mające jakieś zmysły, na przykład odczuwania czy myślenia, oraz mrokiem i złymi czynami jednostek żywych, które zasilają go energią, potrafił się żywić energia umarłych, oraz znaleźć żywiciela, który dostarcza mu tej energii poprzez zło, które ten żywiciel robi. Dzięki temu może nazbierać tej złej energii tyle, aby mógł zniszczyć wszystko. Cień niszczy sam oraz  poprzez żywiciela. Pamiętaj chłopcze, Cień to mrok, a mrok może mieszkać w każdej istocie!

– Chyba rozumiem, masz rację dziadku, przedstawiony przez Ciebie w ten sposób Cień może być złem.

– Cieszę się Gabrielu, że rozumiesz, ale pamiętaj musisz w to uwierzyć! I pamiętaj, gdy będziesz potrzebował rady, pomocy, to masz nas, pomyśl o Nas w takiej chwili i jeśli będziemy mogli, to przybędziemy na wezwanie i pomożemy.

– Dziękuję Teofilu, dziękuję Wam, Nieurodzeni, chyba tak was będę nazywać. –  Łaski Wiecznych Gabrielu, możesz nas nazywać „Nieurodzonymi” i tak nas przyzywaj gdy będziesz nas potrzebował, a przybędziemy z Teofilem! Pamiętaj, to że nie wiemy kim jesteśmy, a poprzez to nie znamy swoich mocy, to nie znaczy, że ich nie mamy! W jakiś sposób tu jesteśmy, widać mieliśmy się spotkać, więc gdy będziesz Nas potrzebował, wzywaj  a My przybędziemy! – istoty pożegnały się, Gab poczuł, że został na podwórku sam.

Zaszufladkowano do kategorii "Murki" Powieść fantasy | Dodaj komentarz

MURKI ROZDZIAŁ 4 – Decyzje są często trudne.

Gabriel bardzo dużo czasu spędzał poza domem. Tak jak przewidział to Teo, w pierwszej chwili, gdy dowiedział się o tacie i dziadku przeszedł by przez Portal od razu. Jednak im dłużej o tym rozmyślał, tym bardziej odsuwał podjęcie decyzji na dalszy plan. Coś go ciągnęło aby przeszedł i to już w tej chwili, i coś go ciągnęło aby został. Czuł się rozdarty. Nie wiedział też, jak wiadomość o tym przekazać mamie. Dlatego wstawał gdy usłyszał wyjeżdżający samochód z podjazdu, na obiad wymyślał pretekst aby móc zjeść później. Natomiast gdy wracał do domu, szedł prosto do siebie, starając się nie patrzeć na schody prowadzące do góry. Nie wiedział czy mu się wydaje, ale mama też go chyba unikała, z łatwością przyjmowała wszystkie wytłumaczenia, dlaczego późno wstaje, dlaczego nie zje z nią obiady, czy później wraca. Gdy spotykał się z przyjaciółmi też był milczący i roztargniony. Myśli kotłowały mu się w głowie. czuł się rozdarty, brała go złość, na los, który mu to wszystko zgotował. W duchu ciągle powtarzał – Dlaczego ja? Dlaczego to spotkało mnie, moją rodzinę?

Gdy już nabierze odwagi by spotkać się z Murkiem musi go o to zapytać, musi być jakieś wytłumaczenie. pomyślał. Siedząc na ławce, przy lodziarni, z Krzyśkiem i Anią, wydawał się być w całkiem innym miejscu.

– Gabriel, co się ostatnio z Tobą dzieje – ofuknęła go Ania – lody ci ciekną po ręce na ubranie!

– Oj przepraszam – zerwał się z ławki, tym samym zwalając gałkę lodów z wafelka na ziemie.

– Trzymaj – Ania wyjęła chusteczkę z kieszeni i mu podała – wytrzyj się, bo pszczoły będą do ciebie lecieć „jak muchy do miodu”.

Gabriel zaczerwienił się, wziął chusteczkę i zaczął wycierać ubranie. Gdy już się z tym uporał wyciągnął dłoń z chusteczką w kierunku dziewczyny.

– O nie, teraz ty ją schowaj, oddasz jak ją wypierzesz.

Schował więc chusteczkę do kieszeni z tyłu spodni. Usiadł z powrotem na ławce i poczuł się jeszcze gorzej, chusteczka w kieszeni, nie dawała o sobie zapomnieć, nie tylko dlatego że była w lodach,  ale była też chusteczką Ani! Znów myśli zaczęły przelatywać przez jego głowę jak w kalejdoskopie i te za i te przeciw. Jak ma zostawić mamę, Anię? Co jak nie wróci? Ale jak ma zostawić tam tatę i dziadka,?

– Gabrielu idziesz? Czy zostajesz? – krzyknęła Ania – Co się z Tobą dzieje?

Dopiero zauważył, że przyjaciele wstali z ławki i odeszli już kawałek od niego a on dalej siedział.  Gdybyś tylko mogła wiedzieć co się dzieje, pomyślał chłopak i zerwał się szybko ich doganiając.

 – Przepraszam, ale zastanawiam się czy nie pojechać na kilka dni do wuja Filipa, bardzo serdecznie mnie zaprasza, ale co wtedy wy będziecie robić?- zaśmiał się

– Gabrielu, ty w ogóle nie słuchasz? – zdenerwował się Krzysztof – Przecież mówiliśmy ci, że  ja i Ania, wyjeżdżamy na wakacje.

– A no tak, zapomniałam – skłamał Gabriel, już nawet nie pytał kiedy i gdzie aby nie wyjść na głupka.

 – Jedziemy autobusem czy idziemy?- spytał Krzyś

– Idziemy – szybko odpowiedział Gab, dzięki temu dłużej im zejdzie i później dotrze do domu.

– W sumie nie wiem po co pytałem, ty ostatnio masz cały czas ochotę na spacery – zaśmiał się Krzyś

Przyjaciele powoli dotarli pod dom Ani.

– To do zobaczenia po powrocie – powiedziała Ania

– Po powrocie? – spytał Gab

– No tak, mówiłam przecież, dam znać jak wrócę. Nie wiem ile będziemy, chyba dwa tygodnie, ale może się przedłużyć. To cześć – powiedziała Ania przechodząc przez furtkę.

– A ty kiedy jedziesz? – spytał Gabriel

– Chyba pojutrze, mama mówiła, że też do dwóch tygodni. Dobrze się złożyło co nie? Przyjdę do ciebie jak wrócę, cześć.

–  Tak w sumie bardzo dobrze,  chyba pojadę w tym czasie do wujka, a więc do zobaczenia po powrocie.

Gabriel odwrócił się  i wolnym krokiem skierował w stronę domu. Tyle dni, godzin myślenia, zastanawiania się, a tu los jakby zdecydował za niego. Przez co najmniej dwa tygodnie zostanie sam, przyjaciele wyjeżdżają, to jakby odpowiedz na to co ma robić. W głębi duszy wiedział, że znał już tą odpowiedz w momencie gdy Murkowi wyrwało się „o tak, to bardzo możliwe”, że w sumie wszystko prowadziło do tego momentu, aby ją sobie uświadomił, że żadne zrządzenie losu, fatum, czy karma nie są za tą decyzję odpowiedzialne, że to tylko on będzie ponosił winę za wszystko. Ale potrzebował ich aby po prostu w końcu samemu przed sobą przyznać czego chce, oraz aby utwierdzić się w tym na tyle by mieć odwagę powiedzie o to mamie. Po powrocie do domu idąc do swojego pokoju zauważył, że Barbara siedzi w salonie i czyta gazetę, z radia leciała cicho muzyka.

– Dobry wieczór mamo – powiedział

– O Gabryś, chcesz coś zjeść?

– Nie dziękuję, na razie nie jestem głody.

– To chodź usiądź ze mną, zrobię kawę i herbatę, może porozmawiamy, tak dawno nie siedzieliśmy razem.

Mama poszła do kuchni i po chwili wróciła z tacą z kawą i herbatą, dzbanuszkiem z mlekiem, cukrem i cytryną. Postawiła tace na stoiku.

– Nasyp cukru synku, mi również odrobinę mleka poproszę.

Gabriel nasypał cukier do mamy kawy, nalał mleczko i podał jej, następnie dał cytrynę do herbaty oraz cukier. Chwilę siedzieli w milczeniu.

– Gabrielu, chyba jest coś co musisz mi powiedzieć prawda?

– Tak, skąd wiesz mamo?

– Czułam to, mam od kilku dni takie deja vu, takie dziwne uczucie Gabrysiu, jak kiedyś.

– Tak mamo, jest coś co musisz wiedzieć. Rozmawiałem z Murkiem o wujku Filipie, opowiadałem jak mnie uczył strzelać, i że pochwalił moją celność, mówiąc, że mam dobre oko po dziadku i on wtedy powiedział takie zdanie, które mnie zdziwiło „O tak, to bardzo możliwe”. Zaraz zwróciłem na to  uwagę, bo skąd on może wiedzieć jak strzela dziadek. I wiesz, okazuje się, że dziadek i tata żyją w tym ich świecie. Pradziadek Teofil nie żyje, ale oni żyją. Dlatego, że pradziadek chciał wrócić i zginął, Murkowie bojąc się o życie taty i dziadka, i nie zgadzają się na ich powrót . Dziadek zbudował tam dom i mieszka z Kirą, to oczywiście Murka. Tata mieszka z nimi, ale jest cały czas nieszczęśliwy, myśli o nas i tęskni. Teo mówi ze Starszy uważa, że ja mam wielka moc, że to chyba na mnie czekali, że może będę łącznikiem miedzy tymi dwoma światami. Będę mógł podróżować portalem do nich i wracać do naszego świata. Nie chcę stracić ciebie, tego życia tutaj co mam, ale muszę spróbować pomóc tacie, może uda mi się go stamtąd zabrać z powrotem. Co o tym myślisz mamo?

– Synku, wiesz że ja już przechodziłam dwa razy podobna rozmowę i wiem, że co bym nie powiedziała to jestem na przegranej pozycji. Zrób co musisz, tylko powiedz mi kiedy to będzie – odpowiedziała Barbara powstrzymując łzy.

– Dobrze mamo, kocham Ciebie.

Gabriel zerwał się z sofy i pobiegł w kierunku schodów, poczuł się uwolniony od ciężkiego brzemienia decyzji, gdyż dziś decyzja podjęła się sama, pomyślał.

– Ja też Ciebie mocno kocham – zawołała za nim mama.

Szybkimi ruchami przeskakiwał po dwa stopnie, przy drzwiach zatrzymał się i wciągając  powietrze, otworzył drzwi, jednak nie zobaczył w pokoju nikogo. Gabinet dziadka był pusty. Było już szaro, więc spodziewał się, że Teo będzie na niego czekał. Zawiedziony, usiadł jak zawsze w fotelu, skrzyżował nogi na podnóżku i czekał.

Teodozjusz przechodził codziennie, siadał jednak w najciemniejszym kącie pokoju, tak aby Gabriel wchodząc go nie zauważył i czekał. Chciał pierwszy go zobaczyć, aby po jego minie stwierdzić co postanowił. Nie chciał by Gabriel zobaczył jego żal gdyby odmówi przejścia do Murków, nie chciał niczym wpływać na decyzję chłopca. Nie wiedział ile to może potrwać, ale był pewien, że któregoś wieczora Gabriel nabierze na tyle odwagi aby przyjść i chociażby powiedzieć, że nie przejdzie z nim do jego świata. Cały ten czas był dla niego trudny. W dzień starał się aby rodzice nie zauważyli, że go coś męczy. Starszemu powiedział, że Gabriel wystraszył się tego co mu się wyrwało i jeszcze się z nim nie widział, a Teodora i Tadeusza udawało mu się jak na razie unikać. Jednak to wszystko było kwestia czasu. Często jeździł na Bachusie na długie wycieczki.

– Cześć Teodozjuszu – w trakcie przejażdżki na Bachusie usłyszał tętent kopyt kejta i głos Larysy.

– Cześć, ty też masz ochotę na przejażdżkę?

– Od kilku dni widzę jak katujesz tego kejta wojażami, postanowiłam Ci towarzyszyć.

– Nie, no co ty, nabrałem ochotę na przejażdżkę po prostu.

– Wmawiaj to innym, ale ja Ciebie znam, widzę, że coś Ciebie trapi, od kilku dni do nas nie zachodziłeś. Mów co się dzieje, to coś związane z Gabrielem, prawda?

– Nie mogę, tego nie może się nikt dowiedzieć, Lara.

– Teodozjuszu, mów, bo przestanę Ciebie uważać za przyjaciela.

– Ale nikomu nie mów, nikomu!

– Oczywiście, nie denerwuj mnie!

– Wyrwało mi się przed Gabrielem, że coś wiem o jego dziadku i musiałem mu wszystko powiedzieć. Teraz czekam, aż on to przemyśli i się odezwie, nie wiem czy będzie chciał tu przejść czy nie. Nie mówiłem nic nikomu, chcę aby on sam podjął tą decyzję, zależy mi na nim i boje się o niego.

– Ty się z nim mocno zaprzyjaźniłeś, prawda?

–  Tak to bardzo fajny chłopak, spodobał by Ci się, jest jak mój bliźniak,

– Oj nie wiem czy jakikolwiek człowiek mi się spodoba – zażartowała Lara –  nie wiem jak mamie może podobać się Teodor. Ale ty musisz mu dać czas i spokojnie czekać, jednak jeśli chcesz nic nikomu nie mówić to zachowuj się normalnie. A teraz chodź  pościgamy się, rywalizacja dobrze ci zrobi.

Chwilę ścigali się wygrywając to jedno to drugie, w końcu dali kejtom odpocząć i kłusem wrócili do domów, Teodozjusz pożegnał się z Larysą, zaprowadził kejta do stajni oporządził go, nakarmił, dał wody i poszedł do swojego pokoju. Dzięki spotkaniu z przyjaciółką czekał trochę spokojniej na odpowiedni moment aby przejść do świata ludzi.  Rozmowa z nią rzeczywiście mu pomogła, nabrał większego dystansu i cierpliwości. Jeszcze kilka dni co wieczór przechodził i siadał w najciemniejszym kącie pokoju i czekał. W końcu któregoś wieczoru usłyszał szybkie kroki na schodach. Gabriel wszedł, omiótł wzrokiem pokój, westchnął i usiadł w fotelu. To była mała chwila zwycięstwa dla Teo, czuł, że Gab liczył że on tu będzie czekał, niech się chwile podenerwuje za te dni stresu, gdy on w kącie wyczekiwał aż chłopak wejdzie. Upoiwszy się to małą chwila triumfu odchrząknął. Gabriel zerwał się z fotela i podszedł w kierunku odgłosu.

– Co siedzisz w takim ciemnym kącie Teo, już myślałem, że ciebie nie ma.

-Wygodnie mi tu – zaśmiał się Murek.

 Wstał otrzepał spodnie i przeszedł w swoje ulubione miejsce, usiadł opierając się o ścianę, Gabriel wrócił na fotel.

– Podjąłeś już jakąś decyzję ? – zapytał.

– Chyba tak – odpowiedział Gab – to bardzo trudna decyzja bo i chcę i nie chcę, ale liczę na to, że wasz Starszy się nie myli i nie utknę u was.

– Czyli chcesz przejść?

– Tak, muszę, mówisz, że tata jest tam nie szczęśliwy. Może uda się nam go razem przeprowadzić z powrotem, a może chociaż gdy będę czasem z nim u Was, to będzie szczęśliwszy. Poza tym jeśli rzeczywiście mam jakieś zadanie do spełnienia dla naszych światów to nie mogę tego unikać, Czas wybrał za mnie. Ciągle mnie jednak nurtuje pytanie, dlaczego my?

– Dokładnie nie wiem, wiem tyle, że w chwili gdy rodził się twój pradziadek w naszym świecie rodziło się dziecko Starszego, który w tym czasie obejmował to stanowisko. W obu przypadkach poród był bardzo trudno. Tamten Starszy modlił się do Wiecznych o pomoc i wtedy oni przekazali mu, żeby splótł nasze losy. Starszy słyszał krzyki i modlitwy twojego prapradziadka, to było pierwszy raz, że nasze światy jakby się ze sobą się złączyły. Porozumiał się więc z twoim prapradziadkiem, natomiast gdy on się zgodził na połączenie naszych losów obaj chłopcy w jednej chwili urodzili się, a ich matki przeżyły. To było działanie Wiecznych i początek naszej wspólnej drogi. Starszy przekazał też twojemu prapradziadkowi wiedzę o naszych portalach. Otóż otwierają się one tylko pomiędzy murami, które maja duszę. Wasz świat jest pełen nowoczesnych budowli, które tą duszę straciły, natomiast twój dom, jest pełen swojej historii, dlatego Portal jest tu bardzo silny. Jednak aby nie zachwiać jego mocy „dusza domu” musi w nim pozostać.

– Dlatego dziadek nigdy nie pozwalał unowocześnić swojego gabinetu! – krzyknął Gabriel

–  Tak, twoja mama starała się nadać temu domowi nowoczesny styl, twój dziadek nie zgadzał się ze względu na Portal, więc uzyskali kompromis aby pokój twojego dziadka i mur łączący nasze światy zostały nienaruszone, aż do końca istnienia łączności między nimi.

– Czyli wy jesteście Murkami dlatego ze przechodzicie przez mur!

– Tak to można nazwać, nasze Portale łączą się poprzez mury z „duszą”. Dusza to ta siła wszechświata, która jest w stanie otworzyć w danym miejscu Portal.

– A u was jak jest?

– U nas Portale otwierają się w specjalnym budynku, czasem stoją osobno, a czasem jest to taki mały budyneczek połączony ze świątynią Wiecznych. Możemy przechodzić tak jakby między tymi Portalami. Dlatego nie potrzebujemy środków lokomocji między miastami, jak jest u Was, bo do tego służą nam Portale. Aby przemieszczać się wy na przykład budujecie koleje, my Portale.

– Wiesz, zaciekawiłeś mnie tym wszystkim, teraz jeszcze bardziej chce przejść do waszego świata. W końcu ile chłopców dostaje taka propozycję, co nie – zaśmiał się Gab.

– Twój dziadek zawsze tak mówi. Mimo, że nie dokonał jeszcze wielkich rzeczy to, to że człowiek może żyć w innym świecie jest już dla niego wielkim wyczynem i nie żałuje, że przeszedł do naszego świata. Zżył się z nami, jest już jakby częścią nas.

– Ale tata nie?

– Nie, Twój tata nie zżył się z naszym światem. Może dlatego, że zostawił w waszym świecie Ciebie i Barbarę, może po prostu mimo, że jest podróżnikiem, to życie w innym świecie nie jest dla niego.

– Może będę mógł mu pomóc wrócić do nas, mama też by się ucieszyła. Idę spać, jutro porozmawiam z mamą i chyba będę chciał jak najszybciej przejść, do was, strasznie stęskniłem się za nimi, świadomość, że mogę ich zobaczyć, to niesamowite uczucie.

– Ja tez porozmawiam ze Starszym i jutro wszystko ustalimy.

– To do jutra – powiedział Gabriel i wyszedł z pokoju dziadka,

Teodozjusz słyszał jak zbiega ze schodów, mówi dobranoc swojej mamie i zamyka drzwi od swojego pokoju. Sam też przeszedł do swojego świata.  Jeszcze dziś i jutro musi unikać Teodora i Tadeusza i może w końcu będzie mógł im przekazać jakieś wieści. Ale postanowił, że ze Starszym spotka się od razu i przekaże mu wiadomości. Dlatego swoje kroki skierował w stronę domu Starszego. Zmrok dopiero zapadał, w domostwie słychać było odgłosy krzątania się, domownicy jeszcze nie spali. Teo zapukał do drzwi.

– Wejdź Teo, poznałem ciebie po krokach – powiedział Starszy – jeśli przychodzisz do mnie od razu po powrocie, to masz na pewno jakieś wieści.

– Tak, dziś rozmawiałem z Gabrielem i on zdecydował się przejść. Poinformuje o ty swoja mamę i myślę, że jutro się spotkamy i wszystko ustalimy.

– Dobrze synu, to bardzo dobry plan. Czekam więc jutro, na resztę informacji. Oby Wieczni zesłali Ci dobry sen.

– Oby Wieczni zesłali Ci dobry sen – odpowiedział Teo.

Wyszedł z domu Starszego i klucząc, tylko sobie dobrze znanymi dróżkami dotarł do swojego domu. Rodzice jeszcze nie spali, przywitał się z nimi, zjadł w kuchni kolację i poszedł do swojego pokoju położyć się spać. Ostatnie dni bardzo mu się dłużyły, dlatego był szczęśliwy, że to już koniec obserwowania Gabriela, czekania na jego decyzję. Jeszcze tylko jutro ustali kiedy chłopiec zdecyduje się na przejście i po tylu latach zacznie się w końcu następny etap jego życia.

Gabriel otworzył oczy, wzrokiem omiótł cały swój pokój. Ciekawe ile jeszcze razy obudzi się w tym domu? Czy już tylko jutro, czy uda mu się wrócić? Mimo pytań rodzących się w głowie, był pewien swojej decyzji. To jego przeznaczenie, urodził się po to, aby kiedyś tego dokonać i to jest właśnie ten czas. Odwlekanie nic nie da, trzeba zmierzyć się ze zrządzeniem losu. To jego karma. Pewny siebie skierował się do kuchni, w której Barbara szykowała śniadanie.

– Dzień dobry mamo – powiedział

– Dzień dobry synku, na twardo czy na miękko?

– Na miękko – wybrał.

W duchu pomyślał, że to jakieś fatum, że akurat dziś mama robi jajka na śniadanie. Co prawda on  bardzo je lubił, jednak nigdy nie udało się jej ugotować ich tak, jak on wybierze, zawsze go śmieszyło jej pytanie, jego wybór i na talerzu lądowało jajko, które nie było ugotowane tak jak prosił. Mama przysunęła bliżej Gabriela talerz z kanapkami, nalała im do kubków herbaty.

– Smacznego – powiedziała

Mimo, że jajko był ugotowane raczej na twardo, chłopiec zjadł śniadanie z apetytem, chwilę zamyślił się gdy pił herbatę, od razu przypomniał mu się Teo.

– Jakie masz plany na dzisiaj? – spytała mama

– Spędzę ten dzień w domu, Ania dziś jedzie na wakacje, a jutro Krzysztof, nie będzie ich co najmniej dwa tygodnie.

– O, to bardzo fajnie, tylko co ty będziesz teraz robił? – spytała mama lekko drżącym głosem. Serce jej mocniej zabiło, wiedziała, że jeśli Gabriel zdecyduje się przejść, to teraz jest najlepszy moment.

– Może będę czytać książki, tyle ich mamy, że nie potrzebuję nawet chodzić do biblioteki.

– To bardzo doby pomysł, no nic ja już muszę lecie do pracy, do wieczora synku.

Gabriel został sam, wiedział, że musi jej dziś powiedzieć, jednak nie chciał jej denerwować przed pracą, zauważył już reakcję mamy na wzmiankę o wyjeździe przyjaciół. Do obiadu snuł się po domu, trochę poczytał. Mając w głowie to, że czeka go rozmowa najpierw z mama potem Teo nie zauważył nawet, jak szybko ten dzień miną. Na podjazd wjechał samochód, szybko poszedł do swojego pokoju, aby na razie uniknąć spotkania. Położył się i udawał że drzemie. Jak przypuszczał mama weszła do jego pokoju i za chwilkę cichutko zamknęła za sobą drzwi. Miał chwilę na przemyślenie jak jej to powie. Mama krzątała się w kuchni słyszał stukot garnków, wiedział że za chwile zawoła go na obiad, chyba wtedy od razu z nią porozmawia, chciał mieć to już z głowy.

– Gabryś obiad! – zawołała mama

Wstał, poprawił nakrycie na łóżku i wszedł do kuchni.

– Smakowicie pachnie – powiedział.

– Dziękuję, dziś rosół i kotlet schabowy z ziemniaczkami i surówką – odpowiedziała mama stawiając przed nim talerz z zupa i z drugim daniem – smacznego.

Gabriel jadł z apetytem, był już naprawdę głodny

– Mamo chciałbym ci coś powiedzieć – powiedział gdy kończył obiad

– Wiem synku, ale zjedzmy w spokoju, zaraz zrobię kawę i herbatę, usiądziemy w salonie i wszystko mi wtedy powiesz, dobrze? – odparła mama

Gabriel po obiedzie poszedł do salonu i usiadł na sofie. W radiu leciała jakaś wesoła piosenka. Mama zaparzyła kawę i herbatę, postawiła kubki na tacy, wzięła też cukier, dzbanuszek z mlekiem i herbatniki. Zaniosła tackę do salonu i położyła na stoliku. Jak zwykle Gabriel posłodził napoje, mamie wlał odrobinę mleka.

                         – To mów synku, pewnie tego nie odwleczemy.

– Tak mamo, długo myślałem co chce zrobić i zdecydowałem się przejść przez portal. Musze to zrobić, czuję że po to też się urodziłem. Wierzę mocno, że uda mi wrócić. Liczę, że wrócę z tatą, jeśli tego nie spróbuje całe życie będę to sobie wypominać. On jest tam nieszczęśliwy, poświęcił się aby uratować swojego dziadka i ojca, teraz ja muszę się poświęcić aby uratować jego. Ania i Krzysztof wyjechali, więc to jest dobry czas na przejście, gdybym jeszcze nie wrócił to powiedz im, że jestem u wujka Filipa, ja już wspominałem, że do niego pojadę.

– Rozumiem, synku, jesteś jeszcze chłopcem, ale ta sytuacja wpłynęła mocno na ciebie, widzę, że ostatnio zmieniłeś się, bardzo dorosłeś. Najchętniej kazałabym ci poczekać jeszcze parę lat, ale na to nigdy nie będzie dobry moment. Teraz jesteś młody i wolny, za parę lat możesz mieć żonę, dziecko. Nie chciałabym aby płakało tyle osób gdy przejdziesz, jeśli jesteś zdecydowany to ja zgadzam się. Wiem, że jesteś chłopcem i odpowiadam za ciebie, ale taka sytuacja normalnie się nie zdarza, więc tutaj normalne zachowania i powinności nie maja znaczenia, nie teraz. Może jutro wezmę sobie wolne i spędzimy ten dzień razem na lenistwie, abym mogła się tobą jeszcze nacieszyć. Tylko zawrzyjmy układ, aby był to miły dzień. Nie wspominamy o tym, cieszymy się sobą, dopiero zanim pójdziesz do saloniku dziadka by przejść, powiesz mi o tym, dobrze?

– Mamo kocham ciebie, to cudowny pomysł. Zrobił się już zmrok więc idę na górę, muszę porozmawiać z Teo. Tak mi szkoda, że ty nie możesz jego zobaczyć i usłyszeć, to wspaniały młody Murek, jesteśmy bardzo mocno ze sobą związani, to przyjaciel, on o mnie zadba.

Gabriel przytulił mamę, wyszedł z salonu i poszedł po schodach do góry. Przy drzwiach wciągnął powietrze, otworzy drzwi i wszedł do pokoju dziadka. Teo już tam na niego czekał, siedział opary o ścianę z przymkniętymi oczami. Gdy tylko usłyszał, że przyjaciel wszedł podniósł głowę i otworzył oczy z niemym pytaniem. Gabriel też nie mógł się już doczekać gdy powie to przyjacielowi, w tym momencie był pewny swojej decyzji. Spojrzał na portret, w pokoju był mrok, ale jemu wydawał się, że dziadek się do niego uśmiechnął. Mam coraz większe omamy – pomyślał – więc jest to dobra decyzja. Omiótł cały pokój wzrokiem, tyle lat przesiadywał w tym pokoju, nie wiedząc nawet co się czai w kącie.

Tyle minęło już czasu, od kiedy pierwszy raz usłyszał cichutki zgrzyt i potem szmer, długi cichy szmer,  jakby ktoś przesuwał się wzdłuż ściany, oraz niecierpliwie skrobał po niej paznokciem, od kiedy pierwszy raz zobaczył cień a potem całą postać Murka, od kiedy z nim pierwszy raz rozmawiał i poczuł tą silna więź między nimi, od kiedy tyle się dowiedział o innym świecie, o dziadku i tacie, aż do tej chwili gdy mógł powiedzieć do stworka z innego świata, że podjął decyzję. Zmieniło się całe jego życie, on sam nie był już tym samym Gabrysiem co wcześniej. Był już kimś innym, był Gabrielem, który wiedział, że to słuszna decyzja, Gabrielem, który mógł wiele w tych światach osiągnąć, był już tego pewien, dlatego mógł spokojnie i stanowczo powiedzieć.

                               -Tak Herbata, przejdę z tobą jutro do waszego świata.

Zaszufladkowano do kategorii "Murki" Powieść fantasy | Dodaj komentarz

MILLHAVEN | Bartek Kulas | Kasia Groniec

Genialny utwór, genialna animacja, muzyka, rewelacyjny głos, tak wspaniale oddający atmosferę utworu. Sam wideoklip tworzy coś w rodzaju filmowej makabreski przepełnionej czarnym humorem, grozą przeplatana z groteską, surrealizmem, i mrocznym liryzmem, przestawiając nastolatkę tudzież w eteryczny, dziewczęcy sposób, tudzież przedstawia jej demoniczna, psychopatyczną stronę. Od lat jestem zafascynowana tym arcydziełem, nie bije się tak nazwać i jestem pewna, że będę wracać do niego jeszcze nie raz…

Zaszufladkowano do kategorii Muzyka | Dodaj komentarz

„Pożegnanie z „Cieniem””

I znowu poszłam w inną stronę
I nie zatrzymał mnie znów nikt.
Puściłeś dłoń na rozwidleniu
By z Tobą pójść zabrakło sił.
Nie wie, kim jestem albo czym!
Zbolałe serce, w duszy ogień
Wypala resztkę moich myśli!
Nie widzę w sobie już istnienia
Ból bytu się zamienia w pył
Wypala wszystkie me pragnienia.
Czy kiedyś jakiś sens w nich był?
Opadam na dno, w otchłani tonę
Ziszczenie snu, co mi się śni.
Wyciągam ręce, chwyć moje dłonie!
Pustka, samotność, czy ktoś tam był?
Nic nie dotknęło mojej dłoni
Koszmar zaciska swoje palce
Lecę w dół z życia swym balastem
Lecę w dół i przegrywam w walce.
Dusi mnie wór mego istnienia
Zaciska pętlę każdy oddech
I wydobywa się charczeniem
życia, zmuszony każdy wydech.
Znów moje serce zakrwawiło
Jak noża ostrza tępym cięciem
Słowo, którego tam nie było
Rozcina je jednym machnięciem.
W otchłani serce moje tonie
W krwi co wypływa z moich ust
Stróżka jej kapie na puste dłonie
Opuszcza duszę życia cud.
Czy to ja pomyliłam drogę?
Czy na niej znikł sens, co miał być?
Nie wyciągnąłeś do mnie dłoni!
Znikłeś! Czy kiedyś ktoś tam był!
Więc proszę wymów moje imię.
Może poczuję znów że żyję!
Zamknięta w bańce z odrętwienia
Nie czuję nic! Czy już mnie nie ma?
Proszę, wyciągnij do mnie dłoń
Proszę, być może chwycę ją.
Zamknięta w pustce swojej duszy
Czuję dłoń, która wciąż mnie dusi
Zaciska palce na mej krtani
Próby wyrwania się ma za nic
Łańcuch na sercu się zaciska
I z serca bólu krew wytryska
Miażdży ostatnie moje tchnienie
Mrok
Ciemność
Cienie
Życia Cienie.

Zaszufladkowano do kategorii Poezja "Szklane Kredensy" | Dodaj komentarz

„Cisza”

Cisza
Ileś słów niewypowiedzianych
Ileś myśli w głowie zaplątanych
Może sen który zatarł znaczenie
Wiatru bezwietrzne tchnienie
Zamknięte okno co się uchylało
Była myśl by otwarte trwało
Nieważkości chwil zwątpienie
Pustych dźwięków brzmienie
Bicie rytmu serca odgłosy
Pulsującej krwi martwe ciosy
Cisza
……………
W próżni czas zawieszony
Cisza
………….
Ileś słów nieodgadnionych

Zaszufladkowano do kategorii Poezja "Szklane Kredensy" | Dodaj komentarz

„Nie ma sposobu na uzdrowienie”

Podążam tą sama drogą od lat
Gdzieś obok mnie zmienia się świat
Lecz moje cienie ciągle te same
Zdobędę się wejść na drogi nieznane?
Dziś mam kamienie pod stopami
Splątana wciąż łańcuchów okowami
Tracę kontrolę nad życia biegiem
Próbując wciąż odnaleźć siebie
Krzyczę i płaczę o chwilę wytchnienia
Głos w gardle zamarł, cisza zwątpienie
Tracę kontrolę opadam na dno
Świeczka się świeci, lecz ogień zbladnął
Nie ma sposobu na uzdrowienie
Cienie, otaczają mnie tylko cienie…

Zaszufladkowano do kategorii Poezja "Szklane Kredensy" | Dodaj komentarz

MURKI ROZDZIAŁ 3 – Ups.. wyrwało się.

Teodozjusz przechodził przez portal codziennie, obserwował życie Gabriela i czekał. Rozumiał, że jego realny świat, ten w którym się urodził, był dla niego ważniejszy. On od samego początku żył rozdarty między ich dwoma światami. Ze względu na swoją powinność, oraz to, że zbyt dużo czasu spędzał w świecie Gabriela, wsiąkł w tę rodzinę już dawno. Oczywiście życie w jego świecie było dla niego bardzo ważne, w końcu to dla dobra swoich pobratymców obserwował świat ludzi, ale czas który na to poświęcił, to że ludzie nie różnili się tak bardzo od Murków spowodowało, że równie mocno czuł się związany z tym światem jak ze swoim. Miał bardzo ważne zadanie, musi dopilnować, aby nigdy nie powtórzyła się taka tragedia jak z Teofilem. Jednak sytuacja Teodora i Tadeusza też nie była najlepsza, dlatego nie może do niej dopuścić w sytuacji Gabriela, poza tym wolą Wiecznych było posiadanie łącznika między ich dwoma światami. Tym razem musi się udać. Teo był o tym przekonany, czuł moc w chłopcu i czuł ich więź, wiedział że on sam da radę, tylko czy Gabriel termu podoła. Znając linie męską w rodzinie chłopaka był pewien, że tak, jednak nie można zapominać o wpływie sposobu wychowania, o tym jakie piętno mogła odbić na nim matka, wychowując go sama. Teo już od dobrych kilku dni nie rozmawiał z Gabrielem, widział, że przyjechał jego wujek i że chłopiec często z nim gdzieś jeździł. To, że nie mógł się oddalać w świcie ludzi od Portalu uniemożliwiało większą obserwację.  Teodozjusz przeszedł z powrotem przez Portal do swojego świata i skierował się do domu. Jak zwykle panował półmrok, drogę rozświetlał mu księżyc. W pobliżu portalu, z mroku, wyłoniły się dwie sylwetki.

– I co u niego słychać? Rozmawiałeś z nim dziś ? – spytał Teodor

– Nie, Gabriela dziś znów nie było. Przyjechał jakiś wujek, Filip zdaje się.

– To brat mojej żony – powiedział Tadeusz – a co u Barbary?

– Od kiedy jest ten Filip wydaje się być szczęśliwa.

– Co ja bym dał za twoje oczy – westchnął Tadeusz

– Wiem i rozumiem ciebie, ale niech pocieszy ciebie fakt, że wszystko jest w porządku.

– Najbardziej to by mnie pocieszył fakt, gdybym mógł wrócić, utknąłem tu, a widząc z jaką łatwością tobie przychodzi przejście przez Portal, mam wrażenie że oni są rzeczywiście jakby za ścianą, że dzieli mnie z nimi wyciągnięcie ręki. To nieuczciwe, że nikt nam nie powiedział wcześniej, że przejście jest możliwe tylko w jedna stronę.

– Starsi tego też nie wiedzieli, ich bardzo zabolała tragedia Teofila, oraz to że wy nie będziecie mieli jak wrócić do swojego świata. W sumie to do końca nie wiadomo co było powodem, że tak się skończyła sytuacja powrotu Teofila, jednak po tej tragedii Starsi boją się o Was, nie chcą brać na siebie tak ciężkiego brzemienia, gdyby coś znów poszło nie tak. Teraz nadzieja w Gabrielu.

– Pilnuj go przyjacielu, oby jemu nie stała się krzywda.

– Wiecie, że będę go pilnować, oby Wieczni zesłali wam dobry sen – powiedział Teodozjusz, pożegnał się z towarzyszami i skierował się w stronę domu. Zawsze czuł się nieswojo, gdy z nimi rozmawiał, wiedział, jak im jest ciężko żyć ze świadomością, że on może rozmawiać z Gabrielem, obserwować jak toczy się życie jego i Barbary, a im zostaje tylko wysłuchać przekazanych przez niego wieści. Czuł się też odpowiedzialny za ten stan rzeczy jako Murek. Dlatego swoje dotychczasowe życie przyporządkował relacji z Gabrielem, liczył, że może on będzie mógł jakoś tą trudną sytuację wyprostować. Zamyślony nawet nie zauważył kiedy dotarł do domu. Przez okno widać było poruszające się cienie, rodzice jeszcze nie spali. Starał się ukradkiem przedostać do swojego pokoju, bo męczyły go te ciągłe pytania, ale niestety został zauważony.

-Witaj synu – zwrócił się do niego ojciec – czy spotkałeś po drodze Tadeusza i Teodora? Byli tu i pytali czy już wróciłeś.

– Tak tato, rozmawiałem z nimi.

– I jakie wieści mogłeś im przekazać?

– Nie widziałem Gabriela, ale on i Barbara maja się dobrze, od paru dni jest u nich brat Barbary, wydają się być szczęśliwi.

Teodozjusz od kiedy pamięta zawsze po powrocie był bombardowany pytaniami o nich, od rodziców, od Starszych, potem od Teodora, a następnie i od Tadeusza. Teraz gdy już minęło trochę czasu, Teodor ułożył  sobie tutaj życie, jednak Tadeusz cięgle żył w zawieszeniu między jednym światem a drugim. Teo to rozumiał, w sumie Teodor najbliższą osobę miał tutaj ze sobą, ale Tadeusz zostawił za Portalem swój cały świat, rodzinę, która kochał i pracę w której czuł się spełniony. Poświęcił się aby uratować ojca i dziadka, a zamiast tego utknął w obcym świecie na dobre. Murek ziewnął.

– Oby Wieczni zesłali Ci dobry sen tato – powiedział kierując się do swojego pokoju.

– Oby Wieczni zesłali Ci dobry sen synu.

Poranek obudził Teodozjusza powiewem świeżego, wilgotnego powietrza, na dworze padał tak zawsze wyczekiwany deszcz. Jednak mimo deszczu było bardzo ciepło. W świecie Murków, temperatura powietrza różniła się tylko paroma stopniami, nie odczuwali więc tak dużych skoków temperatury jak w świecie ludzi. Śnieg, grad widział tylko w ich świcie, zawsze marzył aby móc przejść się po zasypanym śniegiem chodniku, stanąć pod obsypanym śniegiem  drzewem i potrząsnąć, aby wszystko opadło mu na głowę. Wiele razy przyglądał się jak Gabriel lepił bałwana zastanawiając się jakie to uczucie trzymać w ręku taką kulę śnieżną. Dużo było rzeczy w świecie ludzi , które go fascynowały. Były różnice i podobieństw, dlatego  wiedział, że te dwa światy mogą sobie wiele zaoferować, pewien był, że wola Wiecznych była słuszna. Ogarnął szybko trochę swój pokój aby mama nie musiała się trudzić i postanowił pomóc rodzicom w zagrodzie.

– Łaski Wiecznych w nowym dniu mamo – powiedział

– Łaski Wiecznych synu, siadaj i zjedz śniadanie.

Teodozjusz usiadł na drewnianej ławie wyłożonej miękkimi poduchami. Mama na stół położyła przed nim talerz z dymiącymi plackami, z ugniecionymi owocami oraz naczynie ze słodki syropem. Chłopiec z apetytem nałożył siebie trzy placki oraz porcję owoców i obficie wszystko polał.

– To Twoje popisowe danie, jak zwykle smaczne mamo, dziękuję – pochwalił

– Dziękuje synu, jak skończysz zawołaj tatę, jest gdzieś na dworze.

– Dobrze mamo.

Teodozjusz zjadł śniadanie i wyszedł na dwór. Przeszedł przez podwórko, wszedł do zagrody kejtów, gdzie zobaczył tatę nakładającego siana do żłobów. Wziął wiadro z woda i nalał jej do koryta.

– Mama ciebie woła na śniadanie, tato  – powiedział – idź a ja tutaj wszystko zrobię.

Wziął z półki szczotkę i zaczął czesać swojego kejta Bachusa. Bardzo lubił to zajęcie, przeciągał ręką ze szczotką wzdłuż grzbietu kejta, czuł jak zwierzę się odpręża, czuł spokój jaki emanuje od niego, sam odczuwając te same uczucie. Murków cechuje bardzo silna więź emocjonalna z przyrodą.

-No dobra starczy tego czesania Bachus, przejedziemy się chwilę, reszta musi poczekać na swoją kolej –  powiedział.

Wziął czaprak z wieszaka i nałożył na kejta, następnie nałożył siodło i sprawdził czy nic nigdzie nie uwiera, dobrze zapiął, wziął  ogłowie i  włożył na jego głowę. Odwiązał kantar i wyprowadził go ze stajni. Wsiadając z lewej strony, najpierw wsadził lewą nogę do lewego strzemienia, utrzymując równowagę przełożył przez kejta  prawą nogę, delikatnie sadowiąc się w siodle. Ściągnął wodze i powili ruszył stępem.

– Przejadę się chwilkę z Bachusem – rzucił do rodziców – jak wrócę zajmę się resztą.

Delikatnie ze stępa przeszedł w kłus. On i zwierzę tworzyli  jedność, kejt wyczuwał każdy ruch swojego jeźdźca. Ominąwszy domy z półsiadu przeszedł w galop, na równinie pognał jak strzała. Teo puścił lejce, rozłożył ramiona i gnając tak przez chwilę czuł się tak, jakby latał.

– Huraaaaaa – krzyknął w przestrzeń – huraaaaaa odbiło się echem

Bachus nie czując dłoni na lejcach pognał jeszcze szybciej. Jeździec przytrzymał się wodzy aby nie spaść z kejta.

– Hej Bachus, spokojniej bo mnie zrzucisz – powiedział – to teraz pokłusujemy

Wykonując anglezowanie wolniej ruszył na pagórki i do lasu. Bardzo lubił te chwile, gdyjadąc na kejcie mógł „bezmyślnie” wszystkiemu dookoła się przyglądać, dając chwile wytchnienie i relaksu sobie i Bachusowi. Wiatr szumiał w drzewach, ptaki wyśpiewywały swoje trele, już jakiś czas temu deszcz przestał padać i nad ich głowami zaświeciło słońce. Teo postanowił, że czas wrócić, w domu czekało go jeszcze trochę obowiązków.

 Minęło kilka dni w trakcie których, Teo wyczekiwał Gabriela bez skutku. W końcu przechodząc przez portal zobaczył w mroku sylwetkę chłopca siedzącego w fotelu z książka w ręku. Oparłszy się o ścianę usiadł po turecku i delikatnie kilka razy odchrząknął. Postać na fotelu poruszyła się. Gabriel otworzył oczy, zamrugał powiekami, aby przyzwyczaić się do mroku, spojrzał w kierunku dolatujących odgłosów i szeroko uśmiechnął się.

– Herbata! Jak dawno ciebie nie widziałem – z radością krzyknął Gabriel – stęskniłem się za Tobą, to trochę dziwne tęsknić za kimś z innego świata – zaśmiał się – ale to prawda.

– Hej Gabrielu, w końcu jesteś, tyle dni tu przechodziłem i ciebie nie było.

– Przepraszam przyjacielu, nie wiem czy widziałeś, czy ty w ogóle widzisz takie rzeczy, ale był wujek Filip, to brat mamy i dużo czasu spędzaliśmy razem, wieczorami byłem już po prostu zmęczony. Ale wiesz miałem czas by trochę pomyśleć o tym wszystkim. Powiedziałem też o tobie mamie i wiesz ona to wszystko rozumie, nie zgadza się, nie chce tego, ale rozumie, jeśli będziecie mnie potrzebować jestem gotowy.

– Zaskoczyłeś mnie Gab, cieszę się, że jesteś gotowy, zobaczymy więc jakim torem to wszystko przebiegnie. Musze przekazać to Starszym. Widziałem twojego wujka i widziałem że dużo czasu byliście poza domem, co porabialiście?

– Wujek dał mi na urodziny wiatrówkę, dokładnie to wiatrówka sprężynowa łamana Original Model 50, bardzo znana firma – pochwalił się chłopiec – i byliśmy kilka razy z Krzyśkiem i Anią nad stawem uczyć się strzelać. Fajna sprawa, bardzo nam się podobało. To znaczy mi i Krzyśkowi, bo Ania nie strzelała, ale okazało się że lubi łowić ryby, wiesz, dziewczyna a łowi jak mój tata kiedyś, jak pamiętam.

– I jak wam poszła nauka strzelania? Nauczyliście się?

– Tak, idzie nam coraz lepiej, wujek  mnie pochwaliła za celność, powiedział, ze mam to po dziadku.

– O tak, to bardzo możliwe – odpowiedział Teodozjusz

– Co jest możliwe? – spytał drżącym głosem Gabriel.

W pokoju zrobiło  się bardzo cicho. Gdyby teraz komuś z rąk wypadła szpilka, dźwięk odbijania się jej o podłogę byłby chyba słyszalny. Słychać też było głośne bicie serca Gabriela i przełykanie prze niego śliny, gdyż zaschło mu w ustach. Puk puk, puk puk, puk puk, serce chłopca biło coraz głośnie i szybciej.

– Teo co jest możliwe? – zapytał ponownie – Herbata? Teodozjusz proszę, musisz mi odpowiedzieć, nie zastawiaj mnie, czemu to powiedziałeś? Co jest możliwe? Co??? – wykrzyczał.

W pomieszczeniu jednak słychać było tylko głos chłopca i głośne bicie jego serca. Gabriel zrozumiał , że jest w pokoju sam. Ogarnęła go wielka złość.  Jak on mógł mi to zrobić, jak mógł odejść i nic nie wyjaśnić, pomyślał. Książką, którą cały czas nieświadomie trzymał w ręce, cisnął o podłogę, wstał i z całej siły kopnął podnóżek od fotela. Jednak wyładowanie w ten sposób złości nic mu nie dało, nie poczuł ulgi, nic tez nie usłyszał. Usiadł z powrotem w fotelu, wciskając się w niego z dziwnym uczuciem napięcia, strachu, wyczekiwania na wyjaśnienia. Od samego początku czuł, że Teo coś wie i nic mu nie mówi. Wewnętrznie cały czas czuł taka pewność i nie miał do niego o to żalu. Rozumiał, że widocznie przyjaciel czekał na dobry moment aby mu wszystko powiedzieć, że przypuszczalnie czekał, aż on będzie gotowy. Ale teraz był na niego zły, był nawet po prostu wściekły. Powinien zostać, teraz to już powinien mu wszystko wytłumaczyć. Siedział jeszcze dłuższą chwilę w ciemnym pokoju. Oddech i serce wróciło do normy. Usłyszał na schodach kroki matki, wiedział, że nie będzie w stanie z nią rozmawiać, jeśli Toe wiedział coś o dziadku to pewnie wie tez coś o jego ojcu. Zerwał się szybko z fotela, poprawił podnóżek, podniósł książkę z podłogi, lustrując półmrok, sprawdził czy nic nie zostało, co mogło by świadczyć o jego złości i spokojnym krokiem, starając się aby wyglądało to jak najbardziej normalnie, wyszedł z pokoju dziadka. Minął się z nią prawie przy drzwiach.

– Jesteś? Szukałam ciebie – powiedziała mama

– Przysnąłem w fotelu czytając książkę, usłyszałem twoje kroki i pomyślałem że pora iść spać – szybko odpowiedział.

 Mama jak zwykle pocałowała go w czoło, a on już prawie się złamał i już chciał jej powiedzieć, co wyrwało się Teodozjuszowi, jednak ostatkiem sił powstrzymał się. Nie teraz, niech chociaż ona śpi spokojniej, pomyślał

– Dobranoc mamo, śpij dobrze – powiedział schodząc ze schodów i kierując się do swojego pokoju. Położył książkę na biurku, rozścielił sobie łózko i nie myśląc o niczym innym przykrył się kołdrą aż po same uszy. Liczył, że to mu pomoże uciszyć głosy w głowie, to jednak nie było takie łatwe. Bo cóż innego mógł mieć na myśli Teodozjusz mówiąc te słowa „O tak, to bardzo możliwe”, cóż innego mogły znaczyć jeśli nie to, że Teo zna lub znał jego dziadka,!

– O tak, to bardzo możliwe – wyrwało się Teodozjuszowi.

Nie chciał tego, przestraszył się. Już sam fakt, że Gabriel  powiedział mu o rozmowie ze  swoją mama, że wszystko jej opowiedział, stwierdzenie, że jest gotowy, bardzo przestraszyło go i wybiło z rytmu. Na chwile stracił czujność i powiedział za dużo. Tych kilka słów, które mu się wyrwały, niezaprzeczalnie potwierdzały fakt, że Teo wie jak celnie strzela dziadek chłopca, a co za tym idzie musi go znać, lub go znał, lub musiał o nim słyszeć, co niezaprzeczalnie potwierdza fakt, że ma jakieś informacje o nim, których do tej pory nie przekazał przyjacielowi. Murek miał świadomość, że do momentu wyrwania się tych słów, Gabriel przypuszczał, że on ma dla niego jakieś informacje, jednak co innego przypuszczenia, a co innego świadomość, że tak jest! Oboje wiedzieli, że kiedyś musi przyjść ten moment, że Teodozjusz mu wszystko opowie i właśnie nawet nie to było najgorsze, że te słowa mu się wyrwały, ale to, że stchórzył i uciekł. Stał chwilę oparty o portal w swoim świecie, musiał poczekać, aż serce się uspokoi i wróci do normy. Już dawno nie czuł się tak rozbity, wiedział, że postąpił źle. Ta ucieczka to był odruch, nogi mu dygotały, czuł się po prostu podle. Aby uspokoić nerwy przyglądał się drzewom w lesie z boku portalu. Wiał lekki wiatr, gałęzie ruszały się tam i z powrotem rytmicznym tempem uciszając serce Teodozjusza. Oddech wrócił do normy, teraz mógł pójść do domu Starszego aby mu wszystko opowiedzieć. Sam nie powinien podejmować takich decyzji, to nie tylko los jego czy Gabriela tutaj się ważył, tu chodziło o los ich obu ras. Szedł jednak bardzo powoli, wiedział, że tego nie odwlecze, ale nie zależało mu na przyspieszeniu rozmowy, bał się co powie Starszy.

– Łaski Wiecznych – przywitał się – dziś Gabriel powiedział mi, że rozmawiał ze swoja mamą i że jest gotowy. Nie wiem czy się z tym zgadzam, jest jeszcze młody, bardzo infantylny, Teofil, Teodor i Tadeusz byli dużo starsi i co z tego wyszło, boje się o niego.

– Łaski Wiecznych Teodozjuszu – odpowiedział Starszy – może to o to chodzi, że oni byli starsi. Może potrzebujemy młodzieńca, młodego rozumu, który pojmie nasza rasę taką jaką jesteśmy, którego będziemy mogli tak ukształtować, aby nie czuł ich uprzedzeń, natomiast zżyje się z nami nie próbując nas zmienić na swoja modłę. Młodego umysłu i serca gotowego się na to wszystko otworzyć.

– Mam nadzieje o Starszy, bo muszę się do czegoś przyznać. Gabriel opowiadał mi o tym jak jego wujek uczył go strzelać i spytałem go jak mu poszło. On powiedział, że wuj pochwaliła go za celność i stwierdził, że ma to po dziadku. I wyrwało mi się, że to bardzo możliwe, bo wiesz, że Teodor bardzo dobrze strzela. Przestraszyłem się i uciekłem. Słyszałem jeszcze jak woła mnie rozgoryczony i pyta co to znaczy.

– Trudno synu, a może to i dobrze, może to zrządzenie losu, jutro przejdziesz i mu wszystko opowiesz, przygotujesz go na nasz świat i jak zdecyduje że jest gotów to przejdziesz z nim, nie wiem czemu, ale czuje, że z Gabrielem będzie inaczej niż z nimi. Coś mi mówi, że czekaliśmy właśnie na niego, że on będzie naszym łącznikiem światów. Jeśli będzie oczywiście tego chciał, to my musimy zaryzykować. Obaj jesteście młodzi, może w tym tkwi sekret, wiem że obarczyliśmy Ciebie ciężkim brzemieniem, Ty też jesteś w sumie jeszcze dzieckiem, ale może pora, aby nie tylko starsi tworzyli nasz świat.

– Dobrze o Starszy, będę się starał, jutro wieczorem przejdę i powiem mu wszystko co będzie chciał wiedzieć.  Oby Wieczni zesłali Ci dobry sen – pożegnał się

– Oby Wieczni zesłali Ci dobry sen Teodozjuszu.

Teo wracał do domu krętymi ścieżkami, nie chciał dziś jeszcze natknąć się na Teodora i Tadeusza. Wszedł na podwórko, w domu wydawało się być cicho, wszedł do stajni wziął szczotkę z półki i zaczął czesać Bachusa, w tym świecie to był jego najbliższy przyjaciel. Przez to, że ciągle przechodził do świata ludzi w swoim świecie ciężko mu było utrzymać przyjaźnie z rówieśnikami. Czesząc kejta jednostajnym ruchem tam i z powrotem młodzieniec odczul częściowy spokój, wziął  z wieszaka czaprak i siodło, nałożył na kejta, następnie włożył ogłowie na jego głowę. Odwiązał kantar i wyprowadził go ze stajni. Wskoczył na kejta zwinnie z lewej strony, wsadził lewą nogę do strzemienia a następnie prawą, sadowiąc się w siodle ściągnął wodze i ruszył stępem. Szybko przeszedł w kłus i potem galop, pomknął w dal jak strzała… W końcu odczuł spokój.

Gabriel obudził się niewyspany, Całą noc śniły mu się jakieś koszmary, nie pamiętał nawet jakie, ale przez te sny non stop przeplatała się postać dziadka i taty. Długo jeszcze leżał z otwartymi oczami patrząc w sufit, nie miał ochoty się ruszyć, w ogóle nie miał na nic ochoty. W końcu nawet to tępe leżenie go zmęczyło, wstał i ubrał się. Zastanawiał się jak przez cały dzień omijać mamę. Wziął książkę z biurka, aby mieć wymówkę i poszedł do jadalni.

– Dzień dobry mamo – powiedział – czy będziesz bardzo zła, jeśli będę czytać przy śniadaniu, jestem na bardzo ciekawym kawałku, ale wczoraj zasnąłem i bardzo chce wiedzieć jak to się skończy – skłamał

– Dzień dobry synu, ale to tylko dziś, wyjątkowo – pozwoliła mu – mamy dziś znów piękny dzień – powiedziała, kładąc przed nim talerz z kanapkami i herbatę.

– To może ja zjem w ogrodzie – skorzystał z fortelu Gabriel

– W sumie masz racje, idź – zgodziła się i pocałowała go w głowę – szkoda siedzieć w murach, gdy jest tak ładnie i można spędzić czas na świeżym powietrzu.

– Dziękuje mamo.

Gabriel wstał od stołu, wziął książkę pod pachę, talerz ze śniadaniem i herbatę w obie ręce i poszedł do ogrodu. Postawił wszystko na stoliku i rozsiadł się wygodnie na leżaku. Otworzył książkę i jedząc kanapki zaczął czytać, rzeczywiście akurat trafił na ciekawy wątek, dlatego nawet nie zauważył jak szybko minął czas.

– Do popołudnia synu, jadę do pracy – zawołała do niego mama

– Do widzenia mamo – odkrzyknął

Gabriel wziął puste naczynia i zaniósł je do kuchni, poczuł się wolny, miał cały dom dla siebie. Trochę poczytał, trochę posiedział w salonie, w sumie nawet nie wiedział kiedy zrobiło się południe. W końcu wsiadł na rower i pojechał do Krzysztofa i Ani. Razem  pojeździli po parku. Następnie zajechali do lodziarni na lody. Ania wzięła o smaku ciasteczkowym, on i Krzysztof czekoladowe. Usiedli na ławce pod lodziarnią aby zjeść, leniwie rozmawiając o tym co się dookoła działo. Gabriel dalej czuł się jakoś nieswojo, rozmowa mu się nie kleiła, im też chciałby powiedzieć, że może dowie się coś o swoim  dziadku i tacie, ale jak miałby im to wszystko wytłumaczyć, Portal, Murka, inne światy, jego moce, które prawdopodobnie posiadał. Siedząc tak z nimi czuł się normalnym chłopcem, takim jak każdy inny w ich świecie, jeżdżącym na rowerze, jedzącym lody z przyjaciółmi. Rozmawiając o tym, co chciałby im powiedzieć, już tym normalnym chłopcem by nie był. Lubił Krzyśka i Anię, ale nie był pewien jakby się do tego odnieśli, czy nie wzięli by go po prostu za wariata. Szybko zaproponował, aby już wracali. Pojechał razem z nimi pod dom Ani, potem Krzyśka, a następnie do siebie. Na podjeździe stał już samochód mamy, a więc już wróciła. Pomyślał, że jednak pospieszył się z tym powrotem do domu, gdyż nie czuł się na siłach aby dziś z nią rozmawiać. Dlatego wchodząc do domu od razu skierował kroki do swojego pokoju.

– Gabriel, to ty? – spytała mama

– Tak mamo, wróciłem.

–  Jesteś głodny, przygrzać obiad?

– Może później, chyba że ty mamo jesteś głodna, to zjemy teraz, ale zjadłem lody na mieście i mógłbym trochę poczekać.

– Dobrze to przygrzeje nam później, ja też zjadłam na uniwersytecie i nie jestem głodna.

Gabriel szczęśliwy, że ominie go jedzenie posiłku z mamą poszedł do swojego pokoju. Usiadł w fotelu i czekał. Zegar na ścianie w holu głośno odbijał sekundy, tik tak, tik tak, czas mu się bardzo dłużył. Chciał wziąć książkę z biurka, ale przypomniał sobie, że zostawił ja na stoliku w ogrodzie. Chyłkiem, cichutko wykradł się na ogród. Słońce już powoli zaczęło zachodzić, a więc pora pójść do saloniku dziadka, pomyślał. Wziął książkę i starając się ominąć mamę poszedł na górę. Drzwi trochę zaskrzypiały, chłopak stanął w bezruchu nasłuchując czy mama to usłyszała, jednak z dołu dolatywał tylko dźwięk z radia. Delikatnie zamknął za sobą drzwi. Omiótł spojrzeniem cały pokój i zatrzymał wzrok na portrecie. Oczy mu się zaszkliły.

– Wiesz dziadku – powiedział cicho do portretu – dziś chyba się dowiem co się z tobą stało. Nie wiem, czy żyjesz czy nie, czy w ogóle można określić taki stan poza naszym światem, czy jeszcze jesteś człowiekiem, czy już jakąś istotą czy bytem. Niedawno rozmawiałem z Teodozjuszem o bycie, potem dużo czytałem na ten temat i utkwiło mi to w pamięci, ale nigdy nie myślałam, że użyję tego słowa wobec ciebie, dziadku. Możliwe, że też dowiem się co się stało z tatą, czy jest tam z tobą, czy gdzieś indziej, w innej części wymiaru. To jest niesamowite, że w ogóle mam tą możliwość, aby się nad tym zastanawiać, ale jeszcze bardziej niesamowite jest to, że powie mi to osoba z innego świata, z innego wymiaru, która jest Murkiem. Jeszcze przed moimi ostatnimi urodzinami, gdyby mi to ktoś powiedział, to bym go wziął za wariata, wyśmiał bym go, a teraz jestem tu, mówię do portretu i czekam aż ze ściany wyjdzie jakiś „stwór” którego do tego jeszcze zobaczę i usłyszę, i powie mi coś o osobach, które zaginęły wiele lat temu i są w innym świecie. Obłęd i rzeczywistość.

– Kogo nazywasz stworem co? Chyba powinienem się obrazić i sobie pójść.

Gabriel, mimo że czekał na Murka podskoczył słysząc jego głos, nie spodziewał się, że to już ta godzina, przestraszył się też, że go obraził i naprawdę sobie pójdzie.

– Teo, Teodozjuszu, przepraszam, nie chciałem ciebie obrazić, zostań, ja muszę wszystkiego się dowiedzieć, proszę.

– Teo, Teodozjuszu? Już nie Herbata – droczył się Murek

– Herbata, Teo, jak chcesz, tylko zostań i mi wszystko opowiedz.

– Żartuję Gab, w sumie jak ja jestem stworem dla ciebie, to jeśli dobrze tą kwestię przemyśleć, to ty jesteś stworem dla mnie – przekomarzał się Teo

– Tak, masz rację, nigdy nie spojrzałem na ten temat z tej perspektywy.

– A widzisz, wszystko zależy od percepcji i perspektywy – zaśmiał się Teodozjusz

Obaj chłopcy wybuchli śmiechem. Atmosfera naładowana z obu stron strachem i obawami rozluźniła się.

– Jak dobrze Teo, że jesteś, cały dzień chodziłem jak w transie, bałem się czy przyjdziesz, ale jesteś, więc teraz musisz mi wszystko powiedzieć.

– Przepraszam Gab, że wczoraj uciekłem, ale sam wiesz, że to nie jest normalna sytuacja dla nas obu. Wiedziałem, że kiedyś muszę Ci opowiedzieć o twojej rodzinie, ale nie wiedziałem kiedy. Chciałem abyś był na to gotowy, tylko czy można określić kiedy się jest gotowym na takie informacje, czy to już, czy jeszcze nie. Wczoraj jak powiedziałeś, że rozmawiałeś z mamą zaskoczyłeś mnie tym, że już tak szybko podjąłeś taką decyzję, byłem rozbity, a jak mi się wyrwało to o twoim dziadku, przestraszyłem się i uciekłem, ale rozmawiałem, że Starszym i teraz jestem gotowy Ci wszystko powiedzieć, pytaj.

– Tu nie ma co pytać, mów wszystko.

-Tylko nie szalej Gab, dobrze. Ja ci powiem co chcesz wiedzieć, ale ty nie pobiegniesz od razu aby przejść ze mną przez Portal, poukładasz sobie wszystko w głowie na spokojnie to co usłyszysz i porozmawiamy, dobrze?

– Nie bój się Teo, ja i tak będę musiał najpierw porozmawiać z mama, nie mogę tak przejść i  gdybym nie wrócił zostawić ją z tą niepewnością co się ze mną stało, to by ją zabiło.

– Dobrze, więc mamy to wyjaśnione. To tak, jak wiesz dziesięć lat temu przeszedł do nas twój dziadek. Przeszedł bo chciał ocalić Teofila, a pięć lat temu twój tata. Obaj żyją u nas, to znaczy z nami i mają się dobrze. Twój tata bardzo za wami tęskni, gdy tylko go wiedzę,  muszę mu o was wszystko opowiedzieć. Jest mu bardzo ciężko, przejście przez Portal miedzy wymiarami wydaje się być takie „cienkie” i twój tata zawsze bardzo boleje, że wy jesteście niby tak blisko, jakby za ściana, a jednocześnie tak daleko. On tego trochę nie pojmuje i tu nie chodzi tylko o umysł, ale o uczucia. Jemu jest trudniej, Teodor przechodząc mniej stracił niż twój tata, do tego jak przeszedł  do nas  twój ojciec, to najbliższa osoba dla Teodora jest z nim, a twój tata zostawił żonę i syna, czyli was, których bardzo kocha. Myślę też, że mają trochę różne charaktery, Teodor ma dusze odkrywcy, cechuje go ta „młodzieńcza rządza przygód” , którą chyba wyczuwam w Tobie. Tadeusz bardziej stabilnie stąpa po ziemi. Teodor ma bardziej otwarty umysł na wszystkie zjawiska nadprzyrodzone i metafizyczne, a Twój tata jest raczej z tych , którzy potrzebują wszystko potwierdzić naukowo i jakoś nie potrafi się w tym naszym świecie odnaleźć. Tadeusz wiele razy prosili Starszego, aby pozwolił mu spróbować wrócić, ale Starszy nie zgadza się, boi się, że spotka go los twojego pradziadka. Łącząc nasze losy wzięliśmy odpowiedzialność za ten czyn i w ten sposób za wasz los.

– A co się stało z pradziadkiem?

– Pewnego dnia chciał wrócić do waszego świata, sam nic nie mówiąc nikomu, ale to nie jest takie proste, to nie jest droga jakbyś przeskoczył przez ścianę, tam jest dużo labiryntów. Dla osoby, które nie zna tego miejsca jest to bardzo niebezpieczne. Tam czas i miejsce maja inny wymiar, gdy się zgubisz skutki mogą być katastrofalne. Możesz przejść w inny wymiar, w inne miejsce, w innym czasie. Możesz trafić w nicość i nawet jak jest to ułamek sekundy, to jakby to była wieczność i przestać istnieć. Nie zawsze Portal pozwala przez niego przejść, tak to by każdy mógł przeskakiwać, gdzie i kiedy chce.

– Ale ty przechodzisz non stop tam i z powrotem i nic ci nie jest.

– Ale je jestem Murkiem i Twoją pieczęcią, a wy ludźmi. Po prostu tak jest, że wasz świat nie łączy się z Portalem. Moc jaką otrzymaliście nie jest tak mocna, byście mogli bez ryzyka przechodzić sami kiedy chcecie, tam i z powrotem. Nie wiemy czy my możemy was przeprowadzić bez uszczerbku, czy Portal was nie wchłonie.

– I czy tak się stało z pradziadkiem?

 – Tak, szukaliśmy go długo i nie udał nam się go uratować, jak go znaleźliśmy, stał się już tylko pyłem.

– To skąd wiedzieliście, że to on?

– My to czujemy, zbliżając się wiemy kim była ta istota. Starsi maja tą moc. Dlatego opłakaliśmy Teofila, a Starszy zabronił przeprowadzać Teodora i Tadeusza. Z tego powodu zwlekałem aby Ci o tym mówić, bo nie ma pewności czy uda Ci się wrócić. Możesz podzielić los taty i dziadka. Co prawda Starszy czyje w Tobie jakąś inna, silniejsza moc niż u nich. Nie wiemy czy to jest efekt przełamania pieczęci przejścia między mnie i ciebie, czy poprzez pokolenia moc się wzmagała, czy jesteś po prostu wybrany, ale Starszy pokłada w tobie duże nadzieje na splecenia naszych światów, a nie tylko na „uwięzienie” Ciebie u nas jak w przypadku dziadka i taty. Nie wiedzieliśmy jak to będzie. Wolą Wiecznych złączyliśmy wasze losy z naszymi, ale skutki tego nam były nie znane. Nie chcieliśmy aby Teofil zginął, aby Teodor i Tadeusz utknęli u nas, mam nadzieje , że to rozumiesz, Murki bardzo szanują każde życie. Tak się po prostu stało.

– Rozumiem to, staram się. Gdzieś wewnątrz siebie czuje, że mam jakieś zadanie do wykonania, takie niesamowicie dziwne uczucie, nie chce tego a jednocześnie bardzo chcę.

– My nazywamy to karmą.

– Karmą? A jak tata i dziadek radzą sobie u was?

– Dziadek bardzo dobrze, zbudował sobie dom, nie jest sam, złączył się z Murką, ma na imię Kira, w sumie przyjął bardzo dobrze swój los i jest chyba szczęśliwy. Ale on w waszym świecie był już sam. Twój tata z nimi mieszka, jednak on cały czas za wami bardzo tęskni, nie potrafi odnaleźć się u nas, jest nieszczęśliwy. Na pewno by się ucieszył gdyby Ciebie mógł zobaczyć, ale bałby się, że też utkniesz, a tym samy zostawisz twoja mamę samą. To bardzo trudna sytuacja Gabrielu, musisz wszystko przemyśleć, nie spiesz się to ważna decyzja, musisz mieć pewność.  

Gabriel zasępił się, bo Teo rzeczywiście odgadł, że najchętniej już teraz by przeszedł aby zobaczyć tatę i dziadka. Jednak co dalej, co z mamą, przyjaciółmi, jego dalszym życiem.

– Wiesz, chyba już pójdę do siebie spać, nagle poczułem się bardzo zmęczony – powiedział do Murka.

 – Dobrze, ja rozumiem, że te informacje ciebie zaskoczyły i przytłoczyły. Mamy po piętnaście  lat a świat zwalił nam na głowę trudne zadanie.

– Tobie jest łatwiej, ty od początku wiedziałeś o nim, o różnych światach, a twoi bliscy mieszkają z tobą, a nie gdzieś „za ścianą” czekając, że może ty ich uratujesz lub tam utkniesz z nimi, za sobą zostawiając to co do tej pory znałeś i kochałeś.

– Tak to prawda Gab. Pamiętaj, że nikt nic na siłę od ciebie nie wymaga, jeśli nie czujesz się na siłach to nic nie rób, żyj życiem jakie tutaj masz, ja będę zawsze obok ciebie. Będę czekał, jak zmienisz zdanie to po prostu dasz mi znać.

– O tak, to by było najłatwiejsze, zapomnieć, żyć jakbym Ciebie nie spotkał, jakby u was taty i dziadka nie było. Ale nie po to skradałeś tutaj od dnia, gdy skończyłem piętnaście lat, skrobiąc paznokciem po ścianie, abym powiedział, dobra to ja nic nie słyszałem, idę sobie żyć po swojemu.

– To nie do końca tak, skradałem się jak to powiedziałeś i skrobałem paznokciem – zaśmiał się gorzko Teo – od kiedy pamiętam, tylko nikt tego nie widział i nie słyszał, to odblokowanie twoich mocy spowodowało, że zobaczyłeś i usłyszałeś. Ja nie miałem na to wpływu. Jestem tu, to moje zadanie. Pomóc ci, być twoją pieczęcią, twoim obrońcą, powiernikiem i pomocnikiem, ale jeśli z tego zrezygnujesz to ja ciebie do tego nie zmuszę.  Zrozumiem to.

– A co pomyślą dziadek i tata, że zostawiłam ich tam!

– Jeśli chcesz to ja im na razie nic nie powiem, że rozmawiałem z tobą i powiedziałem Ci o nich, więc nie będziesz musiał się tym martwić.

– Ale ja wiem, że wiem, to wystarczy.

– Przepraszam nie chciałem, teraz chyba rozumiesz dlaczego uciekłem. Nie chciałem jeszcze brać na siebie tego brzemienia, tak wyszło. Idź spać, jutro rano będziesz miał świeży umysł, wszystko przemyślisz, nie śpiesz się, Tu trzeba działać ostrożnie. Do widzenia Gab – powiedział wstając, otrzepując spodni z kurzu i odchodząc.

Gab został w pokoju sam, zwinął się w kłębek na fotelu dziadka i zaczął cicho płakać, z bezsilności, oraz złości na to wszystko co go spotkało i o czym się dowiedział, z żalu nad losem taty i dziadka, z żalu nad swoim losem. Miał w końcu dopiero piętnaście lat, jak zauważył przyjaciel, a świat, ba światy, wymagają od niego heroizmu. Jeszcze parę miesięcy temu był zwykłym chłopcem, trochę nieśmiałym, nie wyróżniającym się wśród innych. Wiódł może trochę nudne, ale stabilne życie. Potem poznał Anie, bardziej przez to zaprzyjaźnił się z Krzysztofem i mógłby do końca wakacji spotykać się z nimi, a potem pójść znów do szkoły, i znów wakacje, w końcu by dorósł, ułożył sobie życie, założył rodzinę, miałby pracę, i to wszystko co miałby zwykły chłopiec gdy dorośnie. Tylko, że on już zwykłym chłopcem nie był!

– Dziadku co mam robić?- powiedział jak kiedyś do obrazu – co mam robić? – nie usłyszał jednak żadnej cudownej rady i wiedział, że nawet gdyby godzinami wpatrywał się w ten obraz i pytał non stop, to nie usłyszy – Mógłbym zapytać mamę o to samo – powiedział – ale co ona mi odpowie? Idź uratuj mojego męża a swojego tatę, czy zostań, musisz ratować siebie. Każda odpowiedź będzie zła i obarczy ją winą gdy coś pójdzie nie tak. Nie mogę jej tego zrobić, wiesz o tym dziadku, najtrudniejsze jest to, że zostałem z tą decyzją sam, ale ja mam piętnaście lat, piętnaście! Nie tyle co wy, gdy podejmowaliście się tego zadania, piętnaście, to dla mnie za trudne, za trudne!

Presja, która ciążyła mu na sercu stawała się co raz cięższa, zerwał się fotela i wybiegł z pokoju, zbieg po schodach i zatrzasnął za sobą drzwi. Szybko rzucił się na łóżko i przykrył kołdrą po czubek głowy, jakby to miało pomóc. Miał tylko nadzieję, że mama nie usłyszała, nie zniósł by, gdyby teraz tu weszła pytając co się stało i całując go jak zwykle na noc w czoło. Nie weszła, nie usłyszała. Gabriel leżał tak chwilę czekając ze strachem, powoli coraz bardziej senny, w końcu zasnął.

 Barbara dłuższą chwile stała pod drzwiami do pokoju syna z ręką na klamce, w końcu oparła się o ścianę, nie wiedzieć czemu nie mogła tam wejść. Serce jej kazało zostać, łzy spływały jej po policzku, czuła że Gabriel ma problem z tamtym światem, który musi rozwiązać. Już dwa razy czuła to dziwne uczucie i serce zabiło jej jeszcze mocniej, czy to znów to? Jednak postanowiła dziś nie pokazywać synowi, tego co czuje, czego się tak bardzo boi. Niech chłopak spokojnie śpi, to jeszcze dziecko. Gdy usłyszała równy, spokojny oddech weszła do pokoju, cichutko podeszła do łóżka, poprawiła Gabrielowi kołdrę i delikatnie pocałowała go w czoło, jak co noc. Następnie poszła do swojej sypialni, położyła się do łóżka i ze strachem w sercu wpatrywała się w sufit. Nawet nie chciała myśleć, czemu czuje te dziwne uczucie. Godziny mijały a ona nie mogła zasnąć, w końcu zmęczenie wzięło górę i gdy na dworze już szarzało, zasnęła.

Teodozjusz przeszedł szybko przez Portal. Nie chciał swoją osobą zmuszać Gabriela do podjęcia decyzji, chciał aby chłopak miał czas na oswojenie się z informacjami jakie otrzymał i przemyślenie ich. Po przejściu do swojego świata znów jak poprzedniej nocy oparł się na chwile o ścianę Portalu, w lekko zacienionym od krzaków miejscu. Musiał poczekać, aż się uspokoi, aż jego oddech i serce wrócą do spokojnego rytmu. Na razie nie będzie nic mówił o tym, co powiedział Gabrielowi, ani Teodorowi i Tadeuszowi, nie chciał im robić nadziei czy przysparzać zmartwień, ani Starszemu, bo bał się aby ten nie naciskał na niego zmuszając go do wpływu na decyzję Gaba. Wiedział, że ta decyzja musi być podjęta tylko przez chłopca, nikt nie może mieć na nią wpływu, postanowił, że przyjmie ją taką, jaką przekaże mu przyjaciel. Znając ją pomoże mu w zrealizowaniu jej, jaka by nie była. Jest Murkiem, ale jest też jakby jego bliźniakiem, ich losy zostały związane na zawsze, czy tego chcą czy nie. Więź też będzie na zawsze, bez względu na to czy Gabriel postanowi przejść do świata Teodozjusza i pomóc Murkom, czy zostanie zwykłym chłopcem, żyjącym tylko w swoim świecie. Jest mu to winien, zburzył sobą cały jego spokojny świat i teraz on ponosi odpowiedzialność za to jakie będzie jego dalsze życie, w sumie jakie życie będzie ich obu. Gdy poczuł, że się uspokoił, skierował się do domu. Było już bardzo późno, idąc wszędzie słyszał spokojny oddech  śpiących mieszkańców. W jego domu również śpiący rodzice oddychali spokojnym snem, jednak on wiedział, że nie zaśnie. Cicho wszedł do stajni, Bachus z radości zarżał.

– Cicho Bachus bo jeszcze kogoś obudzisz – powiedział do kejta przesuwając ręką po jego grzbiecie – chcesz się przejechać, potrzebuję znów chwili oddechu, a noc taka gwiaździsta.

Wziął czaprak oraz siodło z wieszaka i nałożył na kejta, trochę roztargniony posprawdzał czy wszystko jest dobrze zapięte, założył ogłowie, odwiązał kantar i wyprowadził go ze stajni. Wsiadł zwinnie na Bachusa.

– To do przodu Bachus – powiedział klepiąc go po karku – leć jak strzała, potrzebuję tego. Zawsze się nam dobrze współpracuje, prawda przyjacielu?

Delikatnie ze stępa przeszedł w kłus, kejt wyczuwał każdy ruch swojego jeźdźca. Ominąwszy domy przeszedł w galop, teraz czuł się wolny. Wyjechał z zabudowy i leśnym ścieżkami krążył po okolicy aż poczuł się bardzo zmęczony. Lekkim kłusem wrócił do domu, zaprowadził Bachusa do stajni, zdjął całe oprzyrządowanie i odwiesił na ścianę, Wziął szczotkę i wyczesał kejta do sucha, dołożył mu siana i dolał wody, Na dworze już świtało. Wiedział, że rodzice mogą niedługo wstać, więc skierował się do swojego pokoju i położył się do łóżka, sen nie przychodził. Bał się co usłyszy od Gabriela, ale co by to nie było, będzie obok.

Zaszufladkowano do kategorii "Murki" Powieść fantasy | Dodaj komentarz